Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
[FF] Mordy Magów
Autor Wiadomość
Monkey 


Wiek: 21
Dołączyła: 22 Lip 2004
Skąd: Kwidzyn/Toruń
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 12:50   [FF] Mordy Magów

Autorzy: Bibliotekarka [Monkey] (pisanie i wszystkie głupie pomysły 8-) ) i Vera (duuużo fabuły, genialne pomysły... ahha no i ten tytuł :mrgreen: )
Korekta: Kormaciek (jestem wdzięczna na wieki!!) i Blade Master (dzięki za podpowiedzi)

Jeżeli powiecie żeby dać pisać dalej, napiszemy dalej. Jeżeli nadal będziecie milczeć... to się wypchajcie... bananami!! :lol: :wink:


W Bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu nigdy nie było do końca spokojnie. Książki chrapały głośno, poruszały się w niespokojnym śnie, albo szeptały zaklęcia ukryte we wnętrzu.
Gdy deszcz padał za oknem, one powtarzały jego rytm, gdy świeciło słońce, to szumiały jak mogłyby szumieć słoneczne promienie na morskich falach. W nocy nie wszystkie książki spały. Z niejednej półki wyglądały świecące się ślepia, albo oktarynowy blask, widoczny tylko dla magów.
Dziś słońce unosiło się, jak zwykle powoli, a w Bibliotece było jeszcze całkiem ciemno.
Bibliotekarz, aktualnie Pongo pygmaeus z pociągiem do bananów, drzemał pod biurkiem, zawinięty w koc.
Na pustych korytarzach NU przed świtem było troszeczkę inaczej. Przeciągi hulały, obijając się o posągi nadrektorów, zimny powiew objął posadzkę.
Co niezwykłe, w sąsiednim korytarzu rozlegały się nierówne kroki. Ktoś skradał się w Głównym Holu. Przemierzał tak cały budynek, aż w końcu dotarł do celu.

Aargh!!!!

Nadrektor Ridcully zerwał się na równe nogi. Nie był przyzwyczajony do przedśmiertnych okrzyków na swojej uczelni i to zwykle on budził wszystkich. Nikt nigdy nie budził jego, no może raz. Ale Bibliotekarz stracił wtedy cenną trylogię i musiał zawyć z rozpaczy... Dlaczego akurat nad głową nadrektora? Tego nikt nie wie...
Ridcully wyciągnął spod łóżka dwie naładowane maszynowe kusze i pognał do źródła zamieszania.
W pewnej chwili wpadł na kogoś i w ostatniej chwili powstrzymał się od przestrzelenia kwestorowej głowy.
Ten, delikatnie bardziej oszołomiony niż zazwyczaj ruszył za nadrektorem.
Gdy dotarli na miejsce, stała tam grupka magów i kilkunastu studentów, z płaszczami powrzucanymi w pośpiechu na ramiona.
W pokoju nauczyciela wróżb i przywoływań znajdował się jego właściciel w kałuży czerwonej cieczy.
Wszechświat wstrzymał oddech.
- Kto wie co tu zaszło? - zapytał Ridcully troszkę wyprowadzony z równowagi. - Przecież chłop był zdrowy!! Jeszcze wczoraj z nim rozmawiałem!
Odezwał się dziekan:
- Usłyszeliśmy krzyk... no i on już tak leżał...

Strażnicy nic nie mogli poradzić, wszystkie ślady zostały zatarte, albo w ogóle ich nie było. Skrytobójcy tego nie zrobili, a wszyscy morderczy maniacy mieli akurat urlopy. Morderstwo, a może samobójstwo?... Było bardzo zagadkowe.

Była pora herbatki, tego samego dnia. Magowie spożywali ucztę - na cześć zmarłego przyjaciela.
Ale nie wszyscy w niej uczestniczyli. Bibliotekarz został u siebie, przyszedł do niego Rincewind i razem jedli na pocieszenie banany.
A w Budynku Magii Wysokich Energii studenci i Myślak Stibbons jak zwykle pracowali.
Powoli zapadał zmrok.
W biblioteczne parapety zaczęły uderzać ciężkie krople zimnego, jesiennego deszczu. Z daleka zabrzmiał grom.
Bibliotekarz filozoficznie pokiwał wielką futrzastą głową.
- Biedaczek prawda? - odezwał się Rincewind.
- Uuk. - zgodził się orangutan.
Przez uchyloną okiennice do pomieszczenia dostał się zimny, wilgotny wiatr i zgasił wszystkie świece.
- A ten drań się gdzieś czai w mroku...
- Uuk?
- Morderca.
- Uuk.
- Zauważyłem, że banany szkodzą ci na postrzeganie świata... możesz oddać je mnie.
- Uuk! - w ciemności zalśniły bibliotekarskie kły.
- Dobra, dobra... tylko żartowałem. Bez agresji, dobrze?

W MWE na ten sam temat... nie, nie chodzi o banany, toczyła się dyskusja.
-...może można przedsięwziąć jakieś środki bezpieczeństwa? - zaproponował Adrian.
- Nie rozbudujemy przecież Hex'a na cały uniwersytet! - wykrzyknął Stez.
- Ale... ale... pamiętacie rozbity omniskop? - wtrącił Myślak.
- Kanapki przyszły! Oj... jestem nie w temacie... - to chudy student, zwany Sober (z powodu szybkiego tempa trzeźwienia po alkoholu) przyniósł kolacje.
- Słuchajcie, poroznosimy po całym uniwersytecie kawałki omniskopu, a jeden zostanie tu i ktoś zawsze będzie na posterunku... - tu Myślak przerwał by posilić się kanapką z serkiem. -... i tak nie zostawiamy Hex'a samego... Jutro rano powiem o tym nadrektorowi.
- A kawałków wystarczy? - zwątpił Adrian.
- Jakby co, to w kuchni mają jeszcze dosyć... - zaczął Sober. Przerwał, gdy Adrian spojrzał na niego z niechęcią.
- Mi chodziło o omniskop...

Ożywiony gwar żałobnych dyskusji przerwał wrzask. Dochodził z wyższego piętra, ale był bardzo głośny... i bardzo wysoki.
Magowie oderwali się od posiłku. Spojrzeli w sufit.
- To kobieta krzyczała... - zaczął dziekan.
- Co pan mówi, toż to kwestor!
Ridcully zerwał się z krzesła. Nie chciał mieć w jednym dniu dwóch trupów i tylko kwestor potrafił tak sumiennie i z wielkim oddaniem dodawać kolumny rachunków.
Ku zdumieniu wszystkich obecnych, nadrektor wyciągnął dwie nowe kusze spod stołu... i pobiegł. Reszta powoli poszła za nim.

W tym samym momencie przed gabinetem kwestora pojawili się starsi magowie, studenci, Bibliotekarz, a z nim naturalnie Rincewind, który powiedział:
- Słychać było aż w bibliotece...
- I w MWE - wtrącił jakiś student.
Nadrektor przyłożył palec do ust i uchylił drzwi celując kuszą... prosto w nos kwestora, który chciał chyba otworzyć drzwi. Zazezował wzdłuż strzały.
- Ja... jajajajaja...
- Spokojnie, przyjacielu, co się tu stało? Znowu coś w szafie?
Kwestor wskazał palcem w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Tototototototo...
- Gdzie masz pigułki?
Ich spojrzenia padły na podłogę. Wszędzie leżały pigułki, była także kałuża wody. Żadna z pigułek nie nadawała się do spożycia.
- Co my z tobą zrobimy?
Do przodu przecisnął się bibliotekarz i z impetem, niczym pocisk, wcisnął w otwór gębowy kwestora odbezpieczonego banana.
Kwestor jęknął i zemdlał.
- Przenieście go na kanapę... - odezwał się Ridcully z niesmakiem. - A ty więcej tak nie rób! Możesz go wpędzić w szok termiczny... czymkolwiek on jest...
- Z całym szacunkiem, nadrektorze, szok term...
- Tak wiem, Stibbons, że aż się palisz do wyjaśnień, ale lepiej sprowadź straż, tak na wszelki wypadek...
W tej chwili przerwał mu krzyk, tym razem na prawdę kobiecy.
Zaraz potem wszyscy już tam byli, na korytarzu w plamię krwi leżała jedna z pokojówek.
Nad nią pochylała się inna i chlipała głośno:
- Sandra! Obudź się, Sandra!!!!
Większość magów jeszcze nie dobiegła, więc Ridcully miał mały wybór.
- Rincewindzie, odsuń tą biedaczkę od denatki...
Ten, niezbyt zachwycony perspektywą zbliżania się do zmarłych (niechodpoczywawpokoju), spełnił polecenie.

- Tak więc, proszę powiedzieć, co pan wczoraj widział. - powiedział powoli kapitan Marchewa w stronę niedawno przebudzonego kwestora.
- Jogurt.
- Jaki smak?
- Ee... Galaretka?
- Proszę zapisać, kapralu Shoe, "Jogurt o smaku Galaretki...".
Strażnik spojrzał na niego ze zdumieniem, ale zapisał.
- Może coś jeszcze, panie Dinwiddie?
- Ba... ba...
- Słucham uważnie. Niech się pan nie spieszy.
- Bananyyyyyyyyyyyyy. - w tym momencie kwestor zalał się łzami.
Kapitan Marchewa wstał.
- Chodźmy, kapralu. Ten człowiek wiele przeżył.
Wyszli z gabinetu i skierowali się do Budynku Magii Wysokich Energii.
Przed budynkiem stało kilku młodych magów, nadrektor i Myślak Stibbons, który tłumaczył:
- ... Więc będziemy widzieli, co się dzieje w całym budynku... rozumie pan?
- Tak jakżeśmy widzieli ich na księżycu?
- Dokładnie tak, nadrektorze.
- No to ja nie mam nic przeciwko, byle nie w moim gabinecie, też chcę mieć trochę prywatności.
- Ale to musi być wszędzie!!!
Rincewind przeszedł obok z naręczem bananów dla bibliotekarza.
- U mnie też? - zapytał.
- Nie, przecież to śmieszne, Rincewind morduje? - wszyscy się roześmiali. Z wyjątkiem Rincewinda.
- A co, myślisz, że nie byłbym w stanie?
- Przestań, chyba nie mówisz poważnie.
- Jasne, że nie... - powiedział mag złośliwie i się oddalił.

Zgodnie z postanowieniem większości magów, ominskopowe kamery zostały umieszczone wszędzie, nawet w gabinecie nadrektora, który ze złości nie zjadł siódmej dokładki. To było do niego niepodobne.
Do obserwowania obrazu z MWE zostali przydzieleni wszyscy młodzi magowie i kilku chętnych starszych. Kiedy pilnowali studenci, w MWE było dość głośno aż do świtu, a potem większość młodych magów podczas śniadania lądowała twarzami w swoich owsiankach. Nawet Bibliotekarz był chętny do pomocy, ale Myślak, przydzielający dyżury, grzecznie mu odmówił.
Dziś przypadła kolej Rincewinda i Myślaka, a Bibliotekarz, chcąc za wszelką cenę, pomóc zaopatrzył ich w zapas bananów wystarczający na kilka miesięcy.
MWE było jasno oświetlone. Wokół całego budynku promieniowała aura... zapracowania i wielu nieodkrytych jeszcze idei. Trawa na dziedzińcu ugięła się pod ciężarem opadającej wieczornej mgły. Księżyc był w pełni i lśnił tajemniczo, jak ślepia kota. W środku MWE słychać było brzęknięcia, szeleszczący jak piasek mrówczy chód i rozrywaną skórkę banana. Chociaż budynek nie był duży, to studenci od pewnego czasu zaczęli poruszać się w zorganizowanych i niezorganizowanych grupach. Po całym uniwersytecie toczyły się stada i watahy dziwnych, chudych młodych ludzi. Starsi wykładowcy byli zaniepokojeni. Kiedy pierwszy prymus schodził na podwieczorek, wpadł zza rogu na jedną z większych grup i przeżył szok od którego dostał zgagi i zrezygnował nawet z kolacji.
Nadrektor był bardzo zaniepokojony, biegał po całym terenie i krzyczał na ludzi. Kilka pokojówek doprowadził do płaczu, a kwestora do Doliny Szczęśliwości, gdzieś w jego mózgowej kotlinie. Wykładowcy i profesorowie barykadowali się w gabinetach, a posiłki mieli tam dostarczane.
Główny Hol opustoszał. Ridcully spojrzał na smutny, nienakryty stół, nie licząc rozlanego jogurtu kwestora. Ze spuszczonymi rękami i nienaturalną dla siebie zadumą podążył do swojego gabinetu i skierował się do łóżka. Po chwili było słychać tylko rytmiczne chrapanie.

Rincewind siedział przed średniej wielkości ekranem i obserwował z umiarkowanym zainteresowaniem. To przynajmniej było nudne, a i banany były świeże.
Po jakimś czasie otworzył szerzej oczy, wpatrzony w jeden punkt, a brwi podjechały mu pod samo czoło.
- Myślak, choć tu na chwile...
Stibbons, aktualnie karmiący mysz, mrówki i ryby w akwarium, zbliżył się jeszcze z kawałkiem sera w ręku.
- Co...??... o, bogowie... - była to wypowiedź niezwykła jak dla maga, ponieważ większość jest ateistami. Zresztą słusznie.
Ekran przedstawiał gabinet nadrektora. Kawałek omniskopu został przymocowany tuż nad rzadko używanym łóżkiem nadrektora. Jednak w tej chwili było ono zajęte.
Nadrektor spał w najlepsze przytulony do wielkiego kudłatego i oczywiście różowego króliczka. Ssał palec i szeptał przez sen.
Po chwili prawdy, pełnej zdumienia ciszy, wybuch duetu śmiechu wystraszył kruki, nawet te siedzące na samym szczycie wieży sztuk.
Po kilku minutach, czujni w nocy studenci, zaczęli się zbierać na miejscu zdarzenia.

Wszyscy w skupieniu obserwowali, jakiej jeszcze rozrywki dostarczy im nadrektor. Ssanie palca było na razie najlepszą.
Jednakże Ridcully zaczął także mówić przez sen.
- A mamusia mówiła... żeby się nie zadawać z takimi jak ten bzydki dziekan... buuu... mamusia miała racje... tak, panie klulicku... gdzie moja butelka, chlip...
- Dziekan nie byłby zachwycony!
- Ale mama mówiła, ze takie... wledne dzieci są... są sprytne... małe zalozumiałe kujony.... i Stibbons... ta zarozumiała klucha... mamo on nie był dobly dla Mustlumka...
- Ja ci dam kluchę!!
- A ten... Rincewind... bulak jeden... heh... jak mozna być tak gupim, panie klulicku... bez kawałka lozsądku... jest plymitywniejsy od małpiatki z ksiązkami... bananu... nigdy nie lubiłem magów, mamusiu oni mi zawse dokucali... łee... chlip, chlip.
- A jednak burak?

Nadrektor spał wspaniale. Obudził się rześki i wypoczęty. Śnił mu się dom rodzinny i wszyscy krewni, z których większość aktualnie wąchała kwiatki od spodu.
Raźnym krokiem zszedł na śniadanie i co dziwne, byli tam wszyscy! Czyżby zapomnieli o morderstwach? Nieważne, przynajmniej jest jakieś towarzystwo.
Usiadł przy stole, łapiąc za sztućce, a Myślak Stibbons z prędkością błyskawicy złapał za najbliższą wazę ze słowami:
- Niech pan spróbuje tego wspaniałego barszczu z uszkami!
- Eee... dziękuję, panie Stibbons.
Po chwili ciszy i mlaskania dodał zdziwiony:
- Dlaczego każda z tych klusek jest w kształcie królika?
- Zamówiliśmy to z myślą o panu. - odparł Stibbons śmiertelnie poważnie.
- Aha... miło z waszej strony...
Po następnych kilku minutach:
- Dlaczego obok posągu 300 nadrektora wisi portret mojej matki?
- Nowy patron...

W południe nadrektor miał spotkanie z Patrycjuszem.
- No więc podatki... to znaczy pomoc charytatywną, proszę wpłacać do końca grune'a...
- Oczywiście.
Patrycjusz groźnie pochylił się nad biurkiem i z najpoważniejszą miną powiedział:
- Muszę zadać bardzo ważne pytanie...
Ridcully przełknął ślinę, nawet on obawiał się Vetinariego.
- S... słucham?
- Niech mi pan powie... jak należy karmić karłowate króliki ramtopowe?
- Eee... a pozbył się już pan Szczekacza?!
- Ależ skąd, chcę tylko, żeby miał przyjaciela.

Kolacja wyglądała bardzo podobnie.
- Czemu, u licha, w mojej szklance pływa kluska??!!

Okazało się też, że krasnolud Modo wytapetował korytarz prowadzący do gabinetu nadrektora.
- Czemu jest na tym deseń królików uprawiających buraki?!
- Ten wzór jest najmodniejszy, musi iść pan z duchem czasu panie Ridcully.

Grupa studentów z Adrianem na czele stała za rogiem.
- Teraz numer z prezentem! Kto go da?
- Patrzcie, kwestor idzie!
- Witamy pana, panie Dinwiddie. Zechce pan wręczyć te paczkę nadrektorowi?
- Hehehe? - kwestor niewprawnie złapał paczkę i ruszył dalej.
Adrian szepnął:
- A teraz patrzcie i obserwujcie!

- Hehehe?
- O, dziękuję kwestorze... to... to dla mnie? Zaraz...
Słychać było szelest.
- O nowe kapcie! Różowe! z... z uszami! To króliki, dziękuję naprawdę, stary przyjacielu, nie trzeba było!

Nadrektor nie zjawił się na herbatkę.
Jeden ze studentów poszedł na zwiady.
Po kilku chwilach wrócił i zameldował, że nadrektor, załamany swoimi przywidzeniami, wypił o kilka kufli za dużo i teraz śpiewa.
- A coś konkretnego?
- Tia... "Mój kochany panie Wózku". To jego królik, nie? Ten bez ucha... (NŚD II: Glob) I jeszcze dodaje "Fiołek wesołek", co drugą zwrotkę.
Stibbons postanowił interweniować.
Ridcully siedział w fotelu, kiwając się sennie i co jakiś czas głośno zaczynał nową zwrotkę mniej popularnych pieśni.
- Eee... nadrektorze... dobrze się pan czuje?
- Panie Stibbons, dlaczego przebrał się pan za gigantyczną kluskę?
- Eee... ja się nie przebrałem, sir.
- A ty, Rincewind, dlaczego jesteś taki czerwony na twarzy?
- Zawsze tak się dzieję, gdy pana widzę, sir. - Rincewind wyszczerzył zęby.
- Myślę - stwierdził Myślak. - Że powinniśmy dać mu odpocząć. - po czym dodał szeptem. - Możemy go obserwować z MWE.
Ridcully zasnął.
_________________
"Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi."
  
 
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 13:44   

No dobra, a gdzie tytuł :mrgreen:

Jak przeczytam całe, to wyrażę opinię, na razie jestem w połowie, i całkiem fajnie się czyta.

Zmniejszyłem tylko o jeden wielkość czcionki, o tak, bo strasznie długi ten post, niewygodnie się czyta, i zajmuje dużo ekranów.
 
 
     
Monkey 


Wiek: 21
Dołączyła: 22 Lip 2004
Skąd: Kwidzyn/Toruń
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 13:56   

Na tytuł jeszcze za wcześnie, masz jakieś ciekawe propozycje?
Vera wymyśliła "Mordy magów", jak nie będzie nic jeszcze ciekawszego to go dam.
Co do czcionki... super to teraz wygląda :mrgreen: dzięki!

PS: Nie będź zbyt srogi :oops:
_________________
"Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi."
 
 
     
SStefan 
VIP


Wiek: 22
Dołączyła: 16 Maj 2005
Skąd: Druga Ćwiartka
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 14:04   

Już drukuję, poczytam i jutro odpowiem, czy mi się podoba, czy nie... Choć, muszę przyznać, że Twoje poprzednie mi się podobały!
_________________
"Zacznijmy od tego, że za czasów Józefa chłopaki wyprowadzili się do Egiptu jak w PRL-u za chlebem. Przez długi czas Izraelici i Egipcjanie byli ziomalami. Ale potem przyszła niewola izraelska. (Wiecie, widocznie zły diabeł zaczął działać)." <--N ie ma to jak wykwalifikowana katecheza XD
 
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 14:35   

No to przeczytałem i całkiem fajnie się zapowiada, oczywiscie jeśli masz już chociaż troszkę zaplanowane, jak potoczy się dalej akcja za morderstwami.

W każym bądź razie, Bogdan mówi bankowy, a Kormaciek mówi: czekamy na c.d. 8-)
 
 
     
Monkey 


Wiek: 21
Dołączyła: 22 Lip 2004
Skąd: Kwidzyn/Toruń
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 15:06   

Kormaciek napisał/a:
No to przeczytałem i całkiem fajnie się zapowiada, oczywiscie jeśli masz już chociaż troszkę zaplanowane, jak potoczy się dalej akcja za morderstwami


Troszeczkę mgliście, ale pamiętajcie, że tym razem są dwie autorki!! To ważne, nie zapominajcie o Verzę.
I proszę, żebyście nie czekali, bo nie wiem jak szybko się pojaiw kolejna myśl, na razie dopinguje mnie Vera, ale kiedy wyjadę gdzieś na wakacje... :wink:
_________________
"Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi."
 
 
     
Vera 


Wiek: 21
Dołączyła: 16 Mar 2005
Skąd: Starogard Gdański
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 15:11   

Monkey napisał/a:
I proszę, żebyście nie czekali, bo nie wiem jak szybko się pojaiw kolejna myśl, na razie dopinguje mnie Vera, ale kiedy wyjadę gdzieś na wakacje...


Z tego co wiem jedziesz tylko do mnie :wink: , a ja już cie dopilnuję o to się nie martw, bo pisanie ff zaczęło mi się podobać :D komputera też ci urzyczę
_________________
Absolutnie nikt mnie nie zmuszał do pisania tego posta. To co napisałam może być wykorzystane przeciwko innym ( i od niedawna przeciwko mnie). Aargh!
 
 
     
SStefan 
VIP


Wiek: 22
Dołączyła: 16 Maj 2005
Skąd: Druga Ćwiartka
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 18:58   

Cóż, muszę przyznać, że nie znałam magów od tej strony... Cholerni złośliwcy... zekam z niecierpliwością na więcej, podoba mi się straszliwie!
_________________
"Zacznijmy od tego, że za czasów Józefa chłopaki wyprowadzili się do Egiptu jak w PRL-u za chlebem. Przez długi czas Izraelici i Egipcjanie byli ziomalami. Ale potem przyszła niewola izraelska. (Wiecie, widocznie zły diabeł zaczął działać)." <--N ie ma to jak wykwalifikowana katecheza XD
 
 
     
Agutii 


Wiek: 19
Dołączyła: 11 Maj 2006
Skąd: Skądś na pewno
Wysłany: 30 Sierpień 2007, 14:47   

Widać Ridcully ma jakieś ukryte urazy z dzieciństwa... Trochę mi go szkoda. Chociaż...
Minus za buraka :P

Intryguje mnie tylko udział Patrycjusza w tej całej zemście (czy jak to tam nazwać...). Ale to prawda: Szczekaczowi przyda się towarzystwo. :D
_________________
"-Dlaczego chcesz patrzeć na gwiazdy?
-Tam mieszkam.
-Wśród gwiazd?
-Tak..."
"K-Pax"
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga