Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
[FF] Pamiętnik Nobby'ego
Autor Wiadomość
Monkey 


Wiek: 21
Dołączyła: 22 Lip 2004
Skąd: Kwidzyn/Toruń
Wysłany: 2 Lipiec 2005, 10:05   [FF] Pamiętnik Nobby'ego

Eee... jak sama nazwa wskazuje, Pamiętnik Nobby'ego ze służby wojskowej.


Kapitan Marchewa skończył służbę. W planach wieczornych miał jeszcze napisanie listu do rodziców. Po drodze do swojego pokoju zobaczył, że drzwi do kwatery kaprala Nobbsa są szeroko otwarte. Marchewa zajrzał do środka, pokój zawalony był papierami i najróżniejszymi przedmiotami. W kącie pokoju stał kufer, z którego dobiegały, co jakiś czas, stłumione piski. Był też jakiś ruch.
- Nobby, wszystko w porządku?
Kapral natychmiast wygrzebał się z rumowiska i spojrzał na Marchewę z przestrachem.
- Jest dobrze, kapitanie.
- Co robisz, Nobby?
Nobby uśmiechnął się, zadowolony.
- Znalazłem mój stary kuferek i są w nim różne skarby.
- Mogę zobaczyć?
Nobby zawahał się przez chwilę.
- Oczywiście kapitanie.
Marchewa obejrzał kolekcję noży i innych ostrych narzędzi. Nagle, jego wzrok skierował się na mały, niepozorny notatniczek, rozsypujący się z powodu słabej jakości wykonania.
Kapitan otworzył.
C.W.ST.J. NOBBS
NOBBY
MUJ PAMIETNICZEK Z WOJISKA
Nobby zauważył znalezisko kapitana. Podbiegł i uśmiechnął się szeroko.
- To mój notatnik, z pierwszych lat służby w wojsku.
- Mogę poczytać?
- Oczywiście kapitanie.




Dzienń pierwrzy mei słurzby w wojsku:
Pżyjeli mnie!! Nareszcie!!
Dziśiaj bedzie muj pierwży dzieńń!!
Mamusia muwiła, rze czeka mnię wspanioła pżyrzłoźć.

Dzień drugi:
Mam przyjaciela, nazywa się Fredek Szoryk, ale lubi jak się na niego mówi Rambot.
Jest bardzo miły i poprawia mi błędy.

Dzień trzeci:
Mamy sierżanta, ktury, Rambot mówi, że mam pisać „który”, który jest niemiły i często na nas krzyczy.
Wczoraj kazał mi i paru innym chłopakom szorować podłogę szczoteczkami do zębów. Nie jest miły i go nie lubimy. Rambot ma plan jak go pognębić. Czuję, że mogę się od niego wiele nauczyć.

Dzień czwarty:
Dziś dzień był świetny. Ja zakradłem się do arsenału, bo jestem mały i zdobyłem petardy, potem razem z chłopakami podłożyliśmy je na fotelu sierżanta Dosi, bo tak się nazywa ten szynek i było ładne i duże bum. Robiliśmy miny niewiniątek.

Dzień piąty:
Fredek mówi, że dziś jest rzeź tych niewiniątek z wczoraj i rzeczywiście.
Zenek Gruszka, który był kujonem w szkole i strasznym skarżypytą wydał mnie, ale tylko mnie!!!
Dostałem, ulgowo, trzy dni wachty, bez posiłku i snu.

Dzień szósty:
Chcę mi się spać. Kumple przyszli mnie odwiedzić i mówili, że mi współczują, ale musieli spadać, bo sierżant Doś ciągle mnie pilnuje!

Dzień siódmy:
Wciąż stoję na wachcie i już nie mogę... wytrzymać.... <buuum!!>

Dzień dziewiąty:
Chłopaki powiedzieli mi, że zemdlałem i Doś mnie zwolnił z reszty służby. Mówi, że dostałem NAUCZKĘ. Ja mu jeszcze pokażę!!!

Dzień dziesiąty:
Chłopaki w pełni mnie popierają i chcemy zrobić Dosi kolejny numer, ale nie słuchamy Fredka, bo on ma same głupie pomysły. Za to wieczorem dorwaliśmy tego kabla, Zenka Gruchę i dowaliliśmy mu za wszystkie czasy.

Dzień jedenasty:
Mam świetny pomysł. Będę obserwował, co rano robi sierżant Doś i zrobimy mu niespodziankę.

Dzień dwunasty, wcześnie rano:
Okazuje się, że sierżant Doś ma sztuczną szczękę, zabrałem ją i schowałem!! Chłopaki mi gratulowali.

Dzień dwunasty, później:
Doś w ogóle się nie pojawił!!!! Widocznie się wstydził!! Ale już szuka winnego, ale mój plan jeszcze nie dobiegł końca.

Dzień trzynasty:
Udało się!!!! Schowałem tę szczękę pod łóżkiem Gruchy i Doś ją tam znalazł, uciekliśmy z pokoju, bo meble latały - dosłownie.

Dzień czternasty:
Grucha musiał nam wszystkim usługiwać przy posiłku, to było piękne. Wieczorem poszliśmy to uczcić. Poszliśmy na piwo, a może to było parę piw??? Nie wiem już, ale nie trafiłem do pokoju i...

Dzień piętnasty:
.... i obudziłem się na trawię, na szczęście była miękka. Poszedłem od razu na zbiórkę. Czekałem i czekałem, aż pojawił się Doś i czekaliśmy, on się gapił, a ja myślę gdzie są chłopaki. Pojawili się godzinę po zbiórce, kompletnie skacowani, Grucha też zaspał. Doś na nich nawrzeszczał, to było piękne, ten facet jest obłędny, a chłopaki najwyraźniej mają słabe głowy.

Dzień szesnasty:
Chłopaki wypiły za mnie toast i za moją mocną główkę.
Oni tylko po łyku, ja całą butle!!
Doś pochwalił mnie przy wszystkich, że jestem największym autory… cośtam.

Dzień siedemnasty:
Grucha może jest i kablem, ale jest dwa razy masywniejszy ode mnie. Kiedy wracałem z wieczornej wachty ten mnie dorwał i zaczął bić!! Zobaczył to Doś i Grucha został wysłany do poligony młodych recydywistów, już więcej go nie zobaczymy, ale przez niego mam rozpaćkany noś!! Może złamany!! To boli!! Ale chłopaki się już mną zajęły.

Dzień osiemnasty:
Mam rozwalony nos i Doś dał mi dziś wolne, kurcze. Ale jutro pójdę, bo mamy wreszcie OBCOWANIE Z BRONIĄ, tego nie można przegapić.

Dzień 19:
Dziś poszedłem na szkolenie z bronią. Od początku na to właśnie czekałem!!!!
Sierżant pokazał nam wszystko, co i jak, piki, miecze, pałki, itp.
Następnie mieliśmy ćwiczenia na manekinie, o wdzięcznym imieniu Kaleki Bobby. Bobby jest teraz wręcz inwalidą.
Był umieszczony na dość wysokim słupie, udało mi się dosięgnąć nożem w pierś.
Fredek miał ambicje żeby obciąć mu głowę, ale się potknął i Bobby miał tylko darmowego fryzjera.
Henry nie chciał robić Bobby'emu krzywdy, bo ten spojrzał na niego błagalnie. Wszyscy przyjrzeliśmy się manekinowi.
Może Henry widział odblask zapałki, kiedy zapalałem skręta?? Doś powiedział mu tylko, że jest maminsynkiem.
Ale jednak Henry był zawsze dobry, nigdy nie odmówił papierosa, czy łyka piwa.

Dzień 20:
Sierżant Doś, z okazji urodzin dostał od swoich zwierzchników pieska. Niby miał być wilczurem, ale to monstrum jest podobne do zmutowanego spaniela!
Został ochrzczony Azorkiem.
Sierżant nigdzie się bez niego nie rusza, ale musi go nosić, bo pies jest niezwykle leniwy.

Dzień 21:
Mieliśmy służbę w terenie. Pomalowaliśmy się na zielono i buro i Doś nas zgubił. Ukryliśmy się w gęstych krzakach na skręta i odpoczywaliśmy. Jeden z chłopaków przyniósł nawet flaszkę! Bystry chłopak.
Gdy tak siedzieliśmy, każdy zaczął opowiadać o sobie. Oczywiście zaczął Rambot.
Pochodzi on z Ramtopów i miał zostać magiem. Jednak Fredek nie chciał i zapisał się do wojska, tylko to mógł zrobić, chyba że magowanie. To wszystko przez jego matkę, ambitna. Fredek ma też siostrę, w tej chwili czarownicę.
Następnie głos zabrał Borowik Grzyb, który urodził się na obrzeżach lasu Skund. Chłopak jest trochę zamyślony, ale przy naszych biesiadach, razem z Henrym pięknie wchodzi basem. Ma masę rodzeństwa i rodziców, którzy wysłali go na służbę, bo "to praca dla mężczyzn!".
Terry Dog, następny w naszej grupie. Strasznie wysoki i chudy chłopak, pochodzi gdzieś z równin wirowych, jego rodzina to barbarzyńcy.
Matka miała fantazję, słyszała kiedyś od cudzoziemca wiele egzotycznych, jej zdaniem, imion i nazwała swego syna "Terier". Kiedy na jaw wyszło, co to oznacza, matka pozwoliła chłopakowi używać imienia "Terry Dog", uznał on wtedy, że zawsze może być gorzej (jego siostra ma na imię Pudel).
Wspominałem też wcześniej o Henrym Palaczu - pseudonim Hohla, pochodzi z Quirmu i jest dość otyły, tego... "puszysty", jak mówi jego mamusia (jest strasznie nadopiekuńcza). Jego ojciec jest GARNCARZEM i chciał dać chłopcy na imię HARRY, ale matka uznała, że nie brzmi do dostojnie. Miał zostać magiem, chciał tego, ale ojciec się nie zgodził.
Ostatnim z naszej grupy jest krasnolud - Topór Wręcemocny, zwany przez kumpli GOLDI, potrafi baaaaardzo wysoko skakać i przez chwile utrzymuje się w powietrzu (później dowiedziałem się, że większość krasnoludów tak może [patrz MD]).
Kiedy ja zacząłem opowiadać, nagle wpadł tam Doś i zamiast nam włoić karę... pogratulował nam!!!! Wspaniałego kamufla... cośtam, nieważne. To wszystko przez tego psa, Doś robi się przez niego miękki.

Dzień 22:
Okazało się, że Krzemowa Liga Walki ze Zniesławianiem, wniosła skargę i musimy przyjąć w nasze szeregi trolla.
Przyszedł więc wielki, groźny, Terry chciał się z nim przywitać, ale ten tylko mruknął i poszedł spać... dziwny facet.

Dzień 23:
Nasz krzemowy przyjaciel ma na imię... Kredek. Dlatego nie chciał się przyznać. Wstyd mu, kiedy powiedzieliśmy mu jak mamy na imię to nas polubił i nie robimy sobie żadnych aluzji. I dzięki bogom, nie nazywają mnie Cecil, uff.

Dzień 24:
Chłopaki wymyśliły mi nowe przezwisko... Nobby!!! Genialne i pasujące do nazwiska.
Doś jest jakiś sztywny, sztywniejszy od Kredka. Ciekawe, czemu...

Dzień 25:
Hehe, okazało się, że pies sierżanta jest dziewczynką!! Hehe... ale jaja, Shuwarek (Borowik), zaproponował imię Cuchnatka, będziemy ją tak nazywać.

Dzień 26:
Dziś jest Noc Duchów, święto, które obchodzą w Ramtopach, u Fredka.
Sierżant pozwolił nam zrobić ognisko na skraju lasu. Siedzieliśmy na kocu i jedliśmy kiełbaski. Fredek miał w planie opowiadanie strasznych legend, ale najpierw każdy miał opowiedzieć, czego się boi.
Kredek, jako najświeższy z rekrutów zaczął pierwszy. Gdy był mały, jego bracia często opowiadali mu o stworze spadającym z nieba (dla trolli to piekło) i trzymający wielki młot. Na wielkich skrzydłach spadała na ziemię elfia istota, do tego w środku dnia, wtedy Kredek starał się kryć w cieniu swego dziadka, wielkiego pagórka.
Hohla za to bał się swojej babci, która kazała mu robić co wieczór pięć garnków z gliny i uczyła starannego pisania z twardą linijką w ręku.
Terry zawsze bał się druidów. Odkąd pamiętał, do jego wioski przybywali raz w roku żeby złoży kogoś w ofierze i postraszyć potomnych. Ubierali się w długie czarne szaty i grube kaptury. To było przerażające.
Goldi, niestety cierpiał na klaustrofobie, co w jego narodzie jest rzadką przypadłością.
Poza tym mówił, że krewetki w potrawie zawsze wpatrują się w niego. Wytłumaczyłem mu, że w jedzeniu to one nawet już głów nie mają, ale on się upiera.
Borowik boi się wody. Gdy w dzieciństwie zobaczył sadzawkę, przeżył szok. Nie ma zamiaru nigdy zbliżać się do morza.
Fredek nie jest oryginalny, przyznał, że nie lubi ciemności (cykor).
- Nie, Rambot, nie patrz tak na mnie, to nie ja to powiedziałem.
A ja czuję, że coś, czego będę się bać naprawdę, jeszcze do mnie przyjdzie.
Potem Rambot opowiedział historię, o straszym La Czupa Czupsie z Al Khali, którego czcili kiedyś Tezumeni. Był przerażającym kosmicznym stworem i pożerał pluszowe (i nie tylko) króliczki.
Miał pięć stóp wzrostu, co pomagało mu zaczaić się na ofiarę i różowy puszek wokół szyi, dla niepoznaki. W końcu zjadł swego ostatniego pluszaka i coś stało się nie tak. Zdziczał i zaczął porywać dzieci od lat pięciu. Potem nawet trzylatki... i grasuje nadal.
Potem usłyszeliśmy szelest za plecami, w lesie.
Wszyscy spojrzeli tam nieufnie... w głębi ciemności widoczne były dwa czerwone punkciki światła, gdy zobaczyły, że się wpatrujemy to przygasły.
Wpadliśmy w panikę i wszyscy nokautowali siebie na wzajem.
W końcu ostatni z towarzyszy trafił do kwatery.
Nie spaliśmy z przerażenia całą noc... no, może oprócz Rambota, on zgasł jak świeczka o trzeciej, a Hohla obok mnie płakał za mamą do piątej. Powiedziałem mu, żeby się nie mazał. Powiedział mi, że mam się wypchać. Uczyniłem to.

Dzień 27:
Zaczyna się robić poważnie, mówią nam, że mamy iść na jakąś woyne, niech mnie diabli porwą, jeżeli wiem, co to jest!
Fredek mówi, że Możemy Zginąć za Ojczyznę.
Hohla dodaje, że to jest Chwalebne.
Da mi ktoś instrukcje obsługi??
_________________
"Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi."
 
 
     
Mattiah 


Wiek: 21
Dołączył: 03 Lut 2006
Skąd: Al Khali
Wysłany: 5 Luty 2006, 19:54   

Świetne :) =D>
Możesz kontynuować?
_________________
A mulato, an albino, a mosquito
My libido
 
     
Gadzinisko 
Aniołek Krejta


Wiek: 21
Dołączył: 18 Kwi 2005
Skąd: Podkowa Leśna
Wysłany: 5 Luty 2006, 20:50   

Niezłe, tylko nobby czasami się wyraża tutaj zbyt skomplikowanie. ale to tylko ten szczegół... zreszta niewielki...
_________________

Kto żyw, martwy, kto umiera,
Chodźcie tańczyć Makabrela.



If you don't think your life is worth more than someone else's, sign your donor card and kill yourself.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang