 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[FF#] Żabcia prawdę ci powie |
| Autor |
Wiadomość |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 3 Lipiec 2005, 16:45 [FF#] Żabcia prawdę ci powie
|
|
|
Coś mi odbiło i zaczęłam pisać... nie jest to Sztuka, tak bym tego nie nazwała, no ale taką ma formę.
Jestem ciekawa, co wy na to To na prawdę szybko się czyta, w kilka minutek.
PS: Osoby mogą się jeszcze zmienić, ale koncepcję i plan ogólny już mam
Żabcia prawdę ci powie
OSOBY:
Rincewind, zawodowy tchórz
Bagaż, sprzęt bagażowy, niebezpieczny wielce
Ridcully, nadrektor, wielki szefo
Bibliotekarz, małp... orangutan
Żaba, płaz
Kwestor, obłąkaniec, Pan Dinwiddie
Ponder (Myślak) Stibbons, człowiek, który myśli, że wszystko powinno być logiczne
Pan Galaretka, galaretka, najczęściej owocowa
Pani Kisiel, kisiel bananowy
Agnes, znakomita czarownica
A także: Grono profesorskie NU, studenci, HEX, dużo zamieszania
Akt I
Scena 1: Kwestor siedzi na podłodze i łka nad szczątkami owocowej galaretki.
KWESTOR:
Dlaczego mnie opuściłaś??!!
Dlaczego musiałaś odejść??!!
GALARETKA <pokasłując>
Bo mnie zjadłeś, tępaku!
Galaretka umiera
KWESTOR:
Ukochana nie odchoooodź!!!
Kwestor zalewa się łzami
Na scenę wkracza nadrektor Ridcully
RIDCULLY:
Co się stało, przyjacielu?
Kwestor wskazuje smutne szczątki posiłku
RIDCULLY:
Może jednak chcesz kisiel?
********
Scena 2: Grono profesorskie tudzież studenci podczas posiłku.
Ridcully wstaje i unosi ręce
RIDCULLY:
Chcieliśmy uczcić pamięć zmarłej niedawno osoby
Od dziś przez tydzień mamy czas żałoby
Oklaski, bardzo głośne, słychać jedno czy dwa chlipnięcia
RIDCULLY:
Chce pan wybrać miejsce pochówku, Kwestorze?
Choć wiem, że to wiele nie pomoże...
Patrzy jak kwestor łyka swoje uspakajające pigułki
RIDCULLY:
Co na to powiesz, stary druhu?
KWESTOR:
Hehehe?
DZIEKAN:
Na miłej planecie wylądował,
Przez wiry szaleństwa przewiosłował...
PIERWSZY PRYMUS:
Może, więc chwilą uczcijmy to milczenia?
Jak mawiała ciocia Genia...
RIDCULLY:
Mądrą ciotkę miałeś, widać
Cisza może się dziś przydać
Bibliotekarz ma migrenę
I nie wkroczy dziś na scenę
********
Scena 3: Bibliotekarz z okładem na głowie i Rincewind, który podaje mu banany.
BIBLIOTEKARZ:
Uuk
RINCEWIND:
Chyba masz racje...
BIBLIOTEKARZ:
Iik
RINCEWIND:
Przydałyby się wakacje...
Do pomieszczenia wkracza Ridcully
RIDCULLY:
Rincewindzie, zostałeś przydzielony do misji najwyższej wagi,
Do tego osobie trzeba rozwagi
I chociaż tobie jej brakuje
Na misje teraz cię szykuję
RINCEWIND:
Jak zwykle... <cicho, do siebie>
Co tym razem... nadrektorze?
Moje tchórzostwo w czymś pomoże?
RIDCULLY:
Kwestor znów zwariował
Pod stołem się rano schował
A teraz w Głównym Holu
Wisi na żyrandolu!
RINCEWIND:
To dajcie mu pigułki...
RIDCULLY:
W tym cały problem właśnie
Sprzedawca drzwiami trzaśnie
I nie dał nam lekarstwa
RINCEWIND:
Wredny drań...
BIBLIOTEKARZ:
Uuk <filozoficznie>
RIDCULLY:
O co mu chodzi?
RINCEWIND:
On spytał, czy nie ma sposobu
By kwestora uleczyć?
RIDCULLY <uśmiechając się drapieżnie>
Jest, do chatki czarownicy
Trzeba wyruszyć z prośbą
O ingrediencje, o żabę suszoną
Ty to zrobisz...
RINCEWIND:
Zawsze pod groźbą...
Nie można kiedyś poprosić?
RIDCULLY:
A zgodziłbyś się?
RINCEWIND:
Jasne, że nie!
********
Scena 4: Budynek MWE, wszędzie snują się dziwni młodzi ludzie w szpiczastych kapeluszach.
RIDCULLY:
O nie! To znowu oni!
Ci koszmarni studenci,
Wygląd jak chudych koni
A mózgi jak u słoni
Choć wygląd niepozorny
Lepiej bądź przezorny
Bo kiedyś nas obalą...
PONDER:
Witamy nadrektorze...
RIDCULLY:
Sprawa wagi najwyższej...
PONDER:
Potrzeba wiedzy bliższej...
Ridcully tłumaczy mu cicho
Słuchać mechaniczny klekot
HEX:
+++Nadrektora witamy,
I grzecznie się kłaniamy+++
RIDCULLY:
Yo! Mi także miło...
PONDER <do Hexa>:
Będziemy mieli połączenie?
HEX:
+++Operacja: Ogórek w toku.
Kiełbasy przemielenie
Potrzeba, bo pszczoły są w amoku+++
PONDER:
I znowu się zawiesił!!
RIDCULLY:
Zaraz to rozwiążemy...
Bierze do ręki groźnie wyglądający młotek
RIDCULLY:
Pracować mu każemy!!
Rzuca się na maszynę z obłędem w oczach
********
Scena 5: Nadal MWE, Ponder siedzi ze zmartwioną miną.
ADRIAN:
Czy HEX jest już gotowy?
RIDCULLY:
Bo chcemy mieć to z głowy!
PONDER:
Pamięta pan, że kiedyś tego próbowaliśmy...
RIDCULLY:
I świetnie się spisaliśmy!
PONDER:
Przecież się nieudało!
RIDCULLY:
Ale też nic mu się nie stało,
Żyje nadal i stoi...
PONDER:
I przed podróżą boi...
Rincewind zostaje zaprowadzony w środek magicznego kręgu
PONDER:
Pamiętasz, że podskoczysz?
RINCEWIND:
To lepiej zamknę oczy...
Zamyka
Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieję
PONDER:
Czemu to nie działa?! Stało się coś może...
Rincewind się wydłuża, a stopy lecą mu pod brodę
RINCEWIND:
Ożeeeeeeeeeeeeeeeeeeee...!
********
c.d.n. |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
| |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 3 Lipiec 2005, 17:04
|
|
|
KORMACIEK
Przyznać muszę uczciwie -
Nie obraźliwie, nie litościwie:
Zdarzyło mi się raz pierwszy,
Że fanfic mnie tak rozśmieszył.
Dialogi humorem tryskają,
Z krzesłą odbiorców zrzucają.
Na ciąg dalszy ja czekam,
Monkey, proszę nie zwlekaj.
I jedną mam tylko uwagę :
Że poza dialogiem zdanie
Zaznaczaj może kursywą,
By wszytko jasne było. |
|
|
|
 |
Aida
Gość
|
Wysłany: 3 Lipiec 2005, 17:09
|
|
|
Bomba, rewelacja, :D:D |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 3 Lipiec 2005, 18:58
|
|
|
Akt II
Scena 1: Domek młodej czarownicy. Kocioł, dużo ksiąg, na półkach ingrediencje, przy ścianie stoi miotła.
AGNES:
Znowu nudny wieczór,
Pełnia pełna przeczuć.
Ciemność ogarnęła dolinę,
Babcia radosną ma minę...
Siada przygnębiona przy stole i zaczyna konsumować słoik czekolady
AGNES:
Od razu już jestem szczęśliwsza...
Choć chudnięciu wcale nie bliższa.
Słychać pukanie. Agnes otwiera drzwi a z ciemności wyłania się lekko dymiąca postać
RINCEWIND <z największą rozpaczą w głosie>:
Nie mogę zostać w nudzie!!
Jak pies w swej ciepłej budzie!!
Bo zaraz wyganiają
I butem kopa dają...
Agnes pomaga mu usiąść
AGNES:
Co sprowadza maga w te strony?
Zapewne nie wiejskie zabobony
Może ważne badania
Magii wydobywania?
RINCEWIND:
Ja w jednej małej sprawie,
Do czarownicy wysłany,
Jestem z Ankh Morpork przysłany,
Długo tu nie zabawię.
Przysłali mnie magowie,
Nadrektor, co się zowie
Ridcully mnie tu przysłał,
Drogą magiczną mnie wysłał.
AGNES:
Ridcully, nazwisko mi znajome!
Kiedyś u nas gościł
A Babcia, co tam ma domek,
Zna go już od lat wielu.
RINCEWIND:
Potrzebna mi jest rzecz błaha,
Żaby suszonej odrobina...
Agnes robi smętną minę
RINCEWIND:
A cóż to za mina?
AGNES:
Przyszły demony, ukradły,
Pod ziemię się zapadły...
Babcia pewnie je pokona
Ale to troszeczkę czasu zajmie...
RINCEWIND:
W takim razie tylko szukać pozostaje...
Nic innego nie zostaje.
********
Scena 2: Agnes i Rincewind zmierzają do chatki Babci Weatherwax.
RINCEWIND:
Kim jest ta szlachetna dama?
AGNES:
Ona w chatce mieszka sama,
A sympatii ani grama
Nie znajdziesz w jej zimnej duszy,
Patelnią cię ogłuszy.
Za magami nie przepada…
Cebulą się zajada…
RINCEWIND:
To chyba dość już wiemy,
<cicho, do siebie>
I szybko stąd zwiejemy.
AGNES:
Co mówiłeś?
Co szeptałeś?
RINCEWIND:
To wiatr pewnie…
Dochodzą do chatki, Agnes puka delikatnie i ostrożnie
BABCIA WEATHERWAX:
Kto mnie tu nachodzi?!
Może jakiś złodziej?!
AGNES:
To tylko ja, Agnes!
BABCIA WEATHERWAX:
Kłopoty przyciąga jak magnes…
Czego chciałaś kochana?
RINCEWIND <do siebie>:
Soczystego banana…
Drzwi otwierają się i staje w nich groźna staruszka
BABCIA WEATHERWAX:
Mag w moim królestwie?
W tym cichym spokojnym miejscu magowie
Mogą najwyżej dostać po głowie…
RINCEWIND:
Błagam o litość!
Ja nie chcę być przyprawiony z cebulką!
Przerażony wzrokiem babci, zasłania się rękami
BABCIA WEATHERWAX <zdziwiona>:
Jaka cebula? O co mu chodzi?
Cebula na żołądek szkodzi,
Ale ją lubię, nie zaprzeczę…
AGNES:
Babciu, co z demonami?
BABCIA WEATHERWAX:
Demony pokonałam…
Ingrediencji nie dostałam…
Trzeba świeżej żaby…
A potem ją wysuszyć,
Nie ma sprawy…
AGNES:
A ile to potrwa?
Naszemu przyjacielowi chyba spieszno…
BABCIA WEATHERWAX:
Jak wygląda żaba, to ja ci pokażę,
Gdzie ma legowiska, wskażę.
Potem żabę mi sprowadzisz,
Jeśli dobrze sobie radzisz…
********
Scena 3: Rincewind na jakiś zapomnianych mokradłach.
RINCEWIND:
Żabki, żabki!!
Rerekumkum!!
Cipcip, taśtaś!!
Ja się na nie woła??!!
Kto je znaleźć zdoła!!
Ja na pewno nie…
Przed nim pojawia się Bagaż i z chlupotem odwraca się w jego stronę
RINCEWIND:
Depresję rozpocznę!!
Pozwolisz, że odpocznę?
Siada na Bagażu
GŁOS Z LASU:
Szukasz rady, wędrowcze?
Szukasz bogactw i sławy?
Choć do mnie, podążaj za głosem!
Dużo dobrej zabawy!
Buahahahahahahahahahaha <obłąkańczy śmiech>
RINCEWIND <słabym głosem>:
Wiesz co? Śmieszny jesteś,
Jeżeli myślisz, że dam się łatwo złapać!
GŁOS Z LASU:
Niewdzięczniku! Krwią będziesz kapać!
Słychać jakieś chrobotanie
RINCEWIND:
Nie ma tu jakiejś żaby?
Nie, tylko głos starej baby…
Z gęstwiny wyskakuje młodzieniec
MŁODZIENIEC (PRZEDTEM GŁOS W LESIE – przypis dla mało kumatych):
Uważaj na słowa!
Bo ja nie baba stara!
A tylko płazia kara!
RINCEWIND:
?
MŁODZIENIEC:
Żabą byłem bagienną,
Zieloną i niezmienną.
Życie przehasałem
Zaczarowany zostałem!
RINCEWIND:
Od płaza do człowieka?
Chyba dobra przyszłość cię czeka.
Dlaczego się nie cieszysz?
MŁODZIENIEC:
Okrutnym losem jest być oddalonym od płaziego życia!
Moje mięsiste muszki, owady, komary!
Teraz senne ludzkie koszmary!!
Młodzieniec łapie językiem przelatującą muchę (uwaga: scena przeznaczona dla kaskadera)
RINCEWIND:
Przestań! To obrzydliwe!
Twoje głosy skrzekliwe!
Ty zamiast mówić… kumkasz!
Czemu do wody nie plumkasz…?
Choć lepiej do czarownicy,
Mieszka tu w okolicy.
MŁODZIENIEC <radośnie>:
A co dać ci w nagrodę??!!
RINCEWIND:
Wystarczy drzewna żaba…
MŁODZIENIEC:
Proszę bardzo!
Przykłada dłonie do ust i wydaje z siebie dziwne dźwięki
MŁODZIENIEC:
Rech! Rech! Rech!
RINCEWIND:
Więc tak się na nie woła…
Na wodzie wielkie koła.
A z drzewa skacze żaba,
I… przypomina kraba
Kolorem… taka czerwonawa,
Trochę zbyt jaskrawa.
********
Scena 4: Chatka wiedźmy, babcia przygotowuje żabę, Agnes próbuję wesprzeć młodzieńca, który czeka w kolejce.
AGNES:
Skąd ta ponura minka?
Jeszcze tylko chwilka
I znowu będziesz płazem
Wygrzejesz się za głazem.
Babcia wręcza magowi słoiczek z podejrzaną mazią
RINCEWIND:
Bardzo paniom dziękuję!
Rączek nie całuję,
Bo to nie wypada
Sprawa jest płaza, nie gada.
BABCIA WEATHERWAX:
Magowie zawiadomieni,
Sekary się przydały.
Na medal się spisały!
Rincewind znika w ostrym błysku oktarynowego światła (uwaga: okaryna może być fioletowo-zielonymi światełkami, panowie od efektów specjalnych, nie załamujcie się)
Po chwili ciszy…
AGNES:
Ty, Bagaż, zostajesz z nami?
BABCIA WEATHERWAX:
Ale śpisz z kozami!
Bagaż zastanawia się, tak, dobrze raz zrobić sobie wolne, chociaż jeden dzień
BAGAŻ <telepatycznie zwraca się do babci>:
Czy kozy są smaczne?
********
Scena 5: Budynek MWE, Rincewind ląduje na podłodze, chwiejnie podaje słoik nadrektorowi.
RIDCULLY:
Dobrze się spisałeś,
Za długo nie zwlekałeś.
Brawo.
Słychać kilka oklasków entuzjastycznych studentów
PONDER:
Teraz trzeba znaleźć kwestora…
Podwieczorku teraz pora,
Może w kuchni się ukrywa?
Wysyła kilku studentów na poszukiwania
******** |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 3 Lipiec 2005, 20:10
|
|
|
| Bogowie! Brak mi słów, by Twój geniusz opisać! To niesamowite, genialne, boskie...masz w planach zostać bożyszczem tłumów? |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 6 Lipiec 2005, 00:10
|
|
|
Akt III
Scena 1: Studenci krzątają się po całym uniwersytecie, w poszukiwaniu kwestora, jedna z grup szuka w Głównym Holu.
ADRIAN:
Kwestorze?! Gdzie jesteś? Mamy smaczną galaretkę!
A na kolację pyszną krewetkę!
Torcik, a i jeszcze budyń!
KWESTOR:
Buahahahahahahahahahah jogurt!
Wszyscy spoglądają w górę, a tam, na żyrandolu wisi kwestor we własnej osobie, huśta się
PONDER:
Możemy też załatwić jogurt, będzie!
Niech pan do nas tutaj zejdzie!
KWESTOR:
Yap yap yap yap yap yap yap!
Huśta się jeszcze bardziej
RIDCULLY:
Proszę zejść, kwestoooooooooooooooorze!!
Nie jesteś pan w oborze!!
KWESTOR:
Hahaha? Ha! Haha!
PONDER:
On chyba z kimś gawędzi…
RIDCULLY:
Aż szósty zmysł mnie swędzi…
Pojawia się czarny pan z kosą, dla nieuświadomionych politycznie – jest to Śmierć
ŚMIERĆ:
PRZYSZEDŁEM PO JEDNEGO Z WAS, MAGOWIE
Spogląda na nieuświadomionego politycznie kwestora… który kontynuuje huśtanie się
ŚMIERĆ:
ON ZARAZ WYLĄDUJE NA GŁOWIE
Macha kosą, ale żyrandol się oddala, znów się zbliża, Śmierć tnie, ale żyrandol znów się oddala
KWESTOR:
Przecież to mój kubeczek!
To mój kubeczek!
Z wiewiórką jest!
ŚMIERĆ:
CHOLERA!
RIDCULLY:
Nie powinieneś znać takich słów!
Czemu klniesz tu, zaraz mów?!
ŚMIERĆ:
JESTEŚ ANTROPOMORFICZNYM SZOWINISTĄ
<cicho, głuchym szeptem>
A TAKŻE WREDNĄ GLISTĄ…
RIDCULLY:
Nie możesz kląć! To profanacja!
ŚMIERĆ:
MOIM ZDANIEM ZWYKŁA DYSKRYMINACJA
Śmierć odchodzi urażony
********
Scena 2: Ridcully wkracza do Biblioteki NU.
RIDCULLY:
Orangutanie wielki,
Podawaj zaraz księgi!
Potrzebny poradnik złażenia
Nie uszkadzając przy tym… mienia
BIBLIOTEKARZ:
Uuk.
RIDCULLY:
Masz racje, siedzenia
BIBLIOTEKARZ:
Uuk
RIDCULLY:
Jak to, nie ma mowy?
Po co nam te rozmowy?!
Zaraz księgę dawaj!
Lub do pojedynku stawaj!
BIBLIOTEKARZ <wyzywająco>:
IIK!
********
Scena 3: Plac Sator, na środku stoi pan Dibbler i sprzedaje małemu dziecku kiełbaskę w bułce.
DIBBLER:
Dla dzieci kiełbaski i paszteciki,
Sprzedają się dobrze i szybko,
Może poczęstujesz się świeżym szczurem?
Albo pożywną rybką?
DZIECKO (czyt. Ofiara Losu):
Aargh! Ughh!! Eaarrggght!!
Dziecko dławi się świńskimi produktami, bez tchu pada na bruk, pan Dibbler stara się tego nie zauważać…
DIBBLER:
Kiełbaski! Kiełbaski w bułce!
Świeżutkie i z mięsa zdrowego!
Bierzcie póki gorące!
Nie ma nic lepszego!
KOLEJNY KLIENT:
Uught! Yeekkkggghh!
Pada na bruk tuż obok dziecka
DIBBLER:
Eee… podnieście się! Psujecie reklamę!
Przez was kłopoty mam same!
Duet DZIECKO i KOLEJNY KLIENT:
Aargh!
GŁOS Z WÓZKA DIBBLERA:
Co za ubaw!
Zaraz będzie rozróba!
DRUGI GŁOS Z WÓZKA:
Powinni oddać kasę!
Za dużo czasu cennego tutaj tracę!
Miała być komedia,
A jest tragedia!
Dibbler przerażony spogląda na dyskutujące produkty spożywcze
DIBBLER:
Może dodałem za dużo cukru?
PAN GALARETKA:
Ależ nie, stary!
Choć mógłbyś dodać polewę z lukru…
Może pani dać temu wiary?
Zwraca się do Kisielu
PANI KISIEL:
Odkąd przybyłeś jest zamieszanie!
Po co ci było zmartwychwstanie?
PAN GALARETKA:
Po to jestem by mnie zjadać,
A nie po to żeby gadać.
Nigdy dość dla mnie uwagi…
Nie domagałem się sagi!
Pochowali mnie skromnie…
Nie domagałem się sarkofagów…!
DIBBLER <słabym głosem>:
Chyba zabiorę was do magów…
********
Scena 4: Biblioteka.
RIDCULLY:
Ty wredny gibbonie!
Próbuję zadać cios, nie trafia
BIBLIOTEKARZ:
Uuk!
RIDCULLY:
Ja do posłuszeństwa cię skłonie!
Czepiaj się własnej matki!
Cała twoja rodzina potrafi tylko wystawiać zadki!
BIBLIOTEKARZ:
Uik!
RIDCULLY <waha się>:
Pawiany? Nie jesteś spokrewniony z nimi?
… Od bananów mózg ci dymi!
Trwa walka
Walce przygląda się Rincewind, który w skupieniu konsumuje banana
RINCEWIND:
Ridcully znów atakuje!
Z buta go nokautuje!
Ale Bibliotekarz
Ma siłę niczym lekarz
Dający dziecku zastrzyk!
RIDCULLY:
Ja nie dam się zastraszyć!
Idź na swoje sekwoje
I ratuj życie swoje!
Bo ja się nigdy nie poddam
Zwycięstwa ci nie oddam!
BIBLIOTEKARZ:
Uuk! Iik! Uuk uuk
Iik uuk ikk uuk uuk ukk
Ukka ki uuk uuk uuk
Ika uka uuk ik!
RINCEWIND <tłumaczenie>:
W twej brodzie muchy się czają
Kolonie zakładają!
Twój tłusty kaczy kuper
Nadaje się na zupę!
RIDCULLY:
Uuk! Iik ouk ouk!
Ukka ikka ukka
Uki uki ouk
Ika uka oaik!
RINCEWIND <tudzież tłumaczenie>:
Ty zapchlona małpiatko!
Nie pójdzie ci tak gładko
Ty rudy bananojadzie,
Ty wstrętny oślizły gadzie!
Po pół godzinie…
RINCEWIND <tłumaczenie, znudzonym głosem>:
Niewarty stęchły liściu,
Zgniła skórko banana,
Tyś pomarańcz zgniecionych kiścią,
Nie doczekasz jutra rana!
Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie…
RINCEWIND:
<chrapanie>
Dwaj kłótliwi spoglądają na niego niepewnie
RIDCULLY:
Nie mamy żadnych widzów,
Ani komentatora.
Kto nas rozruszać zdoła?
BIBLIOTEKARZ:
Uuk.
RIDCULLY:
Masz rację, chodźmy na piwo!
Bo mięśni to spoiwo
BIBLIOTEKARZ:
Iik.
RIDCULLY:
Chyba śnisz małpiatko, jeżeli
Myślisz, że postawię ci piwo z bananowych korzeni
BIBLIOTEKARZ:
Uak!
RIDCULLY:
Ach tak?!
Do walki stań na gołe pięści!
Zaraz twój kark smutnie zachrzęści!
Odgłosy walki, z wieloma „Iik” oraz „Uuk” w tle
********
Scena 5: Główny Hol NU, kwestor w swobodnej pozie zwisa z żyrandola.
PONDER:
Gdzie Bibliotekarz z nadrektorem?
Z pełnym książek worem?
ADRIAN:
W bibliotece się biją…
PONDER:
Zwykłe z nich dzieciaki,
Poziom przedszkolaków!
Dla zwykłej, głupiej draki
Udają łobuziaków…
KWESTOR:
Taj! Taj! Taj!
Patataj! Różowy!
Nożyczkowo fioletowy.
Wchodzi pan Dibbler z obawą patrząc na wózek
DIBBLER:
Magowie, pomóżcie!
Radą wspomóżcie!
Moje jedzenie GADA!
ADRIAN:
A kwestor z żyrandola spada!
Kwestor istotnie spada i ląduje na Pani Kisiel, gniotąc ją przy tym
PANI KISIEL:
Aargh! Zejdź z mojej plechy!
PAN GALARETKA:
… On pełen uciechy
Dla przybycia mego!
Witaj znowu, żarłoczny kolego!
Zaspany Rincewind wkracza na scenę, ziewając i szybo wkłada w otwór gębowy kwestora garść pigułek
RINCEWIND:
Na razie to wystarczy…
Choć na wieki nie starczy.
Pigułka z żaby, uleczy
Niestety, nerwy kaleczy…
Kwestor sztywnieje
PAN GALARETKA:
I tu kończy się cała sprawa,
Niezła to była zabawa.
Wszyscy w końcu są jak w niebie!
RINCEWIND:
Kłamiesz, mów za siebie…
Pan Galaretka z czułością obejmuje kwestora, który nie może odwzajemnić uścisku…
PONDER:
Jakie to wzruszające…
Wiarę, nadzieję budzące.
Że dwie pokrewne dusze
Choćby je Los oddzielił
Niebo i żółwia poruszą
Żeby znów się spotkali
I raz na zawsze zostali
Razem.
ADRIAN:
Tymczasem…
RINCEWIND:
… Dibbler sprzedawszy banany
Nadrektorowi
I Bibliotekarzowi
Ulotnił się szybko i sprawnie.
A Pani Kisiel w kuchni
Zrobiła rewolucję
Najlepsze podwieczorki
Na świecie, Uniwersytet szykuje
Kwestor i Galaretka
Są niczym brudne ręce i czysta serwetka
Mag podwieczorek zjada
Galaretka się nada
Pan Galaretka zjeść się daje
A potem zmartwychwstaje.
Bibliotekarz i Ridcully
Walczyć nie przestawali
Będą się wyzywać
Aż Io zacznie wzywać
Ponder i jego studenci
Wcale nie tacy nadęci
Choć sprytni aż za bardzo
Sztuką dawną gardzą…
Wiedźmy też szczęśliwe
Żaba hasa po bagnach
Tylko me losy rozpaczliwe,
Los mnie wszędzie zagna
Ale teraz jest spokojnie
Wszyscy oddalą się dostojnie.
Kwestor nie będzie się huśtał…
ŚMIERĆ:
MÓGŁBYŚ JUŻ WRESZCIE ZAKOŃCZYĆ?
I PODWIECZOREK SKOŃCZYĆ?
BO ŚPIESZĘ SIĘ NA PARTYJKĘ…
RINCEWIND:
Wszystko dobrze się skończyło,
Krwi za dużo nie było.
Lecz jak filozof powiedział
„Wszystko względne we wszechświecie”
Co na to powiecie?
Ja powiem, że powiedział, co wiedział.
KONIEC
Niebezpieczne sceny zagrali przygotowani do niebezpieczeństw kaskaderzy, nie ucierpiał żaden humaniod, tudzież płaz, tudzież kisiel y galaretka
Śmierć zajada się lodami
ŚMIERĆ:
GDZIE MOJA SERWETKA??!
THE END |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
| |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 6 Lipiec 2005, 10:24
|
|
|
Od dziś zakładam fanklub Pani Kisiel! Kto do mnie dołączy?
Monkey, to jest po prostu... po prostu... no po prostu genialne ! I co ja mogę poradzić na to, że moja krytyka nie jest konstruktywna, kiedy po prostu nie mam się czego doczepić?! |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 6 Lipiec 2005, 16:56
|
|
|
No trzecia część, sory, AKT III nie tak super jak dwa poprzednie, ale też fajna. Ogólnie cały fanfik świetny. |
|
|
|
 |
Mattiah

Wiek: 21 Dołączył: 03 Lut 2006 Skąd: Al Khali
|
Wysłany: 12 Marzec 2006, 21:49
|
|
|
Jedyne do czego się można przyczepić to to, że na końcu Śmierć mówi normalnymi literami Fanfick świetny, bardzo zabawny, bardzo absurdalny, a pozatym fajne wymieszanie trzech serii w jedno opowiadanie.
Najbardziej podobał mi się fragment ze Śmiercią jako "ANTROPOMORFICZNYM SZOWINISTĄ"
Gratulacje raz jeszcze |
_________________ A mulato, an albino, a mosquito
My libido |
|
|
|
 |
VenaKruczowłosa
VIP

Dołączyła: 03 Lut 2005
|
Wysłany: 12 Marzec 2006, 23:17
|
|
|
Gratulacje :brawo: :brawo: :brawo:
Napisane z werwą, z humorem i z wyczuciem. |
|
|
|
 |
Angelina

Wiek: 18 Dołączyła: 05 Mar 2006
|
Wysłany: 13 Marzec 2006, 14:02
|
|
|
Genialne! Już dawno się tak nie uśmiałam Mam nadzieję, że na tym się nie zakończy i będzie cosik jeszcze. |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 13 Marzec 2006, 15:27
|
|
|
| Angelina napisał/a: | | Mam nadzieję, że na tym się nie zakończy i będzie cosik jeszcze. |
Jeżeli chodzi o ten konkretny fik, to jest już zakończony.
Chciałam tylko rozwiać wszelkie wątpliwości (bądź nadzieję pff jaka skromność). |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje anime |