Weź mnie Podwodny nie denerwuj. Poprułem dzisiaj jak ta strzała na skrzydłach wiatru i w tchnieniu burzy do empiku znajdującego się w tzw. M1 w okolicach miasta Zabrze. Wpadłem do środka i ........ nic. Pani powiedziała, że może mają w kartonach, poszukała, poszukała (czytaj: wypiła kawę na zapleczu) i wróciła z pustymi rękami. Empik-Srempik!
Jutro może gdzieś nabędę. Prędzej w księgarni sądowej.......
Za to udało mi się kupić Gaimana i nowego Zafona (ten drugi dla Lepszej Połowy). O pierwszej pozycji napiszę we właściwym miejscu. Drugiego autora jeszcze nie znam, ale pewnie przeczytam niebawem.
Jak powiedział informatyk jednego z moich klientów, przefajny P. Krzysztof (pozdrawiam!), również wielbiciel Pratchetta, a jednocześnie kibic jakiejś takiej drużyny z Zabrza - "Pratchett i futbol.... to będzie rewelacja!".
Zobaczymy jak się uda kupić to coś.....
Ja czekam aż do mojej mieściny przyślą ją do Matrasu. Ewentualnie, jeśli nie zdążą do weekendu, to w sobotę w Łodzi postaram się nabyć ją czym prędzej. Chcę już!
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
Tym razem książka dostała czerwony grzbiet, który nieco się gryzie z resztą. Jak by zrobili nieco ciemniejszy i stonowany jak w Eryku to by pasował do cyklu idealnie.
No i czcionka na grzbiecie jakaś taka, jakby mniejsza...
_________________ (...) Ale przecież wszyscy byliśmy kiedyś młodzi.
Śmierć rozważył to dokładnie.
Czytałam do trzeciej w nocy - nie mogłam się oderwać. Książka super.
Bardzo podobało mi się, że to książka o magach, a jakby nie o magach, bo wprowadzono kilku nowych bohaterów [nie ma na szczęcie za dużo Rincewinda]. Na NU nastąpiły ciekawe zmiany personalne. Fabuła też fajna, naprawdę wciągająca, chociaż dwie rzeczy mi zgrzytnęły - za szybki rozwój inteligencji Nutta pod koniec książki i dzieje pewnego romansu - niezbyt dobrze psychologicznie opisane moim zdaniem.
Wypatrzyłam parę błędów gramatycznych, jeden ortograficzny i jestem z siebie dumna z tego powodu.
No i jeszcze jedno:
bardzo, ale to bardzo nie podobało mi się tłumaczenie na polski hymnu na cześć Pedestriany - chyba bardziej częstochowskich rymów nie dałoby się wymyślić. Naprawdę, to jest straszne.
To by było na razie na tyle, jak przeczytam drugi raz to się odezwę!
Kończę pierwsze czytanie i jestem niezmiernie zadowolony;-)
Fakt, korekta trochę nawaliła. Mamy w jednym miejscu zapiekankę racza zamiast zapiekanki oracza. Poza tym szkoda, że nie mamy tłumaczenia kilku dłuższych nazw lub fraz, które pojawiły się w języku niemieckim.
Więcej wrażeń po drugim czytaniu.
Agata_G napisał/a:
Spoiler:
za szybki rozwój inteligencji Nutta
Tak dokładnie...... spoiler;-)
Spoiler:
Jakoś nie dostrzegłem jakiegoś olbrzymiego skoku inteligencji, może raczej większą swobodę w ujawnianiu opinii.........
Inteligencji emocjonalnej i umiejętności nawiązywania swobodnej rozmowy Rzeczywiście, z inteligencją odrobinę przesadziłam. Ale naprawdę uważam, że on się za szybko zmienia pod koniec.
I widzisz... Z niemieckim u Pratchetta jest tak, że on wybiera sobie losowo długie słowa niemieckie [przypuszczam, że takie, których brzmienie mu się podoba] i wstawia je w zdania przypadkowo. I tak na przykład tytuł: "Die Wesentlichen Ungewissheiten Zugehoerig der Offenkundigen Maenlichkeit" znaczy mniej więcej: "Merytoryczne/istotne niepewności przynależące jawnej ludzkości." [musiałam jednak skorzystać ze słownika ] I takie zdanie niby brzmi sensownie, ale jednocześnie sensu żadnego nie ma. Nie wspominając już o tym, że w języku niemieckim tylko rzeczowniki pisze się z dużej litery i taki offenkundig - jawny - jako przymiotnik powinien być napisany z małej. Więc te niemieckie "zdania" to taki żart mówiący [w tym przypadku]: "Jestem Bardzo Ważną Książką bo mam długi i dziwnie brzmiący tytuł po niemiecku".
Czytam książkę drugi raz i jak masz ochotę to mogę powyszukiwać te inne niemieckie "zdania" i spróbować je przetłumaczyć. Tak dla zabawy.
Przeczytałem w niedzielę. Ogólnie całkiem nieźle, no ale...
Właśnie, jest kilka 'ale'.
Korekta korektą, kiedy Agata zwróciła uwagę na jeden ortograf, sam wypatrzyłem cztery czy pięć. No ale zdarza się, nikt idealny nie jest
To co bardziej mnie martwi, to jakaś tendencja Terry'ego do powolnego rozwijania fabuły gdzieś do środka książki. Potem tak jakby rozpędza się i nie wie jak zatrzymać. Taka jazda wagonikiem pod górkę i potem z górki. Jakby chciał napisać dwa razy więcej, ale wydawca go ograniczył ilościowo. Sam nie wiem. Zauważyłem to już w Świecie Finansjery, ale myślałem że to tylko taki wybryk Tutaj jednak... no coś mi nie gra po prostu.
A może chciałbym poczytać o tym jak męczą się z wszystkimi nowymi pomysłami próbując je metodą prób i błędów... Nie wiem, naprawdę. Jak dla mnie za szybko wpadają na wszystkie sprawdzone w świecie kuli pomysły pod koniec książki.
To tyle z tego, co mi się nie podobało.
Natomiast to co bardzo przypadło mi do gustu to drugie znaczenie tytułu
Taki smaczek.
Niewidoczni Akademicy to nazwa drużyny magów, ale z drugiej strony... potraktować to można jako określenie tych ludzi, którzy są, a których normalnie na NU nie widać. Są Niewidocznymi Akademikami. A przecież o takich właśnie opowiada NA: nocna kucharka, ściekacz, świecowy walet... Bez ich pracy NU nie był by taki jakim go znamy.
Dodam jak mi się co przypomni
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
Mam takie być może dziwne pytanie: jakiej waszym zdaniem orientacji jest profesor Macarona?
Z jednej strony rozmowa o pozwie rozwodowym sugerowałaby homoseksualistę, jednak - jak zauważyła Agata - dalej jest mowa o tym jak dobrze sobie radzi z piłką i innymi podobnymi rzeczami. No i jeszcze madame na końcu...
_________________
"Już lepiej powiedz Feniks. Fenomen to diabli wiedzą, co to jest, może jakieś świństwo" -
A Midsummer Night's Dream
Mi natomiast zabrakło Dziekana dokładniej Dziekana jako Dziekana nie jako Nadrektora. Oczywiście daje radę i jest nieźle, jednak za bardzo upodobnił się do Ridcully'ego. Brakowało mi tych jego odzywek i ogólnej dziekańskości. Yo!
_________________ This is all get a little bit complicated.
Póg Mo Thón.
A tak właściwie, bo dzisiaj rano się nad tym zastanawiałem:
Spoiler:
O co w końcu zagrali ten mecz? O kapelusz nadrektora? Ale to chyba mieli grać Ridcully z Dziekanem. A tutaj zbiórka wszystkich z AM się zrobiła przeciwko NU. Czy kapelusz zyskał miano jakiegoś pucharu metaforycznego czy jak?
Może coś mi umknęło, jeśli tak, wyprowadźcie mnie z błędu, bo szczerze, trochę mnie to męczy
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
A co w takim razie z tym meczem nadrektorów? Mieli zagrać o kapelusz, ale w końcu Henry został sędzią. Z meczu nici, czy go przełożyli?
Wiem, że pytam o rzeczy, o które nie powinienem pytać, czytając książkę. Ale chrzestnej pożyczyłem i chwilowo sięgnąć po książkę nie mogę...
_________________ Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
czytam drugi raz, ze względu na MŚ, ale po angielsku.
zastanawiam się czy PWC wpadł na/ myślał o przetłumaczenie/u nazwiska Likely.
dla starszych czytelników i fanów piłki kopanej Lub(i)ański byłby dodatkową atrakcją
_________________ Too old to Rock'n'Roll,
too young to die
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach