 |
Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info
|
|
FF - Intryganci |
| Autor |
Wiadomość |
Narrator
Dołączyła: 28 Mar 2006 Skąd: Z drugiej strony
|
Wysłany: 31 Marzec 2006, 17:59 FF - Intryganci
|
|
|
Zacznijmy może od tego, że nie czytałam wszystkich książęk Pratchetta. Jeszcze. Więc jeśli zdarzy mi się skolidować w tym ff z czymś, co Mistrz napisał - proszę o wybaczenie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o książki angielskie i zawarte tam wydarzenia - jestem kompletnie zielona. Ale, ale - to w końcu fan fick, a zasada fan ficków mówi, że niektóre fakty naginać można... Chociaż ja będę się tego wystrzegać, oczywiście. Nie będzie mi to raczej potrzebne.
Mówię raczej, bo do końca nie mam zaplanowanej fabuły...
Tak czy inaczej - indżoj.
A, i jeszcze jedno. Nie staram się naśladować stylu Pratchetta, bo uważam to za pewien rodzaj naginania praw autorskich. Będę pisać w swojej własnej mowie. Wybaczcie, również przydługi wstęp.
I wdzięczna niezmiernie będę za komentarze.
Prolog
Padał deszcz.
Istnieje ograniczona ilość rzeczy, które deszcz może robić. Istnieje ograniczona ilość rzeczy, na których można zawiesić wzrok, gdy pada naprawdę rzęsiście. Szczególnie tego ostatniego faktu żałowała osoba, która za mniej więcej godzinę miała stać się lady Amalasandą Trudą Heleną Ireth von Berchtwald.
- Spróbujmy jeszcze raz – powiedziała siedząca naprzeciwko osoba, której wzroku starannie unikała lady Amalasanda in spe. – Twoja ciotka ze strony matki nazywała się…
- To się nie uda.
- Nazywała się?
- To się nie uda, Ethel! Słyszałam o nim! Nie jest głupi. Nie uwierzy nam.
- Jak się nazywa twoja ciotka ze strony matki, lady Amalasando? – wycedziła lodowatym tonem Ethel. Patrzący na nie dwie od razu dochodził do właściwego wniosku: były siostrami. Niewątpliwie były siostrami.
- Gertruda – odpowiedziała niechętnie nadąsanym tonem. – I to po niej mam drugie imię. Ethel, to przecież się nie uda!
Ethel nie spoglądała na siostrę. Ułożyła się wygodniej wśród poduszek na siedzeniu dyliżansu.
- A to dlaczego, Carmen?
- Bo nikt nie może mieszkać w Überwaldzie, mieć szlachecką krew i nie być wampirem. O tym wie każdy! Nie uwierzy w to, co wymyśliłaś.
- Uwierzy – rzekła Ethel znudzonym tonem. Obserwator tej rozmowy odniósłby wrażenie, że podobną przeprowadziły już kilka razy. – Nie znalazł się jeszcze mężczyzna, który nie uwierzyłby tobie w pierwszym odruchu – dodała nieco ciszej. - I nie będziesz sama, pamiętaj o tym.
- On jest inny – upierała się Carmen, podczas gdy dyliżans nieuchronnie zbliżał się po błotnistym trakcie do Ankh-Morpork. – A nawet jeśli, to co z drugim i trzecim odruchem?
- Wtedy już nie będzie miał wyboru, bo za tobą wstawi się cała arystokracja. A zresztą… Przecież i tak wszystko zależy od ciebie.
Na tym rozmowa się skończyła. Carmen po cichu przeżywała całe swoje życie i zastanawiała się, czy faktycznie jest skłonna je poświęcać dla niebezpiecznych pomysłów siostry.
Ethel patrzyła za deszczowy krajobraz za szybką w okienku dyliżansu. Pod maską pozornego opanowania toczyła walkę z własnymi myślami. Ona mówiła, że to nie pierwszy, a przy odrobinie szczęścia ostatni raz. Wystarczy się postarać. Mają praktykę.
Jej myśli odpowiadały, że owszem, to naprawdę może być dla nich ostatni raz.
Definitywnie ostatni raz. |
_________________ ...powiedział Narrator. |
|
|
|
 |
Kor
Moderator

Wiek: 30 Dołączył: 25 Kwi 2004 Skąd: Mstuff
|
Wysłany: 31 Marzec 2006, 18:50
|
|
|
Wg mnie deszcz może robić na przykład mnóstwo rzeczy |
|
|
|
 |
Narrator
Dołączyła: 28 Mar 2006 Skąd: Z drugiej strony
|
Wysłany: 5 Kwiecień 2006, 18:41
|
|
|
No zasypało mnie komentarzami...
No, może robić wiele. Ale nie aż tak znowu wiele xP A jakieś odczucia konkretniejsze na temat ficka?
Popatrzmy na Carmen.
Pierwszy wniosek, który się nasuwa, mówi, że jest ona kobietą. Z całą pewnością kobietą, bardzo, jak to się mówi, kobiecą. Istnieje pewien typ mężczyzn, który uważa kobiecość jej rodzaju za ideał i jest skłonny stać pod balkonem i śpiewać romantyczne ballady, co bardzo denerwuje sąsiadów i skłania koty do dziwacznych zachowań. Poza tym ma parę talentów. Bogowie chyba się trochę zamyślili, rozdając zdolności i nie zauważyli, że pewna osoba weszła do kolejki kilka razy. Carmen była wyśmienitą aktorką i lubiła śpiewać. Ale ponieważ wszystko w przyrodzie się wyrównuje, jej charakter nie pozwalał wykorzystać tej demonicznej mieszanki i owinąć sobie żadnego mężczyzny wokół palca.
Była zbyt nieśmiała.
___________
Myślak Stibbons nie był pewien, czy robi dobrze. Właściwie nigdy nie był tego pewien, zwłaszcza, gdy wszyscy pozostali magowie byli święcie o tym fakcie przekonani. Ale wtedy przynajmniej ktoś na niego wrzeszczał i nie miał wyboru.
Teraz miał wybór, bo studenci nie mieli zdania, a raczej – mieli zdanie, tylko nie chcieli go ujawniać, pozostawiając decyzję jemu. W końcu to on teoretycznie rządził w budynku Magii Wysokich Energii.
HEX wariował. Żądał coraz to kolejnych absurdalnych rzeczy, które na pozór w ogóle nie powinny wpływać na jego pracę. A wpływały. Do tej pory były to jednak rzeczy, które był dostarczył nie wychodząc poza teren uniwersytetu. Maszyna nigdy nie prosiła o nic dziwniejszego od świętych obrazków.
A teraz chciała jakiejś substancji, której nazwy nie potrafiła poprawnie wymówić połowa studentów i którą z całą pewnością można będzie dostać wyłącznie u alchemików.
Alchemików. Wolał nie myśleć nawet o tym, co się stanie, gdy pomiesza się te ich wybryki z magią. Próby zmiany ołowiu w złoto… Sama wiara w udane przedsięwzięcie może skolidować z magiczną aurą uniwersytetu. A wtedy – żegnaj, Ankh-Morpork. A przynajmniej spora jego części.
Mimo to nie miał wyboru. Musiał podjąć ryzyko – alternatywą była kupa złomu i innych śmieci, w które zamieni się HEX. Myślak westchnął. Wielu ludzi to dobrzy negocjatorzy, ale żaden nie dorównywał maszynom. One nawet nie prowadziły rozmów – wystarczyło, że się psuły.
Dlaczego ja tak nie mogę? – zastanawiał się Myślak, przemierzając powoli plac Sator. Gdy następnym razem nadrektor będzie czegoś ode mnie chciał, padnę trupem. Albo – poprawił się szybko – zamknę się w pracowni i nie dam wywlec na zewnątrz, dopóki nie spełni moich warunków.
Po chwili doszedł do wniosku, że to dużo by nie dało. W takim wypadku Ridcully po prostu zamieniłby drzwi w bardzo miałką stertę drzazg.
___________
Ethel, młodsza siostra Carmen, uważała jej nieśmiałość za główną przyczynę niepowodzeń. Nie raz i nie dwa przeklinała tą chwilę, gdy Carmen, czerwona jak wino, nie wytrzymywała napięcia i niweczyła to wszystko, co Ethel starała się dla nich wywalczyć. Zazwyczaj rzeczone przeklinanie miało miejsce podczas szybkiej ucieczki z miasta. Nieraz z państwa.
Teraz była ich ostatnia szansa. Próbowały już wszędzie, ale zawsze szerokim łukiem omijały Ankh-Morpork. Za dużo miasto, powtarzała Ethel. Za dużo możliwości porażki.
Aż w końcu wymyśliła sposób na nieśmiałość starszej siostry. Skoro jest taką genialną aktorką, powiedziała, to niech zagra osobę, której nie brak pewności siebie. Wiedziała, że nie ma szans na sprawdzenie tej metody przed Ankh-Morpork – Carmen rozwinie skrzydła dopiero w mieście i tylko tam stanie się lady Amalasandą. Zdawała sobie sprawę z ryzyka, jak również z faktu, że alternatywą ryzyka jest coś gorszego.
Ethel różniła się od siostry. Nie była ani tak piękna, ani tak utalentowana – jakby pozytywne cechy przeszły w rodzinie na starszą latorośl. Za to dysponowała czymś, co u kobiet ceniło się raczej rzadko – żywą jak rtęć inteligencją i umiejętnością rozszyfrowania przeciwnika po pierwszym kwadransie obcowania z nim. To dawało jej zestaw innych cech, które czyniły z niej idealną manipulantkę.
A ponieważ w naturze wszystko się wyrównuje, zawsze na jej drodze stała Carmen. |
_________________ ...powiedział Narrator. |
|
|
|
 |
Trino

Wiek: 20 Dołączyła: 19 Maj 2006 Skąd: Leszno
|
Wysłany: 28 Maj 2006, 15:27
|
|
|
O, robi się ciekawie. Tylko dlaczego te odcinki są takie krótkie?!
Co prawda, na razie mamy tu tylko dwie postaci, ale są one zarysowane bardzo ciekawie. Motyw dwóch sióstr - utalentowanej i nieśmiałej oraz zdecydowanej i silnej - nie jest czymś nowym, ale kto powiedział, że nie można zrobić czegoś wartego uwagi ze wzorca, czy wręcz schematu? Do tego zapowiada się na jakąś niezłą intrygę, a niezła intryga to jest coś, co bardzo lubię.
Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o tym opowiadaniu ani nie zraziłaś się małą ilością komentarzy (cały jeden! Nie ma to jak popularność ), bo z radością ujrzałabym ciąg dalszy. |
_________________ "Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?"
"Mort" |
|
|
|
 |
Agutii

Wiek: 19 Dołączyła: 11 Maj 2006 Skąd: Skądś na pewno
|
Wysłany: 3 Wrzesień 2007, 20:04
|
|
|
Zgadzam się z Trino. Akcja nie dość, że ciekawie się zaczyna to w dodatku intryguje swoim ciągiem dalszym (mam nadzieję, że jednak się ów pojawi ).
Poza tym pojawił się tu mój ulubiony motyw- a mianowicie motyw magów. A jeśli dodamy do tego jakieś zagmatwane pomysły dwóch sióstr...
Z niecierpliwością będę czekać na cd. |
_________________ "-Dlaczego chcesz patrzeć na gwiazdy?
-Tam mieszkam.
-Wśród gwiazd?
-Tak..."
"K-Pax" |
|
|
|
 |
|
|
Theme modified by Vanti & Krejt. Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett. All trademarks are used with permission from Terry Pratchett. Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group |