Jak wrażenia po przeczytaniu...? Ja niestety nieco się zawiodłam - jak dla mnie, znacznie słabsze od "Piekła". Moist zrobił się grzeczny, za wiele wątków powtykanych nieco na siłę... (golemy, Cosmo) no i panna ABD straciła w moich oczach, tak łatwo zgodzić się na to, by Moist był jej mężem?
nie to, żeby to była zła/nudna ksiązka. Ale mogło być dużo lepiej, po przeczytaniu Piekła spodziewałam się czegoś, co dorówna lub przewyższy. Świat Finansjery niestety nie przewyższył...
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
Pierwszy raz udało mi się kupić książkę w dniu premiery i to całkiem przypadkiem... Właściwie to dopiero potem zorientowałam się, że to była premiera A wrażenia po przeczytaniu nie najgorsze. Co prawda wątek Cosmo nie przypadł mi do gustu, ale jego zakończenie było świetne. Nie wydaje mi się też, że był wciśnięty na siłę. Poza tym jako miłośniczka Igorów muszę docenić doskonałego Igora z Chluperem w piwnicy:D Najbardziej zgrzytały mi wypowiedzi Adory - czasami były zupełnie nie w jej stylu... A szkoda, bo lubię tą postać. Podsumowując: Książka gorsza niż Piekło Pocztowe, ale tylko trochę.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 24 Sierpień 2009, 12:30
lady_Vetinari napisał/a:
Jak wrażenia po przeczytaniu...? Ja niestety nieco się zawiodłam - jak dla mnie, znacznie słabsze od "Piekła". Moist zrobił się grzeczny, za wiele wątków powtykanych nieco na siłę... (golemy, Cosmo) no i panna ABD straciła w moich oczach, tak łatwo zgodzić się na to, by Moist był jej mężem?
nie to, żeby to była zła/nudna ksiązka. Ale mogło być dużo lepiej, po przeczytaniu Piekła spodziewałam się czegoś, co dorówna lub przewyższy. Świat Finansjery niestety nie przewyższył...
No proszę, jakież różne mogą być opinie. Ja wprawdzie już to dość słabo pamiętam, bo obie pozycje czytałem bezpośrednio po wyjściu oryginałów, ale generalnie uważam, że Making Money jest o jakieś dwie klasy lepsze od Going Postal. Praktycznie pod każdym względem, ale przede wszystkim z uwagi na klarowność fabuły i sugestywność nowych i pogłębienie charakteru znanych postaci.
to chbya zależy od tego, kto czego się spodziewał - ja spodziewałam się raczej knotynuacji w duchu PP, a dostałam coś zupełnie innego. Stąd pierwsze marudzenie, ale za jakiś czas przeczytam po raz drugi i pewnie bardziej mi się spodoba. Tak się kończy, jak człowiek ma zbyt wygórowane oczekiwania...
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
Skończyłem kilka dni temu. Żałuję, ze przeleżała u mnie na półce od premiery. Książka jest świetna. Czytało mi się prawie że najlepiej ze wszystkich albo inaczej. Świat Finansjery jest jedną z kilku książek, które w moim rankingu zajmują pierwsze miejsce
Mam chęć przeczytać raz jeszcze Piekło Pocztowe i po raz kolejny Finansjerę.
Świetne
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
W tej ksiazce zauwazylem dosc powazny blad Pracza, ktory moze swiadczyc o pospiechu, malej starannosci pracy, albo o czyms jeszcze innym.
(jako, ze nie mam jeszcze polskiego wydania, to bede sie opieral o angielskiego wydanego przez Doubleday)
Mianowicie chodzi o wiek pana Benta. Przez ksiazke przewinelo sie gdzies, ze pracuje ok. 40 lat w banku, pozniej bylo wspomniane, ze mial 12-13 lat, gdy tam trafil. Do tej pory wszystko w porzadku, ale na stronie 253 Moist mowi, ze Bent ma teraz 47 lat i zaczal prace jako 13-latek, co daje nam 34 lata pracy, wszystko to mowi odnajdujac odpowiedni pamietnik starego Lavisha. Juz mamy pewna niescislosc, ale dalej na stronie 267 mamy powiedziane, ze ten sam pamietnik ma 39 lat (co akurat sie zgadza z wiekiem wspominanym na poczatku).
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Vetinari, przez co staje sie bardziej realny. Do tego lubi dzialac, a Patrycjusz siedzi w soim palacu i tylko palcem pokazuje co robic. (nie zeby jakas napasc na postac Havelocka - ktorego rowniez lubie, poprostu pewne porownanie)
Czy w książce "Bogowie, honor, Ankh-Morpork" Patrycjusz również siedzi w pałacu? Bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć...
I ja w końcu skończyłem czytać ŚF. Co do wrażeń po przeczytaniu, to stwierdzam że PTerry cały czas trzyma poziom. Znaczy się było i śmiesznie, i ciekawie, i fajnie
Jednakże po raz kolejny miałem takie jakieś odczucie, które nawet trudno określić. Chodzi mi o to, że o ile pierwsza połowa książki (no, powiedzmy 2/3) czyta się powoli (co akurat zaliczam do plusów, bo dzięki temu można się delektować fabułą, smaczkami, itp.), o tyle końcówka strasznie przyspiesza i po przewróceniu ostatnie strony ciśnie mi się na usta "To już koniec? Tak szybko? Ale, ale, ale ja chcę więcej!" Mam po prostu wrażenie, że Pratchett za szybko zamyka całą historię...
_________________ And I know that we've still got time
But I do not think we're invincible
"Juggernauts" Enter Shikari
Też miałem takie wrażenie, że zakończenie szybkie. Najpierw spokojne budowanie fabuły, a na koniec szast, prast i po sprawie.
Przez to, że czytałem po angielsku i z pewną przerwą w środku książki to nie wiedziałem, czy mam takie wrażenie, czy faktycznie tak jest. Tym bardziej, że książka wcale nie jest krótka, czyli po prostu Pracz dużo wolniej teraz rozkręca akcję i jakby w pewnym momencie stwierdził, że termin go goni i szybko zakończył. Pewnie tak nie jest, natomiast mówię o wrażeniu jakie pozostaje po przeczytaniu.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
A propos Cosmo, nie wiem jak Wy ale ja mam wrażenie, że to taki mały żarcik z fanów Vetinariego.
Nawiasem mówiąc dużo Patrycjusza w tym tomie, więcej niż zwykle.
_________________ Sa o Roma babo, e bakren chinen, a me chorro, dural vesava.
Sa me amala oro kelena, oro kelena, dive kerena.
Ediwado babo, amenge bakro, sa o Roma babo, e bakren chinen.
Sa o Roma babo babo, sa o Roma o daje, sa o Roma babo babo, sa o Roma daje.
A propos Cosmo, nie wiem jak Wy ale ja mam wrażenie, że to taki mały żarcik z fanów Vetinariego
żarcik z brodą, Pan Hong w Ciekawych Czasach był wcześniej.
mam wrażenie, że Moist jakoś za lekko przez wszystko przechodzi. nawet w psią kupę nie wdepnie, chociaż cały czas niby balansuje na krawę...żniku. to mi się nieco przejadło w tym cyklu.
_________________ Too old to Rock'n'Roll,
too young to die
A wolałbyś, żeby miał zawsze tak przerąbane jak Rincewind? Mnie się to właśnie podoba - ale tylko w odniesieniu do Moista [jak Vimes w Łupsie miał zbyt łatwo to to rzeczywiście nie było za ciekawe]. Czyli: tak, jak Rincewind zawsze ma pecha, tak Moist ma zawsze szczęście [przy czym nie należy zapominać, że jego różnorakie talenty wybitnie wspomagają to szczęście].
ŚF był super. Bardzo w klimacie GP co było na plus. Słabsze, ale fajnie było widzieć Moista w innej sytuacji. I właśnie tutaj, po tym jak Vetinari zrzucił na niego Bankowość wysnuliśmy z kumplem tę teorię, że może Vetinari planuje zrobić z niego swojego następce. Powtórzyłem to już w innym wątku, ale imo awans Moista na Patrycjusza Ankh Morpork byłby świetnym rozwiązaniem.
_________________ may you live in interesting times.
Jednakże po raz kolejny miałem takie jakieś odczucie, które nawet trudno określić. Chodzi mi o to, że o ile pierwsza połowa książki (no, powiedzmy 2/3) czyta się powoli (co akurat zaliczam do plusów, bo dzięki temu można się delektować fabułą, smaczkami, itp.), o tyle końcówka strasznie przyspiesza i po przewróceniu ostatnie strony ciśnie mi się na usta "To już koniec? Tak szybko? Ale, ale, ale ja chcę więcej!" Mam po prostu wrażenie, że Pratchett za szybko zamyka całą historię...
settler napisał/a:
Tym bardziej, że książka wcale nie jest krótka, czyli po prostu Pracz dużo wolniej teraz rozkręca akcję i jakby w pewnym momencie stwierdził, że termin go goni i szybko zakończył.
Żałuję, że Pracz w ŚD nie chce (bo na pewno potrafi) wyjść za te utarte 350 stron. Gdyby chciał tak samo pociągnąć drugą część książki jak pierwsze 200 stron to powstawałyby powieści kompletne.
ŚF świetny, szczególnie fajnie się mi go czytało zaraz po filmie GP. Cieszę się też z zabiegu odbrązowienia Vetineriego. Wreszcie wychodzi do ludzi i bierze czynny udział w fabule. Moje marzenie po ŚF to osobna książka o Havelocku.
Spoiler:
Podpowiedzcie mi. Złoto w skarbcu znikło z powodu manipulacji Huberta nad Chluperem (jak Chluper brzmiał w oryginale?) czy to wina starego pana Levisha rozpustnika?. Chyba przysnąłem w środku powieści. Przyznam, że ta pierwsza odpowiedź bardziej mi się podoba, bo trąci mi ciut spekulacyjną grą na giełdzie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach