 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[FF] Wesołego Strzeżenia Wiedźm |
| Autor |
Wiadomość |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 26 Luty 2007, 20:04 [FF] Wesołego Strzeżenia Wiedźm
|
|
|
Nie wiem, jak to się dzieje, ale wszystkie fiki prócz tych dyskowych udaje mi się zamknąć w formie oneshota. Wrrr.
Czego się spodziewać po zaślinionej fangirl wrzeszczącej na pół ulicy "ŁAAAA! Veeeti!"? Tego, co poniżej.
Pomysł niesłychanie wręcz pomysłowy. Zażynajcie, w obecnym stanie umysłu już nic mnie nie ruszy.
Możliwe, że będzie dalszy ciąg. Miał być. Choć - cóż - postać naszej bohaterki zrodziła się w moim umyśle dwa lata temu, więc chyba niezbyt szybko mi idzie. Niemniej kontynuacja konieczną jest.
Płatki śniegu wirowały w świetle latarni. Białe zimno okrywało bezszelestnie całe Ankh-Morpork, zmieniając je na jedną noc w ładne miejsce.
Rano na ciasne uliczki wyjadą wozy, konie załatwią na drogach swoje potrzeby fizjologiczne, a reszty dokona milion mieszkańców... rano wszystko wróci do normy.
Ale teraz magia trwała.
Wszystkie Szwaczki siedziały w zaciszu domów klientów bądź wokół kominka w Gildii. Żadna nie była tak zdesperowana, by wyjść na zimną ulicę w Noc Strzeżenia Wiedźm.
Skrytobójcy, jak na dżentelmenów przystało, wieczór spędzali przy wytwornie ubranych żonach i wytwornych potrawach, składając sobie wytworne życzenia.
Żebracy zbierali się przy zapalanych w zaułkach ogniskach i śpiewali kolędy ku rozpaczy okolicznych mieszkańców.
W Gildii Błaznów opowiedziano kilka autoryzowanych dowcipów o Wiedźmikołaju i ceremonialnie dokonano Przypadkowego Podpalenia Choinki. Potem, jak nakazywał zwyczaj, smutni trefnisie wysmarowali sobie twarze świątecznym puddingiem.
W Strzeżenie Wiedźm nikt nie powinien być sam.
Kobieta dwie stopy nad biurkiem Patrycjusza pojawiła się znikąd. Można było się domyślić, że stan zawieszenia nie potrwa więcej niż ułamek sekundy.
Lord Vetinari wykazał się zdumiewającym refleksem, odsuwając się. Kobieta nie miała takiej okazji i wylądowała na meblu z głośnym „łup”. Łokciem przewróciła kałamarz.
Jęknęła coś cicho, usiłując doprowadzić suknię do stanu, w którym wyglądałaby w miarę moralnie, próbując równocześnie wytrzeć rękawem w miarę dyskretnie krew z nosa.
Lord Vetinari pozwolił sobie na uniesienie brwi, po czym podał jej bez słowa rękę i pomógł wstać.
- Stibbons- warknęła, zamiast podziękowania. Wyprostowała się nieco chwiejnie i zacisnęła pięści. – Tym razem Stibbons naprawdę zginie nagle i boleśnie! – oświadczyła, jakby to wszystko wyjaśniało. Po czym rozejrzała się po Podłużnym Gabinecie.
- Nic pani nie dolega? – spytał Patrycjusz, widząc, jak twarz kobiety przybiera barwę ściany.
- To jest Podłużny Gabinet, tak? – spytała ostro.
- Tak- przyznał zirytowany Vetinari. – A z tej okazji czy mógłbym dowiedzieć się, jak się tu pani znalazła?
Kobieta spojrzała nań jak na wariata.
- S-i-e-d-z-i-a-ł-a-m tutaj- wyjaśniła powoli, wycierając znowu krew z nosa. – I czytałam raport.
Była dość wysoka, a każdym razie coś w jej postawie nakazywało całemu otoczeniu tak myśleć. Włosy w nijakim kolorze wysmykiwały się z wcześniej starannie upiętego koka, a oczy wydawały się być lekko zaczerwienione, jakby przed chwilą płakała. Ale nie wydawało się rozsądnym pytanie jej o przyczynę- sprawiała wrażenie, jakby miała w odpowiedzi odgryźć głowę pytającemu.
Patrycjusz pokiwał spokojnie głową.
- Ależ oczywiście- zgodził się. Dziwna przybyszka posłała mu mordercze spojrzenie i już otwierała usta, gdy rozległo się pukanie.
Drzwi otwarły się bez zaproszenia i do środka weszła grupa mocno zaaferowanych młodych ludzi.
- Tak, tak... – mruczał jeden z nich, obserwując wskazówkę dziwnego urządzenia, które trzymał w dłoni. – Stężenie magii w stanie krytycznym. Masz rację, Myślak, musiał nastąpić kolaps continuów, nie ma wątpliwości. Pole thaumiczne zaburzone... –urwał, podnosząc wzrok.
Lord Vetinari skinął im spokojnie głową.
- Witam panów. Szczęśliwego Strzeżenia Wiedźm, przy okazji. Ktoś jeszcze planuje się zjawić?
Grupa studentów zawahała się. Po chwili na jej czoło został wypchnięty zrozpaczony Myślak Stibbons.
- Eeee... –zająknął się, czerwieniejąc po czubki uszu. – Prosimy waszą miłość o wybaczenie... bo... z naszych wyliczeń wynika... że tak jakby... tutaj powinno się obecnie roić od mackowatych potworów z równoległej... rzeczywistości... – milkł powoli pod spojrzeniem stojącej przy biurku kobiety.
Vetinari zwrócił się w jej stronę.
- Przepraszam, ma pani macki? – spytał z maniakalną grzecznością.
Kobieta otwarła usta. Zamknęła usta.
- Nie, przykro mi, muszę was rozczarować. Nie mam macek- odparła zaskakująco spokojnie. – Czy mogłabym teraz dowiedzieć się, co konkretnie się tutaj dzieje? – podniosła rękę, widząc twarz Myślaka.- I mógłby to pan powiedzieć po ludzku, panie Stibbons? Bez żadnych thaumów, bo nikt nie wie, co to jest i nikt nie udowodnił nawet, że istnieje.
Jeden ze studentów wychylił się zza nieszczęśliwego Myślaka.
- Już niedługo! Opracowujemy metodę rozebrania świata na thaumy...
- ... ale nie róbcie tego, póki nie będziecie umieli go poskładać, bardzo proszę- dokończył Patrycjusz ze znużeniem.- Niemniej też chciałbym się dowiedzieć, co się dzieje.
Któryś z mniej rozsądnych młodzieńców zawył, kopnięty z chirurgiczną precyzją, gdy usiłował sprawdzić ilość nóg wściekłej kobiety.
Myślak Stibbons z każdą chwilą tracił swoją – od zawsze znikomą- pewność siebie. Spodziewał się ośmiogłowego czegoś na wzór Stworów z Piekielnych Wymiarów. Z tym magowie umieli sobie radzić.
Tymczasem przybysz z innego świata mówił po morporsku i wyglądał całkiem normalnie. Jeśli można użyć takiego określenia w stosunku do zakamuflowanego demona, który – sądząc po minie – zamierzał zrobić straszną i nieodwracalną krzywdę otoczeniu jako takiemu.
Po chwili zastanowienia uznał, że egzorcyzmy nie zrobią odpowiedniego wrażenia.
- Skąd przybywasz, pani? – spytał niepewnie. „Piekielna maro” pozostawało jednak otwartą opcją.
- Z Ankh- Morpork – odparła kobieta bezbarwnie.
Pokiwał głową.
- Jaki to był dzień?
- Wieczór Strzeżenia Wiedźm.
Któryś ze studentów coś zanotował na skrawku papieru.
- To się nie trzyma kupy – oświadczył radośnie. – Teoretycznie wyładowanie thaumiczne nie miało prawa być na tyle silne, by wyizolować jednostkę z grupy i przenieść ją równolegle.
Lord Vetinari z zainteresowaniem obserwował rozwój akcji. Kiedy mógł już sobie pozwolić na odsunięcie się na bok, wszystko stawało się dużo prostsze.
- Fakt. Jednostka musiałaby sama uprzednio wyizolować się z grupy i to na dłuższy czas... – przyznał Myślak, zaglądając młodszemu koledze przez ramię do obliczeń. – Czyli faktycznie nie trzyma się kupy.
- Czemu? – spytał obiekt zainteresowania z niewiadomych przyczyn na powrót agresywnie.
- Nikt zdrowy na umyśle nie spędza Strzeżenia Wiedźm samemu! – wyjaśnił z niezachwianą pewnością któryś z młodszych adeptów magii.
Odpowiedziała mu cisza. Studenci powoli zdali sobie sprawę z milczącej obecności lorda Vetinariego w gabinecie. Na biurku przed nim leżały sterty papierów.
|
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 26 Luty 2007, 20:47
|
|
|
Najpierw minusy:
Jedne jedyne do czego się mogę przyczepić to mały zabieg pod tytułem 'spacja, kreska, spacja'. W kilku miejscach się zdarza, że spacji nie ma. | Sayoko napisał/a: | | - Stibbons- | np. tu. Ale to momentalnie da się wyczyścić. No i | Sayoko napisał/a: | | - ... ale |
Ała! Całą moją duszę boli spacja przed 'ale'. Jest niepotrzebna i brzydko wygląda.
Jejuś, trudno było znaleźć coś do czego można się przyczepić.
Teraz plusy:
| Sayoko napisał/a: | | - Przepraszam, ma pani macki? |
I choć początek taki milusi, cieplusi, biednie, ale pięknie duchowo, jasne, tak, jednak najbardziej podobał mi się koniec. Ciach! I koniec. Bardziej nagłego być nie mogło.
I uśmiech ode mnie za Maślaka
I oczywiście Małpka chcieć więcej. |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
QbaJak
Moderator

Wiek: 27 Dołączył: 15 Lut 2004 Skąd: Jastrzębie/W-wa
|
Wysłany: 27 Luty 2007, 00:44
|
|
|
| Monkey napisał/a: | | Ała! Całą moją duszę boli spacja przed 'ale'. Jest niepotrzebna i brzydko wygląda. |
Monkey jak chcesz się już czepiać to spacja powinna cię boleć po myślniku, albo w zastosowaniu całego "- ... ale"
PS. Uprzedzając pytania - nie fika nie czytałem |
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods. |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 27 Luty 2007, 08:32
|
|
|
| QbaJak napisał/a: | | PS. Uprzedzając pytania - nie fika nie czytałem |
Po pierwszym ,,nie'' powinien być przecinek.
A mnie się podobał fik. Fikuśny, rzec by można I na czasie. |
|
|
|
 |
Trino

Wiek: 20 Dołączyła: 19 Maj 2006 Skąd: Leszno
|
Wysłany: 28 Luty 2007, 19:11
|
|
|
| Sayoko napisał/a: | | - Nic pani nie dolega? – spytał Patrycjusz, widząc, jak twarz kobiety przybiera barwę ściany. |
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie Vetinari! I nie w takich słowach, że troska aż wycieka z monitora (przynajmniej takie jest moje wrażenie)!
Reszta miodna. Zwłaszcza to o sprawdzaniu liczby nóg, mackach, rozbieraniu świata na thaumy i, oczywiście, o papierach na biurku Patrycjusza
Szlag, chciałabym mieć taki... jakby to określić... dynamiczny pomysł na dyskowe opowiadanie. Moja Rufina, choć ostatnio poprawiona, nadal jest za długa i za nudna. |
_________________ "Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?"
"Mort" |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 28 Luty 2007, 19:17
|
|
|
| Trino napisał/a: | Sayoko napisał/a:
- Nic pani nie dolega? – spytał Patrycjusz, widząc, jak twarz kobiety przybiera barwę ściany.
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie Vetinari! I nie w takich słowach, że troska aż wycieka z monitora (przynajmniej takie jest moje wrażenie)! |
A miała być zwyczajna grzeczność
Dziękuję wszystkim.
A co do interpunkcji; ja i ona od dawna coś do siebie mamy |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
| |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 1 Marzec 2007, 09:29
|
|
|
| Sayoko napisał/a: | | A co do interpunkcji; ja i ona od dawna coś do siebie mamy |
Fajni jak byłby to pociąg |
|
|
|
 |
Inkwizycja
VIP

Wiek: 24 Dołączyła: 04 Paź 2006 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 1 Marzec 2007, 20:42
|
|
|
Podobał mi się wstęp (zwłaszcza tekst o ceremonialnym przypadkowym podpaleniu choinki )
Nie spodobało mi się to, że Vetinari jest taki... ludzki ? Że pomaga wstać, pyta się, co się stało, że jest taki... uprzejmy ? W książkach taki nie jest, a przecież lubimy go takim, jakim stworzył go Pratchett...
Poza tym trudno jest ocenić opowiadanie, kiedy można się zapoznać tylko z takim krótkim fragmentem... Nie wiemy ani kim jest główna bohaterka, ani co kombinuje Stibbons (po co właściwie miałby sprowadzać potwory z piekielnych wymiarów ?)... To trochę tak, jakby oceniać książki po tym, co pisze na tyle okładki .
Chętnie przeczytałabym jakieś rozwinięcie tego opowiadania, albo jakieś inny - skończony - fanfik Twojego autorstwa (nawet niekoniecznie dyskowy) . |
_________________
- Sherlock, what school did you graduate from before becoming a detective?
- Elementary, my dear Watson, elementary. |
|
|
|
 |
Walter

Wiek: 22 Dołączył: 16 Sty 2007 Skąd: Bielsko-Biała
|
Wysłany: 1 Marzec 2007, 20:52
|
|
|
| A ja uważam że Vetinari jako adept gildi skrytobójców raz na rok (Strzeżenie Wiedźm) może zachować się jak dżentelmen, zwłaszcza jak przeciwnicy nie patrzą. |
_________________ "I poznasz, że ja jestem Pan, kiedy wywrę na tobie swoją pomstę."
Nie płakałem po Kaczyńskim.
|
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 2 Marzec 2007, 07:43
|
|
|
| Walter napisał/a: | | A ja uważam że Vetinari jako adept gildi skrytobójców raz na rok (Strzeżenie Wiedźm) może zachować się jak dżentelmen, zwłaszcza jak przeciwnicy nie patrzą. |
Ano. Z takiego wyszłam założenia ^^
Vetinari jest dyplomatą, odebrał staranne wychowanie. Jestem pewna, że w stosunku do dam (rrany, w żadnej książce chyba prócz NW nie rozmawia z kobietą! Właśnie się zorientowałam) jest uprzedzająco wręcz grzeczny.
| Cytat: | | Chętnie przeczytałabym jakieś rozwinięcie tego opowiadania, albo jakieś inny - skończony - fanfik Twojego autorstwa (nawet niekoniecznie dyskowy) . |
[bezczelna autoreklama/mode on]
http://www.deviantart.com/deviation/49451091/ , czyli bełkot fangirl Sherlocka Holmesa.
Ja w większości jednak piszę opowiadania, fanfików niewiele zakończyłam, tym bardziej, że niewiele wartych było choć połowy poświęcanej im uwagi.
[mode/off] |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Inkwizycja
VIP

Wiek: 24 Dołączyła: 04 Paź 2006 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 4 Marzec 2007, 12:26
|
|
|
Wydaje mi się, że Vetinari jest grzeczny wtedy, kiedy uważa, że to opłacalne...
Poza NW to jeszcze są wspominane jego rozmowy z Lady Sybil, ale bezpośrednio chyba nie ma żadnej z nich ukazanej.
Fik o Sherlocku fajny, ale krótki... Taki temat można by przecież pociągnąć znacznie dłużej . A tak, to jakiś niedosyt pozostaje. Poza tym drobna niezgodność z historią - Twoje opowiadanie dzieje się chyba w latach osiemdziesiątych XIX wieku, a kokainę w Europie zdelegalizowano dopiero po I Wojnie Światowej, wcześniej można było ją dostać bez recepty i całkowicie legalnie i reklamowano ją jako świetny środek stymulujący (oraz dodawano do CocaColi, ale to oczywiste ). Z opium było dość podobnie. |
_________________
- Sherlock, what school did you graduate from before becoming a detective?
- Elementary, my dear Watson, elementary. |
|
|
|
 |
Sayoko
VIP

Wiek: 20 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 4 Marzec 2007, 12:48
|
|
|
Z tego, co mi wiadomo, kokaina i opium były już uznawane za trochę szkodliwe i bardzo uzależniające środki. Stosowano je już wtedy właściwie tylko w medycynie tudzież dla "poprawy zdrowia", ale na pewno walczono z nielegalnym transportem i starano już się ograniczyć sprzedaż.
Spójrz, Watson na uzależnienie Holmesa zawsze patrzył bardzo nieprzychylnym okiem. Myślę, że nie tylko, jako przyjaciel, ale przede wszystkim jako lekarz. |
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement |
|
|
|
 |
Inkwizycja
VIP

Wiek: 24 Dołączyła: 04 Paź 2006 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 4 Marzec 2007, 13:12
|
|
|
Właśnie dlatego patrzył na to nieprzychylnym okiem, ponieważ był lekarzem, i wiedział o skutkach ubocznych tych uzależnień. Ale ogólny pogląd na sprawę był mniej więcej taki, jak obecnie na alkohol - wiadomo, że może szkodzić, ale nic się z tym nie robi. Kokainę na pewno stosowano rekreacyjnie, nawet jakaś czekolada z dodatkiem kokainy była w sprzedaży , no i sama coca cola też zawierała jej dość sporo, co ograniczyli dopiero na początku XX wieku. Z kolei taki Z. Freud napisał pracę o cudownym działaniu kokainy w terapii. Wtedy patrzono na tego typu środki inaczej, niż teraz. |
_________________
- Sherlock, what school did you graduate from before becoming a detective?
- Elementary, my dear Watson, elementary. |
|
|
|
 |
I.Inni

Wiek: 21 Dołączył: 09 Wrz 2004
|
Wysłany: 7 Marzec 2007, 19:00
|
|
|
| Sayoko napisał/a: | | rrany, w żadnej książce chyba prócz NW nie rozmawia z kobietą! Właśnie się zorientowałam |
Aż sprawdziłem. Jednak trochę rozmawia:
- w RO zamienia słowo z Ginger;
- w BHA-M wita Sybil. |
_________________ Curses upon you, Thomas Construction! Humanity will remember you as another Judas, if we aren’t all destroyed! |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime |