ech...... a Silmarillion, który IMHO jest powyżej obydwu wspomnianych pozycji?
Małe wtrącenie.
Może masz rację. Wadą S jest to że cała historia Śródziemia jest tak krótko spisana. Fani Tolkiena nie mają nic przeciwko, ale dla innych to trudna książka i może znudzić. To samo będzie z HoME jak je w końcu w Polsce wydadzą (oby ). A DH i WP o wiele łatwiej i przyjemniej się czyta.
wawrzyniec napisał/a:
(DH to jedynie poprawka do S)?
No ja się ciesze że to wydali. Jestem zwolennikiem oddzielnych Dzieci Hurina, Opowieści o Leithan (?), Upadku Gondolinu na półce.
Darth Caedus> w ogóle się z Tobą nie zgodzę. Polemika nie na ten wątek i pewnie nie do końca na to forum. Jeśli uważasz, że Silmarillion zawiera za długą historię w zbytnim skrócie spisaną, a Władca Pierścieni lub Hobbit są w sam raz, to życzę powodzenia. To, że Silmarillion jest trudniejszy, to rzecz oczywista, a inne opowieści, z tych zawartych w HoME są pełniejsze - racja, ale co z tego? Jestem fanem, a to czy potencjalny czytelnik trafi na Silmarillion, a dopiero później na WP lub H mam w głębokim poważaniu. Dla mnie EOT. Resztę rozważań znajdziesz i pewnie znalazłeś już na forum prowadzonym (zainicjowanym?) przez Tomka i Ryszarda. Poniekąd wspaniałych fascynatów. Wywodzących się przecież z tego samego gniazda w którym i Nasz Ulubiony Tłumacz i Nasza Ulubiona Ela......... (też świetna tłumaczka, co można stwierdzić w ostatniej NF).
Chciałbym mniej więcej poznać odpowiedź na pytanie: czy warto władować w niego 100zł? (Jak na razie 3 tomy) ale skoro jest w NF to już sobie poradzę i sam sprawdzę
Pasikorek napisał/a:
Qba > najlepiej to po prostu przeczytaj
No i tu pojawia się problem wspomnianych wyżej środków finansowych. Trudno jest zainwestować w książkę, tylko dlatego, że spodobała mi się prelekcja prowadzona przez Marcina - nie mając pojęcia o samym wykreowanym przez pisarza świecie, jak i jego stylu pisania. Oczywiście, mogę się oprzeć na opiniach "z internetu" ale tam ludzie potrafią zachwycać się książkami Jacka Piekary - więc zaczytana "gdzieś" opinia nie jest dla mnie w żaden sposób miarodajna. Dlatego ograniczam "internet" do UAMu - znając upodobania literackie niektórych z użytkowników forum, po przeczytaniu poszczególnych opinii będę mógł sobie wyrobić wstępne zdanie - warto? czy nie warto?. Oczywiście, będę się mógł na tym zdaniu przejechać, lub miło zaskoczyć, jednak i tak, opinia wygłoszona przez Użytkowników, zwłaszcza takich, którzy wypowiadali się na temat innych książek, bardzo mi ułatwi podjęcie decyzji - tym bardziej, że nie będzie to "anonimowa" recenzja z internetu.
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
Zabieram się za Krew elfów Sapkowskiego poza tym czytam też (znowu) Wiedźmikołaja
_________________ uciekasz przed zadaniem ale dokąd....
uciekasz przed ludźmi i wpadasz na ludzi
uciekasz przed sobą i jesteś przy sobie
szukasz inności a ta inność jest w tobie
Fantasy doskonałe. Naprawdę. Znalazłam swój ideał .
Jeżeli popatrzeć na główną fabułę, to właściwie wszystko już było - zmartwychwstały po kilkuset latach od śmierci człowiek próbuje zorientować się w nowych realiach i zasadach funkcjonowania świata [i przy okazji dzięki temu czytelnik razem z nim może go powoli poznawać]. Oczywiście fizyka, technika, biologia i kultura dokonały przez ten czas ogromnego postępu, więc na początku jest mu trudno, ale później idzie mu coraz lepiej. Standard i banał . Więc dlaczego tak chwalę? Dukaj nie ograniczył się na szczęście do tej prostej fabuły, obudował ją rozprawkami o fizyce, o naturze świata, o człowieczeństwie; dywaguje między innymi o tym, dlaczego nie ma "czystej" miłości, czym jest człowiek i gdzie "kończy się" człowieczeństwo, jak ludzie zmieniają swoje postawy i siebie pod wpływem interakcji z innymi ludźmi... [i jeszcze o naprawdę wielu rzeczach].
Poza tym książka niesamowicie wciąga, pomimo, że jest dość "trudna" w odbiorze. Pierwszy raz czyta się ją dla fabuły i połyka jednym tchem. Drugi raz, żeby zrozumieć: "o co właściwie chodzi z tymi stahsami, phoebe i Plateau"? A za każdym kolejym razem z przyjemnością wyszukuje się drobne smaczki fabuły.
Jak dla mnie ocena 6/6, 10/10, 100/100; jak kto woli, w każdym razie maksimum.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 28 Listopad 2008, 14:49
W pełni zgadzam się z oceną Perfekcyjnej niedoskonałości by Agata, a w charakterze zachęty dla ewentualnych niezdecydowanych dodam jedynie, że w moim prywatnym rankingu książek Dukaja rzeczone dzieło znajduje się dopiero na trzeciej pozycji, za Lodem i Innymi pieśniami. Każda z nich to prawdziwe wyzwanie czytelnicze, ale i niesamowita przygoda, głównie intelektualna. Konsekwencje arystotelesowskiego podziału na rządzące światem żywioły w Innych pieśniach czy przeciwstawienie się logice Kotarbińskiego w Lodzie to tylko pojedyncze przykłady poszukiwań autora. I pomyśleć, jak niesamowicie facet się rozwinął od czasu Xawrasa Wyżryna.
Lem. Lem, Lem - czyli Gazeta wyborcza zawładnęła moją biblioteką. Jednym słowem skończyłem Kongres futurologiczny, Głos Pana i Opowiadania o pilocie Pirxie (solaris opuściłem, jako że czytałem go już wcześniej). I tak jak w poprzednim swoim poście, napiszę, że nie wiem jak mogłem do tej pory nie znać bibliografii tego autora.
Głos Pana jest pozycją filozoficzną, nie uda się tu znaleźć wielu statków kosmicznych i podróży międzygwiezdnych. To raczej zabranie przez Lema głosu w sprawie, kto i jak nas stworzył? w jakim stopniu losami Ziemi (i kosmosu) rządzi przypadek. Książka raczej ciężka i chyba będzie wymagała ponownego przeczytanie.
Opowieści o pilocie Pirxie - to na prawdę czytało się w podstawówce? Bo ja nijak nie mogę sobie przypomnieć, a wiem, że jeszcze wtedy lektury czytałem wszystkie. Książka bardzo mi się podobała a nie powiem, żebym czuł w niej jakieś specjalnie wstawki "dla dzieci". Końcówka opowiadania o Terminusie wręcz mnie zabiła, aż na chwilę przestałem lubić głównego bohatera.
W przerwach od Lema: Kuba Ćwiek (recenzja w odpowiednim temacie) i N.I.K.T Magdaleny Kozak. Ostatnia pozycja całkiem zgrabnie zamyka serię o Vasperze, choć chwilami, akacja wydaje się być jakaś, taka... naiwna? Mimo wszystko czekam na kolejne pozycję Pani Kozak, tak choćby z ciekawości, żeby zobaczyć w jaką stronę podąży pisząc kolejne książki.
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
Ja miałam pilota Pirxa w podstawówce, ale to była lektura opcjonalna - nasza wychowawczyni pozwoliła chłopcom czytać Pirxa, a dziewczynkom Anię z Zielonego Wzgórza. [OCZYWIŚCIE, że przeczytałam obie ] Moim zdaniem, z wielką szkodą dla dziewczynek, bo już nawet wtedy Pirx podobał mi się bardziej niż Ania.
Dla mnie Pirx kiedyś był wspaiałymi opowieściami przygodowymi. Dziś jak czytałem w gazetowym wydaniu stwierdzam, ze najlepszy w nim jest ten wszechobecny brud, niedoskonałość. W której innej książce znajdzie się totalnie zdezelowany statek kosmiczny?
_________________ Kto żyw, martwy, kto umiera,
Chodźcie tańczyć Makabrela.
Tak, ale nie o to chodzi. W Niezwyciężonym statek został zdezelowany z przyczyn obiektywnych [czytaj: atak Obcych] i nigdzie więcej nie poleciał. Natomiast w Pirxie rakiety są zniszczone po prostu dlatego, że są bardzo, bardzo stare [ale mimo tego ciągle pracują]. Bohater naprawia jedną z nich w bardzo prymitywny sposób, niemalże waląc młotkiem, gdzie popadnie. To właśnie jest oryginalne w tych opowiadaniach - kontrast pomiędzy niesamowitą, kosmiczną technologią a jej implementacją w zardzewiałych wrakach.
No zrozumiałam, ale przecież nie będę jej tu dokładnie omawiać. Tym bardziej, że bardzo prawdopodobne jest, że wtedy zepsułabym przyjemność z czytania wielu ludziom, którzy jej jeszcze nie znają. Upraszczam, a poza tym:
Spoiler:
może Lyranie to nie Obcy, co? . A statek zaatakowały ich automaty. Napiszę nawet, że były po wieloletniej ewolucji, żebyś się nie czepiał...
Jakoś czytanie opornie mi szło ostatnimi czasy dlatego od półtora tygodnia tylko jedna pozycja. Jak się pewnie domyślacie LEM w odsłonie "Doskonałej próżni".
Pozycja wręcz urzekająca. Nowatorski (choć sam Lem we wstępie śmie twierdzić co innego) pomysł polegający na recenzowaniu książek nie istniejących - przez autora wymyślonych. Każdy z rozdziałów, można traktować nie tylko jako recenzję oddzielnej książki, ale także jako oddzielne opowiadanie. Całość bardzo przypadła mi do gustu, a opieszałość w czytaniu, o której pisałem na początku wynikła tylko z braku czasu, a nie braku "poczytności" pozycji.
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
jestem zdeklarowanym miłośnikiem Diuny F. Herberta, całego cyklu. czytam cały pięcioksiąg na wyrywki na przemian z Pratchettem. ale ostatnio dałem się nabrać na prequele pisane przez syna F. Herberta z Kevin J. Anderson. kiedyś przeczytałem "Ród Atrydów", który mnie zmroził i zniechęcił, ale potem dobrzy ludzie mi podpowiedzieli, że następne są już lepsze. no i wziąłem się za trylogię "Krucjata przeciw maszynom". i czytam z zapartym tchem, tudzież obrzydzeniem.
akcja goni tak, że się przecinki rozmazują. chce człowiek się dowiedzieć co będzie dalej. i jak się dowiaduje to pojawia się niesmak. rozwinięcie wątków, które w oryginalnej Diunie były zawoalowane, zasygnalizowane i tajemnicze jest niby logiczne i spójne, ale rozczarowuje i odbiera radość z używania wyobraźni. wszystko jest dosłowne jak przemówienia Palikota.
wiem, że to mocne słowa, ale w moim odczuciu - ojcobójstwo.
_________________ Too old to Rock'n'Roll,
too young to die
Przeczytałam "Koniec świata w Breslau" M. Krajewskiego.
Serię lubię ze względu na stary Breslau, w którym miałam okazję mieszkać, dziecięciem będąc.
Seria mnie irytuje ze względu na to, że choćby w "Końcu świata..." mało było kryminału, a za dużo orgii, libacji i niewiernej żony Mocka.
Zdecydowanie bardziej wolę Kurta Wallandera, stworzonego przez Henninga Mankella. A z kryminałów - poza klasyczną Agathą - stare (!) kryminały J. Chmielewskiej.
a wczoraj to czytałam "Panowie i Damy". ale o tym wypowiem się w odpowiednim temacie, jeśli takowy istnieje.. xD
_________________ Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie,
jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?
J. W. Goethe
Bardzo plastyczna i bardzo dojrzała wizja różnych światów. Motywem przewodnim wszystkich opowiadań są istoty nadprzyrodzone i bóg. Wszystkie opowiadania przedstawiają powyższe pod różnymi postaciami, umiejscowione w światach tak zbliżonych do Ziemi (czy to fizyką świata, czy rozumowaniem istot (ludzi) je zamieszkujących). Kawałek na prawdę dobrej prozy, skłaniającej do zastanowienia się nad paroma sprawami.
Więzy krwi - Mai Lidii Kossakowskiej
Antologia opowiadań. Moje drugie podejście do książki tej autorki. Po Siewcy wiatru, który jakoś do mnie nie przemówił, byłem z twórczością Kossakowskiej długo na bakier. Jakoś tak na Polconie zeszłego roku, z okazji Zajdla i genialnego zakończenia "Smok tańczy dla Chung Fonga" postanowiłem przeprosić się z jej książkami. I chyba dobrze, antologia całkiem dobra, z całego zbioru znałem chyba tylko jedno odpowiadanie (ostatnie, które znalazł się także w "Deszczach niespokojnych") dlatego dla mnie duży powiew świeżości. Jednym słowem nie zawiodłem się - na całe szczęście bo na półce już leży Zakon Krańca Świata
_________________ Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
Po bajecznym "Mieście śniących książek" i delikatnie mówiąc skiepszczonych tłumaczeniem "13tu i 1/2 życiach Kapitana Niebieskiego Misia" trzecia książka Moersa wydana u nas. Na szczęście Wydawnictwo Dolnośląskie postawiło ponownie na Katarzynę Benę (tłumaczkę "Miasta...") co sprawiło, że ta prawie 700-stronicowa cegiełka zachowała klimat.
Ponownie mamy do czynienia ze światem Camonii który urzeka swoją odmiennością od znakomitej większości światów fantasy - nie ma tutaj tradycyjnie tolkienowskich elfów, krasnoludów i innych hobbitów. Wolpertingi (psy człekokształtne (?)), Nieumarłe Yeti, Robakiny (inteligentni potomkowie rekinów i robaków), Eydeci (coś w rodzaju gnomów o wielu mózgach) i dosłownie setki innych stworzeń - pewna egzotyka dobrze tej książce robi :] Podobnie jak w "Kapitanie Niebieskim Misiu" śledzimy od narodzin losy tytułowego Ruma, wolpertinga. Połowa książki opisuje jego dzieciństwo, dorastanie i pierwsze podróże - nadal siedzimy w podobnej konwencji co "KNM". Wszystko zmienia się mniej więcej w połowie - z typowo Moersowej zmienia się w... Bo ja wiem, epicką opowieść ? Autor napisał pojedynkowo-wojenne fragmenty z wprawą przedstawiciela bardziej militarnego gatunku fantasy niż książki dla dzieci Mimo wszystko krew nie sika pod sufit a flaki nie latają wesoło - nadal można czytać dzieciom :] Tym większy mam żal o to, że znalazły się tutaj fragmenty w rodzaju: "Gówno cię to obchodzi !". Bez przesady, jak dla dzieci to dla dzieci - ja rozumiem, że to bawarski charakter Moersa wylazł na wierzch, ale chyba zdecydowałbym się to złagodzić w tłumaczeniu... Ale nie mam prawa się czepiać, bo fragmentów tych jest ledwo dwa czy trzy a całość tłumaczenia jest znakomita :]
Jednym zdaniem - w dalszym ciągu polecam wszystkie książki Moersa o Camonii. Nadal laur najlepszej ma u mnie "Miasto Śniących Książek", ale "Rumo ..." plasuje się niewiele dalej :]
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach