Czytałem kilka opowiadań Wegnera publikowanych w SFFiH i zdecydowanie zgadzam się z Apaczykiem. Bardzo dobre pióro, a podobieństwa do stylu niewymienionego przez Apaczyka pisarza jest tu komplementem, bo nie jest to kalkowanie. Z całą pewnością zapoznam się z polecanymi tomami.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 24 Wrzesień 2010, 09:33
aschar napisał/a:
A tak jak dla laika, bo nie załapałem... Do kogo to podobne?
A kto dokonał wprowadzenia we własny świat za pomocą dwóch tomów łączących się w całość opowiadań, a następnie dostarczył czytelnikom kilku soczystych powieści, których akcja rozgrywa się w rzeczonym świecie? Dokładniej pięć powieści?
Ale zaznaczałem, że podobieństwo bynajmniej nie dotyczy stylu snucia opowieści. Skojarzenia są uprawnione wyłącznie ze względu na wspomniane powyżej, a także ze względu na rewelacyjny jak na debiutanta warsztat.
Panie i Panowie, pojawiła się nowa, prawdziwa gwiazda rodzimej fantasy.
Ja od siebie dodam tylko, że gwiazda pojawiła się już w zeszłym roku, a sam Wegner został uhonorowany nagrodą Zajdla za opowiadanie "Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami" na tegorocznym Polconie (Triconie) w Cieszynie.
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
Kilka dni temu zakupiłem pierwszą książkę Wegnera. Dzisiaj próbowałem drugą ale po sprawdzeniu dwóch empików i matrasu musiałem przyznać się do porażki. :[
Mam nadzieję, że autor nie zawiedzie i po zbiorach opowiadań wyda cykl powieści. To co wyszło do tej pory ewidentnie wskazuje na ciąg dalszy.
Co do porównań do ASa - czytając "Pocałunek skorpiona" z południa, miałem wrażenie, że znowu mam przed sobą "Coś więcej" Sapka.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 9 Listopad 2010, 09:39
Z Kresem mogło Ci się to kojarzyć IMO ze względu na otoczenie, góry i tak dalej. Tyle że Wegner ma od Kresa najzwyczajniej lepsze pióro. I fajniejsze pomysły fabularne. No i, last but not least, mam nadzieję, że skończy co zaczął, zamiast wprowadzać czterdziestą siódmą wersję rzeczy już wydanych.
Przeczytane. Teraz pozostaje tylko czekać na ciąg dalszy, który jest w planach. Tu fragment wywiadu z Wegnerem:
Spoiler:
P: Na półki księgarń trafił drugi zbiór meekhańskich opowiadań; po ich lekturze jeszcze wyraźniej niż w przypadku „Północy-Południa” widać, że pomysł jest zakrojony na ogromną skalę, a zbiory stanowią zaledwie wprowadzenie do większej całości. Oczywistym więc zdaje się pytanie: co dalej?
O: To, co planowałem. Opowieści. O ludziach, ich wyborach, rozterkach i dramatach. O szukaniu sensu bycia człowiekiem. O świecie, który musi odkryć prawdę o swojej przeszłości i być może wybrać swoją przyszłość. O wojnie, wyrachowaniu, polityce, cynizmie, poczuciu humoru, winie i odkupieniu, braterstwie, przyjaźni i honorze. I o całej reszcie tych niemodnych i niepopularnych literacko tematów, które za bardzo lubię, by z nich zrezygnować.
P: A bardziej konkretnie? Na Triconie w Cieszynie mówiłeś, że następna będzie powieść z meekhańskiego świata. Kiedy ma szanse się ukazać i czy będzie to koniec historii?
O: Nie podejmę się odpowiedzi na pytanie „kiedy?”, bo doświadczenie nauczyło mnie już, żeby nie rzucać w sieć dat i obietnic. Postaram się o przyszły rok, pod warunkiem wszakże, że II tom nie zostanie okrzyknięty największą klapą roku i czytelnicy będą chcieli poznać dalsze losy bohaterów. I od lat nie ukrywam, że I i II tom mają być prologiem, wstępem i wprowadzeniem w świat, więc nie ma mowy, bym zakończył całość jedną książką. Najpewniej dwoma też nie. Mam do opowiedzenia naprawdę dużą historię i mam też nadzieję, że nie zepsuję jej aż tak bardzo, że będę się musiał potem wstydzić.
Czyli najnowsza książka Murakamiego. Wydana w 3 tomach (w Polsce na razie ukazał się pierwszy). Książka ta stała się niesamowitym bestsellerem w Japonii, oryginalny nakład sprzedany jednego dnia i pierwszy milion w ciągu miesiąca. Jednak zawdzięcza to raczej popularności autora. Otóż moim zdaniem, na tle jego wcześniejszych powieści ta wypada dość przeciętnie, a przynajmniej pierwszy tom. Otóż książka opowiada losy dwójki bohaterów, w rozdziałach nieparzystych kobiety, parzystych mężczyzny. W trakcie książki ich losy zaczyna łączyć pewna sprawa. Niestety z niewiadomych powodów autor czasem opisuje, jak jedno i drugie odkrywa te same fakty, czyli czytamy dwa razy to samo. Ale nie to jest największą wadą. Otóż, w porównaniu z poprzednimi powieściami ta wydaje się niezwykle prosta. Czytelnik dostaje wszystko na tacy. Książka dotyczy dwóch zagadnień. Dyskryminacji i znęcania się nad kobietami oraz sekciarstwu (bardziej jego izolacyjną i buntowniczą stroną). Wszystko jest proste, jasne, przez co mniej intrygujące. Nawiązanie do Roku 1984 Orwella jest wytłumaczone, a dodatkowo autor cytuje fragmenty innych książek, nie wymagając jak przez to jak kiedyś, własnej wiedzy czytelnika.
Co ciekawe, jakiś czas temu widział program na TVP Kultura, gdzie krytycy recenzowali tę książkę i z ich krytycznymi uwagami się niezbyt zgodziłem. Otóż mi się właśnie podoba to, że sama akcja posuwa się dość wolno, a świat jest tak dokładnie kreowany. Dzięki temu książka składa się z wielu małych motywów dających do myślenia. I to właśnie te małe "klocki" z których budowane są długie powieści Murakamiego tak mi się podobają. Dygresje na temat bohaterów i ich życia pozwalają stworzyć bardziej prawdziwe osoby. Całość, jak zwykle czyta się szybko, a motywy tajemniczej sekty są wręcz w stylu Arturo Pérez-Reverte'a, albo Dana Browna. Jednak co najważniejsze, to i tak stary dobry Murakami.
Cała powieść w oryginale ma grubo ponad 1600 stron, więc liczę, że jeszcze dostanę porządną porcję niezwykłych, surrealistycznych wydarzeń i motywów w kolejnych tomach.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 25 Sierpień 2011, 09:47
Dociągnąłem do końca powtórkę pierwszych czterech tomów Pieśni Lodu i Ognia George'a R.R. Martina w oryginale i z marszu zacząłem Dance with Dragons. Paradoksalnie fajnie się złożyło, że wczoraj byłem u lekarza, który zdiagnozował mi anginę (ale zwolnienie wziąłem tylko na wczoraj), bo większą część dnia mogłem poświęcić na czytanie (z przerwami na sen) i jestem gdzieś tak za jedną piątą. Na razie bardzo spodobał mi się chyba pierwszy raz wykorzystany przez Martina zabieg stylistyczny polegający na pokazaniu tych samych wydarzeń z punktu widzenia innego POV, po tym jak wcześniej przeczytaliśmy o nich z punktu widzenia kogo innego (w Feast for Crows z punktu widzenia Sama, teraz Jona).
Z drugiej strony nie sposób nie zgodzić się z powszechnymi w sieci opiniami, że Martin systematycznie zwalnia tempo akcji, która w pierwszych trzech tomach pędziła na łeb na szyję, w Feast for Crows wyraźnie spowolniła, by w Dance with Dragons zwolnić jeszcze bardziej. Co gorsza, wcale nie zanosi się, żeby cliffhangery z poprzedniego tomu (Brienne!) miały tu zostać wyjaśnione. Akcja pierwszej połowy książki toczy się w tym samym czasie co akcja Feast for Crows, tylko koncentruje na Jonie, Daenerys, Tyrionie, Branie i Davosie. Później ma się niby połączyć i wybiec czasowo poza poprzedni tom, ale oburzone recenzje w internecie sugerują, że i tak niewiele pytań postawionych w poprzednim tomie znajduje swoje odpowiedzi.
A potem... byle do zimy. Mam nadzieję, że na Winds of Winter nie będziemy czekali kolejne sześć lat, bo moglibyśmy się nie doczekać.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 25 Sierpień 2011, 11:44
Znaczy się, mam unikać spojlerów po przeczytaniu?
Swoją drogą, a propos nie tyle może samego tłumaczenia, które jest IMO ok, ile polskiej wersji sagi jako takiej. Dopiero w porównaniu z genialnie wydanym, oryginalnym hardcoverem widać dobitnie, jak daremne, żałosne i chałupnicze są polskie wydania, z dramatycznymi obrazkami na okładkach i na dodatek sztucznie dzielone na dwa tomy po 40 zeta każdy (dopiero wydanie Gry o Tron w twardej oprawie i z Seanem Beanem na okładce daje radę, ale to wpływ serialu). Szkoda.
Swoją drogą, a propos nie tyle może samego tłumaczenia(...)
polskie wydanie jest totalnie fatalne, jak większość wydań Zysku. A co do dzielenia na połowy, to nie pierwsza taka praktyka wydawcy (vide: seria Jordana). Zdzieranie kasy.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 25 Sierpień 2011, 22:49
Swoją drogą, czy oni w ogóle mają prawo to dzielić? Zamysłem pisarza jest jeden tom, a jak mu się coś nie mieści, sam dzieli na tomy, wedle konkretnego klucza (vide właśnie Feast for Crows i Dance with Dragons, podzielone geograficznie, acz nie czasowo, przynajmniej do połowy tej ostatniej). No i sami nadają tytuły tym połówkom. Taka ingerencja mnie by się tam nie spodobała, na miejscu GRRM.
Ale, ale, bo oderwałeś mnie właśnie od kolejnego rozdziału Tańca...
Wiek: 23 Dołączył: 22 Sie 2011 Skąd: Wiedeń / Tychy
Wysłany: 27 Sierpień 2011, 20:32
"Bastion" jest świetną książką, obecnie czytam "Pod kopułą" i jest to również cegła Choć według mnie słabsza od "Bastonu". Bo domyślam się, że masz tą nowszą wersję, gdzie King przepisał książkę i dodał chyba z 300-400 stron
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach