Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Muzyka Duszy
Autor Wiadomość
Krasnola 
Kochanica Kora


Wiek: 23
Dołączyła: 18 Paź 2004
Skąd: Poznań (Zalasewo)
Wysłany: 10 Lipiec 2009, 12:11   

Masz Korze, Slam Pendulum:
http://www.youtube.com/watch?v=ABqh9N-Mw5E

A tu jeszcze jeden teledysk, który mnei ostatnio zachwycił:
http://www.youtube.com/watch?v=hxZJTRhcFg4
_________________
Nie daj się zwieść polskim producentom cyckonoszy! Sprawdż swój PRAWDZIWY rozmiar!
 
 
     
Apaczyk 
VIP


Wiek: 37
Dołączył: 18 Sie 2006
Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 20 Lipiec 2009, 14:32   

Pasikorek napisał/a:
Heienken Open'er 2009 Music Festival



Usłyszałem w DZIEŃ 1

# Maria Peszek - babka jest zdrowo szurnięta, ale oryginalna i przede wszystkim samoświadoma. Świetny, mocny koncert, kontakt z publicznością i ogólnie szaleństwo z prowokacją.

# Gossip - disco inie punk z wysp, czyli to, co teraz najmodniejsze. Niestety zespół w moim odczuciu sławny jest tylko dzięki wizerunkowi wokalistki, która przełamała się i w sumie z fizycznej ,,wady'' uczyniła zaletę. Wciąż jedna i ta sama piosenka.

# The Kooks - młodzi gniewni taneczni rock'n'rollowcy. Fajny kontakt z publicznością, fajne piosenki, miło się słuchało aczkolwiek szału nie było.

# Moby - moje rozczarowanie z 2 dnia. Nie podobało mi się chyba dlatego, że jego piosenki są romantyczne i w sumie smutne - nie sprawdzały się jak dla mnie. Przy Lift me Up, udało mu się zrobić 60 tysięczne szaleństwo, ale reszta repertuaru, mimo że zaśpiewana przez wokalistki o świetnych głosach, nie porywała. A, i jeszcze okazało się, że pan Moby gra całkiem nieźle na gitarce i lubi J. Casha.

# Paristetris - usłyszałem tylko finałowe 2 ostatnie piosenki ale głos wokalistki mnie oczarował.

# Gaba Kulka - poszedłem z Apaczykiem za namową Apaczyka i nie żałują. Wocal - Kate Bush/Tori Amos aranżacje na pianinie - Turnau/Ciechowski/Amos. Świetne teksty, klimat, muzyka. Dużo bardziej ambitny i ciekawszy Czesław śpiewa w spódnicy.

# Kapela ze wsi Warszawa - jak to oni, folkowali sobie ale żeby porwać? W sumie to przynudzali.

# The October Leaves - młodzi polscy britpopowcy. Tak sobie, przyjemnie.

# Piękni chłopcy/Daniel Drumz... - niesamowicie taneczny afrofunk/house/chill. Aż sobie poszukam w sieci.

# 100nka - experimental jazz. To co ci trzej panowie robili było po prostu niesamowite. warto poszukać i posłuchać.

# Wiolonczele z miasta - czasami jest tak, że człowiek idzie na jakiś festiwalowy zespół, o którym nic nie słyszał, którego nie słyszał i po kilku sekundach ma opad szczeny. I nie tylko ja tak miałem. Trafiłem na 5 ostatnich piosnek. Imagine... dziewczyna na skrzypcach i dziewczyna na wiolonczeli tworzy podkład w stylu pięknego wejścia w filmie, smyki. Nagle zaczyna grać elektryczna wiolonczela z efektem gitary distortion. Facet nie gra, on tworzy takie dźwięki, że publiczność wstaje. Po kilkunastu sekundach dochodzi sekcja rytmiczna. Drum'n'base zmieszana z rockiem. I nagle podchodzi do mikrofonu pani w długiej czarnej sukni i zaczyna mocnym, krystalicznie czystym góralskim głosem śpiewać powiedzmy jak Enya. Ale nie. Jak już wszyscy myślą, że to wszystko, nagle dochodzą drugie partie wokalne, śpiewane przez młodą góralkę, która krzyczy, śpiewa, hip-hopuje, no odjazd. I refren. Instrumenty dają czadu. Okazuje się że pani przy klawiszu generuje efekty jak filmu dla psychicznie chorych lub ala Prodigy, poza tym skreczuje. Góral wzmacnia krótkie charakterystyczne zaśpiewy w refrenie. Odjazd. Bisowali 3x a i tak publiczność nie chciała ich jeszcze puścić. Awesome!!!


Usłyszałem w DZIEŃ 2:

# Izrael - legenda polskiego roots reegae. Grali jako pierwsi, także mało ludzi, ale pod sceną taniec był. W połowie koncertu Brylu nagle do publiczności: Najwyższy czas coś spalić, macie coś? Spalmy Babilon i chmura dymu nad Main Stage :wink: Żałuję tylko że ich najbardziej klimatyczny utwór (See I & I) zagrali nie tak jak zawsze, czyli mega krótko. No i nie było Maleo.

# Madness - z przyczyn technicznych nie zagrali na Main Stage, tylko 2 kilosy dalej na samym końcu na World Stage. Jedyny koncert na którym padało. Jedyny koncert, na którym deszcz nikomu nie przeszkadzał... szaleć. Chyba nigdzie się tak pozytywnie nie wyskakankowałem jak na tej Legendzie ska. Seniorzy dali radę i dali show zapraszając na finał szalejące dziewczyny spod sceny na scenę. A ja sobie z boku skakałem na boso w deszczu i śpiewałem: Our hosue... :wink: Kolejny z najlepszych koncertów.

# Fatih No More - przez zmianę organizacji scen dotarłem po jakimś czasie. W końcu to legenda, aż wstyd nie posłuchać, skoro się reaktywowali. Zagrali niespodziewanie dobrze i niespodziewanie ostro jak dla mnie, przez co jeszcze fajniej się bawiłem. Ale ja tak nie do końca przepadam za FNM, także koncert po prostu był dobry dla mnie.

# Pendulum - najlepszy koncert dnia i całego festiwalu. Ani jeden kawałek nie był zapychaczem, jak u Moby'ego i u Prodigy (które w większości grało Fat of the Land i najnowszych Invadersów). Od pierwszych dźwięków do końca była energia, moc i szaleństwo. Wszystko mi wypadło z plecaka pod sceną w pogo, ale nie żałuję, bo nie dało się nie pogować. Jakby ktoś nie wiedział co to Pendulum - są to goście z Australii, którzy zabłysnęli miksem Voodoo People. To takie połączenie Prodigy z ostrymi gitarami i niesamowicie chwytliwymi melodiami na gitarach/synthach i wokalach. Płyty brzmią fajnie, ale koncert to po prostu szał. Chyba jeszcze nigdy nie było tak, że godzinę po koncercie czułem muzę w sobie i na sobie i dookoła siebie.

# White Lies - nie znałem. I tak sobie zmęczony siedziałem i odpoczywałem koło namiotu po Madness i tak słuchałem i słuchałem i jedno mi przyszło do głowy - szkoda, że u nas nikt tak nie gra. Proste emocjonalne piosenki z klimatem.

Mało słyszałem w drugi dzień, bo nie spałem już ponad 60 godzin (na dworcu niestety człowiek budzi się co kilka minut i nie można tego nazwać snem).


Usłyszałem w DZIEŃ 3:

# Lilly Allen - młodziutka wokalistka z fajnym głosem i z fajnymi piosenkami. Nie jest to jakieś objawienie, ale słucha się tego super.

# Kings of Leon - Najlepsi w trzecim dniu, niestety. Nie przepadam za nimi z płyt. Ale koncert mnie spustoszył. Są tak prawdziwi, zero sztuczności. Nie są jakimiś wirtuozami, chociaż niektóre solówy gitarowe były naprawdę ciekawe. Byli oszołomieni polską publicznością (grali pierwszy raz) i widać było, że im się niesamowicie podoba. Mają dużo stadionowych zaśpiewów, może dlatego mi się tak podobało, a może dlatego, że to po prostu prosty i szczery rock, klimatyczny i zagrany z pasją. Just fuck up! :)

# Placebo - miałem na nich nie iść, bo za nimi nie przepadam. Ale mówię, gwiazda takiego kalibru nie często się zdarza. Poszedłem i zostałem zniszczony. Zagrali z pasją, ich nowy perkusista to aż się dziwię, że nie rozwalił bębnów. Podkłady na skrzypcach i klimat tego koncertu. Byli niesamowici, udało im się na koncercie pokazać emocje!

# The Prodigy - pojechałem właściwie nie nich, bo przegapiłem ich na Coke w Krakowie rok temu. Zawiodłem się niesamowicie. Przed koncertem na telebimach informacje o tym, że poziom dźwięku, który doświadczymy może być szkodliwy dla zdrowia podobnie jak światło stroboskopowe. I co? I dupa. Jeden z cichszych koncertów, krótki i bez emocji. Cały czas tylko jeden tekst do publiczności - All my people, all my polish people, all my voodoo people, all ma wariors, all my fucking wariors. Żenada. Poza tym, większość muzy z playbacku. Jedna fajna akcja, kiedy w zwonienieu Smack my bitch up, na rozkaz MC tysiące ludzi przykucnęło, żeby wyskoczyć na refren i szaleć. Niestety, koncert był bez emocji, i na pewno nie było cudu prodigy.

# Santigold - jedna z artystek co raz bardziej popularnego ostatnio nurtu czarnej muzyki tanecznej. Bardzo fajne, ale trochę dołowała. Poza tym ona jest po jednej płycie więc nie miała dużego wyboru w repertuarze. M.I.A. byłaby przypuszczam lepsza. Ale na Lights Out publiczność szalała.

# Envee / Auricom - techno/house/electro/reggae/dub/psycho set. Niesamowita mieszanka grana przez dj w hangarze Burna. Hangar był pełny do ostatnich minut festiwalu.


Żałuję, że nie usłyszałem:
- Arctic Monkyes (siadł im prąd podczas występu a jak jechali to piorun walnął w busa)
- Basement Jaxx (podobno pozamiatali tenecznie publikę)
- Late of The Pier
- Duffy (po prostu nie dało się wejść do namiotu :)
- Crystal Castles (podobnież rewelacja)
- Emiliana Torrini (My Heart is beating like a jungle drum, raka dam, ta dam, tagaraka taga dam :)
- M83 (mam nadzieję, że Apaczyk widział i coś napisze :wink: )
- The Ting Tings
- Buraka Som Sistema (pozamianieli sceny i po prostu nie wiedziałem gdzie grają i kiedy i lipa)
- Dagadana
- Contemporary Noise Sextet (czyli goście z Pink Freud)
- Szelest spadających liści (dla nazwy 8-) )

Apaczyku, jak pewnie się domyśliłeś, komóra mi siadła całkowicie no i dlatego już się nie widzieliśmy. Organizacja super, labirynt uzupełnianych papierem tojtojów, jedzonko, picie itd. Było świetnie, tylko za dużo zespołów w tym samym czasie, za mało czasu i za mało łóżek na dworcu :mrgreen:


To ja może w ramach suplementu do wyczerpującej relacji korowej wtrącę wreszcie swoje trzy grosze. Sorki, że tak późno, ale bezpośrednio po Openerze wyjeżdżaliśmy w ostępy leśne i byłem głównie offline.

Otóż ja dla odmiany widziałem w sumie znacznie mniej koncertów niż Korek, mimo że byłem na wszystkich czterech dniach, bo z racji pełnienia obowiązków rodzicielskich zjawiałem się na terenie festiwalu relatywnie późno.

Ale po kolei.

Pierwszy dzień, czwartek 2 lipca

Tu zjawiłem się rekordowo późno, bo po 21. Ledwo zdążyłem się ogarnąć przed koncertem ARCTIC MONKEYS, na który nie czekałem z jakimś szczególnym napięciem, bo nie jestem ich wielkim fanem, ale który i tak okazał się największym rozczarowaniem całego festiwalu. Nawet nie chodzi o wspomnianego przez Korka pecha zespołu, któremu wysiadł prąd w połowie jednego z największych hiciorów (Fluorescent Adolescent), a na dodatek nawet tego chłopaki nie zauważyli i przez kilkadziesiąt sekund grali i śpiewali w kompletnej ciszy. Raczej chodzi o to, że kawałki z drugiej płyty, które zdominowały pierwszą część koncertu, są po prostu słabe, zupełnie nieporywające ani melodiami, ani aranżacjami, ani w ogóle niczym. Tłum ożywił się przy najbardziej znanych utworach, głównie z pierwszej płyty, ale dla mnie nawet one wypadły dość blado. Zagrane szybko, jakby pospiesznie i niestarannie. Ale może po prostu jestem już za stary na taką muzykę. ;)
Potem zobaczyłem jeszcze końcówkę koncertu LATE OF THE PIER, dosłownie półtora numeru, więc trudno powiedzieć coś reprezentatywnego, ale utwór zagrany na koniec bardzo mi się podobał.
Pod koniec dnia zdarzyło się jednak coś, co sprawiło, że żadną miarą nie mogę uznać pierwszego dnia festiwalu za stracony. Wszedłem do namiotu Alter Space i obejrzałem niesamowity, genialny, magiczny film: HEIMA. To półtoragodzinny obraz dokumentujący niecodzienną trasę koncertową Sigur Ros, którzy latem 2006 roku, po objechaniu z koncertami całego świata (wtedy zagrali też niezapomniany koncert na Openerze), wrócili na rodzinną Islandię, żeby dać serię darmowych, niezapowiadanych koncertów dla swoich ziomków. Film wbija w ziemię, muzyką, zdjęciami Islandii, wypowiedziami muzyków, konstrukcją, zakończeniem. Zakup tego DVD był pierwszą czynnością, jaką wykonałem po powrocie z festiwalu. Absolutna rewelacja.

Drugi dzień, piątek 3 lipca

To był dla mnie spokojniejszy dzień, który na dobrą sprawę mógłbym sobie nawet opuścić. Obejrzałem, wspólnie z Korem zresztą, kawałek koncertu GOSSIP, na temat którego mam opinię podobną do Kora, a może nawet jeszcze bardziej krytyczną, słowem nic ciekawego, potem KAPELI ZE WSI WARSZAWA, która zagrała ciekawie, ale na dłuższą metę dość monotonnie, więc też bez żalu opuściliśmy go przed końcem, żeby zobaczyć GABĘ KULKĘ. Która zagrała fajny koncert, choć nie tak rewelacyjny jak się spodziewałem. Może to nie jest do końca muzyka na wielkie festiwale, raczej na niewielkie kluby. Ale głos ma naprawdę dziewczyna niezły.
Żałuję, że nie zobaczyłem Pati Yang i islandzkiego Hjaltalina. Za to zobaczyłem pełen występ THE KOOKS. Choć stylistyka jest bardzo podobna do Arktycznych Małpek, ten koncert dla odmiany mi się podobał, bo był bardzo melodyjny, bezpretensjonalny, skoczny, a wokalista miał fajny kontakt z publicznością, choć mówił z takim angielskim akcentem, że prawie cockneyem. No i wreszcie na koniec dnia - MOBY. W odróżnieniu od Kora mnie się ten koncert podobał bardzo, uznaję go za najlepszy tego dnia. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że facet ma mnóstwo świetnych piosenek, a większość moich ulubionych się na tym koncercie pojawiła. Po drugie część z tych kawałków zagrał bardziej energetycznie i gitarowo niż na płytach (np. We're all made of stars). Po trzecie potrafił poderwać do tańca cały tłum zgromadzony przed sceną (wspomniane Lift me up). Po czwarte trochę śmiesznie, ale IMO szczerze, ciągle powtarzał dziekuje, dziekuje, dziekuje. ;) Zabrakło mi tylko chyba najpiękniejszej piosenki Moby'ego, w oryginale zaśpiewanej przez Sinead O'Connor - Harbour. Ale i tak nie miałby jej kto zaśpiewać równie dobrze.

Dzień trzeci, sobota 4 lipca

Ten dzień dla odmiany był dla mnie chyba najbardziej przeładowany, chciałem zobaczyć co najmniej sześciu wykonawców i oczywiście pech sprawił, że niewiele z tego wyszło. Spóźniłem się na Izrael, czego żałuję, ale z drugiej strony Kor ma rację: Izrael bez Maleo? Potem okazało się, że Madness utknęło na lotnisku i nie zagra na dużej scenie o 20, tylko na World Stage o 21 (a w rzeczywistości zaczęli chyba 20 po). A o 22 na dużej zaczynał FAITH NO MORE, czyli dla mnie absolutny must see. W rezultacie nie zobaczyłem ani kawałeczka koncertu EMILIANY TORRINI, czego bardzo żałuję, a MADNESS zobaczyłem tylko przez pierwsze 40 minut. Koncert fajny, nawet bardzo fajny, ale pozostawił dla mnie niedosyt, bo nie usłyszałem ulubionego Our House, który zagrali dopiero w finale.
Za to Mike Patton i spółka wynagrodzili mi tę małą niedogodność z nawiązką. Zagrali potężnie, ciężko, szybko, ale i momentami delikatnie, Patton był w świetnej formie i najwyraźniej fajnie się bawił, pociągając z gwinta żubrówkę (której butelkę zresztą parę razy pokazywał do kamery - w sumie w trakcie koncertu obalił ze dwie trzecie półlitrówki). Chłopaki dwukrotnie bisowali i oczywiście nie pominęli żadnego z największych hiciorów. Patton dużo gadał, dużo żartował, na przykład pytał czy na koncercie jest ktoś z ich poprzedniego występu w Katowicach. Nieliczne podniesione ręce skomentował tak: chyba ze 30 osób. A my myśleliśmy, że byliśmy tu popularni... :D Oczywiście chóralne śpiewy przy Easy, Epic czy We care a lot. I mały bonus z poprzedniego dnia, z autobusu, którym wracaliśmy z Korem z terenu festiwalu. Obok rozmawiała grupka nastolatków: "Faith no more? Nie znam". :O No ale jak się reaktywuje po 11 latach milczenia... Oczywiście najlepszy koncert trzeciego dnia.
Po FNM zdążyłem jeszcze na trzy ostatnie utwory WHITE LIES i tak jak się spodziewałem zagrane zostały wyśmienicie, chciałem ich zobaczyć i żałowałem, że ich koncert nachodzi na FNM, ale młodzi są, więc pewne priorytety muszą być. W każdym razie finał koncertu był świetny.
I na koniec też mocno przeze mnie oczekiwany francuski M83. Spodziewałem się fajnego występu i nie zawiodłem się absolutnie. To taka elektronika wzbogacona brzmieniem żywej gitary, która na koncercie wypadła niesamowicie sugestywnie, ostro. W połączeniu ze świetnymi melodiami i fantastycznym głosem wokalistki dało to dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwałem - czyli przewyższyło to co można usłyszeć na trzech znanych mi płytach zespołu. Szkoda tylko, że skończyło się po godzinie z hakiem bez bisa. :(

Czwarty dzień, niedziela 5 lipca

Ostatniego dnia znowu byłem na terenie festiwalu bardzo późno, zdążyłem na sam koniec koncertu LILY ALLEN, który nie zachwycił, ale i tak zależało mi tego dnia wyłącznie na obejrzeniu KINGS OF LEON. W odróżnieniu od Kora uwielbiam ich ostatnią płytę i spodziewałem się czegoś wyjątkowego, ale i tak nie zostałem przygotowany na to co nastąpiło. Podobnie jak Kor zostałem doszczętnie spustoszony. Tak szczerego, pełnego emocji i pasji występu nie oglądałem już naprawdę długo. Chłopaki zamietli do czysta i na dodatek widać było wyraźnie, że sami też zostali kompletnie zaskoczeni przez publiczność. Przez pierwsze dwa-trzy utwory nie otworzyli do publiczności buzi, a potem im się nie zamykała. Po którymś z kolei skandowanym przez widownię utworze wokalista przyznał, że są zszokowani. "Jechaliśmy tu po raz pierwszy z nastawieniem, że większość publiczności będzie pytać kto to do cholery są Kings of Leon. To co tu zobaczyliśmy przechodzi najśmielsze oczekiwania". A pod koniec koncertu, i myślę, że nie była to czysta kurtuazja, ocenił, że publiczność na Openerze była najlepsza w trakcie całej trasy zespołu (up to date). A potem dodał coś takiego: Możemy wam obiecać jedno. Kiedykolwiek zechcecie nas tu ponownie, zagramy ponownie (whenever you want us back, we'll be back). I to był właśnie najlepszy IMHO koncert Openera AD 2009.
Potem obejrzałem jeszcze PLACEBO, które zagrało o niebo lepiej niż trzy lata temu na tej samej scenie, mimo że promowało o wiele słabszy album, ale po genialnym występie Kings of Leon, afektowane i dość pretensjonalne teksty Briana Molko (thank you very much ladies and gentelmen, brothers and sisters, children of Poland) raczej mnie denerwowały. Po tym, jak każdego dnia festiwalu dzieciaki budziły mnie przed ósmą, nie miałem już siły czekać na PRODIGY, ale z tego co pisał Kor, nie mam czego żałować.
W sumie zatem najlepsze wydarzenia festiwalu dla mnie to:
1. koncert Kings of Leon
2. koncert Faith No More
3. Heima
4. koncert Moby'ego
5. koncert Madness

Kor, sorki, że nie mogłem się z Wami umówić jak dzwoniłeś, ale złapałeś mnie akurat na plaży w Oksywiu, taszczącego wózek, jeszcze na dodatek na spacerze ze znajomymi.

I do dziś nie mogę sobie darować, że pozwoliłem Ci spać na dworcu. Szlag, mogłem przecież uruchomić jakiegoś znajomego, dałbym radę. No po prostu dramat. Następnym razem na pewno się poprawię.
_________________
Moje Dziewczęta!

Moje Dziewczęta updated!
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff
Wysłany: 20 Lipiec 2009, 16:01   

Apaczyku - spoko, mogłem nocować na u Seta jak coś, ale nie chciałem nikomu robić problemu, liczyłem na moje głupie szczęście i w sumie takie dwie dziewuchy poznałem fajne, i tacy wszyscy zmęczeni, brudni, głodni, śmierdzący, zjechani na maksa nie mogliśmy sobie w trójkę na tym dworcu usnąć :wink:

Tak, do dzisiaj pamiętam Kings of Leon i aż specjalnie puściłem sobie płytę ich w domu i okazuje się nie być taka zła 8-) Ale atmosfera ich zaskoczenia i odebrania muzyki przez tłum - pamiętam do dzisiaj, po prostu niesamowite!

A, i jeszcze powiem Ci Apaczyku, że jakbyś był na Pendulum, to pewnie Moby albo Madness wypadłoby z twojej best 5 8-)
 
 
     
Uboot 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 16 Maj 2005
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 1 Sierpień 2009, 16:03   

Przepraszam, ze dopiero dzisiaj.
Łapajcie linkusia do video-przekazu na żywo z Woodstocku.
http://www.onet.tv/5273571,relacja.html

Owsiak już zachrypnięty. ;)
 
 
     
settler 
Pirat Rabarbar


Dołączył: 14 Lut 2004
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 31 Sierpień 2009, 15:12   

Z serii ciekawe covery (a lot of drums), tylko niestety jakosc do dupy:

http://www.youtube.com/watch?v=C5-ClvcHtK4
_________________
Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 31 Sierpień 2009, 18:18   

Przy odrobinie samozaparcia koncerty Blue Man Group (video) i płyty audio można znaleźć w całkiem dobrych wersjach. Polecam, mają ciekawe pomysły.
Ze swojej strony polecam STOMP!, grupę tancerzy/perkusistów grających na wszystkim.
Byli już w Polsce, niestety nie było mi dane zobaczyć ich na żywo. DVD czasami bywa w marketach w bardzo okazyjnej cenie.
_________________
 
 
     
Uboot 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 16 Maj 2005
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 8 Styczeń 2010, 17:00   

Pozwólcie, że zacytuję Trójkę:
Cytat:
HEY NA ŻYWO!

Hey wraca do koncertowego studia Trójki. Przerwa była dość długa (poprzedni występ zespołu odbył się przy Myśliwieckiej 8 lat temu), ale warto było czekać. Hey jest w formie, wyprzedaje koncerty w kraju, a 15 stycznia w Trójce Katarzyna Nosowska i jej grupa zagrają m.in. utwory z najnowszej płyty "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!". Album zebrał wysokie noty od krytyków, zdobył też uznanie wśród fanów (w dniu premiery w październiku 2009 osiągnął status Platynowej Płyty).

Na antenie rozdajemy wejściówki na koncert – prosimy o uważne słuchanie Trójki.

Koncert odbędzie się w ramach cyklu „Offensywa De Luxe”. Początek transmisji 15 stycznia o 21.05.


źródło: http://www.polskieradio.p...osci/?id=130161
 
 
     
.spk 


Wiek: 25
Dołączył: 19 Gru 2006
Wysłany: 3 Kwiecień 2010, 19:43   

Muzyka mej duszy ostatnio to:
numero uno! http://www.youtube.com/watch?v=uncyQb2Zn40
numero dos! http://www.youtube.com/watch?v=87XpMQ4w6-0

My Own Private Alaska zespół się zwie i grają naprawde zajebiście ale ostrzegam że muzyka to nie dla każdego. Większość z was odpadnie po minucie z hakiem.:P

W Łodzi był ich koncert. Kosztował dyche. Dojazd ok 80zł w obie strony i powiem wam że opłacało sie wydać tyle kasy żeby zobaczyć jak grają bo jeszcze nie widziałem żeby ktoś sie tak wczuwał na scenie.
 
     
Łukasz 
Aniołek Krejta


Wiek: 21
Dołączył: 21 Gru 2005
Skąd: Nie Warszawa
Wysłany: 3 Kwiecień 2010, 20:36   

Zacne, ale wokal na początku, dopóki się nie przyzwyczaiłem przeszkadzał. Po kilku minutach robi się mniej nieznośny, ale wciąż nachodzi mnie refleksja, że wokalista mógłby mniej pić. :wink:
_________________
:+1:
 
 
     
Gadzinisko 
Aniołek Krejta


Wiek: 21
Dołączył: 18 Kwi 2005
Skąd: Podkowa Leśna
Wysłany: 3 Kwiecień 2010, 21:19   

Muzyka piękna. Wokal mógłby być mniej emocjonalny i spokojniejszy, ale jakoś dziwnie się wkomponowuje. Chyba działa jakaś zasada "współgrania przeciwieństw", czy coś w tym rodzaju...
_________________

Kto żyw, martwy, kto umiera,
Chodźcie tańczyć Makabrela.



If you don't think your life is worth more than someone else's, sign your donor card and kill yourself.
 
 
     
.spk 


Wiek: 25
Dołączył: 19 Gru 2006
Wysłany: 3 Kwiecień 2010, 23:13   

Screamo z pianinem jest fenomenalne i zarazem oryginalne.:D

W ogóle goście naprawde sie wczuwali. Koleś co grał na keyboardzie momentami wyglądał jakby osiągał wyżyny rozkoszy. Ale trzeba mu przyznać że umie grać na klawiszach. Wokalista też różne rzeczy wyczyniał.


Swoją drogą jest jeszcze druga wersja Die for me (nie ma w nawiasie '(if i say please)') ale wg mnie jest gorsza niż ta którą tu dałem. Gorzej sie słucha mniej przyswajalna. Za dużo pobocznych dźwięków.
 
     
Uboot 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 16 Maj 2005
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 4 Kwiecień 2010, 11:29   

.spk napisał/a:
ale ostrzegam że muzyka to nie dla każdego. Większość z was odpadnie po minucie z hakiem.:P

Nom. W pierwszym linku odpadłem w momencie kiedy zaczęło się darcie ryja. W przypadku drugiego, zaraz po naciśnięciu play. To nie dla mnie. :))

Ja ostatnio lubuję się w L.U.C'u


oraz w Smooth Jazzie
 
 
     
aschar 


Wiek: 22
Dołączył: 02 Gru 2007
Skąd: Zduńska Wola
Wysłany: 4 Kwiecień 2010, 12:42   

L.U.C. przekroczył dla mnie granice niemożliwego. Do tej pory nie sądziłem, że będę w stanie słuchać takiej muzyki. A jednak ;)
Chociaż jego ostatnia płyta, ta taka z historycznych dźwięków montowana, jakoś nie przypadła mi do gustu. Może i dlatego, że w ogóle Luca tam nie słychać...

Swoją drogą, w podobnych klimatach jest płytka 5 2 Dębiec (czy jak się go tam pisze) o tytule "Deep Hans". Też fajniuchne.
_________________
Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 18:36   

aschar napisał/a:
L.U.C. przekroczył dla mnie granice niemożliwego.


Nie znam innych dokonań poza podanym przez Podwodnego, ale mi to na kilometr pachnie na przykład Massive Attack. Nic odkrywczego IMHO. Przynajmniej jeśli chodzi o ten jeden utwór.
_________________
 
 
     
aschar 


Wiek: 22
Dołączył: 02 Gru 2007
Skąd: Zduńska Wola
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 20:48   



sprawdź to - mój pierwszy kawałek Luca, jakie poznałem dość dawno już. Mówiąc że przekroczył granice, miałem na myśli też jego dykcję ;)
Hemoglobina gdzieś tam w dalekich dociekiwaniach może i pachnie massivem. Ale bez przesady... ;)
A swoją drogą, Massive Attack też lubię. Prezentują trip hop na dość wysokim poziomie, z resztą są chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych kapel (?) w tym nurcie :)
_________________
Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 21:30   

aschar napisał/a:
Mówiąc że przekroczył granice, miałem na myśli też jego dykcję

To chyba nie moja półka i tyle......
Jeśli chodzi o dykcję, to polecam Teatr Telewizji.
Jeśli chodzi o muzykę...... To nie moja półka.
aschar napisał/a:
A swoją drogą, Massive Attack też lubię. Prezentują trip hop na dość wysokim poziomie

Dziękuję. Znasz kogoś na wyższym poziomie? Bo chętnie posłucham. Pomijam początkowy Portishead. Naprawdę proszę o wskazówki.....
_________________
 
 
     
.spk 


Wiek: 25
Dołączył: 19 Gru 2006
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 21:48   

Lamb?
 
     
Uboot 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 16 Maj 2005
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 21:57   

aschar napisał/a:
Jeśli chodzi o muzykę...... To nie moja półka.

L.U.C'a też nie, bo on po prawie na Uniwersytecie Wrocławskim. :wink:
 
 
     
aschar 


Wiek: 22
Dołączył: 02 Gru 2007
Skąd: Zduńska Wola
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 22:04   

wawrzyniec napisał/a:
Znasz kogoś na wyższym poziomie? Bo chętnie posłucham. Pomijam początkowy Portishead. Naprawdę proszę o wskazówki.....


chodziło mi właśnie o Portishead ;)
_________________
Jeśli za dużo sobie wyobrażasz, uważaj żeby nie zginąć w zderzeniu z Rzeczywistością
 
 
     
Uboot 
Moderator


Wiek: 26
Dołączył: 16 Maj 2005
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 5 Kwiecień 2010, 22:11   

Od siebie dodam tylko, że w tym tygodniu wybieram się po tę płytę:
http://www.empik.com/39-8...,prod20320071,p

L.U.C tą płytą wpisuje się w ostatnią "ekspansję" twórców którzy świeżo spoglądają oraz przedstawiają najnowszą historii Polski. Tym nurtem podążają jeszcze m.in. Dukaj z Wrońcem i Bagiński z Hardcore 44.

39-89 Zrozumieć Polskę
  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje anime