Uboot
Moderator

Wiek: 26 Dołączył: 16 Maj 2005 Skąd: Bydgoszcz
|
Wysłany: 2 Lipiec 2005, 09:23 [FF] "PRZYGODY MORPF'A - swoją drogą głupi tytuł"
|
|
|
A teraz glupie wypociny mojega autorstwa
"PRZYGODY MORPF'A- SWOJA DROGA GLUPI TYTUL"
Tak więc to co działo się w mieście Klampofa było zwykłym biegiem wydarzeń. Nikt nie martwił się o to co miało nastąpić, ponieważ wszyscy wiedzieli Co miało nastąpić. Tylko jeden Morpf nie miał pojęcia jak ma się zachować ani co powinien robić; taka to już dola podróżników. A wydarzenia które miały dopiero nastąpić, w poprzednich latach odbywały się w ten sposób: Stare kobiety biegały w rądlach na głowach i bochenkiem chleba kształtu podłużnego w ręce. Biegały w bliżej nieokreślonym dla siebie jak i otoczenia kierunku dlatego należało unikać wychodzenia na dwór, chyba że ktoś chciał zostać- jak to tu poprawnie politycznie powiedzieć- zajechany, rozjechany i przejechany przez czerstwy kawełek pieczywa w szacowne dupsko. Nikt już nie pamiętał dlaczego tak się działo. Krążyła jednak stara legenda, która mówiła, że 500 lat temu stara czarownica rzuciła klątwę na pewnego młodzieńca, który nie chciał jej załadować... pomóc załadować ogromne ilości chleba na wóz. W rezultacie został on skazany na lata przyjmowania na siebie całej prawdy o wypieku bagietek i innego badziewia z rodzaju pieczywa nie koniecznie najświeższego, a zazwyczaj zawsze czerstwego. Skąd w tym wszystkim wziął się rondel na głowie, tego nikt nie wie. Może dlatego żeby staruszki wyglądały dostatecznie głupio- jak by to z tym chlebem nie było dostatecznie głupie. Trzeba tutaj wspomnieć że niektórym chłopcom ten rodzaj zabaw, tradycji czy też festiwalu - nazywanym tak przez turystów nie doświatczonych jeszcze w zasadach - odpowiadał. Byli to zazwyczaj synowie którzy po swoich ojcach przejęli to co najlepsze czyli ciągłą ciepłotę tylniej części ciała. Wróćmy zatem do Morpfa.Już od najmłodszych lat lubił podróżować i gnać w nieznane. W społeczności z której się wywodził, wszyscy podróżowali, od dziada-do- pradziada.Jego ojciec urodził sie w podróży, jego dziad urodził się w podrózy, tak samo zresztą jak i jego pradziad który już nie urodził się w podróży, bo wtedy jeszcze nie podróżowali; nie ma co Stare to było społeczeństwo i obyczaje. Morpf szybko przekonał się że coś tu jest nie tak. Wpadł na to po pierwszym kontakcie z niezidentyfikowanym-obiektem-wypiekanym-przechowywanym-w-rondlu-(patrz a jednak z tym rondlem to się wyjaśniło)-dla-lepszego-zczerswienia-ogólnego. Pognał przed siebie ile sił w nogach, zdziwiony nagłym bólem, i wpadł do pierwszego lepszego budynku. Zaraz po jego wbiegnięciu zaryglowano drzwi i podstawiono wielki dębowy stół. Morpf rozejrzał się i doszedł do wniosku że trafił do oberży pełnej krasnoludów, trolli, ludzi, i czego tam jeszcze mógłbyś się spodziewać. Odrazu poczuł na sobie dziesątki znudzonych i lepkich par oczu, które miały już dosyć tej całej farsy z niewyżytymi staruszkami.
- Musimy z tym skończyć-usłyszł głos pełen oburzenia, jednak nie mógł zlokalizować źródła jego powstawania.
- Tak, Ta, No oczywiscie..- grzmiał chór zgody-...tylko eeee.. kto to powiedział?
- Arghhh...zawsze tak samo...., to ja Klopgart, stoję przy drzwiach.... krasnolud !
Spojrzeli w dół- Ach rzeczywiście.
Morpf dostrzegł krasnoludzkiego kurdupla tuz przy swoich nogach.
- Nie moze tak być żeby nasze miasto było terroryzowane przez te obłąkane wiedżmy! Swoją drogą wydaje mi się że to się im zaczyna podobać.
Morpf przestał na chwilę słuchać i zaczął się rozglądać- widać robienie dwóch rzeczy naraz sprawiało mu nielada problem, a przynajmniej ból głowy- po oberży. Była ona standardowo wyglądającą jadłodajnią, w której prędzej można się spodziewać ciosu z kufla po piwie niż samego piwa. Pod ścianą stał bar a za barem gruby- jak to zwykle bywa - barman. Na oko miał .... przepaskę z czarnego jedwabiu( no dobra żartowałem ale nie mogłem się powstrzymać), tak naprawdę to trudno było określić jego wiek pod tą grubą warstwą zarostu, skrzętnie hodowanego swoją drogą. Pomieszczenie nie było wielkie, ale mogło pomieścić sporą gromadę głupawego kamienia o wzroście 2 metrów i nieznającego się na żartach- mowa o głupawych trollach. Takiej kupy Morpf w życiu nie widział….mowa oczywiście o kupie różnorakich stworzeń, przebywających aktualnie w barze. Chociaż co do krasnoluda Klopgart’a to nigdy nie można byo być pewnym. |
|