W bydgoskim empiku (przy gdańskiej, bo w GP i w FP nie byłem więc nie wiem) Łupsa! jest od groma.
Szczerze Wam powiem, że już się przyzwyczaiłem do tych wydań. Są jakie są, ale najważniejsze, że jednak są na czas.
Okładka wyraźna, dobrze skadrowana, z żywymi kolorami.
Kartki jakby ciut lepsze i to wszytko. Aha, grzbiet ma śmieszny kolor. Taki jasny niebieski. Kobiety wiedziałyby co to za kolor.
W Łupsie! i tak czekam na ponoć zajefajną fabułę, więc wydanie mi rybka.
Smutno bo czytać pewnie zacznę dopiero po sesji.
Ps. Powiem Wam tylko, że Prószek kiepsko trafił z datą premiery. Po prostu przeciętny Łups! stojący obok świetnej Nacji i dobrych Nomach i Maxwellu wyglądał troszeczkę nędznie.
Wrocławski empik ma. Dzięki uczynności rodziciela, który tam podszedł, mam już własny egzemplarz w łapach
_________________ "Tu właśnie odeszły smoki.
Leżą...
Nie sa martwe i nie są uśpione. Nie czekają, bo czekanie implikuje cel. Być może odpowiednim słowem jest...
...drzemią."
Wczoraj kupiłam w Empiku w Galerii Krakowskiej razem z Nacją
_________________ To see a World in a Grain of Sand
And a Heaven in a Wild Flower,
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an hour.
- William Blake, Augries of Innocence
O rajuśku, i nawet zostawili Summoning Dark między rozdziałami... Spodziewałem się, że wcisną tam słonie albo w ogóle wytną wszystko. Miła niespodzianka.
W Poznaniu też są
SPOJLERY:
Jestem ok. 80 strony, na spotkaniu Vimesa z Chryzoprazem, akcja się dopiero rozkręca, najbardziej mnie rozbawił do tej pory Kodeks Doliny Koom Szczerze mówiąc zdziwiło mnie przyjęcie wampira do straży, myślałem, że Vimes się postawi Vetinariemu, a tu niespodzianka Myślę, że skończę do piątku czytać, napiszę wtedy coś więcej
Tak siedzę nad Łupsem i siedzę, i nie mam pojęcia, jak go ocenić. Oczywiście książka bardzo dobra, ale jednak spodziewałam się czegoś więcej. Wszystko przez Secia i Krejcia, którzy aluzyjnie dawali do zrozumienia, że to "najmroczniejsza książka Pracza", że "biedny Vimes" i tym podobne.
A tymczasem - wcale nie! Moim zdaniem Straż Nocna jest o wiele "mroczniejsza", wypełniona atmosferą zagrożenia i ogólnej beznadziei [zresztą Piąty Elefant momentami też]. W Łupsie Vimesowi idzie jak po maśle; jest diukiem, więc właściwie wszystkie drzwi stoją przed nim otworem. Mam wrażenie, że Vimes coraz bardziej przypomina Marchewę - świetny mąż, świetny ojciec, świetny glina. Zawsze gra fair, trzyma uczucia na wodzy, a wszyscy gliniarze go słuchają i szanują. Potrafi pogodzić konflikty krasnoludów i trolli, a w wolnych chwilach wbija szpile Vetinariemu. Dogaduje się nawet z DeTerminarzem. Wzór cnót obywatelskich i osobistych. No i zawsze wychodzi zwycięsko ze starć z najgorszymi szumowinami. Jaka szkoda, że przez to wszystko robi się taki nudny.
Nie podoba mi się też koleżeństwo [bo "przyjaźń" to jeszcze za duże słowo] Angui i Sally - za łatwo im to przyszło. Pracz zaprzepaścił tu świetną okazję na pokazanie kobiecej rywalizacji. To mogłoby być takie ciekawe...
No i Pan Błysk - dopuszczam do siebie myśl, że trolle mogą mieć swojego króla; jednak moim zdaniem o wiele bardziej pasowałby do niego ktoś pokroju Chryzopraza - troll niewykształcony, ale obdarzony ulicznym sprytem, umiejący wykorzystywac innych itp. Pan Błysk stanowczo jest za inteligentny i za "magiczny". Nawet za ładny. Nie pasuje mi do konwencji trolla.
Ale żeby nie było, że narzekam - książka jest naprawdę świetna i bardzo wciągająca. Bardzo przyjemnie było znowu spotkać stare twarze. Mam nadzieję, że następne książki będą bliżej poziomu Łupsa, niż poziomu tej koszmarnej NŚD 3.
Aha, wypatrzyłam parę błędów:
s. 255 - w przypisie jest "Sally", powinno być "Sybil"
s. 315 - Vimes wysyła Cudo do swojej żony. Cudo wychodzi, ale w tej samej scenie na s. 318 ciągle jest z Vimesem. Przypuszczam, że w oryginale wysyłał Anguę.
I do tego jest cała masa błędów składniowych, których nie chciało mi sie już wypisywać, ale możecie mi uwierzyć na słowo.
W Łupsie Vimesowi idzie jak po maśle; jest diukiem, więc właściwie wszystkie drzwi stoją przed nim otworem. Mam wrażenie, że Vimes coraz bardziej przypomina Marchewę - świetny mąż, świetny ojciec, świetny glina. Zawsze gra fair, trzyma uczucia na wodzy, a wszyscy gliniarze go słuchają i szanują. (...) Jaka szkoda, że przez to wszystko robi się taki nudny.
Nie wiem, na ile to było zamierzone, ale zdaje mi się, że Vimes sobie na to zasłużył Bądź co bądź to już n-ta książka o Straży i w sumie możemy mieć do czynienia z 'Vimesem Ostatecznym' - trochę się zmienił od "S!S!" (dogadanie się z DeTerminarzem to kolejna przesłanka, Vimes to nie niezmienny Rincewind) i stał się końcowym ogniwem łańcucha ewolucji. Szczególnie, że przynajmniej na razie nie jest zapowiedziana żadna książka z jego udziałem - nie chciałbym siać defetyzmu, ale według mnie "Łups!" nieźle by się nadawał na zakończenie cyklu strażowego.
Agata_G napisał/a:
Nie podoba mi się też koleżeństwo [bo "przyjaźń" to jeszcze za duże słowo] Angui i Sally - za łatwo im to przyszło. Pracz zaprzepaścił tu świetną okazję na pokazanie kobiecej rywalizacji. To mogłoby być takie ciekawe...
Spoiler:
Tutaj podejrzewam, że spory wpływ mógł mieć fakt, że Sally była szpiegiem, a konfrontacja z Anguą mogła jej przeszkodzić w obowiązkach. Dopiero teraz mogłoby się coś dalej ciekawie potoczyć - czyli jednak furtka otwarta, mniej Vimesa, więcej Marchewy i Angui (i Sally )
No i skończyłem Łupsa! Trzeba przyznać, byłem zdziwiony gdy doczytałem do końca i nie znalazłem momentu gdy Vimes znajduje się na gigantycznej planszy od łupsa, jak go przedstawiono na okładce Więc albo coś pominąłem albo to naprawdę ma być jakąś metaforą. I zamiast słoni przy akapitach pojawiła się Przyzywająca Ciemność, przynajmniej coś.
Mimo, że zły nie był, to Łupsa stawiam poniżej Straży Nocnej, która moim zdaniem jest szczytowym osiągnięciem Pratchetta. W Łupsie rzeczywiście dość łatwo Vimesowi szło, szczególnie jak w amoku zabił kilkunastu krasnorostów. I szczerze mówiąc myślałem, że nie uda mu się poczytać młodemu Samowi jak był w jaskini.
No i skończyłem Łupsa! Trzeba przyznać, byłem zdziwiony gdy doczytałem do końca i nie znalazłem momentu gdy Vimes znajduje się na gigantycznej planszy od łupsa, jak go przedstawiono na okładce Więc albo coś pominąłem albo to naprawdę ma być jakąś metaforą.
SPOJLER:
Na planszy to on stał zdaje się w tej jaskini gdzie między krasnoludami, a trollami był zawarty pakt. Pionkami były jeszcze wtedy żywe krasnoludy i trolle.
_________________ This is all get a little bit complicated.
Póg Mo Thón.
to ja się zgodzę po pierwsze z 3bikiem - SN jest lepsza. Zdecydowanie!
i po drugie, zgodzę się z Agatą - SN była mroczniejsza. Łups jest taki... oczywisty. Za wiele niejako kalki z wcześniejszych strażowych książęk. "Łups!" jest naprawdę świetną książką, jedną z lepszych, a Vimes jest generalnie świetny! no i "Gdzie moja krówka..?" motyw w jaskini był bezbłędny. Respect dla Terry'ego!
i samo zakończenie, zachwycam się nim, z jednej strony zaskakujące, jak u Terry'ego, z drugiej - jednak sentymentalne (ktoś tu niemal ronił łzy nad książką). Mi odpowiada.
Sally to głupia suka, powtórzę to wszędzie. Żal mi Angui, którą w Thud! naprawdę polubiłam.
okładka - kolor śliczny, ale totalnie nie pasuje do reszty...
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
Chyba będę musiał przeczytać SN jeszcze raz, tym razem w rodzimym języku, bo mi się zdecydowanie bardziej Ł! podoba... Ale cóż, mi się podobał też PR, więc może po prostu tak mam
Liczę na fioletowy albo złoty grzbiet w Świecie Finansjery Żeby tylko mopsa nie wycięli i Vetinariego na monecie nie przykryli...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach