 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[FF]Lasy i drogi. |
| Autor |
Wiadomość |
Erpegis

Wiek: 26 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Miasto moje a w nim.
|
Wysłany: 26 Sierpień 2005, 21:39 [FF]Lasy i drogi.
|
|
|
Mam nadzieję, że będzie mi się chciało kontynuować ten topic, że nie będzie przestojów, słomianego zapału, który często mi się przydarza... Mam nadzieję, że pomysły będą ewoluować... Proszę o komentarze w innym wątku.
Część pierwsza?
To będzie opowieść o dojrzewaniu, omijająca pryszcze i zmiany w głosie. Wiąże się za to z dziewczynami, i byciu mężczyzną, cokolwiek by to nie znaczyło.
Pierwszy z bohaterów tej historii siedzi właśnie na drzewie, a choć z wyglądu wydaje się być młodym mężczyzną, to umysłowo i duchowo jest jednak... chłopaczyskiem. To więcej niż chłopczyk, ale mniej niż chłopak. To słowo sugeruje też pewien styl, który nasz bohater realizuje. Oczywiście, nie wygląda jak stereotypowy chłopiec, który nie chce dorosnąć. Zielone rajtuzy nie wchodzą w grę, podobnie jak latające wróżki. Widać po nim bardzo wyraźnie, że zdobył ubranie żebraniem, kradzieżą, i - prawdopodobnie - polowaniem na chomiki. Owszem, ma piórko na czapce *, ale to i tak tylko pewien bardzo ludowy i konkretny symbol. Rzecz jasna, on o tym nie wie. Ale jakieś pięć lat temu odczuł nagłą potrzebę dziewczyn, a piórka na czapkach miały je przyciągnąć. Jak zwykle nie zadziałało.
Jego charakter potwierdza to, że właśnie siedzi na gałęzi majtając nogami, a nie do końca zjedzony ogryzek z pewnością rzuci w ekstrawagancki sposób. I choć jego przeszłość sugeruje raczej, że ogryzek zachowałby na kilka następnych dni, to jednak jego dziedzictwo mówi co innego, wali pięścią w stół, i oblewa przeszłość piwem. Pomaga też zorganizować kolejne jabłka.
Drugi bohater jest w jakiś sposób filozofem. Dwa razy starszym od poprzedniego, przynajmniej cieleśnie. Tacy ludzie jak on nigdy nie osiągają sukcesu, chyba że po śmierci. Za cicho krzyczy, żeby stać się wybitnym, i jest za mądry, żeby myśleć, że jest. Właśnie wypóbowywuje jedno z najstarszych praw wszechświata.
Trzeci stroi właśnie gitarę. Coś w jego postawie sugeruje że zamierza wykonać piosenkę ze słowami 'miłość', 'pokój', 'wolność'. Prawdopodobnie ludową. Takie piosenki są często tępione przez religie i rządy, zwłaszcza te posługujące się tymi samymi słowami. Co zaskakujące, człowiek ten jest kapłanem. Przynajmniej częściowo, to dość skomplikowane. Być może ujrzeliście w myślach kogoś w stylu wikarego Pieroga, tego młodego, uśmiechniętego faceta którego przerzucają z jednej parafii do drugiej, prowadzi nabożeństwa dla dzieci, przez usta nie przejdzie mu 'cierpcie, heretycy albowiem', a kończy zazwyczaj jako spowiednik pijanych marynarzy, i co gorsza jest z tego zadowolony.
Ten obraz jest w 80% zgodny z rzeczywistością.
Mamy też kilka wiedźm, różne trolle, krasnoludy, sporą liczbę farmerów, głupich ludzi, monstra, magów. Jest też dziewczyna. Sympatyczna, acz z wadami. A wszystko dzieje się dość niedaleko od pewnego małego królestwa w Ramtopach, na grzbiecie wielkiego Żółwia Światów, A'tuina, którego nic te wydarzenia nie obchodzą.
Najprawdopodobniej.
*(na tym co za czapkę uchodzi)
~~~
Młot** usiłował usiłować skupić się na nieczytaniu książki. To zdanie rzeczywiście nie ma większego sensu, jednak Horacy postanowił sprawdzić kilka koncepcji. Powszechnie wiadomo, że autobus przyjeżdża właśnie wtedy kiedy zaciągasz się papierosem, obserwowany czajnik nigdy nie kipi, a klienci przychodzą właśnie wtedy, kiedy dochodzisz do momentu, kiedy odkryto drugiego trupa.
Dlatego Horacy Młot, mag szóstego stopnia, doktor medycyny, filozofii, żonglowania*** i antyzoologii**** postanowił nieczytać odstręczającej książki w nadziei odstraszania klientów. Nieczytanie to nie robienie czegoś innego, a raczej coś co robią biedni studenci w samoobsługowych księgarniach. Ja? nie czytam tej książki panie kierowniku. W ogóle. Nie interesują mnie nagie kobiety. A w ogóle to szukam pier... znaczy marchewek. To ja idę do innego sklepu.
Horacy właśnie to robił. A raczej chciał udawać, że ma ochotę to robić. Do zamknięcia sklepu pozostało mu jeszcze pół godziny. Wolałby raczej popracować nad swoim projektem.
** Młot to dobre nazwisko sugerujące, że czyjś pradziadek był albo kowalem, albo rozbijał głowy ludziom. Możliwe że jedno i drugie. Przynajmniej tak twierdził Horacy, jego ojciec i dziadek. Jego pradziadek rozbijał po prostu głowy za głupie dowcipy.
*** To skomplikowana historia.
**** Kryptozoologia to nauka o zwierzętach, których nie ma, jak yeti czy smok. Antyzoologia to nauka o zwierzętach, których lepiej-żeby-nie-było. Wynika ona ze stwierdzenia: "Jeśli multiversum jest nieskończone, to znaczy że może istnieć w nim wszystko. A ponieważ wszystko to wszystko, to znaczy że istnieje rasa latających ślimaków zdolna do teleportacji międzywymiarowej i pożerania ludzi. A zatem, multiversum jest skończone". Antyzoolodzy wiedzą że multiversum jest nieskończone. Gromadzą duże ilości soli. |
_________________ Najbardziej cyniczny i zblazowany użyszkodnik forum. |
|
|
|
 |
Erpegis

Wiek: 26 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Miasto moje a w nim.
|
Wysłany: 27 Sierpień 2005, 12:21
|
|
|
Jednym z plusów bycia magiem jest możliwość nagrzewania wody na herbatę bez pomocy czajnika. Oczywiście oznaczało to oderwanie się od książki (której nieczytał), ale ciasteczko z czekoladą i dżemikiem jest warte możliwości ściągnięcia klientów. Zresztą, było ich jeszcze pół puszki.
Horacy szukając cukierniczki podświadomie oczekiwał pukania do drzwi, może nie w skali "posłaniec ze strzałami wbitymi w plecy". Nic się nie stało.
- Spokojny dzień. - mruknął do siebie. Woda w dzbanie się zagotowała, a mag odwołał zaklęcie. Używał alembika zamiast imbryka, który najprawdopodobniej zgubił się gdzieś pod łóżkiem.
Nowoczesny, duży zegar wahadłowy wskazywał za minutę piątą. Młot stanął przy drzwiach w jednej ręce trzymając ciastko, a w drugiej bawiąc się wywieszką. Z jednej strony był napis "Przepraszamy - zamknięte", a z drugiej "Przepraszamy - otwarte". Bim... Bim... Bim... Bim... Bim... Nic się nie stało.
- Dobra. - Młot ugryzł ciastko, i odwrócił wywieszkę. - Herbatka, może sobie poczytam Rodzynka, a potem... - zastanowił się.
I wtedy właśnie rozległo się pukanie. Mag rzucił zadowolone spojrzenie aktywnie nieczytanym "Pryncypiom flodystyki śledzi".
Otworzył szeroko drzwi, i spojrzał prosto w twarz... niebu. Większość ludzi na Ziemi uznałaby to za kawał, ale tutaj naturalnie, kiedy spojrzeć w dół, można było zobaczyć zaniepokojoną twarz zdyszanego krasnoluda.
- To coś ważnego, panie Grzebson? Miałem właśnie zamykać. W zasadzie już zamknąłem.
- Czy jest sposób, żeby zobaczyć niewidzialne rzeczy? - krasnolud ponuro zapytał maga.
- Niewidzialnych rzeczy nie można zobaczyć. Dlatego właśnie są niewidzialne. To logiczne. - Młot wzruszył ramionami. - A teraz dziękuję...
Krasnolud zaczął bawić się małym, lśniącym kamykiem.
- Choć naturalnie zaklęcia niewidzialności różnią się od siebie. Pamiętam próbę Totalnej Niewidzialności Vantiego. Założył, że w czarach niewidzialności chodzi o to, żeby nikt cię nie zobaczył. Dlatego Totalna Niewidzialność ściągała ślepotę na wszystkich w promieniu mili. Radykalne, ale skuteczne. - Złapał opal rzucony przez krasnoluda. - Zaliczka? - spytał z nadzieją.
Grzebson mruknął.
- A o co chodzi? Jeśli o te niewidzialne napisy na mapach to będę potrzebował świecy i...
- Nie. Giną nam rzeczy. Jedzenie, narzędzia. Ostatnio ktoś nawet zniszczył nam windę.
- I ich nie widać?
- Dlaczego ich?
- Rozważam różne hipotezy. Jutro wpadnę do was przed obiadem, zobaczę jak to wygląda.-obiecał Horacy. - Coś jeszcze?
- Ma pan te takie, co to się bierze...
- Niebieskie? Mam, ale mam też zielone, za pół ceny. Ale i pół skuteczności, więc jeśli dług...
Krasnolud nie do końca wiedział o co chodzi, ale nie chciał tracić czasu.
- Nie, chodzi mi o ten do włosów!
Horacy wcisnął mu pierwszą lepszą butelkę, jaką znalazł na półce. Była to zupa z rzepy z zeszłego tygodnia, którą chował na później.
Na piętrze spojrzał później z tęsknotą na "O człowieku" Gustawa Rodzynka z Quirmu, jednego z większych filozofów nowoczesności. Ale problem wymagał przemyśleń. Oczywiście, jako mag nie wierzył, że ktoś będzie stawał się niewidzialny, skoro można go zwyczajnie nie zobaczyć. Ale krasnoludy są dość konkretne w pilnowaniu swojej własności, dostrzegając nawet szczura w pobliży worka złota. Zwłaszcza szczura. No i musi być w tym magia, inaczej nie dostałby ośmiodolarowego opalu jako zaliczkę.
Horacy wierzył, że każdy problem da się rozwiązać metodą spokojnej i logicznej dedukcji. Dlatego właśnie znajdował się 500 mil od Niewidocznego Uniwersytetu.
Jakieś dwie góry stąd, James Tether, druid, szaman i okultysta szukał rymu do "Wyrwij murom kraty z warg".
|
_________________ Najbardziej cyniczny i zblazowany użyszkodnik forum. |
|
|
|
 |
Erpegis

Wiek: 26 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Miasto moje a w nim.
|
Wysłany: 1 Wrzesień 2005, 19:42
|
|
|
Jakieś dwie góry stąd, James Tether, druid, szaman i okultysta szukał rymu do "Wyrwij murom kraty z warg". Nie udawało mu się. Naprawdę chciał stworzyć jakiś utwór, który porwie i poruszy ludzi, który uświadomi im wartość walki. Nie do końca wiedział, o co walczy, ale uważał, że walka jest najważniejsza. Nie miał przeciwnika, nie miał Sprawy. Te potrzeby wypalały mu zapewne jakieś kluczowe części mózgu.
Był mimo to bystry. Odmówił modlitwę Zachodu Słońca, na wszelki wypadek dwa razy. Z ciekawością spojrzał w stronę wsi, z której nikt nie przychodził w stronę kręgu. Nikt nie szedł. Nigdy.
Poza solstycjami i ekwinocjami, i kilkoma spektakularnymi ofiarami (raz do roku udawało mu się złapać jelenia, i ceremonialnie wypruwał z nich flaki), krąg świecił pustkami. Tether był, oczywiście, wierzący, ale nie przepadał za wyznawcami. Druidem zresztą był tylko od drugiej do szóstej, z wyjątkiem świąt. Zresztą też pochodził z Ramtopów, i wiedział, że tutejsi cenią bardziej widowiska niż religię. Udzielał więc ślubów, odprawiał pogrzeby, i dość się nudził.
Na szczęście na brak bodźców jako szaman nie narzekał. Jeśli wiedział, jakie grzyby zjadać, mógł liczyć na dobrą rozrywkę. Jak dotąd dwóch pomniejszych bogów próbowało się z nim skontaktować, a Tether oczywiście wyśmiał ich. Nie potrzebował żadnych prawd poza tymi, które już miał.
W jego przypadku powołanie do kapłaństwa przyjęło formę chęci bycia jednością z naturą, uczciwości, i generalnego nadzorowania innych ludzi, chcących sprzeciwiać się nudnemu życiu w miastach. Pewnym zdziwieniem było dla niego stwierdzenie, że z druidyzmu nie można się wycofać.
|
_________________ Najbardziej cyniczny i zblazowany użyszkodnik forum. |
|
|
|
 |
Erpegis

Wiek: 26 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Miasto moje a w nim.
|
Wysłany: 11 Październik 2005, 20:30
|
|
|
Następnego dnia Horacy lustrował wzrokiem kopalnię krasnoludów. Od wewnątrz. Nie było to najciekawsze zajęcie we wszechświecie, ale za to popłacalne. Magazyny żywności krasnoludy zwykle umieszczają na środkowych poziomach, na tyle daleko od wejścia, żeby nikt nie próbował jej kraść.
Horacy zapalił papierosa. Krasnolud stojący obok niego z szacunkiem obserwował maga, ale Młot nie zabierał się do machania rękami i takich tam.
- Co pan będzie robił?
- Obserwuję. Czekam. Mówiliście, że co wam ginęło? Jabłka?
- Tak. Same kiepskie jedzenie. Warzywa, owoce. Nie biorą dobrych rzeczy, a przecież wędziliśmy niedawno szyneczki ze szczura.
- Zadziwiające. A zatem, należy przypuszczać, że kradzione owoce są zjadane.
Choć krasnoludy nie znają znaczenia słowa 'sarkazm', to jednak czasami żałują tego.
- Jednak - kontynuował Młot - musimy sobie zadać pytanie: "co dzieje się z nimi później?".
- Później?
- Chodzi mi o ten... - Młot rozejrzał się po okolicy - o... kaka...
Pewnych słów nie sposób wymówić.
- Co?
- O nawóz roślinny. To coś zjada tylko owoce. Czyli musi... No... Zjadłeś kiedyś dużo owoców? Nie? Zbalansowana dieta zapewnia regularne wypróżnienia! A może odwrotnie? - podrapał się po brodzie - Grunt to fakt...
Uczone rozważania przerwała materializacja młodego człowieka na środku spiżarni. Pochwycil kosz z jabłkami, ukłonił się magowi, po czym zniknął.
- ...po rozłożeniu stanowi więc nawóz dla pestki! Cud natury, zapewne.
- widziałeś to?
- A. Właśnie.
Młot machnął laską w powietrzu, ogłuszając chłopaka, który po kontakcie z pięcioma stopami sykomory stracił przytomność.
- A mogłem o tym zapomnieć.
|
|
|
|
 |
Erpegis

Wiek: 26 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Miasto moje a w nim.
|
Wysłany: 5 Listopad 2005, 16:05
|
|
|
-Normalni ludzie po jedzeniu owoców mają kłopoty żołądkowe. On nie miał, jest zdrowy. W sumie to dość podejrzane. No i dlaczego nie przyszedł z tym do was?
- Cóż, przedewszystkim dlatego, ze wieszamy złodziejów za drua'zzaka.
- Ale mógł dla was pracować. Znaczy, nie jako górnik, ale jako handlarz czy coś takiego. Widać, że biedny jest.
Grzebson zastanowił się...
- no, może. Kiedy dojdzie do siebie?
- Ja wiem? Nigdy wcześniej nie ogłuszałem ludzi. - Zamrugał - No, może raz. Na studiach, ale obaj byliśmy pijani... hehe... jak świnie. Nie rozwaliłem mu czaszki... Poleży kilka godzin, wstanie a wtedy go trochę potorturujemy.
|
_________________ Najbardziej cyniczny i zblazowany użyszkodnik forum. |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |