Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
[FF] Zew kota
Autor Wiadomość
Carmen 


Wiek: 19
Dołączyła: 12 Mar 2008
Wysłany: 27 Maj 2008, 12:48   [FF] Zew kota

Mój pierwszy, światodyskowy fanfic... *ociera łze wzruszenia*.
No, dobrze, jego pierwsza cześć.
W każdym razie wiadomo, o co chodzi. Przynajmniej taką mam nadzieję.

***


Dzień zaczął się fatalnie.
Komendant Vimes przyzwyczaił się już do fatalnych dni. Ankh–Morpork od wieków tkwiło w takim fatalnym, dusznym popołudniu, które następuje zwykle po tragicznym poranku, gdy przyjeżdża ciocia Cloe z siostrzeńcami, aby pomarudzić i pozostawić po sobie sterty śmieci i niedopalone cygara. I wtedy człowiek ma świadomość, że będzie musiał te wszystkie odpadki uprzątnąć i to szybko, bowiem pozostawione same sobie miały tendencję do zielenienia, rozrastania się i pokrywania wszystkiego dookoła.
Ankh–Morpork nie potrzebowało nawet cioci Cloe. Śmieci były już nie tylko zielone, ale wręcz szmaragdowe. I świeciły w ciemności.
Przyzwyczaił się już do tego. Policjant powinien umieć sprzątnąć odpadki, jakkolwiek by one nie wyglądały.
Ale za jakie grzechy…

Aha. Ale prócz tego wszystkiego.
W każdym razie chodzi o to, że człowiek raczej nie spodziewa się, iż jedną z pierwszych osób, jakie ujrzy po przebudzeniu, będzie stojący za jego biurkiem kapral Nobbs, w dodatku trzymający za kołnierz jakiegoś obszarpanego i wyraźnie przerażonego chłopaka.
To chyba kara za spanie w miejscu pracy, pomyślał Vimes. Poprzedniego dnia dyktował związane z jakąś tam unią polityczne gwarancje dla trzech kolejnych zagranicznych urzędasów i naprawdę nie miał siły, aby wrócić do domu. I tak Sybil zamordowałaby go za branie kolejnych nadgodzin. Więc równie dobrze może go zabić jutro.
Komendant przetarł oczy, unosząc głowę nad biurko. Wyszczerzony Nobby, stojący w pozie, którą zapewne uważał za wyprostowaną, uparcie i bezczelnie nie znikał. Mały chłopiec za to wyglądał, jakby naprawdę bardzo chciał zniknąć.
– Nobby, tyle razy ci mówiłem, abyście nie przychodzili tu do mnie za każdym razem, gdy chcecie się pochwalić, że kogoś aresztowaliście. Co zrobił ten maluch? Ukradł staruszkowi laskę, czy sikał w miejscu publicznym?
Niski chłopak przestał się trząść i próbował zrobić minę sugerującą święte oburzenie, raczej bez większych sukcesów. Kapral zrobił zakłopotaną minę.
– My nie w tej sprawie, sir. Dzień dobry, sir. Młodsza funkcjonariusz Shirley zaraz powinna przynieść poranną azetę, sir. A to mój siostrzeniec, sir.
Vimes wyprostował się gwałtownie i wlepił oczy w chłopca. Wyglądał on jak każdy zwyczajny szczeniak z ulicy… no, może trochę sprawiał wrażenie, że naturze skończył się budulec i dlatego stworzyła go tak niskiego i niewiarygodnie chudego. Nie było za to w nim przebłysków… nobbsowatości, choć może miało to coś wspólnego z faktem, że był dość czysty, przynajmniej jak na ankh–morporskie standardy.
– Nie mówiłeś nigdy, że masz siostrzeńca, Nobby.
– Bo nie wiedziałem, sir. Nasza Katie… To znaczy moja siostra Katherine, chyba wspominałem o niej, sir, ta, co uciekła od nas, gdy miała piętnaście lat… No więc, ona mieszka teraz w Quirmie i wie, że jestem strażnikiem, i uważa to za Godne Zajęcie Dla Mężczyzny – Nobby’ego jakimś cudem udało się wymówić wielkie litery. – I ona przyszłała nam synka, abyśmy zrobili z niego tego mężczyznę, sir, Tak w skrócie, sir.
Aha, pomyślał Vimes, to jeden z takich przypadków. Tak, Ankh–Morpork szybko robi z chłopców mężczyzn. Często martwych mężczyzn.
Jeszcze raz popatrzył na trzymaną przez kaprala ofiarę. Zaczął się poważnie zastanawiać, jakim cudem chłopak przeżył do tej pory.
– No i wie pan, sir, postanowiłem przedstawić panu naszego nowego młodszego funkcjonariusza. Żeby wiedział, kto tu rządzi, sir. Kapitan już odebrał od niego przysięgę i teraz czekamy na tylko na sierżanta Detrytusa… – kontynuował Nobby.
– No dobrze, skoro już musimy… Jak masz na imię, maluchu?
To prawda, prowokował go. Żaden szanujący się nastolatek nie odpuści nikomu nazwania go maluchem. Nawet nieogolonemu diukowi z blizną przechodzącą przez oko. Ale lepiej mieć przed sobą wściekłego niskiego chłopaka niż szlochającego maluszka.
– Nazywam się Ethelfride, ale zwykle nazywają mnie Nef… sir.
Vimes uśmiechnął się szeroko. Ten mały dawał mu broń do ręki.
– Wielki Nef, tak?
Chłopak obdarzył go spojrzeniem pełnym nienawiści.
Komendant nie przestawał się uśmiechać. Może jeszcze coś z małego Nefika będzie…
– A nazwisko, młodszy funkcjonariuszu?
– Nobbs… sir.
– Zaraz, zaraz… jak miał na nazwisko twój ojciec?
– Henry Kloaczny… sir. Jest rzeźnikiem w Quirmie.
– Ach, właśnie myślałem, że to coś w tym rodzaju. Cóż, kapralu, zaopiekuj się siostrzeńcem. Albo nie – weź Colona i Wizytuja i razem się nim zaopiekujcie.
– Jasne, sir. Chodź mały, pokażę ci prawdziwy ankh–morporski patrol zakończony w prawdziwym ankh–morporskim barze.
Komendant dostał nagłego ataku kaszlu.
– Nie mówiłem nic o barach, sir – sprostował kapral. – A na pewno nic o piwie. Żadnego piwa na służbie, sir. Zresztą w tym nowym barze „Pod Słomianą Strzechą” nie ma dobrego piwa, sir.
Vimes westchnął. Wielu ludzi zaprzecza temu, co wcześniej mówili, ale Nobby negował nawet to, o czym pomyślał.
– Nie mam pojęcia, o jakich barach mówicie, kapralu – zrezygnował.
– Dziękuję, sir. No, Nef, powiedz „Do widzenia, sir.” komendantowi.
Polecenie odbiło się od zaciśniętych buntowniczo warg, spotkało kolejny przypadek całkowitej głuchoty i bezsilnie skapitulowało.
Na twarzy kaprala malowała się całkowita bezradność, niemile kojarząca się Vimesowi z krową cierpiącą na ostre zaparcie. Miał nadzieję, że już nigdy nie będzie mu dane zobaczyć Nobby’ego w takim stanie. A przynajmniej nie przed śniadaniem.
Nowo mianowany młodszy funkcjonariusz miał chyba podobne odczucia, bo rzucił szybko:
– Do widzenia… sir.
Brzmiało to jak przekleństwo.
Kiedy Vimes został sam, natychmiast zaczął z zadowoleniem nucić wesołą, wojskową melodię.
_________________

 
 
     
Monkey 


Wiek: 21
Dołączyła: 22 Lip 2004
Skąd: Kwidzyn/Toruń
Wysłany: 27 Maj 2008, 15:15   

Carmen napisał/a:
przyszłała

:?:

Ale poza tym gratulacje. Wyjątkowo czysty tekst, żadnych typowych problemów z nadmiarem lub kompletnym brakiem spacji (czego nie znoszę najbardziej), literówek praktycznie nie ma (oprócz tego powyżej, chyba, że to specjalnie). Wielokropki też w rozsądnej ilości. Na ogół ludzie ich nadużywają.

Co do fabuły - wielka ulga, że (potencjalnym) głównym bohaterem nie jest młoda dziewoja, brawo =D> . Postać młodocianego Nobbsa wydaje się jak najbardziej prawdopodobna, Vimes vimesowaty, teksty pratchettowe. Najbardziej rozśmieszyło mnie:
Carmen napisał/a:
Wyszczerzony Nobby, stojący w pozie, którą zapewne uważał za wyprostowaną, uparcie i bezczelnie nie znikał.

Trochę drażni buntowniczość młodziaka, ale chyba taka przypadłość nastolatków (nie tylko fikcyjnych).

Jeszcze pytanko:
Carmen napisał/a:
Cloe


Miało byź Cloe? Bo znam imię Chloe i nie jestem pewna czy to miało być to, czy to nowe imię, czy rzeczywiście istnieje taki wariant tego imienia? Oświećcie mnie. :D
Sama swego czasu nie miałam pojęcia jak je napisać, bo znałam jedynie ze słyszenia.

Chętnie przeczytam dalsze części. Jak na razie tytuł tajemniczy.
_________________
"Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi."
 
 
     
Carmen 


Wiek: 19
Dołączyła: 12 Mar 2008
Wysłany: 27 Maj 2008, 22:20   

Niestety, Monkey, muszę haniebnie zawieść Twoje oczekiwania: w tekście pojawią się młode kobiety, w liczbie całych dwóch sztuk. W tym jedna dość ważna dla fabuły. Niech pocieszy Cię trochę fakt, że nie mam zamiaru zrobić żadnej z nich główną bohaterką.

Hm. Word powinien wyeliminować takie błędy, jak ta nieszczesna "przyszłała".

O ile wiem, nie istnieje takie imię jak Cloe. Za to, gdy miałam osiem lat, nazwałam tym imieniem chomika (sic!) i to taki jakby hołd dla niego.
_________________

 
 
     
Keisy 


Wiek: 22
Dołączyła: 18 Lis 2006
Skąd: Wawa
Wysłany: 30 Maj 2008, 15:12   

Szczerze mówiąc fragment jest za krótki by móc cokolwiek o nim powiedzieć. Na pierwszy rzut oka styl masz lekki, przyjemny, dobry do przyswajania niezależnie od nastroju czytelnika. Mogłabym się przyczepić do kanoniczności bohaterów... To zdecydowanie nie jest Vimes i zdecydowanie nie jest Nobby. Vimes jeszcze ujdzie w tłoku, ale wokół Nobbsa nie ma tej aury informującej czytelnika, że nie jest to zwykły człowiek. Ludź. Istota ludzka. Albo coś w tym stylu.
Natomiast jeśli idzie o fabułę, to nie mogę powiedzieć by mnie zaciekawiła. Po prostu fragment był zbyt krótki.

Nie wiem, ogólnie pozytywnie, ale zobaczymy jak będzie z następnymi częściami.
_________________
I'm Keisy. The Fireball Master!
You must stop!
FIREBALL!!!
<bum>
Hm... Odkupie?
 
     
pasztetgnida 


Wiek: 21
Dołączyła: 17 Sie 2008
Skąd: Tomaszów Lub.
Wysłany: 9 Październik 2008, 14:07   

Podoba mi się XD Ciekawa jestem, co wyrośnie z tego małego... bo myślę że jeden Nobby we wszechświecie stanowczo wystarczy :D Poza tym czytałam tekst z szerokim uśmiechem na ustach - wypełniony jest hasłami tak ... pratchettowskimi, jak choćby
Carmen napisał/a:
Tak, Ankh–Morpork szybko robi z chłopców mężczyzn. Często martwych mężczyzn.
Cenne :D
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group