 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
[FF] Mordy Magów |
| Autor |
Wiadomość |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 12:50 [FF] Mordy Magów
|
|
|
Autorzy: Bibliotekarka [Monkey] (pisanie i wszystkie głupie pomysły ) i Vera (duuużo fabuły, genialne pomysły... ahha no i ten tytuł )
Korekta: Kormaciek (jestem wdzięczna na wieki!!) i Blade Master (dzięki za podpowiedzi)
Jeżeli powiecie żeby dać pisać dalej, napiszemy dalej. Jeżeli nadal będziecie milczeć... to się wypchajcie... bananami!!
W Bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu nigdy nie było do końca spokojnie. Książki chrapały głośno, poruszały się w niespokojnym śnie, albo szeptały zaklęcia ukryte we wnętrzu.
Gdy deszcz padał za oknem, one powtarzały jego rytm, gdy świeciło słońce, to szumiały jak mogłyby szumieć słoneczne promienie na morskich falach. W nocy nie wszystkie książki spały. Z niejednej półki wyglądały świecące się ślepia, albo oktarynowy blask, widoczny tylko dla magów.
Dziś słońce unosiło się, jak zwykle powoli, a w Bibliotece było jeszcze całkiem ciemno.
Bibliotekarz, aktualnie Pongo pygmaeus z pociągiem do bananów, drzemał pod biurkiem, zawinięty w koc.
Na pustych korytarzach NU przed świtem było troszeczkę inaczej. Przeciągi hulały, obijając się o posągi nadrektorów, zimny powiew objął posadzkę.
Co niezwykłe, w sąsiednim korytarzu rozlegały się nierówne kroki. Ktoś skradał się w Głównym Holu. Przemierzał tak cały budynek, aż w końcu dotarł do celu.
Aargh!!!!
Nadrektor Ridcully zerwał się na równe nogi. Nie był przyzwyczajony do przedśmiertnych okrzyków na swojej uczelni i to zwykle on budził wszystkich. Nikt nigdy nie budził jego, no może raz. Ale Bibliotekarz stracił wtedy cenną trylogię i musiał zawyć z rozpaczy... Dlaczego akurat nad głową nadrektora? Tego nikt nie wie...
Ridcully wyciągnął spod łóżka dwie naładowane maszynowe kusze i pognał do źródła zamieszania.
W pewnej chwili wpadł na kogoś i w ostatniej chwili powstrzymał się od przestrzelenia kwestorowej głowy.
Ten, delikatnie bardziej oszołomiony niż zazwyczaj ruszył za nadrektorem.
Gdy dotarli na miejsce, stała tam grupka magów i kilkunastu studentów, z płaszczami powrzucanymi w pośpiechu na ramiona.
W pokoju nauczyciela wróżb i przywoływań znajdował się jego właściciel w kałuży czerwonej cieczy.
Wszechświat wstrzymał oddech.
- Kto wie co tu zaszło? - zapytał Ridcully troszkę wyprowadzony z równowagi. - Przecież chłop był zdrowy!! Jeszcze wczoraj z nim rozmawiałem!
Odezwał się dziekan:
- Usłyszeliśmy krzyk... no i on już tak leżał...
Strażnicy nic nie mogli poradzić, wszystkie ślady zostały zatarte, albo w ogóle ich nie było. Skrytobójcy tego nie zrobili, a wszyscy morderczy maniacy mieli akurat urlopy. Morderstwo, a może samobójstwo?... Było bardzo zagadkowe.
Była pora herbatki, tego samego dnia. Magowie spożywali ucztę - na cześć zmarłego przyjaciela.
Ale nie wszyscy w niej uczestniczyli. Bibliotekarz został u siebie, przyszedł do niego Rincewind i razem jedli na pocieszenie banany.
A w Budynku Magii Wysokich Energii studenci i Myślak Stibbons jak zwykle pracowali.
Powoli zapadał zmrok.
W biblioteczne parapety zaczęły uderzać ciężkie krople zimnego, jesiennego deszczu. Z daleka zabrzmiał grom.
Bibliotekarz filozoficznie pokiwał wielką futrzastą głową.
- Biedaczek prawda? - odezwał się Rincewind.
- Uuk. - zgodził się orangutan.
Przez uchyloną okiennice do pomieszczenia dostał się zimny, wilgotny wiatr i zgasił wszystkie świece.
- A ten drań się gdzieś czai w mroku...
- Uuk?
- Morderca.
- Uuk.
- Zauważyłem, że banany szkodzą ci na postrzeganie świata... możesz oddać je mnie.
- Uuk! - w ciemności zalśniły bibliotekarskie kły.
- Dobra, dobra... tylko żartowałem. Bez agresji, dobrze?
W MWE na ten sam temat... nie, nie chodzi o banany, toczyła się dyskusja.
-...może można przedsięwziąć jakieś środki bezpieczeństwa? - zaproponował Adrian.
- Nie rozbudujemy przecież Hex'a na cały uniwersytet! - wykrzyknął Stez.
- Ale... ale... pamiętacie rozbity omniskop? - wtrącił Myślak.
- Kanapki przyszły! Oj... jestem nie w temacie... - to chudy student, zwany Sober (z powodu szybkiego tempa trzeźwienia po alkoholu) przyniósł kolacje.
- Słuchajcie, poroznosimy po całym uniwersytecie kawałki omniskopu, a jeden zostanie tu i ktoś zawsze będzie na posterunku... - tu Myślak przerwał by posilić się kanapką z serkiem. -... i tak nie zostawiamy Hex'a samego... Jutro rano powiem o tym nadrektorowi.
- A kawałków wystarczy? - zwątpił Adrian.
- Jakby co, to w kuchni mają jeszcze dosyć... - zaczął Sober. Przerwał, gdy Adrian spojrzał na niego z niechęcią.
- Mi chodziło o omniskop...
Ożywiony gwar żałobnych dyskusji przerwał wrzask. Dochodził z wyższego piętra, ale był bardzo głośny... i bardzo wysoki.
Magowie oderwali się od posiłku. Spojrzeli w sufit.
- To kobieta krzyczała... - zaczął dziekan.
- Co pan mówi, toż to kwestor!
Ridcully zerwał się z krzesła. Nie chciał mieć w jednym dniu dwóch trupów i tylko kwestor potrafił tak sumiennie i z wielkim oddaniem dodawać kolumny rachunków.
Ku zdumieniu wszystkich obecnych, nadrektor wyciągnął dwie nowe kusze spod stołu... i pobiegł. Reszta powoli poszła za nim.
W tym samym momencie przed gabinetem kwestora pojawili się starsi magowie, studenci, Bibliotekarz, a z nim naturalnie Rincewind, który powiedział:
- Słychać było aż w bibliotece...
- I w MWE - wtrącił jakiś student.
Nadrektor przyłożył palec do ust i uchylił drzwi celując kuszą... prosto w nos kwestora, który chciał chyba otworzyć drzwi. Zazezował wzdłuż strzały.
- Ja... jajajajaja...
- Spokojnie, przyjacielu, co się tu stało? Znowu coś w szafie?
Kwestor wskazał palcem w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Tototototototo...
- Gdzie masz pigułki?
Ich spojrzenia padły na podłogę. Wszędzie leżały pigułki, była także kałuża wody. Żadna z pigułek nie nadawała się do spożycia.
- Co my z tobą zrobimy?
Do przodu przecisnął się bibliotekarz i z impetem, niczym pocisk, wcisnął w otwór gębowy kwestora odbezpieczonego banana.
Kwestor jęknął i zemdlał.
- Przenieście go na kanapę... - odezwał się Ridcully z niesmakiem. - A ty więcej tak nie rób! Możesz go wpędzić w szok termiczny... czymkolwiek on jest...
- Z całym szacunkiem, nadrektorze, szok term...
- Tak wiem, Stibbons, że aż się palisz do wyjaśnień, ale lepiej sprowadź straż, tak na wszelki wypadek...
W tej chwili przerwał mu krzyk, tym razem na prawdę kobiecy.
Zaraz potem wszyscy już tam byli, na korytarzu w plamię krwi leżała jedna z pokojówek.
Nad nią pochylała się inna i chlipała głośno:
- Sandra! Obudź się, Sandra!!!!
Większość magów jeszcze nie dobiegła, więc Ridcully miał mały wybór.
- Rincewindzie, odsuń tą biedaczkę od denatki...
Ten, niezbyt zachwycony perspektywą zbliżania się do zmarłych (niechodpoczywawpokoju), spełnił polecenie.
- Tak więc, proszę powiedzieć, co pan wczoraj widział. - powiedział powoli kapitan Marchewa w stronę niedawno przebudzonego kwestora.
- Jogurt.
- Jaki smak?
- Ee... Galaretka?
- Proszę zapisać, kapralu Shoe, "Jogurt o smaku Galaretki...".
Strażnik spojrzał na niego ze zdumieniem, ale zapisał.
- Może coś jeszcze, panie Dinwiddie?
- Ba... ba...
- Słucham uważnie. Niech się pan nie spieszy.
- Bananyyyyyyyyyyyyy. - w tym momencie kwestor zalał się łzami.
Kapitan Marchewa wstał.
- Chodźmy, kapralu. Ten człowiek wiele przeżył.
Wyszli z gabinetu i skierowali się do Budynku Magii Wysokich Energii.
Przed budynkiem stało kilku młodych magów, nadrektor i Myślak Stibbons, który tłumaczył:
- ... Więc będziemy widzieli, co się dzieje w całym budynku... rozumie pan?
- Tak jakżeśmy widzieli ich na księżycu?
- Dokładnie tak, nadrektorze.
- No to ja nie mam nic przeciwko, byle nie w moim gabinecie, też chcę mieć trochę prywatności.
- Ale to musi być wszędzie!!!
Rincewind przeszedł obok z naręczem bananów dla bibliotekarza.
- U mnie też? - zapytał.
- Nie, przecież to śmieszne, Rincewind morduje? - wszyscy się roześmiali. Z wyjątkiem Rincewinda.
- A co, myślisz, że nie byłbym w stanie?
- Przestań, chyba nie mówisz poważnie.
- Jasne, że nie... - powiedział mag złośliwie i się oddalił.
Zgodnie z postanowieniem większości magów, ominskopowe kamery zostały umieszczone wszędzie, nawet w gabinecie nadrektora, który ze złości nie zjadł siódmej dokładki. To było do niego niepodobne.
Do obserwowania obrazu z MWE zostali przydzieleni wszyscy młodzi magowie i kilku chętnych starszych. Kiedy pilnowali studenci, w MWE było dość głośno aż do świtu, a potem większość młodych magów podczas śniadania lądowała twarzami w swoich owsiankach. Nawet Bibliotekarz był chętny do pomocy, ale Myślak, przydzielający dyżury, grzecznie mu odmówił.
Dziś przypadła kolej Rincewinda i Myślaka, a Bibliotekarz, chcąc za wszelką cenę, pomóc zaopatrzył ich w zapas bananów wystarczający na kilka miesięcy.
MWE było jasno oświetlone. Wokół całego budynku promieniowała aura... zapracowania i wielu nieodkrytych jeszcze idei. Trawa na dziedzińcu ugięła się pod ciężarem opadającej wieczornej mgły. Księżyc był w pełni i lśnił tajemniczo, jak ślepia kota. W środku MWE słychać było brzęknięcia, szeleszczący jak piasek mrówczy chód i rozrywaną skórkę banana. Chociaż budynek nie był duży, to studenci od pewnego czasu zaczęli poruszać się w zorganizowanych i niezorganizowanych grupach. Po całym uniwersytecie toczyły się stada i watahy dziwnych, chudych młodych ludzi. Starsi wykładowcy byli zaniepokojeni. Kiedy pierwszy prymus schodził na podwieczorek, wpadł zza rogu na jedną z większych grup i przeżył szok od którego dostał zgagi i zrezygnował nawet z kolacji.
Nadrektor był bardzo zaniepokojony, biegał po całym terenie i krzyczał na ludzi. Kilka pokojówek doprowadził do płaczu, a kwestora do Doliny Szczęśliwości, gdzieś w jego mózgowej kotlinie. Wykładowcy i profesorowie barykadowali się w gabinetach, a posiłki mieli tam dostarczane.
Główny Hol opustoszał. Ridcully spojrzał na smutny, nienakryty stół, nie licząc rozlanego jogurtu kwestora. Ze spuszczonymi rękami i nienaturalną dla siebie zadumą podążył do swojego gabinetu i skierował się do łóżka. Po chwili było słychać tylko rytmiczne chrapanie.
Rincewind siedział przed średniej wielkości ekranem i obserwował z umiarkowanym zainteresowaniem. To przynajmniej było nudne, a i banany były świeże.
Po jakimś czasie otworzył szerzej oczy, wpatrzony w jeden punkt, a brwi podjechały mu pod samo czoło.
- Myślak, choć tu na chwile...
Stibbons, aktualnie karmiący mysz, mrówki i ryby w akwarium, zbliżył się jeszcze z kawałkiem sera w ręku.
- Co...??... o, bogowie... - była to wypowiedź niezwykła jak dla maga, ponieważ większość jest ateistami. Zresztą słusznie.
Ekran przedstawiał gabinet nadrektora. Kawałek omniskopu został przymocowany tuż nad rzadko używanym łóżkiem nadrektora. Jednak w tej chwili było ono zajęte.
Nadrektor spał w najlepsze przytulony do wielkiego kudłatego i oczywiście różowego króliczka. Ssał palec i szeptał przez sen.
Po chwili prawdy, pełnej zdumienia ciszy, wybuch duetu śmiechu wystraszył kruki, nawet te siedzące na samym szczycie wieży sztuk.
Po kilku minutach, czujni w nocy studenci, zaczęli się zbierać na miejscu zdarzenia.
Wszyscy w skupieniu obserwowali, jakiej jeszcze rozrywki dostarczy im nadrektor. Ssanie palca było na razie najlepszą.
Jednakże Ridcully zaczął także mówić przez sen.
- A mamusia mówiła... żeby się nie zadawać z takimi jak ten bzydki dziekan... buuu... mamusia miała racje... tak, panie klulicku... gdzie moja butelka, chlip...
- Dziekan nie byłby zachwycony!
- Ale mama mówiła, ze takie... wledne dzieci są... są sprytne... małe zalozumiałe kujony.... i Stibbons... ta zarozumiała klucha... mamo on nie był dobly dla Mustlumka...
- Ja ci dam kluchę!!
- A ten... Rincewind... bulak jeden... heh... jak mozna być tak gupim, panie klulicku... bez kawałka lozsądku... jest plymitywniejsy od małpiatki z ksiązkami... bananu... nigdy nie lubiłem magów, mamusiu oni mi zawse dokucali... łee... chlip, chlip.
- A jednak burak?
Nadrektor spał wspaniale. Obudził się rześki i wypoczęty. Śnił mu się dom rodzinny i wszyscy krewni, z których większość aktualnie wąchała kwiatki od spodu.
Raźnym krokiem zszedł na śniadanie i co dziwne, byli tam wszyscy! Czyżby zapomnieli o morderstwach? Nieważne, przynajmniej jest jakieś towarzystwo.
Usiadł przy stole, łapiąc za sztućce, a Myślak Stibbons z prędkością błyskawicy złapał za najbliższą wazę ze słowami:
- Niech pan spróbuje tego wspaniałego barszczu z uszkami!
- Eee... dziękuję, panie Stibbons.
Po chwili ciszy i mlaskania dodał zdziwiony:
- Dlaczego każda z tych klusek jest w kształcie królika?
- Zamówiliśmy to z myślą o panu. - odparł Stibbons śmiertelnie poważnie.
- Aha... miło z waszej strony...
Po następnych kilku minutach:
- Dlaczego obok posągu 300 nadrektora wisi portret mojej matki?
- Nowy patron...
W południe nadrektor miał spotkanie z Patrycjuszem.
- No więc podatki... to znaczy pomoc charytatywną, proszę wpłacać do końca grune'a...
- Oczywiście.
Patrycjusz groźnie pochylił się nad biurkiem i z najpoważniejszą miną powiedział:
- Muszę zadać bardzo ważne pytanie...
Ridcully przełknął ślinę, nawet on obawiał się Vetinariego.
- S... słucham?
- Niech mi pan powie... jak należy karmić karłowate króliki ramtopowe?
- Eee... a pozbył się już pan Szczekacza?!
- Ależ skąd, chcę tylko, żeby miał przyjaciela.
Kolacja wyglądała bardzo podobnie.
- Czemu, u licha, w mojej szklance pływa kluska??!!
Okazało się też, że krasnolud Modo wytapetował korytarz prowadzący do gabinetu nadrektora.
- Czemu jest na tym deseń królików uprawiających buraki?!
- Ten wzór jest najmodniejszy, musi iść pan z duchem czasu panie Ridcully.
Grupa studentów z Adrianem na czele stała za rogiem.
- Teraz numer z prezentem! Kto go da?
- Patrzcie, kwestor idzie!
- Witamy pana, panie Dinwiddie. Zechce pan wręczyć te paczkę nadrektorowi?
- Hehehe? - kwestor niewprawnie złapał paczkę i ruszył dalej.
Adrian szepnął:
- A teraz patrzcie i obserwujcie!
- Hehehe?
- O, dziękuję kwestorze... to... to dla mnie? Zaraz...
Słychać było szelest.
- O nowe kapcie! Różowe! z... z uszami! To króliki, dziękuję naprawdę, stary przyjacielu, nie trzeba było!
Nadrektor nie zjawił się na herbatkę.
Jeden ze studentów poszedł na zwiady.
Po kilku chwilach wrócił i zameldował, że nadrektor, załamany swoimi przywidzeniami, wypił o kilka kufli za dużo i teraz śpiewa.
- A coś konkretnego?
- Tia... "Mój kochany panie Wózku". To jego królik, nie? Ten bez ucha... (NŚD II: Glob) I jeszcze dodaje "Fiołek wesołek", co drugą zwrotkę.
Stibbons postanowił interweniować.
Ridcully siedział w fotelu, kiwając się sennie i co jakiś czas głośno zaczynał nową zwrotkę mniej popularnych pieśni.
- Eee... nadrektorze... dobrze się pan czuje?
- Panie Stibbons, dlaczego przebrał się pan za gigantyczną kluskę?
- Eee... ja się nie przebrałem, sir.
- A ty, Rincewind, dlaczego jesteś taki czerwony na twarzy?
- Zawsze tak się dzieję, gdy pana widzę, sir. - Rincewind wyszczerzył zęby.
- Myślę - stwierdził Myślak. - Że powinniśmy dać mu odpocząć. - po czym dodał szeptem. - Możemy go obserwować z MWE.
Ridcully zasnął. |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
| |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 13:44
|
|
|
No dobra, a gdzie tytuł
Jak przeczytam całe, to wyrażę opinię, na razie jestem w połowie, i całkiem fajnie się czyta.
Zmniejszyłem tylko o jeden wielkość czcionki, o tak, bo strasznie długi ten post, niewygodnie się czyta, i zajmuje dużo ekranów. |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 13:56
|
|
|
Na tytuł jeszcze za wcześnie, masz jakieś ciekawe propozycje?
Vera wymyśliła "Mordy magów", jak nie będzie nic jeszcze ciekawszego to go dam.
Co do czcionki... super to teraz wygląda dzięki!
PS: Nie będź zbyt srogi |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
SStefan
VIP

Wiek: 22 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Druga Ćwiartka
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 14:04
|
|
|
| Już drukuję, poczytam i jutro odpowiem, czy mi się podoba, czy nie... Choć, muszę przyznać, że Twoje poprzednie mi się podobały! |
_________________ "Zacznijmy od tego, że za czasów Józefa chłopaki wyprowadzili się do Egiptu jak w PRL-u za chlebem. Przez długi czas Izraelici i Egipcjanie byli ziomalami. Ale potem przyszła niewola izraelska. (Wiecie, widocznie zły diabeł zaczął działać)." <--N ie ma to jak wykwalifikowana katecheza XD |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 14:35
|
|
|
No to przeczytałem i całkiem fajnie się zapowiada, oczywiscie jeśli masz już chociaż troszkę zaplanowane, jak potoczy się dalej akcja za morderstwami.
W każym bądź razie, Bogdan mówi bankowy, a Kormaciek mówi: czekamy na c.d. |
|
|
|
 |
Monkey

Wiek: 21 Dołączyła: 22 Lip 2004 Skąd: Kwidzyn/Toruń
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 15:06
|
|
|
| Kormaciek napisał/a: | | No to przeczytałem i całkiem fajnie się zapowiada, oczywiscie jeśli masz już chociaż troszkę zaplanowane, jak potoczy się dalej akcja za morderstwami |
Troszeczkę mgliście, ale pamiętajcie, że tym razem są dwie autorki!! To ważne, nie zapominajcie o Verzę.
I proszę, żebyście nie czekali, bo nie wiem jak szybko się pojaiw kolejna myśl, na razie dopinguje mnie Vera, ale kiedy wyjadę gdzieś na wakacje... |
_________________ "Chociaż pożarli przedmioty służące do szerzenia mądrości, nie stali się przez to mądrzejsi." |
|
|
|
 |
Vera

Wiek: 21 Dołączyła: 16 Mar 2005 Skąd: Starogard Gdański
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 15:11
|
|
|
| Monkey napisał/a: | | I proszę, żebyście nie czekali, bo nie wiem jak szybko się pojaiw kolejna myśl, na razie dopinguje mnie Vera, ale kiedy wyjadę gdzieś na wakacje... |
Z tego co wiem jedziesz tylko do mnie , a ja już cie dopilnuję o to się nie martw, bo pisanie ff zaczęło mi się podobać komputera też ci urzyczę |
_________________ Absolutnie nikt mnie nie zmuszał do pisania tego posta. To co napisałam może być wykorzystane przeciwko innym ( i od niedawna przeciwko mnie). Aargh! |
|
|
|
 |
SStefan
VIP

Wiek: 22 Dołączyła: 16 Maj 2005 Skąd: Druga Ćwiartka
|
Wysłany: 30 Czerwiec 2005, 18:58
|
|
|
| Cóż, muszę przyznać, że nie znałam magów od tej strony... Cholerni złośliwcy... zekam z niecierpliwością na więcej, podoba mi się straszliwie! |
_________________ "Zacznijmy od tego, że za czasów Józefa chłopaki wyprowadzili się do Egiptu jak w PRL-u za chlebem. Przez długi czas Izraelici i Egipcjanie byli ziomalami. Ale potem przyszła niewola izraelska. (Wiecie, widocznie zły diabeł zaczął działać)." <--N ie ma to jak wykwalifikowana katecheza XD |
|
|
|
 |
Agutii

Wiek: 19 Dołączyła: 11 Maj 2006 Skąd: Skądś na pewno
|
Wysłany: 30 Sierpień 2007, 14:47
|
|
|
Widać Ridcully ma jakieś ukryte urazy z dzieciństwa... Trochę mi go szkoda. Chociaż...
Minus za buraka
Intryguje mnie tylko udział Patrycjusza w tej całej zemście (czy jak to tam nazwać...). Ale to prawda: Szczekaczowi przyda się towarzystwo. |
_________________ "-Dlaczego chcesz patrzeć na gwiazdy?
-Tam mieszkam.
-Wśród gwiazd?
-Tak..."
"K-Pax" |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga |