jutro przeczytam, wiec o tresci tutaj podyskutuje, ale nar azie mog e tylko powiedziec, ze grzbiet brzydki, daje po oczach.. mi nic nie wystaje tak po za tym
Już po. Muszę powiedzieć, że jestem zauroczony SN.
Pierwszy raz w przypadku książki napisanej przez Pratchetta, miałem ochotę przeczytać ją od razu jeszcze raz.
Wreszcie książka miała jakąś głębię, jakieś spoiwo, w tym przypadku w postaci Vimesa, po prostu czułem ducha książki. No i wreszcie historia nie została opowiedziana w sposób cukierkowy. Jest parę momentów, gdzie poznajemy nowy i moim zdaniem lepszy styl Pratchetta. Oby więcej takich poważnych ale jednak smutnych książek, dających do myślenia.
Wiele nawiązań. Oprócz Mary Poppins zwrócił moją uwagę ten oto fragment:
Cytat:
To broń w nieścisłym sensie sprawiała, że młodzi rekruci robili w portki ze strachu. Były to tasaki do mięsa przymocowane do drągów. Były długie zaostrzone pręty i rzeźnickie haki.
Cóż, w tej okolicy żyli drobni kupcy, tragarze, rzeźnicy i robotnicy portowi. Wskutek tego przed Vimesem stali teraz w nierównych szeregach ludzie, którzy każdego dnia, spokojnie i legalnie, pracowali ostrzami i kolcami, przy jakich zwykły miecz wyglądał niczym szpilka do dziewczęcego kapelusza.
(str254)
Według mnie mamy nawiązanie do Kosynierów z powstania kościuszkowskiego.
Dodam jeszcze, że Terry nieźle dowalił Stanom z tymi torturami. Według mnie pił do ich sposobu wymuszania zeznań. Gdzieś jeszcze miałem fragment bezpośrednio uderzający w USA, ale go zgubiłem.
Co do czasu. Według mnie nigdy nie dojedziemy do jakiegoś logicznego wyjaśnienia, gdyż samo podróżowanie w czasie jest nielogiczne, a nawet niemożliwe.
Spoiler:
Sam byłem przekonany przez jakiś czas, że Stary Vimes pamiętał z dzieciństwa samego siebie z przyszłości, a nie Keela. I że upierał się przy tym że to jednak był Keel, bo młody Sam w to uwierzył. Moja teoria padła jednak po tym jak Vimes zaczął zmieniać historię. Osoby mógł nie pamiętać, ale wydarzenia się jednak zmieniały i nie odpowiadały temu co pamiętał z dzieciństwa.
Kto powiedział "Buu.."? Vetinari. Pracz się tak nie bawi. Nie wprowadza znienacka kogoś nie wyjaśniając później kim ta postać jest.
A na okładce ten za Lu-Tze to moim zdaniem Carcer, a za Carcerem doktor Lawn. Vetinari za Nobbym, a Colon za Keelem, Na prawo od Rega obstawiałbym Dibblera jednak. Trochę starawy, ale Colon i Nobby też nie wyglądają na swój wiek.
Co do czasu. Według mnie nigdy nie dojedziemy do jakiegoś logicznego wyjaśnienia, gdyż samo podróżowanie w czasie jest nielogiczne, a nawet niemożliwe.
Tak tak. Vimes przecież podróżował, a Ciebie z pewnością codziennie odwiedzają przybysze z przyszłości.
Proponuję przeczytać chociażby Naukę Świata Dysku, bo tam też chyba było o podróżach w czasie.
Żeby nie offtopować za dużo, powiem tylko, że jeżeli podróże w czasie będą faktem (a śmiem wątpić) to przyznam Ci rację.
Według mnie mamy nawiązanie do Kosynierów z powstania kościuszkowskiego.
Uboot, nie doszukiwałbym się tu nawiązań do Kosynierów. Podczas powstań, rebelii i buntów zwykle narzędzia "gospodarstwa domowego" służyły za broń i powstanie kościuszkowskie nie jest tu jakimś wyjątkiem, do którego akurat trzeba by nawiązywać.
[ Komentarz dodany przez: settler: 16 Marzec 2008, 20:47 ]
To samo mialem napisac.
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
Tak tak. Vimes przecież podróżował, a Ciebie z pewnością codziennie odwiedzają przybysze z przyszłości.
Proponuję przeczytać chociażby Naukę Świata Dysku, bo tam też chyba było o podróżach w czasie.
Czytałeś prace Edwarda Rychnowskiego, czy (najprostszy przykład) Einsteina?
Przy prędkościach bliskich prędkości światła następuje dylatacja czasu. Jest to sprawa czysto teorytyczna, gdyż przekroczenie prędkości światła dzisiaj jest niemożliwe. Jednakże, same cofnięcie się w czasie jest możliwe. Lepszym pytaniem jest, czy da się przekroczyć prędkość światła.
Koniec offtopu.
[ Komentarz dodany przez: Uboot: 16 Marzec 2008, 21:31 ]
Zapewne źle się wyraziłem mówiąc, że podróże w czasie są nie moliwe, gdyż będąc zainspirowany SN myślałem w podtekście o podróżach w przeszłość. Twoje słowa potwierdzam nie przecząc, że podróże w przyszłość teoretycznie nie są niemożliwe.
A na koniec potwierdzam, że to już naprawdę koniec offtopu.
Wiem, że Ubootowi nie chodziło o żadną konkretną rewolucję, powstanie czy nielegalne zbiegowisko, gdyż jego post miał charakter bardziej uniwersalny, ale jeżeli miałbym porównywać sytuację opisaną w SN z wydarzeniem historycznym, to kojarzy mi się ona z Komuną Paryską-gdzie miasto lub jego część funkcjonuje sonie na własnych prawach-szczególnie próby ustanowienia "Niepodległej Republiki Ulicy Kopalni Melasy" (?) czy jakoś tak.
Chociaż to brzmi całkiem konkretnie
Uboot napisał/a:
Według mnie mamy nawiązanie do Kosynierów z powstania kościuszkowskiego.
Obiecałem sobie, że nie wrócę tu, póki nie przeczytam SN. A ze kilka książek zdarzyło mi się po drodze, jestem z lekkim opóźnieniem
SN... Ten tytuł będę wspominać mile i bardzo długo. Brakowało mi właśnie czegoś, co wyjaśniałoby po trochu chociaż przeszłość Vetinari'ego (pomimo tego że jest w mniejszości, to jakoś ten wątek przykuł moją uwagę).
Brak mi słów. Książka przeszła moje wszelkie oczekiwania
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
Madame wcześniej zleciła V misję znalezienia i ochrony drugiego V (którą wypełnił bardzo dobrze )
Później mu zleciła, jak Snapcase został patrycjuszem i wyraził życzenie awansowania Vimesa do wiecznej chwały. Wcześniej młody Hawelock, wprowadzając w praktykę wiedzę z książki z tygrysem, inhumował - a właściwie wystraszył na śmierć - Windera, i powiedział "Buu". Wcześniej Vimes zastanawiał się, jak to było możliwe, że ktoś zadźgał Windera w jasno oświetlonej sali pełnej ludzi. I w tym miejscu już wiedziałam, kto to będzie, bo mogła to być tylko jedna osoba. Czekałam tylko, aż pojawi się na tym bankiecie i zrobi swoje.
Sama książka to jedna z najmocniejszych - jeśli nie najmocniejsza - pozycja ze ŚD.
Sory że nie bawię się w te przyciski co to mają wyświetlić zaspojlerowany tekst, ale mi się nie chce.
_________________ Kanapki Chucka Norrisa spadają masłem do góry. Zawsze.
Sama książka to jedna z najmocniejszych - jeśli nie najmocniejsza - pozycja ze ŚD.
Zdecydowanie tak. Jest poważna, mniej w niej humoru, więcej tekstów skłaniających do refleksji. Jest ŚWIETNA! Z tym że odnoszę wrażenie że nie pisał jej Terry
_________________ "Gdyby tylko było tam trochę majonezu... Całe życie mogłoby okazać się całkiem inne. Może bardziej pikantne, może z niewielkim dodatkiem śmietany."
_________________ Romansowanie je bardzo ważne. W zasadzie je to sposób, coby chłopocek mógł się zbliżyć do dziewcyny tak, coby łona go nie pobiła i nie wydropała łocu
_________________ "Gdyby tylko było tam trochę majonezu... Całe życie mogłoby okazać się całkiem inne. Może bardziej pikantne, może z niewielkim dodatkiem śmietany."
Może chodziło o Straż!Straż! ? Tutaj mógłbym się zgodzić że jest to najzabawniejszy tom
_________________ "Tu właśnie odeszły smoki.
Leżą...
Nie sa martwe i nie są uśpione. Nie czekają, bo czekanie implikuje cel. Być może odpowiednim słowem jest...
...drzemią."
Straż nocna jest równie zabawna jak pozostałe części cyklu, tylko że autor operuje trochę innym rodzajem humoru. Żarty są mniej wymuszone, widać, że wstawił je tylko tam, gdzie naprawdę pasowały. Opis życia na barykadach. To najlepszy moment książki. Ich budowa, przesuwanie i obrona. Wyśmianie idei komunizmu, komunistów oraz wszelkiej maści innych rewolucjonistów. Spodobał mi także się króciutki opis powrotnej podróży w czasie. Bez zbędnych bajerów. Moją ulubioną postacią tej książki stał się doktor Lawn. Sympatyczny i niemający złudzeń do otaczającego go świata.
Czy we wcześniejszych książkach były jakieś informacje o prawdziwej pracy, jaką wykonują szwaczki? O ich gildii było gdzieniegdzie wspomniane, ale nigdy tak dokładnie.
Dzięki Sło(w)ik za wsparcie. Już biegnę wytłumaczyć o co mi chodziło, bo Krejt i Nobbs coś nie chcą wierzyć w moje możliwości przyswajania tekstu Otóż, tak to jest najzabawniejsza książka cyklu - dla mnie. Oczywiście nie w taki sposób, że każda linijka tekstu wywoływała salwy śmiechu. Ale były fragmenty tak zabawne, jakich w innych książkach nie znalazłam (a Straż!Straż była zabawna w totalnie inny sposób).
Jak już zostało wspomniane, opis walki i życia na barykadach - fakt - do najzabawniejszych nie należy. Jednak, pewne żarty, jakimi to wszystko ułagodził Pratchett, są genialne. Właśnie dlatego, że połączone z tak trudną i życiową sytuacją.
Niestety, nie mam przy sobie egzemplarza SN więc nie przytoczę teraz konkretnych fragmentów, jedynie te które pamiętam.
Scena z młodym Vetinarim "dręczonym" przez jakiegoś osiłka-idiotę, adept skrytobójców u Vimesa i żal Vimesa, że go wypisali z listy, a narzekania grabarza na kręcącego się po cmentarzu Rega Shoe? Mogę tak wymieniać długo a jeszcze dłużej, jeśli jeszcze raz przejrzę Straż nocną
Ale oki, nie musiała Was śmieszyć tak jak mnie, bo każdego może bawić coś odrobinę innego
Co nie zmienia faktu, że to najlepsza książka cyklu Tj jedna z najlepszych
_________________ Romansowanie je bardzo ważne. W zasadzie je to sposób, coby chłopocek mógł się zbliżyć do dziewcyny tak, coby łona go nie pobiła i nie wydropała łocu
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach