 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
Czy Świat Dysku naprawdę istnieje? |
| Autor |
Wiadomość |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 11:17 Czy Świat Dysku naprawdę istnieje?
|
|
|
Pewnie niewielu z was slyszalo o takim czyms jak chaotyzm. No wiec jest to takie metawierzenie, ze wiara nie jest celem, ale narzedziem do osiagniecia celu. Chaoci to okultysci parajacy sie (alez to zabrzmi) magia. Obecnie poglad bardzo rozpowszechniony wsrod ludzi zainteresowanych takimi tematami. Ogolnie polega to na tym, ze wierzac w cos tworzymy bogow (tu powinny sie wam nasunac Pomniejsze Bostwa). Pratchett w swoich ksiazkach bardzo ladnie wyklada chaotyzm, pokazuje na czym to polega itd. Oczywistym staje sie wiec, ze sam Terry musi miec cos z tym do czynienia.
Dlaczego o tym pisze? A no wlasnie dlatego, ze znajomosc pogladow chaotow bardzo pozytywnie wplywa na odbior ksiazek i na ich zrozumienie (Implikowana Kreacja Antropomorficznych Personifikacji to typowe 'tworzenie' bogow, tylko troche przekoloryzowane, a cale Pomniejsze Bostwa to jedna wielka wykladnia chaotyzmu).
Oczywiscie wielu sceptykow powie, ze wszystkie te okultystyczne bzdury to banialuki. Byc moze beda mieli racje, a byc moze nie, tak czy inaczej nie zaszkodzi, jesli pozna sie troche czaotystycznych teorii, a napewno pozwoli to spojrzec na SD z innej strony.
Chaoci bowiem do swoich celow czesto tworza wlasne systemy swiatow, bostw itd, dzieki ktorym osiagaja swoje cele. Mamy wiec chaotow-wyznawcow Cthulhu, mamy chaotow-wyznawcow Myszki Miki i mamy (zapewne) chaotow-wyznawcow SD.
Czy mozliwe jest wiec, ze dzieki wierze i wizualizacjach pewnych ludzi gdzies tam daleko wielki A'Tuin zostal powolany do zycia? Jak dla mnie brzmi to bardzo zachecajaco
Dla osob, ktore zainteresowal temat chaotyzmu powiem, ze mozna wiele na ten temat znalezc w necie, klaniaja sie google
PS: Nie wiem czy w dobrym dziale to umiescilem, ale wybaczcie, wszak jestem tu od niecalej godziny |
|
|
|
 |
Krasnola
Kochanica Kora

Wiek: 23 Dołączyła: 18 Paź 2004 Skąd: Poznań (Zalasewo)
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 17:43
|
|
|
To by się zgadzało z moimi teoriami... Jeszcze zanim sięgnęłam po ŚD wytworzyłam sobie teorię, że z człowiekiem po śmierci dzieje się to , w co wiuerzył: chrześcijanie idą do nieba, buddyści reinkarnują się, inni jamajcy szamani zostają częścią żywiołów, itp, itd... To w co wierzymy kreuje to, co jest... Tak więc zapewne gdzieś tam powstałby taki Świat Dysku, niestety, Barraketh, czy ty nie widzisz tu jakiejś sprzeczności? Dla nas ŚD rjest światem wyobraĽni, światem w który możemy uciec, gdy mamy dosyć tego, który znajduje sie wokół nas.. Jednak żadne z nas (prawdopodobnie) nei wierzy, że coś takiego naprawdę gdzieś egzystuje. możliwe, że gdybyśmy zaczęli wznosić modły do wielkiego A'Tuina i naprawdę uwierzylibyśmy, że takie mega-żółw z czterema słoniami i płaską planetą istnieje, to moze gdzieś in a far far galaxy... W jakimś układzie wpsółrzędnych, który nigdy nie był szczególnie płaski itd Niestety, ograniczają nas nasze ludzkie umysły, które w życiu nie przyjmą istnienia takiego świata jako FAKT. |
_________________ Nie daj się zwieść polskim producentom cyckonoszy! Sprawdż swój PRAWDZIWY rozmiar! |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 18:43
|
|
|
| Hehehe... No oczywiscie zgadzam sie z toba, to byla taka mala prowokacja na koniec, glownym celem tego posta bylo zwrocenie uwagi na chaotyzm i jego wplywy w ksiazach Terry'ego :] |
|
|
|
 |
settler
Administrator

Dołączył: 14 Lut 2004 Skąd: Gdańsk
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 18:45
|
|
|
| Co taka teoria powie o czlowieku, ktory w nic nie wierzy? Nie chodzi mi to o nastawienie ateistyczne, tylko agnostyczne. |
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 18:58
|
|
|
Prawdopodobnie powie, ze taki czlowiek ma przerabane A tak szczerze - nie wiem :] Skoro nie wierzy w nic, to pewnie na niego nic nie ma wplywu, a po smierci pustka, zupelnie jak Smierc w Kosiarzu, on powiedzial ze wierzy w pustke |
|
|
|
 |
QbaJak
Moderator

Wiek: 27 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Jastrzębie/W-wa
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 20:13
|
|
|
Settler nie wiem czy dobrze Cie zrozuemialem przeciez agnostyk nie jest osoba nie wierzaca w nic tylko nie wierzaca w możliwość poznania obiektywnej rzeczywistosci (albo to ja znowu myle pojecia). Przeciez taka osoba wcale nie musi nie wierzyc w nic, po prostu zdaje sobie sprawe ze czesc wiedzy nie jest przeznaczona dla ludzi i ze wzgledu na ogrniczonosc umyslu ludzkiego istenieja pewne granice ktorych przekroczyc nie zdolamy, a tym samym nie warto zaprzatac sobie nimi glowy.
Co do chaotyzmu w ŚD to nie wiem czy sie nie myle ale chyba sprawa byla poruszna takze w pierwszej czesci NSD przy obserwacji powstajacego wszechswiata - kiedy wszystko zachowywalo sie wbrew mysli magow. Dodatkowo na grzbiecie A'Tuina wszystko dziala tylko dzieki unikalnemu zestawowli pierwiastkow (m.in. narrativum), ktorych nie znajdziemy w naszej rzeczywistosci. Chociaz wplyw wiary (ze cos sie moze stac/zaistniec) zwiazanej z chaotyzmem jest szeroko poruszany w dzisiejszej fantastyce, takze tej spoza ŚD, w szczegolnosci moge polecic krotkie opowiadania zwiazane z tematem, gdyz te z reguly koncza sie zanim czytelnik zdazy sie znudzic .
Bezposrednio z chaotyzmem, a moze raczej z "teoria zmiennosci" zwiazane sa tez dzisiejsze nauki , jak chociazby fizyka, w ktorej podstawa sa pewne niezmienne stałe przyrody. Otoz te stałe wcale nie sa stale i ponoc zaleza od wieku wszechswiata (a wiec mozemy je uznac za stale wzgledem paru -nastu/-dziesieciu tysiecy lat...... co nam i tak nie robi wiekszej roznicy)
PS Barraketh - gratuluje debiutu na forum |
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods. |
| |
|
|
|
 |
settler
Administrator

Dołączył: 14 Lut 2004 Skąd: Gdańsk
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 21:03
|
|
|
Qbajak, jak napisalem posta od razu wiedzialem, ze tak bedzie
Poprostu uproscilem to do granic mozliwosci (a moze bardziej).
Agnostyk to osoba, ktora wierz (jesli juz chcemy uzyc tego slowa), ze mozliwe zarowno jedno jak i drugie (na ogol chodzi o istnienie/nieistnienie Boga, ale mozna tez mowic tutaj o podejsciu do istnienia "zycia" po smierci). Poprstu agnostyk wie, ze tak naprawde nie jest mozliwe udowodnienie itnienia, badz nieistnienia takich rzeczy. (Choc kolejna sprawa jest taka, ze Kosciol stwierdzil, ze niemozna filozoficznie rozwazac Boga - zapewne dlatego, ze teraz zwykly licealista moze oblic teorie takiego ¦w. Tomasza, czy ¦w. Anzelma. Co prawda jakis rok temu bylem na wykladzie ksiedza, ktory twierdzil inaczej... ale tak to jest, ze nie caly Kosciol ma jednakowe zdanie. Jako, ze ten nawias troche nijak ma sie do tematu to juz go koncze).
Dlatego uproscilem, ze agnostyk ani nie wierzy w ezystencje po smierci, ani nie przekresla mozliwosci jej istnienia.
Co do stalych to masz racje. Np. stala Plancka tak naprawde nie jest stala, gdyz zmienia sie w czasie. Co prawda dla czasu istnienia takiej ludzkosci to nie jest w zaden sposob znaczace, dlatego uznaje sie je za stale. Co prawda nie wiem, czy jest tak ze wszystkimi stalymi... np. nie slyszalem nic o zmianie pi.
Edit - ah, 666 post... |
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 22:12
|
|
|
No dobrze QbaJak, ale Ty mowisz o zjawiskach przyrody (no tak to nazwijmy umownie), natomiast chotyzm ma na celu co innego, to glownie poglad 'przydatny' okultystom. I owszem jest w literaturze czesto spotykany, nawet Lovecraft jest uwazany za chaote, z reszta, jak pisalem, jego mity sa rowniez 'stosowane'.
Teoria zmiennosci o ktorej mowisz niewiele ma wspolnego, ona jest, tak sie poprostu dzieje i nikt nie ma na to wplywu, chaoci natomiast przez swoja wiare/niewiare sami tworza/zmieniaja swiat. Oczywiscie, jak pisalem wiaze sie to scisle z pewnymi praktykami okultystycznymi, tworzonymi albo pod wyznawanych bogow (np chaota-wyznawca Wielkiej Marchewki tworzy rytualy okultystyczne majace wykozystac moc Wielkiej Marchewki (ktora jest wedle niego bogiem) do jego celow), lub przejeciem pewnych praktyk od grup wyznawcow (na przyklad kabalistyczne praktyki zydow). Chaota wiec lawiruje miedzy wierzeniami przyjmujac to, co akurat mu 'potrzebne'.
Bardziej doswiadczeni wola jednak kreowac wlasne systemy, znika wtedy problem 'przystosowywania sie' do coraz to nowych pogladow. Tak wiec (to oczywiscie teoria) Pratchett na potrzeby swoich 'praktyk' stworzyl Swiat Dysku, kozystal z niego, po czym stwierdzil: 'wiecej wiary, wieksza moc. napisal wiec ksiazke, ktora zdobyla sukces, pisal nastepne, coraz wiecej osob poznawalo SD, coraz wiecej chaotow 'przechodzilo' na SD tym samym zwiekszajac jego 'moc'. Tak to dziala w teorii, oczywiscie Pratchettem mogly kierowac zupelnie inne przeslanki, z pewnoscia jednak z teoriami chaotow zetknal sie w swoim zyciu, czesto bowiem sam pisze o chaosie doslownie (obecnie nie dysponuje cytatami, jednak w Pomniejszych na sto procent uzyte jest slowo chaos do opisania calego tego 'bajzlu' ).
No ja oczywisci niezbyt dobrze to wszystko tlumacze, dla zainteresowanych mam wiec
link. Taki tam krotki tekscik o teoriach chaosu. |
|
|
|
 |
QbaJak
Moderator

Wiek: 27 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Jastrzębie/W-wa
|
Wysłany: 3 Luty 2005, 23:17
|
|
|
Wybacz Barraketh ale jakos za bardzo skupilem sie na wypowiedzi Settlera i jakos tak samo wyszlo
Tyle ze teraz nie bardzo rozumiem czy piszesz o samy PomniejszychBostwach czy o calej tworczosci PTerrego, jesli chodzi o to drugi to watpie ze Terry zaczal pisac opowiadania ze SD przyprawaiajac do tego jakas ideologie, z reszta wynika to takze ze jego wypowiedzi udzielnych w wywiadach gdzie czesto podkresla ze nie mial zamiaru tworzyc salej serii i poczatkowo chcial sie ograniczyc do KM i FB...... ale z czasem kto wie
A wracajac do moich stalych przyrody i liczby PI poruszonej przez Settlera to chcialbym tylko napomknac ze PI nie jest stala fizyczna a matematyczna ale to juz troche inna bajka |
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods. |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 4 Luty 2005, 06:34
|
|
|
| Oczywiscie to bylo tylko takie zobrazowanie tego procesu. Do takiego pisania jak przedstawilem duzo bardziej pasuje mi np Lovecraft, ktory w wieku 15 lat podobno juz praktykowal okultyzm, aczkolwiek oczywiscie nic nie jest pewne. Niewatpliwie teraz duzo kozysta sie z tworczosci ludzi uwazanych za chaotow. |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 26 Luty 2005, 21:48
|
|
|
Hmm jestem w lekkim szoku!!!
Już kilkanaście lat temu, całkiem samodzielnie zaczęłam opracowywać coś co roboczo nazwałam teorią światotwórstwa (ew. tworzenia światów). Po ang. worldmaking. Ponieważ ludu na ziemi sporo, to w podobnym czasie niejaki Nelson Goodman wpadł na podobny pomysł i napisał książkę "The Ways of Worldmaking" (w wersji pol. wydane przez wyd Aletheia "Jak tworzymy świat".
Co ciekawe okruszyny mojej teorii znajduję w twórczości Pratchetta (tu i ówdzie, co wynika zapewne z podobnych zainteresowań i sposobu myślenia), a teraz się okazuje, że istnieje jakiś chaotyzm, o którym w życiu nie słyszałam!
Oj, chyba jestem niedouczona, chlip!
Ale to dobrze - od paru lat już się zbieram do zrobienia strony o tworzeniu światów - więc im więcej materiałów tym lepiej. |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 28 Luty 2005, 08:27
|
|
|
No coz, teoria kreowania swiata przez czlowieka obecna jest w kulturze juz od starozytnosci, kiedy to wiedziano, ze wszystko zalezy od punktu widzenia, a kazdy postrzega swiat na swoj sposob. W wielkim skrocie przedstawia sie to tak, ze kazdy osobnik ma wlasne, osobiste multiwersum. Kazdy czlowiek zyje w swoim wlasnym wrzechswiecie, sam go dla siebie tworzy. Dlatego tez mozliwe jest ze rzeczy, ktore dla kogos wydaja sie biale dla innych beda czarne. Mozliwe, ze pewien osobnik zaneguje istnienie ceglanego muru przed ktorym stoi. Oczywiscie to tylko teoria i jak na teorie przystalo jest mocno naciagnieta. Jednak sprawa jest duzo bardziej skomplikowana i sprowadza sie do tego, ze przecietny czlowiek na swoj osobisty wszechswiat bardzo podobny do innych przecietniakow, tym bardziej jesli nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy kreacji. To z prostej przyczyny - zeby nie zwariowac Co byscie powiedzieli gdyby nagle wasz sasiad przeszedl przez sciane, ktora w jego osobistym wszechswiecie moglaby nie istniec? No wlasnie :]
Hehe brzmi to jak opis autyzmu, ale moim zdaniem to wlasnie osoby z autyzmem najbardziej wplywaja na kreacje swojego swiata. Niestety wiaze sie to z pewnymi negatywnymi konsekwencjami
PS: To oczywscie w wiekszosci nie moje teorie, nie oskarzac mnie wiec o szalenstwo prosze . |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 28 Luty 2005, 14:51
|
|
|
Bynajmnie nie uważam tego za szaleństwo... Ale w tym temacie mieszają się dość chaotycznie różne dziedziny: filozofia sztuki, psychologia postrzegania, fizjologia mózgu i różne pokawałkowane fragmenty systemów filozoficznych.
Byłoby dobrze, gdyby ktoś to uporządkował i ustalił mniej więcej gdzie kończy się percepcja a zaczyna kreacja, albo w którym momencie to jest fizyka a w którym autosugestia.
Jak na razie Barraketh, zarówno w Twoim ostatnim poście, jak i w zlinkowanym przez Ciebie artykule dostrzegam głównie kosmiczny bałagan terminologiczny. Coś jakby ktoś powycinał na chybił-trafił scenki z różnych programów na Discovery i próbował je pozlepiać razem. |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 28 Luty 2005, 21:38
|
|
|
No coz, piszac o chaosie nie sposob uniknac... pisania chaotycznego
Gdzie sie konczy fizyka - no coz, tam gdzie konczy sie Twoja wiara. Jak napisal kiedys Crowley bodajze "Czlowiek nie umie latac bez uzycia maszyn, bo nikt jeszcze nie uwierzyl, ze to mozliwe". Mozg posiada pewne wewnetrzne hamulce, moznaby to nazwac 'zdrowym rozsadkiem', skutecznie filtruje i utrudnia caly proces kreacji (m.in. dlatego we wszystkich okultystycznych rytualach tak wazny jest trans 'wylaczajacy' tego zewnetrznego cenzora.
W sumie to tak bylo na marginesie, glownie chcialem napisac, ze nie mozna mowic o fundamentalnych (?) zasadach istnienia swiata ograniczajac sie jedynie do jednej dziedziny wiedzy. Nie da sie wyjasnic wszystkich zjawisk opierajac sie jedynie na fizyce, dlatego tez mieszanie sie roznych pojec i dziedzin jest tutaj nieuniknione. Poza tym chyba nikt z nas nie dazy do opracowania naukowej teorii chaotyzmu
Inna sprawa jest to, ze latwo mi sie pisze o czyms, co znam, trudniej to wytlumaczyc i osobiscie raczej sie tego nie podejme, moze co najwyzej poszukac stron z ktorych sam czerpalem wiedze.
Na koniec jeszcze napisze, ze nie da sie ustalic twardej granicy miedzy percepja, a kreacja, czy fizyka i autosugestia. Skoro bowiem sami kreujemy swoje swiaty, sami rowniez wyznaczamy te granice (swiadomie lub nie, to nie ma znaczenia). Dlatego tez kazdy ma swoje granice, ktorych przekroczyc nie chce, lub nie moze. Ustalenie jakiesc pewnej, niekwestionowalnej granicy miedzy tymi zjawiskami jest nie dosc, ze niewykonalne, to i zupelnie bezsensowne. Wszystko zalezy od zdolnosci i pewnego poziomu swiadomosci. Jedyna wiec granica jest ta, ktora sami stwarzamy (jak pisalem swiadomie, lub nieswiadomie). Czy jednak istnieje granica ostateczna, nieprzekraczalna przez absolutnie nikogo? Skad moge to wiedziec Skad ktokolwiek moze to wiedziec? |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 28 Luty 2005, 23:01
|
|
|
Krótko:
zgadzam się z: proces kreacji (oj, ile to wysiłku wymaga!!), wzajemna łączność dziedzin nauk,
Nie zgadzam się natomiast z resztą (częściowo). Oczywiście percepcja jest zjawiskiem w większości psychicznym, ale ważne jest rozróżnienie granicy pomiędzy własną kreacją a rzeczywistością. W którymś momencie można uwierzyć, że umie się latać i zlecieć na łeb z 10 piętra (bez windy).
Jak masz jakieś ciekawe linki n.t. chaotyzmu, to daj pls, chętnie poczytam. |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 1 Marzec 2005, 17:31
|
|
|
| Cytat: | | W którymś momencie można uwierzyć, że umie się latać i zlecieć na łeb z 10 piętra (bez windy). |
I wlasnie tu sie mylisz (przynajmniej wedle teorii chaosu), poniewaz sam akr wiary czyni zdazenie mozliwym. Problem w tym, zeby naprawde uwiezyc, ze umie sie latac i to nie tylko tym 'zewnetrznym' umyslem, sama swiadomoscia, trzeba do tego rowniez przekonac podswiadomosc i przelamac bariery budowane od poczatku zycia i wpajane przez otaczajacy nas swiat. To jest juz sztuka niezwykle trudna, mozliwa (o ile w ogole mozliwa) przy niezwyklej koncentracji, najpewniej w glebokim transie, skok z okna jest wiec wykluczony Aczkolwiek jak glosza plotki sa osoby potrafiace lewitowac, coz z tego, ze gdziec w Tybecie .
Linkow poszukam i wrzuce niedlugo, teraz niezbyt mi sie chce przekopywac przez te wszystkie strony w poszukiwaniu czegos wartosciowego.
Teraz moge polecic bardzo dobry serwis Gwiezdne Wrota
Sporo artow nie tylko o chaotyzmie traktujacych, ale o rozwoju duchowym i okutyzmie ogolnie. |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 2 Marzec 2005, 22:08
|
|
|
Hmm, ten link nie działa, ale znalazłam interesujący tekst n.t. naukowy. Pozwolę go sobie tutaj zamieścić.
"Autorem nietypowego bestselleru jest Stephen Wolfram, spec od programów komputerowych, informatyk uważany za geniusza, ekscentryk, mający sobie za nic uznane teorie i autorytety naukowe. Przekonanie o genialności Wolframa nie jest bezpodstawne. W wieku 15 lat opublikował w poważnym piśmie pierwszą pracę naukową z... teorii cząstek elementarnych. Rozpoczął studia w Oksfordzie (jest Anglikiem), skończył je doktoratem (w wieku 20 lat) w słynnym Cal-Tech'u (Kalifornijski Instytut Technologii w Pasadenie, USA) i zrobił fortunę, tworząc bardzo ciekawy program komputerowy Mathematica. Podkreślam dorobek i zdolności Wolframa, bo stworzona przez niego "teoria funkcjonowania Wszechświata" (nieźle, co?) burzy całkowicie dotychczasowe poglądy na ten temat i "wyłącza" koncepcje Galileusza, Newtona, Einsteina, a nawet teorię kwantów. Nie w tym sensie, że są fałszywe, raczej że wyjaśniają "fragmenty rzeczywistości" dość powierzchownie (!), bo istota rzeczywistości fizycznej polega na czymś zupełnie innym. Owo "coś innego" to pomysł, że Wszechświat jest... wielkim komputerem, cała zaś rzeczywistość - wszystko, co istnieje i "dzieje się" - sprowadza się do stosunkowo prostego programu (algorytmu) komputerowego. Dotyczy to zresztą - wedle Wolframa - nie tylko rzeczywistości fizycznej, ale także biologicznej, a nawet społecznej. Więc i my jesteśmy w jakiś sposób tworem komputera-Wszechświata...
Do zrozumienia Wolframowej komputerowej rzeczywistości nie jest potrzebna wyższa matematyka, w której tak głęboko tkwią kosmologowie i fizycy. Dla ścisłości trzeba dodać, iż w koncepcji Stephena Wolframa chodzi nie tyle o komputer, ile o tak zwany automat komórkowy, co dobrze rozumieją informatycy i komputerowcy (i może tylko oni?), ale wyjaśnienie istoty automatu komórkowego nie jest tu konieczne i zresztą przekraczałoby moje możliwości. Mogę tylko dodać, że przede wszystkim jest to pewna idea abstrakcyjna, stosunkowo prosta, i że nie jest ona wcale nowa. Coś takiego wymyślił wielki matematyk John von Neumann w latach 40. w Princeton w USA, a spory wkład w rozwój tej idei miał współtwórca amerykańskiej bomby atomowej, polski matematyk Stanisław Ulam.
Ciekawe, że Ulam całą tę sferę badań (automatów komórkowych - notabene nie ma to nic wspólnego z komórkami telefonicznymi!) nazwał "fizyką urojoną", czyli rzeczywistością wymyśloną... A na pomysł, że "fizyka urojona" może znaleźć zastosowanie w badaniach świata rzeczywistego, wpadł już dawno starszy kolega Wolframa, Edward Friedkin. Też uważany za geniusza informatycznego. Friedkin uznał jako pierwszy, że Wszechświat jest komputerem i działa jak komputer - zatem i tę ideę Wolfram "pożyczył" od kogoś.
Nie jest więc w niczym pierwszy, tyle że koncepcję świata jako automatu komórkowego wyłożył najpełniej i najspójniej, a także najbardziej zrozumiale dla nieprofesjonalistów. Gdyby idea Wszechświata-komputera okazała się naprawdę wystarczająca do pełnego wyjaśnienia rzeczywistości (pamiętajmy, że idea automatu komórkowego jest bardzo prosta!), byłaby to nowa rewolucja naukowa w naszym poznaniu. Najłagodniejsi krytycy mówią, że może coś w tym jest. Wszechświat przypomina nieco komputer, ale tylko w tym samym stopniu, w jakim na przykład przypomina maszynę cieplną. Ma pewne cechy "ideowe" takich urządzeń i tyle.
A przecież komputer, żeby działać, musi być celowo zaprogramowany! Przez kogo? Niewierzący Friedkin mówił, że mu wszystko jedno, jeśli więc kogoś zadowala "hipoteza Boga", to proszę bardzo. Sama idea celowości w przyrodzie jest przez naukę odrzucana, ale jest przecież jądrem wiary w Stwórcę. Wolfram w ogóle nie wspomina o Bogu, ale tak samo, jak Friedkin, dowodzi, iż świat-komputer jest zaprogramowany celowo. Żeby zatem dowiedzieć się "wszystkiego o wszystkim", trzeba rozszyfrować ów program, zresztą prosty i możliwy do rozszyfrowania.
Po tym, co przedstawiłem wyżej, nie mamy chyba wątpliwości, że pomysł Wolframa jest wyklęty przez współczesną naukę, a sam twórca uznany co prawda za genialnego, ale hochsztaplera, w dodatku niebywale próżnego.
Logika wywodów Wolframa jest przynajmniej trudna do podważenia, tylko założenie wyjściowe wydaje się sprzeczne z naukowym pojmowaniem świata. W innej, jeszcze dziwaczniejszej chyba hipotezie, podważa się i logikę wywodu, i absurdalność założenia. Takim, nieco starszym od hipotezy Wolframa, pomysłem jest tak zwana hipoteza "przyczynowości formującej". Wymyślił ją także uczony "z dorobkiem", znany fizjolog roślin Rupert Sheldrake (znowu Anglik!) i opublikował w książce i w naukowym piśmie New Scientist w roku 1981. Hipoteza wywołała szok do tego stopnia, że najbardziej dostojne pismo naukowe na świecie, Nature, nazwało ją pseudonauką, a książkę Sheldrake'a uznało za "najlepszą od wielu lat kandydatkę do publicznego spalenia"... Nature nawołujące do spalenia książki!!! To wywołało nie mniejszy szok niż sama kandydatka do spalenia.
Co zatem twierdzi Sheldrake? Wychodzi od pewnych faktów stwierdzonych wprawdzie i znanych, ale - zdaniem większości badaczy - albo przypadkowych, albo będących wynikiem omyłek i błędnych rejestrów, albo też mogących znaleźć wyjaśnienie dużo prostsze i nie mnożące bytów bez potrzeby.
Na przykład zauważono od dawna, i to niejeden raz, że jeśli szczury testowane w jakimś laboratorium znajdują w labiryncie drogę wyjścia (co jest częste, bo szczury są spostrzegawcze i inteligentne), to niedługo potem inne szczury w zupełnie innych laboratoriach znajdują w podobnym labiryncie drogę dużo szybciej niż zwykle. Można by sądzić, że te pierwsze przekazały swe odkrycie pobratymcom... ale w jaki sposób, skoro laboratoria były oddalone i żadna łączność fizyczna nie wchodziła w grę? Czyżby szczury porozumiewały się telepatycznie? Telepatia nie została naukowo udowodniona, ale przynajmniej jest pomysłem znanym i starym. Sheldrake nie próbuje wyjaśnień "telepatycznych", jego pomysł jest jeszcze dziwniejszy.
Otóż ni mniej, ni więcej, uczony ten twierdzi, że przyroda wykazuje tendencję do powtarzania pewnych zachowań, zjawisk, form - jeśli poprzednio już istniały i w przyrodzie wystąpiły. Dzieje się tak dzięki istnieniu specyficznego "pola sił" - pola morfogenetycznego (kształtotwórczego). Takie pole, choć fizyczne, nie daje się ujawnić znanymi dziś metodami pomiaru i nie wiadomo jeszcze, jak powstaje i jak przenosi informacje. Ale jego moc - zdaniem Sheldrake'a - może wzrastać, jeśli dany fakt (proces, sposób zachowania się itd.) częściej zachodził w przeszłości.
Innymi słowy, hipoteza "rezonansu kształtotwórczego" zakłada, że jeśli jakaś struktura w ogóle może wystąpić w przyrodzie w różnych formach, jeśli zachowanie się istoty żywej może przebiegać w różny sposób (w podobnych sytuacjach), jeśli cokolwiek może przybierać różne kształty - to właśnie owe kształty, formy, sposoby zachowania odwzorowują to, co już kiedyś w rzeczywistości wystąpiło, co jakby "przetarło drogę".
Istotnie, jest sporo przykładów na to, jakby tak było. Na przykład chemikom zajmującym się krystalizacją nowych związków syntetycznych (albo związków znanych, które jednak w naturze nie występują w formach kryształów) znany jest dobrze taki oto fakt. Pierwsza krystalizacja w pierwszym laboratorium, w jakim jej dokonano, zachodzi w określonym czasie. Ale już następne krystalizacje trwają dużo krócej - nie tylko w tym pierwszym laboratorium, ale także w innych, odległych, gdzie powtarza się ją pierwszy raz. Próbowano to wyjaśniać tym, że we włosach i na ubraniu badaczy podczas pracy osiadają mikroskopijne cząstki krystalizowanej substancji, które - przenoszone w trakcie następnych doświadczeń - stanowią tak zwane jądra krystalizacyjne, przyspieszające cały proces.
To, że "jądra" przyśpieszają krystalizację, jest faktem udowodnionym i nie ma też nic dziwnego, że badacz przenosi takie mikroskopijne kryształki z retorty do retorty w tym samym laboratorium. No tak, ale dlaczego po pierwszej krystalizacji proces ten zachodzi szybciej także w innych, odległych ośrodkach naukowych? Może dlatego, że powtórzenie raz wykonanego gdzie indziej doświadczenia jest już łatwiejsze, zabiera mniej czasu, bo jest wypróbowana recepta? Wyjaśnienie przemawiające do wyobraźni, łatwe, ale... sam proces krystalizowania się danej substancji w tych samych warunkach fizykochemicznych jest niezależny od doświadczenia chemika, powinien przebiegać w tym samym czasie.
Sheldrake powie, że póki nie dokonała się pierwsza krystalizacja, pole morfogenetyczne nie ma "wzoru", który mogłoby "podsunąć" cząsteczkom danej substancji, ale skoro "wzór" jest już utrwalony, pole "przekazuje" go dalej...
Wygląda na brednie... Sheldrake nie przesądza, czym fizycznie jest pole morfogenetyczne. Może po prostu (po prostu!) taka jest struktura samej rzeczywistości, w której skutek i przyczyna połączone są w inny sposób niż nam znany, jakimś ukrytym wymiarem?
autor
MACIEJ IŁOWIECKI" |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Marzec 2005, 09:57
|
|
|
Istnienie planu astralnego jest faktem szeroko znanym wsrod ludzi interesujacych sie zjawiskami paranormalnymi. Potwierdzaja to takie zjawiska jak OBE, z reszta kazdy okultysta w swoich dzialaniach oddzialywuje wlasnie na astral. W Astralu kazda rzecz, czy idea musi miec swoje odzwierciedlenie, dtatego tez raz przeprowadzone doswiadczenie tworzy w astralu swoje odzwierciedlenie. Ciala astralne (jak zwie sie te odzwierciedlenia rzeczy na tamtym planie) sa swoistymi polami energii, czesto zwie sie wiec cialami energetycznymi. Z reszta idee pola morficznego (ciala astralnego) przedstawia sam Pratchett w Trzech Wiedzmach, kiedy umiera krol, a ten pan bez glowy (wylecialo mi imie) mowi mu, ze ma silne pole morficzne.
Skoro jednak w astralu utrwalane sa takie 'schematy energetyczne' roznych zjawisk (dzieki OBE mozna rowniez 'podrozowac w czxasie', czyli odtwarzac mapy energetyczne dawnych idei, czy zdarzen) i sa one w miare trwale (tym trwalsze im wiecej dostarcza im sie energii, np w postaci wiary, czy poswiecanej im uwagi. Na tej zasadzie dziala teoria godformy, o ktorej napisze jak kogos to zainteresuje). Nic wiec dziwnego w tym, ze doswiadczenie przebiega szybciej, kiedy istnieje juz jego astralne odzwierciedlenie.
Co do samej idei swiata-komputera. Owszem mozna znalezc pewne podobienstwa, na tej samej zasadzie na jakiej mozna porownac swiat do mrowiska, kostki brukowej, czy talerza makaronu . Zawsze znajda sie podobienstwa, raz wieksze, raz mniejsze. Mysle, ze jednak wszechswiat jest tworem tak bardzo rozbudowanym i zlozonym, ze nie ma sensu porownywac go do czegokolwiek, bo pomimo pewnych podobienstw zawsze znajda sie tez i roznice. Pewne zjawiska istotnie mozna wyjasnic porownaniem do komputera, ale chyba jednak nie wszystkie.
PS: www.czarymary.com mialo byc, nie pl. Powinno dzialac, mi dziala |
|
|
|
 |
Barraketh [Usunięty]
|
Wysłany: 3 Marzec 2005, 21:35
|
|
|
Na czarymary jest tekst o tytule Teorie Chaosu wedle Abla jakiegostam, bardzo ciekawy tekst, szczegolnie kawalek o ogurku, ktoryt stal sie bananem. Polecam :]
W ogole discordianizm jest bardzo blisko zwiazany z chotyzmem, a uznawany jest za najsmieszniejszy system wierzen na swiecie (co nie znaczy bezsensowny ), wiec nie zdziw sie, jak znajdziesz takie zabawne fragmenty, ktore tak czy inaczej bardzo obrazowo wyjasniaja o co w chaotyzmie chodzi :]. Zawsze przyjemniej sie to czyta niz jakies naukowe teorie w bufoniastym stylu
EDIT: O rety! Wlasnie sobie czytam troche o Discordii i co znalazlem? Pamietacie oczywiscie motyla z Ciekawych Czasow? No to prosze:
" Teoria Chaosu -- która opiera się na założeniu, iż możliwe jest dokonywanie pomiarów, kontrolowanie lub odtwarzanie matematycznie nieprzewidywalnego zachowania się układów lub przebiegu zjawisk (procesy chaotyczne można zaobserwować np. w przebiegu zjawisk atmosferycznych bądź w turbulencjach ruchliwych cieczy, kiedy to ledwie dostrzegalne zakłócenia warunków początkowych powodują znaczące zmiany w końcowych stadiach ruchu; istnieje poetyczna wizja motylego skrzydła [powstała dzięki ekstrapolacji powyższego założenia], które wprawione w ruch w Afryce wpływa na przebieg globalnych zjawisk klimatycznych) -- po prostu dezaktualizuje większość naszych dotychczasowych poglądów, przekonań i tradycyjnych wiar zbudowanych na starych paradygmatach, zupełnie nieprzystawalnych jako narzędzia do dzisiejszych problemów, potrzeb, pytań i odkryć."
Tekst wyrwany z kontekstu, salosc (nie traktujaca jednak o Wizji Motyla, mozna przeczytac
tutaj. |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 18 Marzec 2005, 19:33
|
|
|
Robiąc porządeczki w szafie znalazłam stare pisemko sprzed 10 lat, z listopada '94, pt. "nie z tej ziemi". Jest tam sobie wysmażony przez redakcję artykulik o budowie świata astralnego... Winika z niego, że ni mniej ni wiecej, wszystkie pomysły, wydarzenia historyczne itd. jeśli są często powtarzane w wyobraĽni, filmach, książkach itd. utrwalają się w świecie astralnym. I jeszcze ciekawostka: byty po śmierci przenoszą do się innych światów astralnych, również tych WYNALEZIONYCH!!!
Mówię Wam ubawiłam się... :] |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - mangi |