Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
[FF] Magia Zagia
Autor Wiadomość
Blade_Master 
VIP


Wiek: 20
Dołączył: 23 Lut 2004
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 1 Luty 2005, 18:31   [FF] Magia Zagia

Wątpie jednak, że komukolwiek przypadnie to do gustu, ponieważ pisałem to w wieku 9,10 lat ( wtedy kiedy zacząłem czytać ŚD )

Więc proszę o wyrozumiałość [-o<

/ Tytuł : Magia Zagia

/ Text :

+ Wstęp

„ Nikt nie wie co było na początku. Wiadomo jednak co było potem ... ”

Grom huczał cicho. Starał się robić to nie do końca dyskretnie, ale za to regularnie. Gdzieś we wszechświecie stworzonym przez przypadek - ktoś urwał nagle – Przypadek ? ...
- Przypadek ... – potwierdził Brian.
Siedzący naprzeciwko nieznajomy, trzymał nieco zniszczoną, otworzoną książkę, spojrzał w niebo. Koło niego leżała, niczym skalpel gotowy do zabiegu, kosa. Oczywiście nie można powiedzieć, że istota w wielkim, czarnym płaszczu była chuda. Byłaby chuda, gdyby nie to, że była szkieletem. Jego puste oczodoły spojrzały niewinnie na tłustego człowieczka.
Nagle zapłonęły żywym ogniem*.
- Istotnie, przypadek, a wiesz ty człeku co to jest Przeznaczenie ? – mruknął z ironią Śmierć
- Nie bardzo, pewnie nikt ważny. – prychnął Brian.
Oczodoły ponurego żniwiarza błysnęły ponownie - Może słowo Los ci coś mówi ?
- Nie do końca, ale nadal rozmyślam, nad dodaniem jakiś takich specjalnych tych ... no jak to było ?.
Nieśmiertelnych, powiedział Śmierć obojętnie
- Nie, wystarczę tylko ja i ty . Tym się tylko różnimy, że ty życie dajesz, a ja zabieram.
I ... emm, Człeku ! – Śmierć pomyślał chwilę - jakby każdy był nieśmiertelny to ja bym już dawno poszedł na bezrobocie ! Poślesz mnie prosto w ... – tu zatrzymał się – w nieskończenie wielką paszczę nieskończoności i ... zginę w straszliwych męczarniach ? - dokończył z wahaniem.
- No wiesz, tak konkretnie to ty nie jesteś ... tego, nie masz skóry, kończyn i ... w ogóle żywy nie jesteś. – zauważył trafnie Brian. Trafnie oraz dobitnie.
Śmierć pomyślał. Rzeczywiście nie miał kończyn, no i nerwów. Chyba tym lepiej.
No tak, spójrzcie na Briana, małego, grubego, niemądrego stworzyciela świata. Teraz siedzi tu i mówi mi, MI, co mam robić. Śmierć spojrzał na swą czystą kosę. Jak tylko minie jakieś, no ... jakieś dobre parę tysiącleci to chętnie zajmę się jego duszą ...

----
* - płomyk ten nie był taki bardzo zwyczajny sobie. Był w końcu przeznaczony do użytkowania tylko dla jednej oryginalnej osoby na świecie. Miał lekki kolor zieleni zmieszanej z czerwonym. Taki kolor określamy mianem szaleńcze nieprzeniknionym.
----


/ Rozdział Pierwszy : W piątek trzynastego

***
Mały, biały szczur wszedł na stertę różnorodnych szmat. Jego pulchny brzuch powoli przecierał raz po raz o kiepski materiał. Szczur ten wyglądał na bardzo zdezorientowanego szczura.
Sennie skinął pyszczkiem w lewo i w prawo, według niego nic nie było godne dłuższego zainteresowania. Mimo to spoglądał na nieokrzesanego człowieka, który najwyraźniej usiłował wypróbować wytrzymałość krzesła. Człowiek ten nie był młody. Można wywnioskować to z powodu jego siwej brody i okrągłych jak talerz okularów. Okularów z tak grubymi szkłami, jak denko od słoika.
Max nie przepadał za czerwonym, ten kolor go przerażał. Gdy tylko zobaczył kolor czerwony z jego umysłu ,aż sączyła się magia, a potem przez tydzień miał magicznego kaca. Dlatego cały dom był w żółto-niebieskich barwach. Wszędzie było pełno porozrzucanych ksiąg, okruszków chleba, gum poprzylepianych pod stołem.
Tak, to wszystko sprawiało, że Max czuł się jak w raju.
Niestety dzisiaj musiał opuścić swoje wygodne mieszkanie, musiał zagrać w Quircha* z panem Donayem.
- Dzisiaj ... Dlaczego w piątek trzynastego ! – szepnął cicho
Miała to być towarzyska partyjka. Miła. Niestety pan Donay zawsze ubiera się na czerwono. I to nie tam w jakiś mały odcień czerwoności. Jego dyrektor to prawdziwy, żywy, czerwony laser.
Jak ja nie lubię ... – w tym momencie przewróciła się szafka i stłukło się kilka talerzy - ... – tu padło multum przekleństw, których Max znał wiele. Oczywiście to wszystko zasługa jego kochanej babci, która codziennie przekazywała swemu wnuczkowi nowe wyrazy.
O wszystkim pomyślał wcześniej więc miał już przyszykowaną miotłę, która przeżyła już o wiele za dużo. Obsługa czegoś tak banalnego jak miotła sprowadzała się tylko do powiedzenia 12- cyfrowego szyfru. Oczywiście Max nie mógł zapamiętać tego przeklętego hasła, a zwłaszcza, że miotła nie była jego. Tak, ukradł ją, albo jak woli on sam, pożyczył.
Na szczęście mała porcja magii pozwoliła zapanować nad środkiem lokomocji. Siadać na miotłę było łatwo, ale schodzić z niej było już nie lada wyczynem. Czarodziej wybrał jak najwygodniejszą pozycję, poruszył kancikiem ust i pstryknął palcami. Miotła ruszyła*
Chwilę potem Max znajdował się już ponad małym obskurnym i na pewno nieładnie pachnącym mieszkaniem. Spojrzał przed siebie. Zobaczył , a raczej nie zobaczył nic. Cała okolica była pełna mgły. I nawet ptaki nic nie widziały, a opary smordu na pewno niczego nie ułatwiały .


-----
* - najpierw oczywiście staruszek biegał po całym mieszkaniu z nadzieją, że miotła się uniesie.
Potem, gdy już wystartowała nie mógł nad nią zapanować, lecz jednak wyleciał. Ale robiąc wielką dziurę w ścianie.

Właściwie to musi już wychodzić. Szybko podbiegł do schowka i wyjął mocno zniszczoną miotłę. Pstryknął palcami i wyleciał przez okno. W mgnieniu oka dotarł na zieleniutkie pole do Quircha.
Donay stał w lekkim cieniu leszczyny i połyskiwał czerwienią. Max ostrożnie wylądował obok drzewa i błyskawicznie założył ciemne okulary.
- Spóźnił się pan trzy sekundy.
- Naprawdę ? ...
- I mówiłem już ,że miotły są dla czarownic.
- Eee ...
- I niech pan zdejmie te okulary ! Wygląda pan jak niewidomy.
- D... d... Dobrze

-----
* - ciesząca się wielką popularnością gra czarodziejów. Polega na wbiciu pałką miotającą wszystkich 7 Rishów* do specjalnych dziur na specjalnym polu. Każdy Rish jest inaczej punktowany. Gracz ,który posiadający większą ilość punktów wygrywa.

*1 - Zaczarowane kule ,które panicznie boją się wszystkiego. Bardzo często wrzeszczą
gdy ktokolwiek się do nich zbliży, albo nie one wrzeszczą cały czas
Punktacja :
Biały – 2pkt., Czarny– 4pkt , fioletowy– 8pkt. , zielony–10pkt, niebieski-12pkt, Złoty –11pkt,
czerwony-14pkt
-----

- Proszę oto pański kij. – Powiedział wesoło dyrektor- Ładny dziś dzień, prawda ?
- A tak owszem ciekawe barwy, uh ... ta czerwień.
Feller złapał skurczowo pałkę do miotania piłek.
Max zdjął okulary bez ,których prawdopodobnie wybuchnie wrzącą magią. Starał się unikać Donaya ,a raczej jego szaty.
- A teraz jeśli pan pozwoli panie Max Lance ,że zaczniemy.
Dyrektor wyjął zestaw kolorowych Rishów i rozrzucił je po boisku. Kule uniosły się w powietrze wydając z siebie okropne odgłosy
- Pozwoli pan ,że się mocno zamachnę i ...
Biała kula przeleciała przed nosem maga wrzeszcząc w niebogłosy.
Teraz pana kolej.
Niebo zrobiło się czerwone, a Max ledwo co mógł złapać oddech. Zacisnął swoją rękę na metalowej rączce.
- Dobrze! Teraz zobaczy pan zawodowca. – skłamał.
Lance nigdy nie grał w Quircha i w takim stanie raczej dużo nie zdziała. Zbliżył się do latającego czerwonego Rischa.
Jego mózg zrobił sobie w tej chwili imprezę ,a magia błyskawicznie przechodziła z głowy do miotającej pałki. Max nie wytrzymał zamachnął się i ze wściekłością uderzył w czerwoną piłkę.
Wielka czerwona, wrzeszcząca gała wzbiła się w przestworza zbijając z lotu kilka ptaków. Wleciała w wielką czerwoną dziurę ,której pochodzenia nie znał nikt.
- Mocno strzelasz !
- Dzięki ... – Max wydawał się teraz bardzo nieszkodliwy
- Ale grać w Quircha to ty nie potrafisz głąbie !
- Ale ja ... ja nie ... – tłumaczył się Max
- Zgubiłeś mojego czerwonego Risha !
- Nie chciałem .
- Wiem, właśnie dlatego będziesz przez rok pracował za darmo albo szukaj sobie nowej pracy !. –
- Bo to ... nie – Max odszedł bez słowa.
-TO BYŁ NAJGORSZY DZIEŃ W MOIM ŻYCIU!. –teraz szukał klucza od drzwi domu- DLACZEGO DZISIAJ!- Po męczącym szukaniu odnalazł właściwy klucz i drżącą ręką usiłował umieścić go w zamku. Klucze zrobiły się czerwone , nawet bardzo czerwone i ...
-Aaargh- płynny metal spłynął po drzwiach.- OKNO !- Można było usłyszeć tylko brzęk szyby i długo wyczekiwane ‘’aahhh”...


***
Jasne niebo zalało ciemne coś, niczym czarny tusz do drukarki.
Na ulicy Andrzeja Miki już wszystkie koty zaczęły bezlitośnie mordować gryzonie.
Można ,też zauważyć ,że w domu z numerem 66 świeci się światło.
Dość nikłe ,ale zauważalne. A właściwie to pali się tylko w jednym pokoju. Był fioletowy ,a na półkach spoczywały dwumetrowe warstwy kurzu.
Daniel, bo tak nazywa się właściciel tego pomieszczenia siedzi przy biurku. Przed nim leży poplamiona kartka papieru z napisem:
,Praca domofa”.
- Ech zawsze tak jest, trzeba odrabiać prace domowe w najmniej odpowiednim momencie. I jeszcze dziś trzynasty! -Daniel zerknął na zegarek, była 12.00. Chłopak raczej nie przeżywał nadzwyczajnych przygód ,on nie przeżywał nawet jakichkolwiek przygód.
(No chyba ,że pobicie rekordu w jakiejś grze zaliczane jest do przygody). Chłopiec wstał i podszedł w stronę okna by zaczerpnąć świeżego powietrza. Gdy je otworzył zobaczył wielką pustkę, nicość i ciemność ,a potem jasno-czerwony promień. Normalne trzynastoletnie dziecko usiłowałoby uciec ale on ...
- A niech t...! – Coś uderzyło go w głowę.

***
Max wrócił do domu w fatalnym humorze, jego rude włosy stały się takie jak futro usmażonej wiewiórki. O tak, położy się teraz .
Zielone zasłony poszarzały ,a dom stał się czarny jak najbardziej czarna smoła na świecie. Ulubiony, spasiony szczur Lex wszedł do strasznie załatanej kieszeni maga. Przechodził niezłe katusze. Max dostał go gdy zaczął chodzić do szkoły dla zaawansowanych czarodziei 10 stopnia. Ćwiczył na zwierzątku różne zaklęcia i biednemu szczurowi powypadała większość zębów. Nie mówiąc już o jego umyśle. Nie żeby był głupi ,ale miał fatalne poczucie humoru.
Kiedyś Max był najlepszy. Jednym słowem: umiał wszystko. Zmieniło się to gdy miał 47 lat. Pewien znany czarnoksiężnik Volt rzucił przeokropne, najstraszliwsze ze wszystkich możliwych zaklęć. Od tamtej pory Max stracił pamięć i trochę włosów. Na szczęście nic nie stało się jego zębom. Tak jak dawniej można by ich używać jak lustra. Niestety po tym zajściu wielki MAX LANCE został wylany z uniwersytetu i zaczął pracować jako czarodziej mody. Projektował togi za pomocą podstawowych zaklęć ,które znalazł w bibliotece miejskiej.
Więc tak sobie żył i żył.
W nieco zżółkniętej pościeli spał teraz i myślał o niczym.
Nad jego głową zrobiła się mała czerwona dziurka ,która powoli robiła się większa i większa.
Zbudzony Max wydał z siebie zduszony odgłos ,który mógł oznaczać wielkie „Aaał”.
Coś materializowało się na jego głowie. To wyglądało na chłopaka ,który swym oddechem mógł pokonać trolla.
Daniel odzyskiwał zmysły. Zaskoczony mag wstał tak szybko jak mu tylko pozwalały obolałe nogi. I chwiejąc się złapał za swoją nieco zniszczoną różdżkę.
- Ostrzegam ! Mam różdżkę i nie zawaham się jej użyć.
Mogę zamienić cię w ... ża ... ża .W zieloną brzydką ro... rop... Ech...
Po prostu nie podchodź !
- ??? – Daniel wydawał się oszołomiony.
- Nie zbliżaj się ty morderco.
- Ja nie jestem ... Ja nawet nie wiem gdzie jestem ! – Spytał Daniel przestraszony.
- W moim domu ty Złodzieju !
- Ale gdzie to jest ? I nie jestem jakimś złodziejem.
- Aha ! Nie jesteś złodziejem ,ale szpiegiem !
Przyznaj się ! Chciałeś wykraść mój najnowszy projekt togi !
- Masz ! Nie jestem złodziejem, szpiegiem, mordercą ani nikim innym tylko eee... – Daniel zawahał się – jestem sobą.
Wręczył legitymację szkolną
Legitymacja była cała poplamiona czymś co sprawiało niezbyt miłe wrażenie.Jakby była używana jako chusteczka.
Tłustym drukiem było napisane
LEGITYMACJA SZKOLNA .
Eaah – ziewną Max. - Jesteś ze świata realnego.
To pewnie przez te ohydne czerwone dziury w niebie.
Wiesz takie połączenie dwóch światów realnego i fantastycznego.
- Eee ,dobra. Więc jesteś magiem i mi pomożesz w dostaniu się do mojego świata. O ile mi wiadomo magowie potrafią wielkie rzeczy. Więc takie przeniesienie dwunastoletniego chłopaka to nie będzie problem.
Z kieszeni maga szczur wystawił głowę i zarechotał tylko.
- Zamknij się ! – Max pacnął Lexa w łeb.- Jeśli chodzi o... eee.. nie mogę cię przenieść. – wybełkotał Max tak cicho że brzęczenie komara było by głośniejsze.
- JAK TO PRZECIEŻ JESTEŚ MAGIEM ,A MAGOWIE POTRAFIĄ WSZYSTKO PRAWDA ?! – Ryknął Daniel
- No tak ale ja ... no jestem magiem ale eee ... w innej specjalizacji.
Daniel podszedł do okna. Widział stąd jakiś stragan i wielu ludzi ubranych w coś koło piżamy.- Tu jest pełno magów ! O koło tego straganu !- Max zerknął na szybę i oznajmił – To są zwyczajni
ludzie ,a to co noszą to jest toga mojego projektu.
Ostatnio coś nie widziałem żadnego maga. Może to przez te
dziury ...
- Macie tu jakieś samoloty albo coś ?- Spytał zaciekawiony Daniel
- Simo-co ?- Odpowiedział niepewnie Max
- No wiesz takie co lata i robi dużo hałasu.
- Pewnie chodzi o latające dywany! Ale one nie robią tyle hałasu.
To pewnie miotły... Mam jedną ,ale ona nie poleci tak wysoko.
Nawet nasze najnowsze gadgety nie podlecą tak wysoko!
Daniel spróbował zajrzeć do swojej mózgownicy podzielonej na partycje. Tak, to może być to! Może się uda i wróci do domu.
- A smoki ? – Spróbował
- Smoki owszem, ale najpierw trzeba je do tego nakłonić.
Jak myślisz może podejdziesz do smoka i go poprosisz :
„ Panie smoku czy może nas pan podrzucić pod to sklepienie ? ”

-Ale przecież nic nie wiem ! Jesteś dziwny jak wszystko inne ... Może to sen ?- chłopiec zaczął wątpić w materialność otoczenia. Rozpędził się i uderzył w ścianę.
-Tak ,to najlepsze wytłumaczenie dla takiego realnego człowieka.
Max pokiwał głową -Jesteś teraz w takim no ... jakby to powiedzieć. Jesteś w bardzo nierealnym miejscu dla ludzi. W wymiarze „Y” !
- Nie za bardzo rozumiem – wybełkotał oszołomiony.
Wymiar „Y” to kopia waszego świata w którym żyją elfy, czarodzieje, trolle, dżiny, wiedźmy. To wszystko stworzył NEXUS !
- Nadal nie rozumiem – Daniel złapał się za głowę. Coś rosło na jego czuprynie w ekspresowym tempie.
-NEXUS to komputer ,który ma za zadanie utrzymać ludzi z twojego świata w... wie... Żeby wierzyli w eee.. no nas ,bo bez tej wiary ten świat ,w którym przebywamy zniknie. Teraz najwyraźniej zaczyna się proces niszczenia.
Daniel spojrzał jeszcze raz przez szybę. Teraz zobaczył tylko pusty stragan i kilka kotów . Niebo było czerwone jak barszcz czerwony ,a chmury wirowały jak uszka które nie chcą być zjedzone.
- Jest jeden sposób na przywrócenie cię do domu ,ale ...
- ALE CO ? –Powiedział groźnie Daniel i przetarł ręką brudny
stołek ,na którym później usiadł
– Świątynia Bogów !. -Daniel spojrzał gniewnie na maga i powiedział - NO TO NA CO CZEKAMY ?- teraz wstał i uderzył ręką w szafę. – Auuuuć ! – wrzasnął odrażająco i złapał się za czerwoną dłoń.
– Wiesz ,najlepiej jak pójdziemy jutro... –tłumaczył się Max.
– Dlaczego JUTRO ?
- Bo tak będzie lepiej ...
DWA DNI PÓŹNIEJ :
- Idziemy wreszcie ? Czy wiesz ,że jestem w tym przeklętym miejscu już od TRZECH DNI ?!
I WIESZ ,ŻE NIE LUBIĘ CZEKAĆ ?! I wiesz ...
- Dziś jest rocznica śmierci Śmierci więc nie wypada.
- Czyjej ?
- ŚMIERCI ! Takiego faceta co chodzi z kosą . Wiesz chyba o kim mowa ? – Max Nalał sobie porcję śliskiej mazi ,a Daniel usiadł w przy stole i oglądał zieloną, flegmatyczną jak to nazwał Max owsiankę ,która mozolnie wpływała do jego talerza.
- Wiesz chyba wiem ,była taka gra „Kostucha zmartwychwstanie”.
- Widzisz ! Dzisiaj będą wybierali nową Śmierć.
- Ciekawe jak umarł ten Śmierć.
- A po co ci to wiedzieć !? Powiedzmy ,że wystąpił mały wypadek.
Max niewinnie spojrzał Danielowi w oczy.
- Ty? Hehee...
... Ty zabiłeś Śmierć !? Hehehe Niezły jesteś jak to zrobiłeś ?
TO NIE JA . To nie ja eee...
...To był przypadek. Jadłem sobie banana ,a on się na mnie rzucił.
- A ty co zrobiłeś ?!– spytał Daniel pełen podziwu ( i śmiechu ).
- Ekhem ... No, przestraszyłem się ,a banan mi się wyślizgnął i
wpadł akurat pod jego nogi ... A on poślizgnął się i wpadł do...
NIEWAŻNE !
- Bananem ? Hehehehe !
- Ciiiii ! Nikomu nie mów ,bo będzie ze mną niedobrze!
- Więc pójdziemy teraz do tej świątyni !
A JAK NIE TO POWIEM ... – Daniel zachichotał cicho.
– EAAAH... dobrze ! Po co ja tyle gadam ? – Max podszedł do stojaka i wziął szpiczasty kapelusz. Był pomięty, nieco wytarty i wyblakły. Każdy kapelusz maga powinien się dobrze prezentować i odstraszać wrogów. I ten spełniał te wymogi znakomicie, gdyby ktoś go zobaczył pewnie umarłby ze śmiechu.
Wyszyte na nim było kilka magicznych znaków i kiepskich podróbek run. Dumnie założył go i powiedział – No to w drogę ! –Wyszli - A potem Max mruknął cicho – Im szybciej się go pozbędę tym lepiej dla mnie... – Na dworze panował przeokropny widok, nie było to takie straszne dla oczu. Fakt ,że uliczki były nieco zaśmiecone ,a mury pomalowane graffiti ,ale nic nie przebijało okropnego smrodu. Lepiej nie tłumaczyć z jakich zapachów się składał ,ale nikomu nie życzę aby dane mu było to wąchać. Daniel i Max powolnym krokiem szli teraz w stronę bardzo ( aż za bardzo ) oświetlonego rynku. Szli przez stęchłe uliczki obklejone różnymi ogłoszeniami ,które najczęściej zaczynały się na : „Kupię”, ”Sprzedam”, „Oddam” „Wynajmę”. Ale jeden największy plakat przykuwał oko na tak długo żeby można go było przeczytać w całości. Cienkimi literami napisane było : W sobotę na rynku
odbędzie się wybór nowego Śmierci. Wszystkich chętnych zapraszamy!
- Pójdziemy na rynek ? Pójdziemy ? Muszę to zobaczyć ! – Prosił Daniel
– Nie i koniec ! – odpowiedział ponuro mag.
Daniel uśmiechnął się złośliwie i powiedział podnosząc dumnie głowę – BO POWIEM ...


/ ROZDZIAŁ DRUGI : Ponura Puszcza

***
Gdy tylko Max i Daniel weszli na rynek poraziły ich promienie nieco zbyt mocnych lamp ,a bębenki prawie popękały od próby mikrofonu. Na zielonej scenie jakiś człowiek zaczął przemowę
- Ekhem ... 1,2,3 . Próba ! – tym razem trochę słabszy dźwięk wydobył się z głośników zamontowanych na co drugiej lampie.
- A więc Witam zebraną tu zebraną ...
Panie i panowie ! Witam was na wyborach Śmierci !
Zanim rozpoczniemy chcę żebyśmy wspomnieli Marcina Szprychę ,który dobrze spełniał swoje obowiązki przez ponad uhm... 20 lat ple... ple... ple... ple...
A oto i kandydaci :
Kevin Krostner – Suchy, pryszczaty człowiek powoli wyszedł na scenę. Był zbudowany z pryszczy ( no prawie ) . Krosty na twarzy, krosty na rękach krosty na uszach ! Miał nawet krosty na krostach.
Gruby, ponury głos powiedział - Jestem Kevin. Urodziłem się... ple...ple...ple...ple...
... I oferuję ,że świadczone przeze mnie usługi będą w 100% bezbolesne ... –

Spuśćmy zasłonę milczenia na te trzy godziny nudy

- A teraz proszę napisać na kartach imię i nazwisko waszego...
Cisza
- Słyszycie ?
brak odpowiedzi
- OBUDZIĆ SIĘ LENIE !!! MACIE NAPISAĆ IMIĘ I NAZWISKO WASZEGO KANDYDATA ! Widownia składająca się z kilku obudzonych gapiów zaczęła głośno skrobać piórami na kartkach. Po czym wrzucili je do fioletowej urny ,która stała ,a raczej o dziwo unosiła się.
- Czy wy wiecie tutaj co to grawitacja? – spytał się Daniel zirytowany
- Z tego co wiem takie coś nie istnieje. Znaczy się tutaj nie istnieje- odpowiedział Max - Tu panuje tylko i wyłącznie wyobraźnia– Max starał się napisać imię na kawałku jakiegoś poplamionego papierka.
- To znaczy ,że jeśli sobie ciebie wyobrażę ,to ty tu jesteś czy nie?
- Ja TU jestem czy ty tego chcesz czy nie .Dla ciebie mogę być niewidzialny ,ale ja tu będę. Mój głos, dotyk, zapach też będą.
-Max podszedł do urny ,która teraz wyraźnie stała na twardym gruncie. Jeszcze chwilę się zastanawiał ,ale w końcu wrzucił świstek papieru.
-Wiesz tu jest nudno... Mogliśmy tu w ogóle nie przychodzić. – Powiedział znudzonym głosem Daniel
- No, Idziemy ! Ty będziesz w domu ,a ja nareszcie będę miał spokój.
Jak powiedzieli ,tak zrobili. Poszli w kierunku głównej bramy miasta. Przechodzili przez kręte alejki, podobne do labiryntu.
Przechodzili, przechodzili ,aż w końcu dotarli do wielkich wrót.
Były to wrota takie jakieś inne niż wszystkie, miały bardzo wyróżniający atrybut. Były tak zniszczone ,że gdyby ktoś w nie rzucił kamieniem ,to pewnie bramy by już nie było. Nic dziwnego ,bo stworzył ją znany i nie lubiany Tomek Rozwałka.
- Brama jest wielkim zabytkiem i ludzie szczycą się ,że takie coś powstało właśnie w ich mieście.
Ale by ktoś czasem nie zepsuł tego heh... dzieła dali tu Golema.
Wielkiego kamiennego strażnika
( i kilku ludzkich strażników ) -Wytłumaczył Max który patrzył zza krzaków na golema. A potem jeszcze na straż ,która zresztą spała.
- Góra mięcha ! Ekhem... skamieliny. Ostatnio coś więcej straży wszędzie !
- Coś się pewnie dzieje w tym mieście. Właśnie, mieście !Jak się nazywa to miasto – spytał ciekawski Daniel
- Teraz musimy jakoś wykołować strażników. – Max udał głuchego - Nieważne sam to sprawdzę. – podszedł trochę bliżej żeby odczytać nieczytelny napis na bramie.- Nigdy ?
Nie, NIGDZIE ! – zabrzmiał głos ,który z pewnością przebiłby syrenę okrętową. Daniel odwrócił się i zobaczył tylko duży głaz ,którego tu wcześniej z pewnością nie było. – Max ! Gdzie jesteś ? Czy to ty tak krzyknąłeś !?
- On nie krzyknął. Ale ja tak ...- Odezwał się gruby głos.- A poza tym ten twój heh... mag. Zerknij w tamte krzaki.
Daniel dopiero teraz zauważył jak potężny głaz wystawia swą skalistą rękę. Szybko odwrócił się i zobaczył golema .
Miał on zielone oczy wielkości... mikrej ,ale za to reszta była ogromna i... kamienna.- MAAAAAAAAAAAAX ,RATUNKU !
Chłopiec błyskawicznie rzucił się w pobliskie krzaki.
-Auuuuuć- chłopiec poczuł ,że na czymś stoi, na czymś miękkim i ...
- Zejdź mi z głowy ty bałwanie mały ! TEN GOLEM NAS ROZGNIECIE,ROZPŁASZCZY. Ja chcę do mamy !!!
Jestem ciekawy co wy tu robiliście ?! CHCIELIŚCIE ZNISZCZYĆ NASZ PRZEPIĘKNY ZABYTEK ?! – Huknął golem ,a potem podniósł Daniela i Maxa z ich tymczasowej kryjówki.
- Nie, my tylko chcieliśmy... p... prz... – Wystękał mag.
- On powiedział ,że chcieliśmy tylko przejść – powiedział łagodnie Daniel.- Bramą nie przejdziecie! Jest remont- odpowiedział strażnik.
- To którędy? –Spytał zmartwiony chłopak. Golem postawił Daniela i Lance’a na twardym gruncie.
- Tam – wskazał swoim kamiennym i zarazem gigantycznym paluchem na dziurę w murze.
- Dziękujemy... To my już sobie pójdziemy. –Max i Daniel błyskawicznie przeszli przez otwór. – Uch, udało się uciec temu wielkoludowi ,nie mały ?
-Tylko nie mały. JESTEM DANIEL NIJAKI !
- Dobrze, dobrze jesteś Nijaki. Teraz tylko przejdziemy
przez Ponurą puszczę. Potem przez miasto trolli do świątyni.
A gdy już będziemy wiedzieli co zrobić ...
- Z tobą wszystko jest możliwe ...
Okolica wokół miasta była tu czyściejsza. Powietrze zdawało się świeższe. Mag i chłopiec skierowali swe malutkie kroki w stronę lasu. Wejście do niego znajdowało się pomiędzy dwoma pagórkami obrośniętymi kolczastymi krzewami.
Daniel spojrzał w głąb lasu i zauważył parę gapiących się na nich oczu.
- Czy to bezpieczne przechodzić przez tą puszczę ?
- Nie ...
...Pełno tu gnomów, skrzatów, złodziei i zmutowanych komarów. – odpowiedział ponuro Max . – Szczególnie uważaj na gnomy i komary. – dodał.
- A jak wygląda gnom - spytał Daniel ,który nigdy wcześniej gnomów nie widział.
- Gnom ? To taki mały kurdupel . Bardzo wredny !
Najczęściej jest taki... zielony z wielkimi uszami !Ale pamiętaj ,że gnom jest bardzo podobny do trolla. Identyczny tylko ,że gnom bardziej śmierdzi i jest mniejszy - odpowiedział cicho.
Cień robił swoje, im głębiej wchodzili do lasu tym było ciemniej.
Fakt ,że było ciemno ,ale dało się zobaczyć ogólny zarys rzeczywistości.
- Wiesz ,ja ...– chłopak zaczął.
- Powoli ! Muszę odpocząć ... – odezwał się głos zza Daniela.
- Wiesz ,chciałem to samo powiedzieć !
- Myślę, że moglibyśmy odpocząć w najbliższym mieście. Tam odpoczniemy.
Max i Daniel szli prosto przed siebie i nie zauważyli nawet ,że patrzy na nich para oczu. Stworzenie obserwuje każdy ich krok cichutko podchodząc by się lepiej przyjrzeć.
Zielone liany zwisały z ciemnobrązowych drzew. Każda roślina zdawała się czyhać na zdrowie podróżnika. Puszcza była idealnym
środowiskiem rozwojowym dla wielu roślin i zwierzą, także owadów. Mag zahaczył swym kapeluszem o lianę. Nie przejął się tym bardzo tylko powoli przedzierał się przez ciemność. Max marzył o czystym ,świeżym, pościelonym łóżku. Myśl ,że musi doprowadzić jakiegoś małego bachora do domu doprowadzała go do szału. Daniel z kolei myślał tylko o powrocie do domu, do taty do mamy , nawet do jego starszej siostry. Prawie całą drogę przeszli w milczeniu. Teraz dochodzili do bram miasta Trill. Ziemia wokół murów była piaszczysta, taka trochę mokra , trochę lepka. Nieopodal wejścia do bramy stała wieża obserwacyjna w ,której siedziały niezbyt przyjaźnie nastawione trolle. Wyglądały by one nawet miło gdyby się tak nie śliniły ,oraz gdyby nie miały wielkich włóczni i oszczepów. Jeden tłusty troll wgramolił się na wieżę i zaczął- Kim wy być ?- Tłuścioch wpatrywał się groźnie w maga i chłopca. - Jeśli wy gnomy to... – spasły troll naprężył włócznię. Reszta armii zrobiła to samo.
- My nie jesteśmy elfami ! To znaczy trollami !- próbował wytłumaczyć Daniel. Max zagryzł wargę i szybko poprawił- On chciał powiedzieć ,że my NIE jesteśmy gnomami
- Właśnie ! Ja jestem Daniel ,a to jest mag Max Feller.
Mag poczuł się tak jakoś dziwnie. Poczuł coś takiego jak... jak...
Z rękawa wystawił głowę Lex i zarechotał tylko.
- ZAMKNIJ SIĘ TY SZCZURZE ! – Max złapał szczura za ogon i wsadził do kieszeni. Powiedział jakieś zaklęcie ,a potem przeklął cicho. Kieszeń zaczęła błyszczeć zielono-fioletowym światłem.
Można było usłyszeć ciche piski szczura.
- Ty go zabić ? My szanować szczury !. –spytał wystraszony ,a zarazem rozzłoszczony troll.
- Nie, on by nawet muchy nie skrzywdził ! A poza tym to nie umie czarować i jest strasznym tchórzem – Powiedział Daniel ironicznie
- Nic mu nie zrobiłem ty mały brzdącu ! Po prostu zaszyłem kieszeń żeby nie przeszkadzał.- W tej samej chwili jedna ze strzał poleciała w stronę maga. Max zamknął oczy i czekał na pewnie śmiertelny cios. Ale gdy otworzył oczy zobaczył świat w trochę innych, bardziej czarnych kolorach. Obok niego stało coś odziane w czarną szatę. I niby nic w tym dziwnego gdyby nie trzymało to wielkiej zardzewiałej kosy. -To ,to Śmierć ! - pomyślał . I rzeczywiście to był
całkiem nowy Śmierć ...

***
Tymczasem wewnątrz miasta Trill. W pewnym bardzo nudnym miejscu jakim jest domostwo pewnego nudnego trolla o imieniu Wirt odbywała się rzadka okazja do świętowania. Syn Bulwy i Wirta postarzał się o cały rok. W sumie miał już czternaście lat dlatego był dziś bardzo szczęśliwy. Czternaste urodziny zrobiły z niego pełnoletniego* trolla a co się z tym wiąże miał prawo do opuszczenia domu w poszukiwaniu przygody lub pracy. Allias bardzo chciał wyruszyć w wielką wspaniałą przygodę i teraz nic nie mogło mu już przeszkodzić. Zamierzał jak najszybciej pożegnać się z najbliższymi a potem wyruszyć w drogę. Nie wiedział gdzie ale wiedział ,że im straszniejsza będzie trasa jego drogi tym lepiej.
Tak dla ciekawości. Dom składał się z jednego pomieszczenia podzielonego cienkim materiałem na cztery części
Troll pobiegł w stronę kuchni krzycząc entuzjastycznie
- Maaamo ! Zrobiłaś już te kanapki ?
Gruba postać w różowym fartuszku cięła coś wielkim tasakiem.
Pani Bulwa starannie dobierała różne rodzaje rzep i cieniutko kroiła na plasterki. – Już prawie gotowe – Pisnęła
- Wiesz ja się spieszę muszę zdążyć przed zmrokiem i ...
- Wiem, wiem ! Musisz pożegnać rodzinę- odpowiedziała gospodyni. Szukała teraz czegoś w jasnobrązowej torbie. Po długich poszukiwaniach znalazła termos i wlała do niego
jeszcze ciepłe wodorosty. – Proszę – podała synowi plecak ,w którym można było znaleźć wszystkie rodzaje rzep kilka robaków i termos z wodorostami.
- A i ojciec coś mówił żebyś do niego przyszedł !- Przypomniała sobie Bulwa- Po chwili dodała- Allias ! Tato jest w warsztacie !
Ale troll był już poza zasięgiem wzroku. – Dobrze ,że warsztat został wybudowany koło domu – pomyślał wybiegając na zewnątrz. Po chwili był już przed wejściem do warsztatu.
Puk ! puk ! puk ! – Rozległo się pukanie.
- Otworzyć Zix ! -krzyknął Wirt do swego pracownika.
- Tak jest szefie! – długi, brudny troll powlókł się w stronę drzwi.
- Kto tam ? – spytał i podrapał się po swoim szpiczastym nosie ,na którym dumnie siedziało stado roześmianych pryszczy.
- Ja ! – odpowiedział Allias
- Szefie przyszedł Ja ! – Wirt był wyraźnie zaskoczony odpowiedzią Zixa. – Spytaj się jeszcze raz ponaglił.
- Jak się nazywasz ? Tylko teraz powiedz całym zdaniem.
- JESTEM ALLIAS ! – krzyknął rozwścieczony troll.
- A to ty, wejdź !- powiedział uprzejmie - Szefie Allias przyszedł.
Synu jak ci kiedyś obiecałem dostaniesz obiecany nóż z Chorwii Dębowej. Jak wiesz jest to drzewo o wytrzymałości większej niż...
Bardzo mocnym ! Przygotowanie tego noża sprawiło mi duży kłopot metal i przygotowanie tego noża sprawiło mi duży kłopot - Wirt wyjął z kamizelki prostokątne pudełko – mimo to udało mi się go dla ciebie zrobić. Przyjmij go jako prezent urodzinowy.
Gdy Allias wziął prezent zaczął go ostrożnie rozpakowywać.
Z pudełka wysunął rękojeść noża , wyrzeźbione było na nim imię : Allias
- Tato ! Dziękuję ! – Allias uwiesił się ojcu na szyi.- Dziękuję !
- Dobrze, dobrze bo mnie jeszcze udusisz- powiedział żartobliwie Wirt.- Muszę się z tobą pożegnać... – powiedział zasmucony Allias.
- Wiem o tym, i wiem też ,że musisz na siebie uważać ! W lesie jest pełno gnomów, goblinów. A my prowadzimy z nimi wojnę.- Powiedział Wirt.
-Tak tato ale muszę kończyć. Rozumiesz najlepiej wyjść z ponurej puszczy jak tylko wcześnie się da ! Pożegnałem się już z rodziną.
Jeszcze wrócę, Pamiętaj ! – Allias wyszedł z warsztatu i ruszył prostą drogą. Wszędzie kręciło się pełno żołnierzy. Każdy z nich był
dobrze przygotowany . Każdy kawałek drewna czy ziemi był dla niego jakimś wspomnieniem. Postanowił jeszcze raz zobaczyć swoją szkołę.
Przy najbliższym skrzyżowaniu skręcił w prawo. Gdy uszedł kawałek zrezygnował. Nie miał żadnych miłych wspomnień związanych ze szkołą. Nie miał także przyjaciół. Każdy kto na niego spojrzał traktował go jak trujący gaz. Tylko dorośli się nim przejmowali.
Czasem przyjeżdżali do niego kuzyni. Ale tylko w czasie wakacji.
A teraz szedł do wyjścia by szukać przygody. Nie musiał. Przygoda znajdzie go sama.

***
Chuda, pryszczata dłoń złapała Maxa za ramię.
- Feller, uhmm... Max. Zgadza się ? – Śmierć popatrzył na długą kartkę, a potem na wystraszonego starszego człowieka.
- T... ta.. tak... – odpowiedział niepewnie mag.
- Co się tak gapisz ? Nowy jestem !
Śmierć wyjął swój błyszczący KartoTes oznaczoną numerkiem 13.
- Uhmm... – Śmierci zrzedła mina. - Czy wiesz co to za miejsce ?
- No... no... T.. TAK ! Wejście do miasta Trill. - Mag usiłował wezbrać w sobie resztki sił i zobaczyć co robi Śmierć ,ale nie mógł się ruszyć . Nie mógł nic zrobić.
NIE MOGĘ SIĘ RUSZYĆ !- Max zaskrzeczał i nie czekał długo
na odpowiedź, którą zaraz potem usłyszał.
- Ponieważ czas jest zatrzymany, ponieważ jak zauważyłeś jesteś teraz duszą i ... – Śmierć intensywnie pisał w Kartotesie.
Zanim zdążył nacisnąć przycisk „wyślij” zobaczył jak na ekranie pojawiają się niezgrabne litery tworzące wyrazy ,które z kolei tworzą zdania.
-Już wiem... - Śmierć uśmiechnął się tajemniczo – No to nar ...
Hmm... do zobaczenia wkrótce ! – zaraz po tym zaśmiał się i zniknął pozostawiając tylko fioletowy obłok. Zaraz potem świat „ruszył” i uzyskał normalne kolory.
Max miał cały czas zamknięte oczy. O ile pamiętał na coś czekał.
A tak ! Przypomniał sobie. Stał przed bandą rozzłoszczonych trolli.
Jeden z nich nie wystrzelił. Tak to było tak... I teraz ma czekać.
No i czekał, ale nic się nie działo. Słyszał tylko słowo Daniela: Uważaj za tobą ! Coś w tym krótkim zdaniu popchnęło go życia. Mag z szybkością lamparta odwrócił głowę. Jego twarz zamarzła ,a oczy utkwiły na teraz już martwym ciele gnoma z nożem.
- Ujj... – Max wzdrygnął się i oddalił od trupa.
- Teraz już my wiedzieć ,że wy być z nami ! Szybciej wy iść bo oni wychodzić z ukryć! Szybko tam !!! – Max już chciał zapytać „którędy ?”, lecz nie było to potrzebne. Ujrzał jak wielki sznur przyczepiony do głaza zatykającego tajne przejście napina się.
Usłyszał szelesty i straszliwe sapanie. Nie musiał już się odwracać. Wiedział co ma robić, szybko złapał Daniela ,który wpatrywał się w biegnących, cuchnących, półnagich gnomów i pobiegł w stronę przejścia. Daniel ciągnięty za rękę biegł tylko dlatego ,że uważał to za jedyny mądry pomysł jaki przyszedł mu teraz do głowy. Małe gnomy leciały jak szalone. Trolle w wieży celowały w małe szybkie stworzenia, które szaleńczo szybko zbliżały się do wejścia.
Trębacz zatrąbił w róg, z którego wydobyły się metaliczne dźwięki.
- Teetyyyyyyyttuu, tetyyytuuuu, TEEETYYYYYTU !
Jakby jakieś stworzenie utknęło w norze i piszczało okropnie...
Kiedy róg ucichł nastała cisza. Oczywiście nie licząc wrzasków i odgłosów mieczy, strzał, noży i innych niezbyt ciekawych rzeczy.
Po kilku chwilach niezbyt cichej ciszy w wewnątrz miasta można
było usłyszeć odpowiedź.
- Tyytytyteee, tyyytuuuu, TEEEEEEEEEEEYEEE !
Wszystkie trollowe wojska stanęły przed bramą i czekały
Czekały bardzo cierpliwie ...

***
Allias wiedział ,że coś jest nie tak jak być powinno.
-To pewnie jakieś święto albo co – stwierdził
Omijał właśnie kolorową i czystą uliczkę. Wszędzie było cicho, niektórzy mieszkańcy Trilla ze strachu schodzili do podziemi.
Dość prymitywny sposób, ale skuteczny. Allias zostawił za sobą ulicę św. Buorga i zbliżał się do baraków, kręciły się tam trollowe wojska.
-Wyjdę sobie tylnym wyjściem nie będę robił zamieszania.
Troll pomyślał chwilę, zachwiał się i podążył w całkiem inną stronę niż zamierzał. Czyli do głównej bramy. Kręciło się tam sporo strażników, ale to pewnie święto. Allias podszedł do bramy. Słyszał różne sapania i wrzaski. – To pewnie zwierzątka – stwierdził i otworzył bramę (była zamknięta tylko na jedną belkę).
Nagle usłyszał za sobą jak kilkanaście osób krzyczy najwyraźniej do niego :
- Nieeeee ! Tam są ...
Ale one były szybsze, wsadziły Alliasa w worek i wleciały do miasta. Trollowe wojska były bezradne. Dzielni wojownicy Trilla zbiegli do podziemi...

***
Mag i chłopiec rzucili się do dziury. Gdy już wbiegli kamień zaczął się opuszczać. – Trzask – spadł robiąc wielkie typowe Bum.
-Uffff ... – Max odetchnął z ulgą. W pomieszczeniu, w którym siedział było przede wszystkim ciemno i wilgotno. Z tego co
zdołał zobaczyć wywnioskował, że nie było to bezpieczne miejsce, ale na pewno bezpieczniejsze niż na zewnątrz. Daniel zdawał się być śpiący ponieważ oczy miał na pół otworzone i głowa kiwała się od czasu do czasu na boki. Max także był zmęczony, ale mimo to myślał czy czasem nie obudzić chłopca i przebadać pieczarę.
Mag położył się na najmiększym kamieniu jakiego mu się udało znaleźć. Przemyślał jeszcze kilka innych, głupich jak sam później stwierdził, pomysłów. Nie myślał długo, wziął przykład z chłopca i usnął. Tutejsze pająki zbliżały się powoli do swoich nieświadomych
dawców krwi ,ale gdy doszły do szaty maga on jękną cicho przekręcił się na drugi bok rozgniatając sześcionogie stworzenia.

/ ROZDZIAŁ 3 : U goblinów na obiedzie


***
Obrzydliwy, ogromny, zielonkawy stwór podszedł do worka.
- I co ? Myślałem, że trolle są bardziej rozsądne.
Stojący na środku wielkiej groty worek odezwał się stłumionym głosem - Ty ! – goblin wskazał na nagiego gnoma - otwórz go !
Stworzenie podeszło posłusznie do worka, i co było przewidywalne otworzyło go.
- Tak, a teraz zjem sobie obiad – powiedział goblin
- NIE ! – Allias wystawił głowę i wystraszony przyległ do ściany.
- Co ty ! Przecież cię nie zjem ...
- Uff... – odetchnął Allias, ale cały czas siedział skulony w worku.
- ... A przynajmniej teraz ... – stwór wyszczerzył zęby, a wraz z nim reszta gnomów i goblinów. Pomieszczenie, w którym się znajdowali były stare lochy albo coś gorszego. Było tu trochę stołów, narzędzi tortur i przede wszystkim uwagę przykuwał portret jakiegoś zakapturzonego czarodzieja. Allias przyjrzał mu się uważnie. Nie było widać jego twarzy, ale był jeden atrybut rozpoznawczy : totalnie zakręcona broda. Cała sala rozbrzmiewała śmiechem, bekaniem i głośnymi rozmowami.
Było tu równie nudno jak u niego w domu. Kilka gnomów siedziało na ziemi i grało w karty. Największy goblin w złotej zbroi oglądał jakieś hieroglify na ścianie. Był tu najważniejszy. Przynajmniej tak się zdawało trollowi. Gobliny są większe od gnomów i bardziej groźne. Doskonale władają toporkami. Gnomy zaś są bardziej ciche i wolą się skradać do swojej ofiary niż oko w oko stanąć z przeciwnikiem. Allias poczuł, że w jego żołądku jest ... a raczej nic niema. Zerknął do worka, w którym już nie siedział. Nie było tam plecaka z kanapkami i termosu wodorostami. Nie było tam nic, a w brzuchu trolla było chyba większe nic.
Nie wytrzymał i zapytał cicho
- Macie tu coś do... jedzenia ?
Goblin dowódca podszedł do Alliasa spojrzał na niego. Pogrzebał w kieszeni, później w drugiej, aż w końcu znalazł to czego szukał. Nie wyjął tego, lecz odezwał się – A to zależy czy...
- Czy co ? Chcę jeść i tyle ! To mi chyba możesz dać ?
- A jak bardzo pragniesz coś zjeść ? – goblin znów wyszczerzył żółte zęby. – Bardzo ! Mogą być wodorosty !
- Tego nie mamy ...
- To może rzepy ? Buraki ? Owoce ? – Allias robił się coraz bardziej głodny. – Nie... – odpowiedział goblin.
- TO CO ? CHCĘ JEŚĆ !!! PO COŚ MNIE ZATRZYMALIŚCIE PRZY ŻYCIU, WIĘC MOŻE MNIE WYŻYWICIE ?
- Oczywiście, że cię wyżywimy ... – dowódca wyjął z kieszeni kłębek śluzowatej papki. – Co to ? – Allias wziął tajemniczą rzecz w rękę. - Nasza specjalność – goblin wziął do ręki jedną dżdżownicę.
- Błeee ! To są ... to jest... – zaczął troll
- Podstawa naszej żywności ! – goblin uśmiechnął się i powoli, tryumfalnie odszedł od Alliasa zostawiając go z jego obiadem.
Allias nie miał wyboru, kiszki grały mu marsza. Marsza pogrzebowego oczywiście. Wziął do ręki tłustego robaka. Ten spojrzał na niego niewinnie. Troll odłożył stworzenie, które pospiesznie weszło do najbliższej dziury. Resztę robaków szybko włożył do ust....

***
Max obudził się z zdrętwiałą ręką. Daniel jeszcze spał. Coś
się jednak zmieniło w wystroju jaskini. Światło padało przez wielką dziurę w stropie jaskini na kilka czerwonych grzybów i zielonych porostów. Szczur maga zdołał wygryźć dziurę i wydostać się na zewnątrz. Siedział teraz i jadł kolorowe grzyby. Nie było już tak głośno jak podczas bitwy. Max uznał, że teraz należy stąd wyjść.
Skoro nikt na zewnątrz nie walczy to można chyba się wydostać przez tą dziurę na górze. Daniel ziewnął. Chyba właśnie
odzyskiwał zmysły. Wstał i ziewnął głęboko.
- Gdzie jestem ? – spytał zdziwiony
- Jak widać w norze. Albo jak wolisz w jaskini.
- To ja idę spać – zamierzał położyć się na kamieniu, ale Max złapał go za rękę. – Musimy iść – powiedział smętnie - Wyjdziemy przez tą dziurę- wskazał na strop. No, chyba, że wolisz kręcić się po korytarzach jaskini bez picia i wody...
-Wybieram pierwszą opcję i tylko jak chcesz stąd wyjść ?
- Uhm... – to pytanie pozostawiło maga w niepewności - Podsadzę cię, ty wyjdziesz i dasz mi jakiś kij drabinę, albo coś.
- Dobrze, tylko ... – Daniel spojrzał w górę - Nie dosięgnę ! Za wysoko. – patrzył się zdenerwowany w szczura.
- No, ale spróbujmy ! – mag usiłował podnieść chłopca, ale ten raczej nie zamierzał się podnosić. Albo on ważył tonę albo Max miał kłopoty z mięśniami.
- ZAPOMNIJ, MAM LEPSZY POMYSŁ ! – chłopiec złapał szczura w rękę i cisnął nim w dziurę.
- PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISSSSSK - Udało się wyszedł na powierzchnię.
- No i co mądralo ? Przecież on nie zrobi liany, albo drabiny !
- On nie, ale na pewno kogoś do nas przyprowadzi.
Mija godzina, nic się nie dzieje. Cisza. Daniel rysuje kamieniem na ścianie obrazki, a Max usiłuje przypomnieć sobie jakieś zaklęcie na stworzenie liny. Nagle słyszą odgłosy i szelesty, później już widzą jak do jaskini wpada drabina. Nic nie mówili tylko od razu rzucili się do wyjścia. Gdy Max wystawił głowę ujrzał jakąś postać. Wokół niej zgromadziła się spora ilość wojowników. Nie wyglądały groźnie, ale nie wróżyło to nic dobrego. Postać odezwała się – Jestem Wreond z królestwa Tar’Tear ! Przodek Freda I i drugi w kolejce do tronu – na jego ramieniu siedział poturbowany Lex – A wy ?
- Ja jestem Max Feller z Nigdzie, a on Daniel Nijaki ze świata .
- Aha, a jak on się tu dostał ? – spytał zdziwiony Wreond
- Jakieś zwarcie w Nexusie ? Nie wiem ! Ten mały bachor spadł mi na głowę jak sobie spałem ! – mag podrapał się po brzuchu.
- Aha, rozumiem. – książe rozejrzał się - Widzę, że przegapiłem całą akcję...
- My też – Daniel usiadł na niecałkowicie spalonej trawie i wygodnie rozłożył nogi.
- I się z tego cieszymy – dodał pospiesznie Max
- Aha, a dokąd idziecie ?
- Do świątyni Nexusa. – mag usiadł koło chłopca. Z tego wygodnego miejsca można było zobaczyć zgliszcza miasta. Oczywiście nie doszczętne, ale zgliszcza.
- Aha, to może pójdziecie z nami ? Skoro już po wszystkim to możemy wracać. Prawda chłopcy ? – Wreond zdjął kaptur .
Wyglądałby całkiem przyzwoicie. Gdyby nie kilka szram na czole.
Tak ogólnie był jednym z tych wojowników-bohaterów. Miał miecz, miał srebrną zbroje, długie włosy no i mięśnie. I był człowiekiem.
- Chętnie, przyda nam się bezpieczne przetransportowanie.
- No, tylko nikt nie mówił, że będzie to bezpieczna podróż. Tam gdzie zmierzam nie jest zbyt bezpiecznie. Sam wiesz... Gnomy, gnolle, gobliny, trolle górskie.
- Właśnie dlatego pójdziemy z wami – odpowiedział szczęśliwie mag. Szli powoli ... Bardzo powoli... bardzo... Można by powiedzieć, że się prawie nie poruszali. Może dlatego, że nikt nie posiadał konia.
Max starał się ubić latającą wokół jego głowy muchę. Nie udało się odleciała ...


***Trudno jest przeżyć jedząc robaki. A już na pewno gdy siedzi się razem z głupimi jak but i śmierdzącymi gnomami.Allias dobrze o tym wiedział. Nie to żeby mu było aż tak źle. Był żywiony. Postarano się nawet o trochę cebuli i rzepy. Dostał także osobny pokój. Ale to go tylko trochę zaniepokoiło. Wszyscy starali się być dobrzy i gościnni. Allias siedział na bordowym tapczanie.
Spoglądał od czasu do czasu na zakratowane okno.
Było to okno jak najbardziej dyskretne. Takie, które sprawiało wrażenie jakby właściciel nie mógł poradzić sobie ze stuletnią rdzą .
Pokoik-cela był w miarę przyjemny stwierdził Allias. Przeszkadzał mu tylko zielonkawy dym z tytoniu wydobywający się z wielkiej sali. Ale to nie był powód do zmartwień troll domyślał się, że coś jest nie tak jak powinno. Na dodatek dręczyło go kilka pytań.
a) Czyżby Gnomy trzymały z Goblinami ?
b) Kim jest zakapturzona postać na portrecie ?
c) Gdzie ja jestem ?
W małym pokoiku rozległo się pukanie.
Nie było to delikatne pukanie, ale mocne kopanie w drzwi.
Chwilę potem zostały one brutalnie wyrwane.
- Witam ! – znany już nam goblin wszedł do pokoju.
- Eee... – troll usiadł na pufie.
- Jak tam się czuje nasza ofiar... ekhm ... nasz gość ?
- Kiedy wyjdę ?
- No, powiedzmy, że nie... że niedługo.
- Wystarczająco... – goblin



Dalszej części niestety nie przeczytacie. Traktowałem tego FF'a jako "nauka"
_________________
Du ju lana it banana?
  
 
 
     
QbaJak 
Moderator


Wiek: 27
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 1 Luty 2005, 21:17   

Blade (albo ktorys z modow) skroc te 2 wersy z myslnikami bo widac forum nie umie ich lamac i wszystko mi sie rozjezdza
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group