Ale oki, nie musiała Was śmieszyć tak jak mnie, bo każdego może bawić coś odrobinę innego
Nie ma zmartwienia. Ja też szczerze mówiąc troszkę się zdziwiłem czytając Twojego poprzedniego posta, bo dla mnie książka była mroczna, poważna i jakże inna. Coś czego wcześniej u Pratchetta nie było, a przynajmniej ja tego nie zauważyłem. Historia przygniotła mnie swoją treścią, stając swoimi obłoconymi buciorami żołnierza na mojej klatce piersiowej. Pewnie dlatego mój śmiech przy lekturze był ciut przytłumiony, chociaż szczery.
Jako fan Straży Miejskiej musiałem przeczytać kolejna cześć. Musze powiedzieć ze mnie zadowoliła. Nie jest taka humorystyczna jak pozostałe raczej zmusza do refleksji. Cóż mogę powiedzieć jak nie - Za Prawdę! Sprawiedliwość! Wolność! I Jajko na Twardo!
Wiek: 24 Dołączył: 28 Maj 2008 Skąd: warszawa... prawie
Wysłany: 16 Lipiec 2008, 17:45
ale nie za miłość w przystępnych cenach Znając na pamięć poprzednie części o Straży uczę się tej najnowszej - czyli SN właśnie. I za każdym przeczytaniem (chyba ze 4 już) głowię się, co jest takiego w tej książce, że zachwyca mnie za każdym razem. Mrok? Też. Nie wiem. W każdym razie jest i to w dużych ilościach.
A co jeśli akcja Straży Nocnej dzieje się dokładnie w tym samym czasie co akcja Złodzieja czasu?
Burza, która w Złodzieju czasu uruchomiła szklany zegar nie była opisana jako zwykła burza, i tak samo burza w Straży nocnej. I tu i tu padło stwierdzenie, że było to coś więcej niż burza.Jeden z piorunów gruchnął w zegar a inny w wieżę NU, gdzie był Vimes. Kiedy Lu-Tze kończy akcję z Lobsangiem czmycha w przeszłość, żeby pomóc Vimesowi.
To tylko teoria (podchwycona gdzieś na afp) ale myślę, że bardzo prawdopodobna.
Przeczytałam jakiś czas temu i jakoś do tej pory nie mogłam się zebrać do wypowiedzenia się na jej temat.
W sumie od czasu Złodzieja Czasu spodziewałam się przeprowadzenia motywu przenoszenia w czasie, w którym nie brałaby udziału Susan, ani nikt z gromadki śmierci. Z prawdziwą ulgą powitałam Vimesa w tej roli, nadawał się wręcz idealnie i wywiązał się z tej całej historii tak jakbym mogła tego od niego żądać.
Mam mieszane uczucia do klimatu. Z jednej strony z przyjemnością powitałam ten mroczny (z przymrużeniem oka;)), poważny nastrój ukazujący mroczą, a przy tym całkiem świeżą, historię Ankh, wraz z jej mrocznymi (czyżbym nadużywała tego słowa) i pokręconymi mieszkańcami, choć już nie na ten śmieszny, groteskowy sposób. No właśnie, do tego odnosi się druga strona. Czytając Straż Nocną, nie mogłam się pozbyć nostalgii za wesoły, humorystyczny nastrój poprzednich książek. Z biegiem czasu więcej filozofii, a mniej komizmu. Cóż, autor się rozwija i chyba nie powinnam na to narzekać, nie mniej jednak przez to moja ocena książki troszeńkę się obniża.
Ogromny plusami są młody Vetinari i młody Zombiak-Rewolucjonista ^^ Obydwaj byli na swój sposób uroczy i z przyjemnością ujrzałam rozwiązanie tajemnicy, która mnie gnębiła - mianowicie okoliczności śmierci Rega.
Ogólnie jestem nastawiona bardzo pozytywnie, choć książka zmusza nas częściej do refleksji niż do wybuchnięcia śmiechem
_________________ I'm Keisy. The Fireball Master!
You must stop!
FIREBALL!!!
<bum>
Hm... Odkupie?
Mi się książka podobała. Szkoda tylko, że było tak mało o Nobbym, według mnie powinno byc trzy razy tyle . Wspaniałe jest poznanie postaci kiedy były młode (hmm właściwie to Colon już nie taki młody jest). Zwłaszcza Patrycjusz i jego rozmowa z Downeyem, ja bym nie był taki opanowany, chociaż jak wiemy w końcu nasz Patrycjusz się zemścił za zniszczenie cennej książki .
O Nobbym jest wystarczająco. Za młodu nie jest aż tak ciekawy.
Ja dzielę tą książkę na dwie części:
a) klimatyczna pierwsza połowa, czyli Ankh - Morpork w skali micro
b) mniej klimatyczna druga połowa, czyli Ankh - Morpork w skali macro
Ta pierwsza urzeka pokazaniem originu (że użyję słowa z branży komiksowej) Vimesa i Straży, pokazuje samokształcenie się młodego Sama przez starego, oraz przedstawia nam całą przedrewolucyjną sytuację.
Z kolei druga część... Nie wiem, jakoś mi nie pasowała za bardzo. Zbyt dużo chciano osiągnąć na raz. Oprócz tego nie rozumiem końcowej złości Vimesa na Vetinariego... Ktoś mnie oświeci?
_________________ "Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu."
Oprócz tego nie rozumiem końcowej złości Vimesa na Vetinariego... Ktoś mnie oświeci?
A przypominasz sobie choć jedną rzecz, która zdaniem Vimesa NIE jest winą Vetinariego? Kocham gościa, ale czasem naprawdę przesadza...
A tak poza tym SN to moja ulubiona książka. Fangasm miałam co dwie strony i udowadnia moją teorię - Vetinari jest niesamowity ponieważ zawsze taki był. Mogę sobie wyobrazić genialnego niemowlaka V które zamiast gryźć smoczka z zapałem czyta książki. To trochę Mary Sue'owate, ale bez tego nie byłby Vetinarim.
Tak poza tym chętnie dowiedziałabym się więcej o Downeyu i strasznie żałuję, że nie było dwóch scen, które dopełniłyby moją radość - spotkanie młodego Vetinariego z Vimesem i dłuższa rozmowa z Nedem (chciałabym zobaczyć jego reakcję na wieść o tym, że Sam zostanie w przyszłości drugim najbardziej wpływowym człowiekiem w mieście^^)
_________________ Jak to jest, że za każdym razem gdy szukam w google "plany zdobycia władzy nad światem" wyskakują mi same pornostrony?... Oooo - ta jest niezła!
Z jednej strony Vetinari pomaga jak może Vimesowi, jak również wysługuje się nim, z drugiej Vimes pomaga jak może Patrycjuszowi, ale się od niego odcina. Gdyby nie to że Havelock rządzi miastem, to byliby pewnie najlepszymi przyjaciółmi xd
_________________ "Wiele może się wydarzyć rzeczy niespodziewanych między ustami a brzegiem pucharu."
No, w końcu dane mi było przeczytać SN. I powiem tylko tyle - wg mnie jest to najlepsza książka ze wszystkich dyskowych powieści jakie dane mi było czytać. Ten mroczny klimat, ta "dorosłość". Po prostu Pratchett pozamiatał tą pozycją. I tylko wkurzył mnie fakt, że książka odstaje na półce i lekko folia się odkleja...
_________________ And I know that we've still got time
But I do not think we're invincible
"Juggernauts" Enter Shikari
Stosunki Vimesa i lorda V. to jest dosyć zagadkowa kwestia... I nigdy się chyba nie zdecyduję, którego z nich bardziej lubię xD
SN uważam za chyba najlepszą z do tej pory przeczytanych książek Terry'ego. Klimat trochę inny, bardziej mhroczny ale mnie oczarował!!! skłania do refleksji, co zaowocowało namolnym pytaniem mej przyjaciółki o to, jakby to było, cofnąć czas i wiedzieć, co się wydarzy w pewnych niebagatelnych kwestiach. Przyjaciółka zaczęła się stukać palcem w czoło. Nie dziwię się.
UWAGA SPOJLER KTÓREGO NIE UMIEM UKRYĆ, BO JESTEM INFORMATYCZNYM GŁĄBEM PROSZĘ UPRZEJMIE ADMINISTRACJĘ O UKRYCIE/CENZURĘ :wink:
Spoiler:
Swoją drogą, rzeczywiście brakuje spotkania młodego Havelocka i Vimesa- Keela. Z drugiej strony, pozostanie zagadką, skąd, u anioła, Patrycjusz w rocznicę, spotykając Vimesa na cmentarzu, wie o jego pobycie w przeszłości...
a tu koniec spojlera
Co do wydania - mi raczej nie odstaje. Ale ja kupowałam książki na przestrzeni mniej więcej czerwiec - wrzesień, a więc mogą być to jakieś nowe wydania..? Choć fakt, u mnie chyba żadna książka nie jest idealnie równej wysokości...
Co do wydania - mi raczej nie odstaje. Ale ja kupowałam książki na przestrzeni mniej więcej czerwiec - wrzesień, a więc mogą być to jakieś nowe wydania..? Choć fakt, u mnie chyba żadna książka nie jest idealnie równej wysokości...
Tak, późniejsze wydanie ma już "regulaminową" wysokość i nie odstaje od pozostałych książek.
to ja mam lepszą odpowiedź:
bo Patrycjusz jest zwyczajnie boski i za życia wyniesiony na ołtarze (w moim pokoju przynajmniej, ołtarzyk, kadzidełka etc )
Ankh-Morpork bez Patrycjusza nie byłoby tym samym...
btw, czy gdzieś jest szerzej opisany czas władania Snapcase'a i tych tam innych potworków? czy tylko te fragmenciki to tu, to tam i cała SN?
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
OK, przyznaję bez bicia, za to z rumieńcem wstydu, że Roberta byłam zmuszona sprawdzić.
Czuję się obrażona w imieniu ukochanego Havelocka
hiperinflacja to nie jest to, co Patrycjusz lubi najbardziej
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
Ja tak, ale odpowiednie"służby forumowe" z całą pewnością nie;) Cóż muszę przyznać, że Patrycjusz mnie strasznie irytuje, czemu daję wyraz przy każdej okazji, ale może po prostu mu zazdroszczę;) i oczywiście zgodzę się, że AM bez tego zadowolonego z siebie, cynicznego drania na pewno byłoby nudniejsze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach