Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Muzyka Duszy
Autor Wiadomość
Apaczyk 
VIP


Wiek: 37
Dołączył: 18 Sie 2006
Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 26 Lipiec 2011, 12:54   

Czy ktoś, kto tu jeszcze zagląda, przypadkiem wybiera się do Katowic na Off Festival w tym roku? Bo ja chyba jednak będę, jakby co, chętnie się spotkam na jakimś piwku, czy to na terenie festiwalu, czy poza nim. ;)
_________________
Moje Dziewczęta!

Moje Dziewczęta updated!
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 26 Lipiec 2011, 23:24   

Apaczyku, jeżeli tylko będę na miejscu, czyli w okolicach, a nie wyjadę gdzieś na weekend - może się by udało. Chłopaki jeszcze za małe na włóczenie ich po festiwalu, chociaż muszę się zastanowić. Info na priv;)
_________________
 
 
     
Apaczyk 
VIP


Wiek: 37
Dołączył: 18 Sie 2006
Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 10 Sierpień 2011, 11:28   

No i po Offie, Panie i Panowie. Wrażeń moc, muszę powiedzieć.

Mała uwaga dotycząca terenu: dopiero na miejscu dotarło do mnie, że w porównaniu do takiego Openera to jednak wciąż jest maleńki festiwalik (i chwała mu za to!). Tam przepastne hektary lotniska na Babich Dołach, tutaj teren kameralnego parku w Dolinie Trzech Stawów. Tam ze sceny głównej na World Stage szło się kilkanaście minut szybkim marszem, tu ze sceny mBank na Leśną 3-4 minuty spacerkiem. Tam 80 tysięcy luda, tutaj 12 tysięcy. Tam cztery olbrzymie strefy gastronomiczne, tutaj jedna, za to ze sporą liczbą miejsc siedzących, leżaków, puf itp. Aczkolwiek sama jakość i różnorodność potraw na Openerze stała ze trzy klasy wyżej, za to Grolsch smakuje mi znacznie bardziej niż Heineken.

Słowo o organizacji, bo tu też rzuca się w oczy wyraźna różnica z systemem Openera, gdzie sceny żyją w zasadzie własnym życiem, a koncerty częściowo zachodzą na siebie. Na Offie są cztery sceny, w tym dwie główne, plenerowe, i dwie kameralne, w namiotach, zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie dużych. Koncerty na dużych scenach odbywają się na przemian, z 5-10-minutową przerwą i za każdym razem w trakcie koncertu na którejś z głównych scen odbywa się też koncert w namiocie, ale tym zlokalizowanym w pobliżu drugiej sceny plenerowej. Dzięki temu systemowi można zobaczyć znacznie więcej koncertów i nie trzeba biegać z wywieszonym ozorem ze sceny na scenę, ale ma to też swoje wady. Po pierwsze jeśli dwa zespoły, które chcesz zobaczyć grają w tym samym czasie, musisz wybrać jeden (na Openerze po zakończeniu jednego koncertu można często zdążyć na fragment innego), a po drugie dzięki tak szczegółowemu, rozpisanemu na minuty programowi, praktycznie nie ma szans na bisy, nawet w przypadku headlinerów.

Muzycznie największe wrażenie zrobił na mnie pierwszy dzień festiwalu, piątek (koncertów czwartkowych nie liczę, nie widziałem ich), mimo że dotarłem na miejsce grubo po 21, tracąc w rezultacie występy takich artystów jak L.Stadt, Lech Janerka, The Car is on Fire, Dezerter czy Warpaint. Jako pierwszego zobaczyłem Czesława, który śpiewał swoją wczesną płytę Tesco Value i muszę przyznać, że to było intrygujące i... ciekawe. Potem Jon Spencer Blues Explosion, których znałem tylko z płyty ACME. Niesamowita energia, szaleństwo i czad, a jednocześnie w tym całym szaleńczym hałasie to wciąż paradoksalnie jest najczystszej wody blues. Potem na dużej scenie jeden z najbardziej oczekiwanych koncertów - Mogwai. Widziałem ich na żywo po raz trzeci i ten był chyba najsłabszy, choć oczywiście ani na moment nie zeszli poniżej poziomu przynajmniej przyzwoitego. Szkoda tylko, że nie pokusili się o zagranie takich perełek jak My Father My King czy Mogwai Fear Satan. I wreszcie na zakończenie pierwszego dnia czekał mnie absolutnie najbardziej magiczny moment całego festiwalu, w postaci koncertu Low. Występ był nota bene dedykowany pamięci pochodzącego z Katowic Andy'ego Kotowicza, dyrektora artystycznego Sub Popu, który miał być obecny na festiwalu, ale w zeszłym roku zginął w wypadku samochodowym. Miałem wobec Low wielkie oczekiwania, ale i sporo obaw jak ich majestatyczne, powolne, transowe kompozycje wypadną na żywo. Okazało się, że wypadły genialnie, a głosy Alana Sparhawka i Mimi Parker obudziły prawdziwą magię, mimo że nie zagrali Dinosaur Act, na co liczyłem, za to był Sunflower, Pissing, Silver Rider, When I go Deaf i cała masa innych niezapomnianych momentów. Czapki z głów. Jak tylko wróciłem odkurzyłem wszystkie ich płyty, które mam i wzięła mnie ochota na nabycie drogą kupna tych dwóch, których jeszcze nie mam.

Sobotę zacząłem od koncertu Ballad i Romansów. Twórczość sióstr Wrońskich znam z płyt i zgodnie z moimi oczekiwaniami ich muzyka na żywo wypadła co najmniej dobrze, w porywach do świetnie. Potem fragment występu D4D (o dziwo nie przekonali mnie), a następnie chyba największe dla mnie odkrycie tego festiwalu, czyli Dry The River, młodzi Brytyjczycy, o których przed festiwalem nie wiedziałem kompletnie nic, a którzy zagrali porywająco, dojrzale i z wielkim czadem. Leciutkim rozczarowaniem za to okazali się Blonde Redhead, na których koncert również czekałem z niecierpliwością, bo ich dwie ostatnie płyty są świetne, ale tutaj coś nie do końca zagrało. A może to dlatego, że niemal przez cały występ nie odezwali się do publiczności nawet słowem, dopiero pod koniec dziękując za przybycie? Fajnie było przypomnieć sobie P.O.L.O.V.I.R.U.S.a Kur, bez zachwytu, ale i bez bólu posłuchałem Neon Indian, a następnie zachwyciłem się występem Destroyera, jednakowoż ukoronowaniem drugiego dnia musiała być Screamadelica odegrana w całości przez Bobby'ego Gillespie i jego Primal Scream. Są w świetnej formie, to bez dwóch zdań, a płyta zabrzmiała monumentalnie, potężnie, a przy tym bardzo świeżo, jakby chłopaki naprawdę cieszyli się z możliwości zaprezentowania jej w całości.

Z kolei niedziela rozpoczęła się dla mnie od bodaj największego rozczarowania festiwalu. Ringo Deathstar, młodych, dobrze rockujących teksańczyków przyznających się do inspiracji moim ukochanym shoegazing'iem znam z płyty, która bardzo mi podpasowała i liczyłem, że na scenie zaprezentują się co najmniej równie dobrze. Tymczasem zaprezentowali głównie ogłuszającą ścianę dźwięku, która, owszem, uchodzi za znak rozpoznawczy zespołów grających shoegazing, ale spod tej ściany powinny przebijać się (na płycie naprawdę intrygujące) melodie. Nie przebiły się i z dużym żalem muszę obwieścić, że nowymi Slowdive, Ride czy My Bloody Valentine to jednak Ringo Deathstar chyba nie zostaną, a szkoda, mają fajną basistkę. ;) Potem było lepiej. Normalnie wzruszyłem się, z nostalgią słuchając skąpanego w deszczu występu Bielizny, odgrywającej Taniec lekkich goryli, płytę z takimi hiciorami jak Stefan, sprzed 24 lat (ach, jaki człowiek był wtedy młody). :) Potem ciekawy, wesoły i optymistyczny występ Frankie and the Heartstrings (kolejne offowe odkrycie, a co śmieszniejsze, wokalista na koniec zachęcał do zakupu płyty lub jej ściągnięcia z torrenta, jakby nie robiło mu to różnicy) i odrobinę rozczarowujący Junip, zespół Jose Gonzalesa, tego od pamiętnego hiciora Heartbeats, wykorzystanego w reklamie Sony, ale to było solo. Kolejnym bardzo pozytywnym zaskoczeniem był Deerhoof, karkołomne połączenie połamanych rytmów, muzycznego czadu i słodkiego głosiku skośnookiej wokalistki, za to nie do końca usatysfakcjonował mnie dEUS, na którego czekałem z dużą niecierpliwością, ale być może miał tu znaczenie fakt, że przez cały ich występ lało, a na dodatek nie zagrali moich dwóch ulubionych kawałków, Roses i Little Arithmetics. Później z powodu ulewy nie zobaczyłem Ariel Pink's Haunted Graffiti, a zamiast tego wybawiłem się i wyskakałem jak nigdy na Konono No. 1 (w namiocie), niesamowicie żywiołowym kolektywie afrykańskich bębniarzy. Żaden deszcz nie był jednak rzecz jasna w stanie przegnać mnie spod sceny gdy pojawili się na niej John Lydon i spółka. Z ograniczoną odpowiedzialnością. Zaczęli potężnie, od This is not a Love Song i Public Image, a zaraz potem Flowers of Romance. Oprócz Lydona zwłaszcza gitarzysta z niesamowitą brodą szalał na scenie. Nie pożałowali też takich hitów jak Disappointed czy This is What You Want, This is Waht You Get, a na koniec jako jedyni zagrali coś w rodzaju bisu (choć po prawdzie był to raczej powrót z przerwy na szluga) ;) I wtedy zagrali genialne Rise. Generalnie Public Image Limited dali fantastyczny koncert, a Lydon panował nad publicznością jak chciał, choć (a może właśnie dlatego) w trakcie występu wypił chyba z pół butelki wódki, zapijając colą. Bardzo chciałem jeszcze zobaczyć Sebadoh, ale nie dałem rady, za mało snu i nie te lata. ;)

Podsumowując zaryzykuję twierdzenie, że tegoroczny Off muzycznie miał do zaoferowania więcej niż Opener, choć jego gwiazdy były może nieco innego kalibru medialnego. Organizacyjnie drobne niedociągnięcia jeszcze są, ale to drobiazgi. Było super i tyle. Howgh.

Subiektywny ranking obejrzanych występów:

Low 10/10
Public Image Limited 10/10
Dry The River 9/10
Primal Scream 9/10
dEUS 8/10
Deerhoof 8/10
Konono No. 1 8/10
Destroyer 7,5/10
Ballady i Romanse 7,5/10
Blonde Redhead 7/10
Mogwai 7/10
Frankie and the Heartstrings 7/10
Bielizna 7/10
Jon Spencer Blues Explosion 7/10
Kury 6,5/10
Czesław Śpiewa 6,5/10
Ringo Deathstar 6/10
Junip 6/10
Neon Indian 6/10
D4D 5/10
_________________
Moje Dziewczęta!

Moje Dziewczęta updated!
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 11 Sierpień 2011, 09:03   

I to się nazywa sprawozdanie.
Dzięki za obszerną informację.
Szkoda, że nie dało rady...
_________________
 
 
     
Łukasz 
Aniołek Krejta


Wiek: 21
Dołączył: 21 Gru 2005
Skąd: Nie Warszawa

Wysłany: 5 Wrzesień 2011, 07:43   

Dziś 65 rocznica urodzin Freddiego Mercurego jak twierdzi Google. Niestety "sto lat" na miejscu nie jest. Ale ludzie od loga mają u mnie duży plus za piosenkę i animację. :mrafroamerykanin:
_________________
:+1:
 
 
     
settler 
Pirat Rabarbar


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 5 Wrzesień 2011, 21:07   

Prawda, googlowa animacja świetna. To skoro już jesteśmy w temacie:

_________________
Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 7 Wrzesień 2011, 00:31   

I to jest prawdziwa prawda, prawie taka jak oczywista oczywistość;)
Z drugiej strony - wyobrażacie sobie sześćdziesieciopięcioletniegoFreddiego?
_________________
 
 
     
Gadzinisko 
Aniołek Krejta


Wiek: 22
Dołączył: 18 Kwi 2005
Skąd: Podkowa Leśna
Wysłany: 7 Wrzesień 2011, 19:25   

wawrzyniec napisał/a:
Z drugiej strony - wyobrażacie sobie sześćdziesieciopięcioletniegoFreddiego?


Skoro Jagger i spółka, a także Ozzy dożyli dojrzałego wieku to sobie wyobrażam ;)
_________________

Kto żyw, martwy, kto umiera,
Chodźcie tańczyć Makabrela.
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 7 Wrzesień 2011, 22:21   

masz rację, tym niemniej nie wiem... Pewnie by poradził;)
_________________
 
 
     
Keyff 
Moderator


Wiek: 31
Dołączył: 24 Mar 2004
Skąd: Wrocław

Wysłany: 28 Grudzień 2011, 18:00   

A ja po ostatnim Męskim Graniu wpadłem w trans o nazwie Lao Che.
Co prawda żadna płyta nie oddaje tego jak piękny jest ich koncert, ale jeśli ktoś nie miał okazji - polecam "Prąd stały/Prad zmienny"
na zaczepkę : http://www.youtube.com/watch?v=YUMHy0y6wUM

Aktualnie wsłuchuję się w nową płytę Puscifera o wszystko mówiącym tytule "Conditions of My Parole" na zaczepkę - http://www.youtube.com/watch?v=bigVpjDEoCo - dosyć dziwna płayta i zupełnie inna niż pierwsza, ale się wkręciłem.

Wracając do męskiego grania - bylismy w Żywcu, we Wrocławiu i w Poznaniu - świetne występy Janerki, świetny Pink Freud i jak pisałem Lao Che. Możdżer również nie zawiódł, kilka perełek, Wojtek waglewski z Janerką, Pink Freud z Fiszem i oczywiście - choć to powtórka z zeszłego roku - waglewski&możdżer.
Zawiedli mnie: Tymański, Spięty, Tworzywo Sztuczne.

Z ciekawych rzeczy to na festiwalu organizowanym przez Portishead (w centrum Londynu na jakieś dwa tygodnie przed zamieszkami) usłyszeliśmy świetną kapelę o nazwie "The Books" - takiej porcji emocji dawno nie słyszałem - widok gościa grającego na 6 strunowym bez progowym basie jak na harfie - bezcenne.
Pomysł ich muzyki sprowadza się do odkurzenia wielu starych nagrań VHS i innych poradników na taśmach magnetofonowych, dogranie muzyki, trochę cytatów itp. Pięknie wygląda koncert ale i słucha się nieźle. http://www.youtube.com/wa...feature=related

a co do LOW - byłem już na dwóch ich koncertach - są niesamowicie genialni live :)
_________________

 
     
bele 


Wiek: 24
Dołączył: 29 Gru 2007
Skąd: Ankh-Morpork
Wysłany: 30 Grudzień 2011, 09:49   

trzy słowa. Lana Del Ray.
_________________
may you live in interesting times.
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 30 Grudzień 2011, 23:31   

aaa. ten utwór o grach video?;-)
Reszta też ciekawa?
_________________
 
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff

Wysłany: 8 Marzec 2012, 14:14   

Apaczyku, słyszałeś już niusa o M83 i Openerze 2012? Jak dla mnie, tegoroczny Open'er przedstawia się następująco:

MUSZĘ USŁYSZEĆ: Björk, Franz Ferdinand, Janelle Monáe, M83, Nosowska, Public Enemy

CHĘTNIE POSŁUCHAM: Bloc Party, Bon Iver, Gogol Bordello, Julia Marcell, The Kills, The xx

NIE ZNAM: Bat For LasheS, Dry the River, Friendly Fires, Justice, Major Lazer, SBTRKT Live, Wiz Khalifa
 
 
     
Apaczyk 
VIP


Wiek: 37
Dołączył: 18 Sie 2006
Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 8 Marzec 2012, 14:59   

Ja już wiem niestety, że na tegorocznego Openera nie dotrę, ale coraz bardziej żałuję.

Dry the River widziałem na zeszłorocznym Offie i to był jeden z najlepszych koncertów tamtego festiwalu, co jest tym bardziej godne podkreślenia, że przed koncertem nie znałem literalnie żadnej ich piosenki. Chłopaki naprawdę wymiatają.

Dla mnie poza tym must see to The XX, M83, Bon Iver, Nosowska i Franz Ferdinand (choć Ziółek już mógłby sobie dać spokój z powtarzaniem wykonawców, którzy już na Openerze grali), no, Bjork rzecz jasna również, choć zapalonym fanem nigdy nie byłem. :)
_________________
Moje Dziewczęta!

Moje Dziewczęta updated!
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff

Wysłany: 11 Marzec 2012, 02:55   

Apaczyku > właśnie mam zamiar posłuchać Dry the river. Dzięki za rekomendacje!
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga