Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Nasz FanFik
Autor Wiadomość
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 21 Luty 2005, 23:12   

A kto powiedział, że to ma być Noir? Historię napisałem na zasadzie odpowiedzi na te porzucenie przez żonę i wylanie z pracy, które zaproponowała Krasnola i bez jakiegokolwiek zamiaru kontynuowania. Ot tak dla jaja. Niektórym sie spodobała, więc nie widzę przeszkód, żeby dopisać drugą część i dalsze oczywiście...
W moim opisie jest wiecej na temat Lewtona, choć nic o tym, ze jest twardzielem :wink: Jeżeli komuś kojarzy się zbyt z grą (której z kolei ja nie kojarzę) można przecież zmienić mu imię i już. Bedzie nie Lewton, tylko a dajmy z francuska Leneme (czytaj wspak bez niemego "e" :D )
_________________

  
 
     
efzetiks 
VIP


Wiek: 28
Dołączył: 12 Kwi 2004
Skąd: Szczecin
Wysłany: 22 Luty 2005, 05:18   

Leneme - o to jest pozadne imie dla bohatera.. znaczy "bohatera" bo to z francuskiego jest, wiec nie moze byc za bardzo "bohaterski" powinien umiejetnie oddawac bron wrogowi :)

w zwiazku z kolejnymi klopotami ze snem stwierdzilem, ze moja ulubiona postac (Jarzebina) powinien palic fajki.. bo jest drzewniany... bo jest twardy.. :D

a i Banita nie badz zdziwiony jak niedlugo u Terry`ego pojawi sie jakis wredny Ent.. w koncu takie rzeczy zdarzaja sie jedna na milion.. a co z nimi sie dzieje to juz dobrze wiemy..
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 22 Luty 2005, 10:40   

Co to za frankofobia? Nieładnie tak ulegać amerykańskiej nagonce... Chyba w ramach małej demonstracji zmienię ksywke na le banita z dopiskiem Vive la France :twisted:
Skoro o drewnie mowa, to może Jarzębina powinien mieć ksywkę "Rasiak" :lol:
_________________

 
     
Krasnola 
Kochanica Kora


Wiek: 23
Dołączyła: 18 Paź 2004
Skąd: Poznań (Zalasewo)
Wysłany: 23 Luty 2005, 21:35   

Leneme!!!:D Dobre, dobre!
Szczerze mówiąc ładnie mi to pasuje, bo tego.. ee... Lewtona, ciągle zapominam :P
_________________
Nie daj się zwieść polskim producentom cyckonoszy! Sprawdż swój PRAWDZIWY rozmiar!
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 24 Luty 2005, 01:24   

No dobrze startujemy.

Są w życiu momenty, kiedy coś robi metaforyczne gong i człowek budzi się jako ktoś zupełnie inny. Nie mają racji Ci, którzy starają się nam wmówić, że przemiana to jakiś powolny proces. Czasem tylko upływa sporo czasu, zanim ją zauważamy. Czasem ów gong nabiera całkiem realnych kształtów i formuje się w "Wyjdziesz za mnie?", albo "Wiesz, przeczytałem taką jedną ksiażkę, facet na prawdę ma rację z tą przestrzenią życiową". W przypadku Lemene'a brzmiało to mniej więcej tak: "Co jest do... Co to za cholerne papierzysko!". Wczorajszy dzień zakończył się dla niego, kiedy Diament znokautował jakiegoś biedaka, który chodził od stolika do stolika i sprzedawał drewniane zabawki. Pamiętał tylko wrzaski Jarzębiny i widok przechylanego kufla. Teraz leżał trzymając dziwną kartkę, która własnie toczyła ze śliną zarzartą bitwę o swoją tożsamość. Czuł się, jakby w jego głowie kilku muzyków ubranych w przyozdobione pentagramami płaszcze dawało przetrzebionej alkoholem publiczności kolejnego bisa. Mimo to poderwał się, rozwinął tajemniczą zwitkę i niezdarnie przetarł ją dłonią. Jednostki śliny zorientowały się, że na ich malutkim placu boju coś błysnęło i uformowało się w niewielkiego grzyba. Lemene westchnął. Jego wzrok zaczął przebiegać po koślawym piśmie. Wyglądało na dzieło osoby, która na codzień ma kłopoty ze sporządzeniem listy zakupów i nagle porwa się na oficjalne zaproszenie na Zjazd Kaligrafów. Czytał.

"Panie dobry inspiektosze - Lemenowi przeszło przez myśl, że ktoś dla żartu wetknął mu w usta napisany przez jego pięcioletniego kuzyna list do Wiedźkikołaja - Znikł muj ukohany syneczek. - chłopak na prawdę musiałby szybko dojrzeć pomyślał - Jusz tak dugo, go nie ma, rze asz siem boje pomyśleć o tym. Sonsiadka z którom razem chodze na naboszeństwa do śfiontyni Slepego Jo - bo jezdem bardzo ucziwa i wierzonca - muwiła, rze byli tu jacyś źli ludzie i zabrali mojego małego Muchomorka. A to dobre dziedzko jest przeciesz. Nie pije i nie awanturowywuje siem. Na ulicy muwiom, że on jest obuz i bandyta, alem przeciesz on utrzciwe pracuje w tartaku i utszymuje mniem starom matkie i sfoje rodzeńztwo. To muwiom zazdrosne ludzie co nawet ich w śfiontyni Jo nie widziałam. Wienc kłamiom. Ja jusz wszendzie byłam i u kapłana, ale on tylko pofiedział, rze jak bendem siem modlić i pszynosic jadło na ofiarem tak jak musi dobry parafianin to Muchomorek sam siem znajdzie. Widocznie Ślepy Jo nie lubi Kartoflanki, bo Muchomorek nie wrucił. Potem byłam u strasznikow, ale kazali mi siem wynosić iszukać go w lesie (tam tesz go nie było). Nafet do Patrycjusza poszłam. Powiedzieli, rze nic nie potrzebujom. tesz bym nidz nie potszebowała, jakbym miała swojego Muchomorka i tyle luksusuf co oni tam majom. Wredne zlodzieje. Przes takich jak oni zwykli ludzie som biedni. Prosze nieh pan najlepsiejszy inspiektor mi pomosze. Zapłace jak Muchomorek wruci i pujdzie do pracy w tartaku. Bo jusz siem o niego i o jakieś deski z tego tartaku pytali wienc muszą tesz tam bardzo na niego czekać. Ale ja czekam jeszcze bardziej"

Lemene oderwał wzrok od kartki. W normalnej sytuacji w tej chwili zwijałby się pod stołem ze śmiechu. Tym razem przydażyła mu się ta jedna jedyna nienormalna. Ten list w dziwny sposób poruszył w jego duszy niedostrzegalną dla oka strunę. W tym czasie, na innej płaszczyźnie jego podświadomości ten drugi Lemene właśnie zebrał z podłogi wszystkie puste butelki i wyszedł w nadziei, że to, co dostanie za nie w skupie, wystarczy na uregulowanie rachunków w elektrowni.

Jak wychodzi jakaś niestrawna chała to piszcie. Skróci się moje i waszę męki :wink:
_________________

  
 
     
efzetiks 
VIP


Wiek: 28
Dołączył: 12 Kwi 2004
Skąd: Szczecin
Wysłany: 24 Luty 2005, 02:41   

bravo.. powinienem sie starac napisac wiecej zeby nie bylo ze expie. ale bravo.. :D ale hmm.. w zwiazku z tym ze to jet temat "Nasz FanFik" to na czym polega ta praca? bo troche zglupialem (glupota takze polega z nieprzeczytaniu od poczatku watku, jednak zrobilem to pierwszy raz, bo z zawsze czytam co jest napisane.. ) .. dla kogo kogo, dla tego kogo :D
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 24 Luty 2005, 12:52   

Przeczytałem wątek od początku i zauważyłem, że faktycznie wyskoczyłem z tym Lemenem i Jarzębiną z partyzanta. :lol: Pewnie dlatego, ze pierwotna koncepcja od maja leży podłączona pod respirator i czeka na ustawę o eutanazji. Zupełnie o tym zapomniałem.
Tak wiec mam dwie propozycje na wyjście z tej kabały. Jeżeli chcecie zająć się poprzednim Lewtonem - z tego co czytałem to sporo osób było zainteresowanych, przenieście serialowego Lemena do działu Nasze fan-fiki, ewentualnie mogę zrobić nowy i nie będę śmiecić tu moimi wypocinami, zwłaszcza, że to ma być Nasz fanfik, a nie fanfik banity.
Chyba, że poprzednia koncepcja umarła i mój mały zamach stanu nikomu nie przeszkadza. :clever:
_________________

  
 
     
efzetiks 
VIP


Wiek: 28
Dołączył: 12 Kwi 2004
Skąd: Szczecin
Wysłany: 24 Luty 2005, 17:07   

W sumie ja widze to tak: jako ze znalazla sie osoba z calkiem niezlym warsztatem oraz zabawnym stylem pisania (na B. nick, osoba taka byl Robin Hood) niech ta osoba kontynuuje swoje dzielo.. praca innych polegalaby na wprowadzaniu uwag, pisaniu swoich spostrzezen, pomyslow na rozwoj fabuly.. a Banita (oj.. popsulem zagadke o kogo mi chodzi) by sie sugerowal, odnosil i robil z tym co mu sie podoba przy zachowaniu pelnego szacunku do poczytan innych :D taaa.. to bardzo jasny plan - przepraszam ale mialem dzis zajecia z "zarzadzania logistyka"
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 5 Marzec 2005, 03:30   

Skoro brak odzewu na moje pytanie wrzucam kolejną część tutaj.

Lemene wyrwał się z zamyślenia. Dopiero teraz do jego świadomości zaczęły docierać nieśmiałe sygnały, świadczące o obecności ogólenie pojętej przestrzeni. Jeżeli odpowiednio rozszerzyć definicję bycia u siebie, to właśnie w takim miejscu znajdował się teraz. Od kilku dobrych lat mieszkał kątem w różnych częściach Ankh-Morpork. Nie był typem człowieka, który przywiązuje się do miejsc. Z pewnością też nie należał do tych, którzy płacą czynsz. To jak tu trafił, pozostaje jedną z wielu nierozwiązanych zagadek tego wszechświata. Swoją drogą interesujące, dlaczego ludzie zaprzątają sobie głowę takimi głupotami jak, tajemnica rysunków na równinie Nasca, a nikt poważnie nie zastanowi się, w jaki sposób po pijaku trafił bezbłędnie do własnego łóżka. To, na którym siedział miało pod sobą ekosystem, który wprawiłby w osłupienie nie jednego entomologa. Gdyby w ogóle obskurność pokoju miała jakiś wzorzec, ten z pewnością byłby zabezpieczony pod szklanym kloszem w Sevres.

Za oknem leniwie przelewała się mgła, a przez wybite szyby sączył się chłód i gryzący zapach dymu. W Anhk-Morpork nastała jesień. Lemene lubił, tę porę roku. Lubił w zasadzie wszystkie. Większość czasu i tak spędzał w gospodach i karczmach, które wyglądały zawsze tak samo. Wyjątek stanowiła końcówka roku, kiedy pojawiało się w nich świąteczne drzewko. Mimo, że zawsze tarasowało drogę do baru, u nikogo poza Jarzębina nie wzbudzało większego zainteresowania. Towarzystwo, w jakim przebywał traktowało Noc Strzeżenia Wiedźm jak zwykły dzień. Czasem nawet było wtedy więcej pracy niż w inne. Kogo obchodziło, że ogłuszenie pałką wesołego grubasa i splądrowanie worka z prezentami, może mieć poważniejsze konsekwencje niż zwrócenie na siebie uwagi gildii złodziei. Tymczasem po takim numerze, w innej części miasta jakiś mały Steward tracił wiarę w sens tego świata i decydował się zostać prawnikiem, albo co gorsza członkiem gildii. Lemene'a odrzucało na samą myśl o gildiach. Koledzy, których pamiętał z czasów studenckich harowali po szesnaście godzin. Wciąż łudzili się, że otrzymają obiecany awans, a może nawet darmowe kupony na żeberka u Hargi. Jednak zawsze okazywało się, że po szczeblach hierarchii pięli się albo krewni wyżej postawionych członków gildii, albo po prostu bezwzględne dranie. Lemene opuścił mury szacownej gildii i trafił do świata, w którym wszystko było proste i na swój sposób bardziej uczciwe. A co najważniejsze, nie było w nim ani tortów, ani głupawych kostiumów. Nie wiedział dlaczego, ale czerwona peruka i pomalowana na biało twarz kojarzyła mu się z pozbawionym smaku mięsem wsadzonym w ciepłą bułkę. Z cała pewnością tego nie kochał.

Lemene rzucił okiem na wiszacy nad drzwiami mały obrazek, który przedstawiał Ramtopy. Mógłby przysiac, że identyczny wisiał w jego poprzedniej kwaterze. W zasadzie wisiał on w każdej w której mieszkał, a przecież nigdy nie zdejmował go ze ściany. Z resztą kogo to obchodzi... Wiele wskazywało na to, że i tak nie zabawi tu długo, ponieważ wczoraj szukał go właściciel i pytał o pieniądze za wynajem. I jeszcze ten list. Skąd się u licha wziął? Lemene postanowił nie marnować czasu. Podniósł się z łóżka i wyślizgnął chyłkiem z pokoju. Ewakuacja szczęśliwie przebiegła bez najmniejszych komplikacji, więc po krótkiej chwili czuł już pod nogami bruk ulicy. Doskonale wiedział gdzie iść. Niedawno Diament uregulował rachunki w gospodzie "U zielonego skrzata". W tym samym czasie, gdzieś w odmętach jego podświadomości drugi Lemene z torba pełną butelek stał w kolejce do skupu i wysłuchiwał historii życia pewnego niespełnionego scenopisarza.

Niebawem ciąg dalszy. Czy ktoś poza efzetiksem to czyta, bo jak nie to może będe mu to po prostu wysyłać na maila :lol:
_________________

  
 
     
Blade_Master 
VIP


Wiek: 20
Dołączył: 23 Lut 2004
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 5 Marzec 2005, 09:36   

No, ja czytam :wink: A poza tym na forum jest chyba wygodniej niż przez maila.
A i mówiłem już bravo ? =D> Jak nie to teraz mówię.
Ja nie będe narazie z siebie nic dodawał, bo coś głupiego jeszcze palne i tyle.
Dofra ...

Banita - Good Job
Other - czytajmy to lepiej i odpowiadajmy na posty, bo jeszcze Banita zaprzestanie pisać :)
_________________
Du ju lana it banana?
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 5 Marzec 2005, 17:08   

Żartowałem przecież :lol: Jeżeli ktoś ma coś pisać na temat tego fanfika, to wolę raczej konstreuktywna krytykę.
Ale nie o to chodzi. Przede wszystkim chciałbym, zeby było wiadomo, czy ktoś chce reanimować majowy fanfik i czy mam pisać tutaj.
_________________

  
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff
Wysłany: 5 Marzec 2005, 18:42   

Jak właściwie wymawia się imię głównego bohatera #-o
 
 
     
I.Inni 


Wiek: 20
Dołączył: 09 Wrz 2004
Wysłany: 5 Marzec 2005, 18:48   

Lemen, Lamen albo po prostu Lemene. Można także spróbować z Meneel :)
_________________
Curses upon you, Thomas Construction! Humanity will remember you as another Judas, if we aren’t all destroyed!
 
     
AMPS 


Wiek: 25
Dołączył: 05 Lut 2005
Skąd: Warszawa
Wysłany: 5 Marzec 2005, 19:43   

Wymawia się poprostu Lenem ponieważ "e" na końcu jest pozbawione akcentu więc go niewymawiamy.

Banita padam do nóg. Skąd ty bierzesz te pomysły? To LSD pod Bartkiem to chyba ty zakopałeś wypijajac wcześniej łyczka albo dziesięć:D

Można by z tego telenowele zrobić. L jak Leneme albo Na Mrokach czyjakośtam:D
_________________
Mordercy Pluszowych Misiów - Łączcie Się
 
 
     
banita 


Dołączył: 15 Kwi 2004
Skąd: znienacka
Wysłany: 16 Marzec 2005, 05:25   

Jak chcecie telenowele...
Część 4

Knajpa "U zielonego skrzata" była jedną z setek tysięcy w jakich przesiadywał Lemene i jego kompani. Pod względem zadymienia i ilości bełkoczących klientów nie wyróżniała się na tle innych niczym specjalnym. Tym, co decydowało o jej wyjątkowości była osoba własciciela. Zielony Skarzat podchodził do nazewnictwa lokali w sposób pragmatyczny. Podczas, gdy inni głowili się nad łamańcami w stylu "Fabryka nastrojów", czy "Melancholijny zakątek", on wychodził z prostego założenia. Jeżeli ktoś zdecydował się przepić swoje ciężko zarobione pieniądze, to musi przynajmniej wiedzieć kogo rano obwiniać za pustą sakiewkę. Uważano go za ekscentryka. Chodził zawsze o lasce, jednak pytany o wieżytelności osiągał prędkość, którą mniej wprawny obserwator mogłby uznać za teleportację. Nigdy nie zdejmował swojego zielonego melonika, a rude bokobrody i fajka wywoływały skojarzenia z polem koniczyny. Jego interes był na tyle dochodowy, że najstarsi bywalcy nie pamiętali by kiedykolwiek stał za barem. W ogóle mało kto go widywał. Ludzie w takiej sytuacji zaraz myślą, że skoro nie siedzi z nimi przy piwie to musi mieszkać na końcu tęczy i cały swój majatek trzymać w kociołku. Tymczasem Skrzat był akurat na wycieczce w Howondalandzie, albo negocjował kontrakt handlowy w Quirmie. Poza tym tego rodzaju historie nigdy nie uwzględniają, problemu zmieszczenia majątku liczonego w setkach kilogramów złota w pojemniku o objętoąci 5 litrów*, oraz prostego faktu, iż złoto wygodniej trzymać w banku, lub inwestować je w nieruchomości. Nikt jednak nie zadaje sobie zbyt wielu pytań, kiedy pojawia się możliwość łatwego zagarnięcia owoców czyjejś ciężkiej pracy. Dla Skrzata fakt istnienia takich opowieści był nawet wygodny ponieważ wierzyciele marnowali czas na szukanie końca tęczy zamiast po prostu przyjść do jego biura.

Sam lokal, podobnie jak serowowane w nim piwo, był utrzymany w tonacji ciemnego hebanu. Na ścianie wisiało kilka rycin i tarcza do rzutków. Po lewej stronie, przy ciężkim dębowym stole siedział Diament. To coś co wyglądało przy nim jak drzewko bonsai musiało być Jarzębina. Dopiero po chwili Lemene dostrzegł też zkamuflowanego we wszechobecnym dymie Luchtensteina.
- O, jest i czwarty do brydża - rzekł uśmiechnięty wampir - myślałem, że znów będziemy grać z dziadkiem.
Lemene dopiero teraz zauważył, ze wampir cały czas nerwowo tasuje karty.
- Dziadek też ma przyjść? - zapytał Diament, ale nikt nie zwrócił na niego specjalnej uwagi. Lemene westchnał i dosiadł się do wyraźnie zmęczonych życiem towarzyszy.
- Jak zdowie? - dał barmanowi znak ręką.
- Po staremu - odpowiedział obojętnie Luchtenstein. Reszta kompanii skinęła głowami. Z Jarzębiny spadło kilka pożółkłych liści. Życie drzewca w wielkim mieście wcale nie było usłane różami. Szczególnie jesienią. Lemene usiadł.
- Daj spokój z tymi kartami teraz...
Wampir spojrzał na niego spod oka.
- A ciebie co ugryzło?
Lemene uznawał owijanie w bawełnę za marnotrawstwo czasu.
- Przenocuje mnie któryś?
- A co z ta kwaterą na Brukowej?
Spojrzał na Luchtensteina. Znał wampira na tyle długo aby wiedzieć, że kiedy zaczyna zadawać głupie pytania nie chce głośno powiedzieć nie. Diament w takich sytuacjach milczał jak głaz.
- Jutro tak... - przerwał kłopotliwą ciszę Jarzębina - ale dziś będzie problem. Do matki przyjechała rodzina z gór. Wiesz to spore świerki. Jak wujek Ronnie się położy, do czasem jest problem z wyjściem do wygódki. Poza tym ostatnio wujo nie czuje się najlepiej. W ogóle narzeka na zdrowie... Chyba złapał hubę. Jutro wyjeżdżają więc nie będzie problemu.
- Coś wykombinuje. - uciął Lemene. Wiedział, że jeżeli nie moga mu pomóc, to sytuacja jest na prawdę beznadziejna. W takim momencie nawet złota rybka rozłożyłaby bezradnie metaforyczne ręce. Poza tym tego rodzaju problemy nie były dla niego niczym nadzwyczjnym. Zdążył się z nimi oswoić. To nie brak noclegu był prawdziwą przyczyną jego poddenerwowania. Źródło napiecia znajdowało się w tej chwili w jego lewej kieszeni. Przypominało o swojej obecno¶ci w sposób tak natrętny, że zawstydziłby nie jednego akwizytora. Lemene jeszcze chwilę próbował stawiać opór, ale jego szanse odpowiadały możliwościom przetrwania mola w szafie pełnej naftaliny. Sięgnął do kieszeni.
- Co możecie o tym powiedzieć? - położył na stole pogięty list
Diament zmarszczył czoło.
- Wygląda na przemokły papiur.
- Bo to jest papiur... Papier... Obudziłem się z tym papierem w zębach. To wasz żart? Wiem jak to jest, kiedy jedemu z nas urywa się ruchomy obrazek...
- O, tak, coś o tym wiem - odpowiedział Jarzebina - na przykład w noc Strzeżenia Wiedźm ktoś powsadzał mi w gałęzie świeczki i takie piernikowe ludki skoro o tym mówimy. Pół dnia zdrapywałem sobie wosk z kory.
- Nie narzekałeś, jak rano znalazłeś pod nogami prezenty - rzucił z przekąsem Luchtenstein
- Same ubrania. Ciekawe gdzie je sobie...
Przed Jarzebina wylądował z hukiem kufel piwa. Barman obojetnie rozstawił na stole resztę zamówienia i zniknął równie szybko jak się pojawił. Drzewiec zgubił wątek. Dla Leneme'a był to sygnał, że po krótkiej przerwie można z powrotem wrócić do rozmowy.
- Co z ta kartką?
- My nie robilim wczoraj żadnych hec - odpowiedział Diament - Nawet karczmy nie zdemolowalim. Tylko dalim po...
- Czyli to na pewno nie wy? - przerwał mu Lemene
Wszyscy trzej znacząco pokrecili głowami.
- To skad... Widzieliście może wczoraj jakąś staruszkę... Kogoś...
- Jaką staruszkę? O co chodzi z tym listem? - zapytał w końcu Luchtenstein
Lemene spojrzał na wampira
- Przeczytaj
Luchtenstein nieśmiało sięgnął po tajemniczy list i rozwinał go przed sobą. Zaczął czytać.
- To list do Wiedźmikołaja?
- Czytaj dalej
- To dziecko musiałoby na prawdę szybko dojrzeć...
- Czytaj - powtórzył Lemene i sięgnął po kufel. Pierwszy łyk piwa Zielonego Skrzata z uwagi godną fantazją wpadł do jego żoładka i po chwili swoją obecnością wypełnił każdy jego kąt. W tej samej chwili, ale na nieco innej płaszczyźnie rzeczywistości ten drugi Lemene cierpliwie czekał w kolejce do skupu butelek. Niestety w momencie, gdy stały przed nim już tylko cztery osoby w okienku pojawiła się kartka z napisem ZARAZ WRACAM.

CDN. ma się rozumieć
* Pewien naukowiec z Genoi, po latach żmudnych obliczeń dowiódł, że fizycznie jest to możliwe. W swojej teorii jednak nie uwzględnił, że przy takim obciążeniu od kociołka urwywało by się ucho.
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group