 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[FF] Ziarno Zniszczenia. |
| Autor |
Wiadomość |
Blade_Master
VIP

Wiek: 20 Dołączył: 23 Lut 2004 Skąd: Ostrowiec Św.
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 22:01 [FF] Ziarno Zniszczenia.
|
|
|
/ Zapowiedź :
| Cytat: | W Ankh-Morpork dzieją się dziwne rzeczy. A dokładniej na jego obrzeżach. W niewyjaśnionych okolicznościach zginął niewinny człowiek. Morderca zostawia jednak za sobą trop, który prowadzi na obrzeża miasta. Zaraz po pierwszym zabójstwie zdarzają się następne. Straż Miejska musi coś z tym zrobić.
Wszystko dzieje się praktycznie w jednym miejscu.
Las...
...taki piękny i cichy, a zarazem stary i zepsuty* - Zły
---
* -Nie tylko w środku, ma się rozumieć |
/ Text :
Ziarno Zniszczenia - Tytuł roboczy
* * *
Wybiła północ w Ankh-Morpork.
Lekki szron okrył bielą kamienie bruku. Wszędzie panował półmrok, a w powietrzu
można było wyczuć mgłę. Mały budynek na ulicy Chytrych Rzemielśników, był jednym z wielu sklepów Ogrodniczych w Ankh-Morpork. Na wypolerowane szyby wystawy sklepowej padło lśniące światło księżyca. W mroku, można było dostrzec szyld z napisem „Ogrud i ty”.
W takich właśnie miejscach dokonywane są najpaskudniejsze rzeczy, jakie sobie można wyobrazić.
Drzwi sklepowe uchyliły się lekko. Ktoś wychylił głowę. Gruba postać, z
workiem na plecach wyszła niepewnie na zewnątrz. Odeszła kawałek, spojrzała w lewo i w prawo, po czym szybkim truchtem pobiegła w ciemność. Nie zdążyła jednak daleko odejść, ponieważ spadło, na nią coś bardzo ciężkiego, z dużą ilością ostrych kantów.
ŁUP !
- O rze… ! – powiedział mężczyzna, i osunął się na kamienie bruku. Na ulicę wypadło kilka kolorowych ziaren. Odbijały się chwilkę po czym wpadły do kanału.
* * *
Komendant Straży Miejskiej Ankh-Morpork (nocna zmiana) nie należał do ludzi,
którzy po wypiciu obiadu idą spać. Spanie w pracy jest rzeczą normalną – właściwie należy do obowiązków pracownika. Vimes uważał jednak, że czas przespany, to czas zmarnowany. Więc jeżeli już musiał, to tylko drzemał.
W małym, szarym pokoju, który zawierał osobę sir Samuela Vimesa siedzącego na
podniszczonym dębowym krześle, przed pulpitem, rozległ się tupot nóg, oraz dźwięk rzuconej rzeczy. Tynk osypał się nieco. Komendant otworzył ciężko oczy. Ujrzał stertę urzędowych papierów, które czekały na dogłębne sprawdzenie. Nigdy się nie zastanawiał skąd się ich tyle ich bierze. Zamyślił się chwilkę, po czym spojrzał na drewniany blat biurka. Przed sobą, oprócz pustej butelki i sterty papierów, miał wielką tekturową paczkę, owiniętą w gazetę. Wyglądała jak jedna z tych, na które ludzie siadają, zapominając, że w środku jest tort urodzinowy. Nie było w niej jednak nic groźnego. Co innego, gdyby była owinięta w złoty papier, z napisem „Dla kochanego…” – takim paczkom, nie można ufać. Po otworzeniu zwykle okazuje się, że w środku jest sweter z materiału, na który akurat masz uczulenie.
Vimes jeszcze raz spojrzał na paczkę.
Całkiem, jakby ktoś zapakował ją w pośpiechu, i przy użyciu sznurowadeł, pomyślał.
W takiej paczce nie może znajdować się nic groźnego. Powoli złapał za mokry sznureczek, i pociągnął bez jakiegokolwiek entuzjazmu. Sznurowadło opadło głucho na podłogę*. Po
uporaniu się z gazetami paczka stała otworem. Vimes zajrzał do środka.
Zobaczył ciemność.
Zobaczył lekki kontur małej postaci.
Zobaczył, że trzyma ona także mały nóż.
I, jak gdyby nigdy nic z czeluści paczki gnom odziany w czerń, z nożem w ręku skoczył na Vimesa.
* * *
Na ulicy Chytrych Rzemielśników ucichły koty i pogasły światła. Wąska uliczka
pogrążyła się w ciszy. Sklep pana Gortha, ogrodnika nie narzekał, na brak klientów. Zawsze był czysty i zadbany, a towarów w nim nigdy nie brakło. Za oknem wystawowym można było dostrzec przepiękne kwiaty z całego dysku. Były tam róże efebiańskie, stokrotki trzylistne i rzepaki. Pan Gorth zawsze dokładnie sprawdzał, czy nie mają pasożytów i czy czasem nie brakuję im wody. Poza tym zawsze zapewniał im światło i ciszę. Tak, to powinien robić każdy ogrodnik, i pan Gorth doskonale o tym wiedział. Teraz jednak nie pielęgnował swoich zielonych przyjaciół. Przebywał w miejscu bardzo nieprzyjemnym, i jakimś dziwnym trafem miejsce to wcale nie przypominało jego sklepu. Leżał martwy w rynsztoku. Duch pana Gortha popatrzył na swoje ciało z góry. Sam fakt, że nie żyje powodował już tylko lekką irytację.
- Naprawdę mam taki duży nos ? – zapytał zniesmaczony
MYŚLĘ, ŻE TAK, odpowiedział szczerze Śmierć, ALE MOGŁO BYĆ GORZEJ.
- A niech to ! Tyle lat pracy, przy kochanych roślinkach. Co teraz z nimi będzie ?
Duchowa postać ogrodnika przeleciała kawałek wymachując rękoma. Zatrzymała się
kilka stóp dalej, gdyż na to pozwalała jej nić.
BARDZO MOŻLIWE, ŻE USCHNĄ, LUB ZOSTANĄ SKRADZIONE
- Ale... ale to niesprawiedliwe !
NIKT NIE OBIECYWAŁ, ŻE BĘDZIE. A TERAZ CHODŹ, NA NAS JUŻ PORA,
Śmierć złapał fachowo kosę i przygotował się do cięcia.
- A będą tam rośliny ? Cokolwiek do uprawiania lub pielęgnowania ? – zapytał z
nadzieją
BARDZO MOŻLIWE, BARDZO MOŻLIWE ... odpowiedział Śmierć pocieszająco
* * *
Głowa Vimesa była ceniona bardzo wysoko przez Gildię Skrytobójców. Nikomu
jednak nie udało się go jej pozbawić. Wiele ludzi wchodziło w nocy przez okno do mieszkania Vimesa, i potem wychodziło ze złamanymi kończynami.
Przezorny zawsze bezpieczny, jak mawiał Vimes. Oprócz polanych tłuszczem rynien i obluzowanych parapetów w gabinecie Vimesa było pełno pułapek, które spełniały funkcję „widzisz ? masz nauczkę, a teraz już idź spać...”
Wiele osób próbowało zabić go w gabinecie przez ostatnie lata. Jak można przypuszczać, nabrał w tym wszystkim już trochę doświadczenia. Nie przewidział tylko, że ktoś, kto go teraz zaatakuje może być... hm... co tu ukrywać, dość mikrego wzrostu. Gnom skoczył zwinnie na nos Vimesa, ten zzezował lekko. Poczuł lekki swąd zgniłych ziemniaków...
Wszystko działo się tak szybko, że zanim Vimes zdąrzył powiedzieć "Aargh", gnom wbił mu nóż w czoło. W skutek czego na czole komendanta powstała mała ranka, podobna do takiej, jakie pozostawiają drzazgi. To pokazuje, że gnomy nie są zbyt mądre. Każdy inny skrytobójca widział, że noże należy dobierać proporcjonalnie do ofiary.
Vimes złapał się za czoło. Zobaczył na swej ręce krew.
- Ty mały bękarcie ! - Vimes złapał gnoma za kaptur i uniósł go na wysokość oczu.
- Ss.. ss.. ? - odpowiedział przestraszony.
- Przepraszam, chyba nie rozumiem. - Vimes uśmiechnął się szyderczo - Ile ci zapłacili ? Jaka tym razem jest cena za moją głowę ? Ile marnych dolarów.
- Ta.. tajem.. Sekret - wybełkotał
- W takim razie idź i więcej nie wracaj - Vimes wziął czystą chusteczkę, z napisem "Od kochającej żony" i wytarł sobie czoło. Chusteczka nasiąkła krwią.
- Dzie... uje... Mógłby m.. mnie pan położyć ? - poprosił
- Jasne - Vimes zawinął gnoma w kłębek czarnej szaty i wyrzucił przez okno**
---
* - jeśli oczywiście można nazwać ją podłogą. Składała się z conajmniej pięciu warstw. Vimes dobrze o tym wiedział. Jak juz wiecie, wewnątrz i na zewnątrz pokoju było pełno pułapek. Podłoga była jedną z wielu.
** - Vimes pracował na pierwszym piętrze. Wielu z tamtąd spadało, lecz tylko nieliczni łamali sobie kończyny. Pondto upadek z okna amortyzuje pobliskie szambo. Można więc go uznać, za łagodną nauczkę.
CDN wkrótce - Postaram się dopisywac codziennie CD, więc zaglądajcie często ! |
_________________ Du ju lana it banana?
 |
| |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 22:18
|
|
|
Wszystko zależy od nas?
To począteczek ciasta, którym się jeszcze nie nasyciłam. Blade! Dopiero zaczęłam odczuwać klimat, a już koniec!! Ja chcę dalej!!!!!!!!!!! Jeszcze!!
Blade chodzi Ci o "Chomixa"?? No nie wiem, mogę to zrobić jutro?? Popoprawiam jeszcze Twoje błędy
Efekty wkrótce. |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
SStefan
VIP

Wiek: 22 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Druga Ćwiartka
|
Wysłany: 1 Lipiec 2005, 08:39
|
|
|
Mam mało czasu, więc się streszczam...
Blejd, pisz, pisz, chłopie, to jest świetne! Spóźnię się przez Ciebie na autobus, ale co tam, będzie następny XD. To stanowczo za mało, żeby się zachwycić, ale jestem bliska temu... Masz coś, czego wyraźnie mi zabrakło w tym poprzednim, Very i Monkey- Śmierć! Umieranie na dysku bez niego jest jakieś takie niepełne... A poza tym, wprowadzenie do opisu drzemki Vimesa jest Pałerne! Tak czymaj, chłopie! (spóźnię się jak nic...) |
_________________ "Zacznijmy od tego, że za czasów Józefa chłopaki wyprowadzili się do Egiptu jak w PRL-u za chlebem. Przez długi czas Izraelici i Egipcjanie byli ziomalami. Ale potem przyszła niewola izraelska. (Wiecie, widocznie zły diabeł zaczął działać)." <--N ie ma to jak wykwalifikowana katecheza XD |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 4 Lipiec 2005, 09:12
|
|
|
Łehehe...choroba, zaczynałam czytanie fików z podejściem o najmniej sceptycznym, gotowa bezlitośnie zjechać osobników profanujących Dysk...awanturowanie się to mój żywioł!
A tutaj...gdzie nie zajrzę, fiki genialne, pisane stylem Mistrza i z szybką akcją...no i mnie pozbawiacie możliwości wyżycia się na Was! Piszcie gorzej, bo jeszcze się na dodatek kompleksów nabawię, porównując wasze dzieła z moimi wypocinami...
Jednym słowem: kurde, postarajcie się być choć trochę gorsi! |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Blade_Master
VIP

Wiek: 20 Dołączył: 23 Lut 2004 Skąd: Ostrowiec Św.
|
Wysłany: 4 Lipiec 2005, 10:33
|
|
|
UPDATE 1 :
* * *
Vimes stał oparty o marmurowy parapet. Patrzył się na mały czarny punkcik, który właśnie wypływał z szamba.
- Jes... Jeszcze ci poka... pakażemy ! - usłyszał piskliwy głos - M.. my wrócimy... jutro.
- Przepraszam, ale jutro jestem bardzo zajęty. Możesz wpaść we wtorek, jeśli oczywiście możesz chodzić. Możesz?
Odpowiedziała mu głucha cisza, i ciąg soczytsych wyzwisk. Ale te gnomy wulgarne, pomyślał Vimes i zamknął okno. W tym momencie do gabinetu wszedł kapitan Marchewa. Na jego ramieniu siedział gnom Buggy. Marchewa zasalutował, i szturchnął pouczająco Buggyego.
- Tak tak, nie zapomniałem - szepnął do Marchewy i zasalutował.
Vimes odwrócił się powoli i powiódł wzrokiem po twarzach przybyłych policjantów.
Zaległa niezręczna cisza, którą przerwał Marchewa.
- Panie komendancie, myślę, że musi pan to zobaczyć. Popełniono wykroczenie !
- Zabójstwo - uzupełnił grzecznie Buggy
Światło odbiło się od wypolerowanej odznaki kapitana i poraziło Vimesa w oczy.
- Gdzie ? - zapytał Vimes i zapalił cygaro
- Chytrych Rzemielśników, sir. Ciało znaleziono w rynsztoku, nieopodal jego sklepu ogrodniczego. Konkurent Gortha, pan Vorm znalazł go rano, gdy otwierał swój sklep. Doznał szoku. Gorth był pokryty zieloną, lepką mazią. Wszystko się lepiło, obrzydlistwo - nie uwierzy pan co to było. Żywica !
- Żywica... - powtórzył Vimes - Żywica... mówisz, że jakiego koloru ?
- Zielonego, sir ! Pan Vorm powiedział, że to bardzo ciekawe, bo taki rodzaj żywicy nie występuje w tutejszych drzewach. - Marchewa złapał Buggyego - Pokaż mu Swires !
Gnom wsadził rękę głęboko do kieszeni. Po dłuższej penetracji wyjął małą fiolkę oznaczoną numerkiem 6. - Tu, sir. Wydłubałem to zielone paskudstwo z jego rękawic.
Vimes popatrzył na fiolkę, po czym zlecił aby przekazano ją kapral Tyłeczek.
Zapowiadało się ciekawie... |
_________________ Du ju lana it banana?
 |
| |
|
|
|
 |
Blade_Master
VIP

Wiek: 20 Dołączył: 23 Lut 2004 Skąd: Ostrowiec Św.
|
Wysłany: 5 Lipiec 2005, 12:28
|
|
|
UPDATE 2 :
* * *
Vetinari był człowiekiem spokojnym i opanowanym. Zawsze przed zaśnięciem zamykał szczelnie okna, mył nogi oraz inne części ciała, zapalał świecę i wygodnie czytał fascynującą lekturę*. Pokój patrycjusza był czysty, można powiedzieć, że nieskazitelny. Oczywiście ta część, która zwykle zawierała jego osobę. Teren wokół i wewnątrz szafy można porównać do gniazda sroki zbierającej błyskotki. Takiej sroki jak Vetinari nie znał nikt. Patrycjusz lubił... zachowywać. Wszystko co znalazł, dostał - zachowywał. Głupio byłoby wyrzucać tak cenną rzecz jak...
... powiedzmy gumowa kaczka, którą dostał od mamy na dwunaste urodziny. Takich rzeczy się nie zapomina. Zresztą to była ulubiona kaczka i Vetinariemu nie spodobałoby się gdyby ktoś ją ukradł. Była ona żółta - jak wszystkie inne kaczki, ale jedną rzecz miała wyróżniającą - wąsy. Jego tata pomyślał, że będzie to dobry dowcip, jednak mylił się - gdy mały Veti zobaczył kaczuszkę rozpłakał się i zamknął się w pokoju. Po latach jednak przyzwyczaił się do niej i trzymał ją w szafie. Jak wiele innych rzeczy oczywiście. W szafie pochowane były misie z naderwanymi kończynami, lepkie resztki lizaków, małe czarne stroje i zbiór sztyletów**. Tak, szafa Vetinariego mieściła wszystko. Gdyby ktoś ją otworzył, pewnie nie przetrwałby pięciu sekund. Ale zostawmy w spokoju szafę. Ważniejsze było łóżko, w którym teraz przebywał. Obok na stoliku leżał gruby poradnik. Napis na grzbiecie brzmiał :
" Jak zarządzać miastem - Praktyczne porady i lekcje - krok po kroku... "
Stolik był dębowy, dwiema szufladami. Obok poradnika wypalał się pozostały ogryzek świecy. W tym momencie wosk kapnął głucho na podłogę. Usłyszeć można było tylko ciche "Aał". Gnom złapał się za ucho i pokuśtykał w stronę łóżka. Usłyszał przyzwoite chrapanie Vetinariego. Łóżko, jak się spodziewał miało być pięknie rzeźbione, z ładnymi złostymi obiciami - zamiast tego mały skrytobójca ujrzał jednak proste łóżko, z czystą wykrochmaloną pościelą.
- Dziwne - Stwierdził i przeszedł dalej...
---
* - zawsze w tej samej kolejności, i zawsze tak samo. Czasami jednak zmieniała się lektura.
** - Które dostał, od gildii Skrytobójców za wyjątkowe postępy w nauce.
+++ Błąd Brak Sera +++ Muszę wam powiedzieć, że już nie mam siły i dalsza część jutro |
_________________ Du ju lana it banana?
 |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 5 Lipiec 2005, 14:18
|
|
|
Jedno pytanko: Vetinari czytał ten poradnik, żeby się pośmiać z autorów, czy dlatego, że był mu potrzebny?
I skąd wytrzasnąłeś tak obrazowy opis mojej szafki?! Biada temu cielęciu tępemu, coby ją otworzył... czyżbym miała zadatki na Patrycjusza ? |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Blade_Master
VIP

Wiek: 20 Dołączył: 23 Lut 2004 Skąd: Ostrowiec Św.
|
Wysłany: 7 Lipiec 2005, 09:30
|
|
|
| Cytat: | | Jedno pytanko: Vetinari czytał ten poradnik, żeby się pośmiać z autorów, czy dlatego, że był mu potrzebny? |
Wybierz. Myślę, że czytał po prostu po to żeby przeczytać...
| Cytat: | | I skąd wytrzasnąłeś tak obrazowy opis mojej szafki?! Biada temu cielęciu tępemu, coby ją otworzył... czyżbym miała zadatki na Patrycjusza ? |
Może dlatego, że sam mam taką...
A teraz już pora na kolejną część ZZ(tr) :
UPDATE 3
* * *
Nobby był człowiekiem - przynajmniej on sam tak o sobie mówił.
Wszyscy inni myśleli, że jest czymś w rodzaju owłosionej małpy. Nie urażając Bibliotekarza oczywiście. Nikt nie chciałby być tak odrażającą formą życia.
Co do jego wyglądu. Cerę miał szarą, skórę nieodmytą, a włosy wiecznie sklejone czymś lepkim. Z tłumu wyróżniał go niemiły zapach i czerwone pryszcze. Pryszcze to coś, czego miał dużo. Miał pryszcze na pryszczach. Ubranie Nobbyego miało własną osobowość - znaczy zapach miał swoją własną osobowość. Oczywiście nie aż tak jak u Starego Paskudnego Rona. Zapach Nobbyego nie pokazywał się jednak zbyt często.
Był policjantem i jak każdy inny glina nosił odznakę. Oznaczona była numerem 113 i pokryta była stuletnią pleśnią. Gdy Marchewa chciał ją wyczyścić Nobby złapał go za rękę i powiedział, że ta pleśń to zabytek. Nobby to człowiek, który pilnuje żeby rzeczy pozostawały na swoim miejscu. Bardzo przywiązany był do odzieży. Chodził w jednym ubraniu - przez miesiąc, potem ubranie się rozlatywało i nie nadawało się do użytku.
Wydawał się porządnym kolegą ze straży, myślał Colon. Trzeba tylko uważać, żeby cię nie okradł, gdy śpisz. To był cały Nobby.
Teraz on i Colon szli przez ulicę Marchewkową. Była jedną z czyściejszych w Morpork.
Śmietniki były pięknie wypolerowane, a domy pięknie ozdobione. Były to ozdoby z Nocy Strzyżenia Wiedźm, ale co z tego, że mamy lato. Gdy poszli dalej dotarli pod Rozbity Bęben. Nagle do ich nosów dotarł ohydny zapach.
- To ty Nobby? Wiesz, że to nieładnie! Przyznaj się... - skarcił Nobby'ego Colon
- No wiesz! Ja ... mam nieco inny zapach. - odpowiedział szczerze Nobby
- A więc kto ? - zapytali razem
Usłyszeli coś za ich plecami. Smród się powiększył.
- Ja! Demoniszcza... Tysiącletnia tradycja pieczenia krewetek ! Haha....
Paskudny Stary Ron machnął workiem na śmieci.
- Ron! Wiemy, że to ty! Znowu kradniesz śmieci!? - zapytał odważnie Nobby i schował się za tęgim Colonem - Natychmiast odłóż te śmieci tam gdzie były ! - dodał
- A bo co? Nie zbliżać się, bo zaraz chuchnę na każdego dwa razy i się skończy. A wierzcie mi : nie chcecie wiedzieć co jadłem na śniadanie.
- Buty i błoto? - zgadywał Nobby, wciąż schowany za Colonem
- Tak. - Paskudny Stary Ron demonstracyjnie splunął obok Colona
Nobby spojrzał. Technikę plucia opanował do stopnia mistrza. Plunął wyzywająco w worek Rega.
Gdyby był trochę większy, i silniejszy pokazałbym temu staremu pleśniakowi, myślał Nobby. O tak! No chodź śmierdząca kiełbasko Dibblera ! No chodź ! Tak powiedziałby Nobby, ale zamiast tego z jego ust wydobyło się parę niezgrabnych słów.
- Colon, on nas zlekceważył, lepiej dajmy nogę, zanim zacznie rzucać błotem i odchodami.
- ...acja - odpowiedział Colon i zniknął za rogiem, a wraz z nim Nobby
Paskudny Stary Ron został sam. Odkąd nauczył się, że może grozić ludziom kupą stał się nadzwyczaj pewny.
- Demoniszcza ... - powiedział i poszedł do następnego śmietnika...
* * *
To Bi Kontinułed...
---
P.S : Dajcie mi motywację, bo wiarę tracę, że pisze dobrze :p
A co ! Jak innych wychwalacie solidnie to ja też chcę !! |
_________________ Du ju lana it banana?
 |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang |