Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 14 Luty 2011, 16:09
W ramach przerabiania oskarowych nominacji, obejrzałem Jak zostać królem (nota bene chyba pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby polskie tłumaczenie podobało mi się bardziej, w sensie bardziej oddawało treść filmu, niż tytuł oryginalny) i 127 godzin Danny'ego Boyle'a. W tym pierwszym genialne role Firtha i Rusha (moim zdaniem obie oskarowe), a w tym drugim niesamowita wizja pustki, osamotnienia i bezsilności. Mocna rzecz, choć z filmów bardzo podobnych jeśli chodzi o wydźwięk jeszcze mocniej walnął mnie Into the Wild Seanna Penna z 2007 roku.
Z kolei ja przerobiłem ostatnio dwie inne oscarowe nominacje. Wczoraj widziałem Prawdziwe męstwo i zobaczyłem to, czego się spodziewałem - bardzo dobry film. Aktorstwo to loty w stratosferze. Niekiedy w życiu zdarza się spotkać takiego małego, rezolutnego smarkacza, którego po prostu nie sposób przegadać. Mattie czyli główna bohaterka, 13-sto latka i grająca ją również trzynastoletnia aktorka (debiut!) to właśnie taki smarkacz. Razem z genialnie zagranym, zapijaczonym Roosterem i ślamazarnym Damonem rządzą ekranem. Dialogi cięte, jak najbardziej westernowe i co mnie najbardziej zdziwiło, sala kinowa nie raz wybuchała śmiechem. Oryginał oglądałem bardzo dawno temu, więc nie mogę porównać ale opowiedziana historia jest wiarygodna i co najlepsze, niby wiadomo kto czego chce i do czego dąży, ale w sumie nie wiadomo co się jeszcze za 5 minut stanie, co raczej zawsze świadczy na korzyść filmu. Zdjęcia są co najmniej klimatyczne i w połączeniu z montażem, film się bardzo dobrze ogląda. Muzyka może nie jest epicka, ale pasuje. Film jest braci Cohen i oczywiście widać to - nie dłuży się nawet o sekundę, jest jednocześnie i gorzki i śmieszny, momentami lekki a chwilami poważny, bohaterowie dostają to, na co zasłużyli a zakończenia się nie spodziewałem, ale bardzo mi się podobało. Jak komuś podobały się ostatnie 3 filmy Cohenów, to ten jest ich alternatywną kwintesencją + Jeff the Dude Bridges Polecam i sam z pewnością obejrzę jeszcze raz, więc 8.5/10
Z kolei Czarny łabędź to Aronofsky jakiego uwielbiam - obsesja, schizy, niewygodne do oglądania sceny, mocne ale nigdy wulgarne sceny erotyczne i nieprzyjemne dla ucha dźwięki. Wszystko czego się naczytałem o finałowej scenie czyli o wystawieniu Jeziora łabędziego jest prawdą. Ostatnie 15-20 minut oglądałem z otwartą szczeną, a finałowe 5 minut na jednym wdechu. Do tej pory uważałem, że N. Portman nie przebije aktorsko swojego debiutu - Leona zawodowca. Albo to zrobiła, albo role są na równi - pomyślę, jak pooglądam kolejny raz. W ogóle aktorzy dali z siebie wszystko a balet chyba bardziej za sprawą pracy kamery niż choreografii ogląda się przyjemnie, czego się bałem, bo nie lubię. Mam tylko zastrzeżenie do sceny na dyskotece, która jest tak zmontowana, że prawie nic w niej nie widać, chociaż daje fajny obraz tego, co się dzieje z główną bohaterką. Podobało mi się również to, że ciężko ten film zaszufladkować. Niby thriller, niby psychologiczny, ale wstawki jakby wprost z rasowego horroru, nie wspominając już o dramatycznym tonie całości. Dlatego, podobnie jak w Prawdziwym męstwie, pozytywnie zaskakiwały mnie "komediowe" wstawki, które naprawdę rozluźniały dosyć gęstą atmosferę filmu. Film zobaczę jeszcze na pewno, przynajmniej dla SS matki, muzycznych smaczków, luster i takich tam innych spojlerowych rzeczy, dla może trochę wychudzonej ale zawsze fenomenalnej Portman no i dla finałowej sceny, toteż 8.5/10 ode mnie i polecam!
Ale żebym dał Oscara jednemu czy drugiemu, to nie wiem, nie wiem...
Ale żebym dał Oscara jednemu czy drugiemu, to nie wiem, nie wiem...
Oscary dostają filmy oscarowe, a nie najlepsze. Niedawno wreszcie obejrzałem Slumdog Millionaire. I jest to właśnie idealny przykład. Dobry film, może nawet bardzo dobry, ale nie rewelacyjny. Po pierwszych kilku minutach, gdy załapie się o co chodzi, to już nic nie zaskakuje. Sam pomysł i fajny, ale dalej historia jest dość typowa. Przyglądając się innym kategoriom, w których zdobył statuetkę, to muzyka faktycznie super, ale już do montażu miałem zastrzeżenia. Nazwijmy to "wymyślne" ujęcia często faktycznie genialne i z najwyższej półki, ale nagle się trafia o jedno za dużo, które zalatuje kiczem. Zastanawiałem się, czy może to nie jest jakieś nawiązanie do tego jak robi się filmy w Bollywood, ale ponieważ nie oglądam, to nie wiem. W każdym razie najlepszy film roku? Na pewno nie.
Też niedawno wydziałem Machete. Super. Nie jestem fanem Rodrigueza, dla mnie po Desperado nie zrobił nic co by mi się jakoś szczególnie podobało. Natomiast ten film spełnił wszystkie moje oczekiwania i nadzieje. Były dupy, cycki, krew i rozpierducha. Czego więcej chcieć od filmu? A poważniej mówiąc, to bardzo fajnie się ogląda taki film w stylu kina niskiej klasy, ale zrobiony na najwyższym poziomie. Reżyseria, aktorzy, smaczki (błąd z Mercedesem był taką niespodzianką, że aż pomyślałem na początku, że się faktycznie walnęli). Obsada nie dość, że zawiera same znane nazwiska, to jeszcze idealnie dopasowana. Dawno się tak nie uśmiałem na filmie. Zdecydowanie polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Jak zostać królem czyli ciąg dalszy oglądania oscarowych filmów. Jak zauważył Apaczyk, świetny polski tytuł a jeżeli chodzi o mnie to świetny film o przyjaźni, uporze, woli walki a także o odpowiedzialności. Polityki jest w nim tyle ile potrzeba - mało - cała reszta to prywatna walka z pokonaniem swoich słabości, nie tylko językowych. W sumie oprócz zdjęć, wszyscy wyszli zwycięską ręką z tego filmu. W trakcie seansu miałem wrażenie, że raz zdjęcia i kadry są świetne (wnętrza) a raz tanie i niedopracowane (zewnętrza Poza tym i przyszłym królem, wszystko w tym filmie gada - aktorstwo, muzyka, stroje i charakteryzacja, nie wspominając o dobrze wyważonym satyryczno-politycznym tonie. W ogóle film nie ma ciężkiego tonu i choć nie nastawiałem się przed seansem na za wiele, to później nie mogłem się oderwać. Niektóre wątki mogły zostać rozwinięte bardziej jak sceniczne marzenia Lionela, sytuacja geopolityczna czy kwestia brata. Ich brak to żadna wpadka, po prostu chciałem więcej zobaczyć, tak mi się podobało Miło też widzieć nieoszpeconą przez męża H. B.-Carter, która w końcu gra 'normalną' postać. Nie zdziwiłbym się, gdyby ten film zgarnął większość statuetek, chociaż nie wszystkie mu się należą. Poza tym jestem ciekawy, jaki w porównaniu okaże się 127 godzin. 8.5/10 i... cycki
Obejrzałem też The Social Network i nie wydaje mi się, żeby ten film definiował minioną dekadę (tak słyszałem). Kolejny po Zodiaku i Benjaminie Buttonie dobry aczkolwiek nie wybitny i nie-wciągający-tak-jak-poprzednie film Finchera. Przez 90% czasu kłócą się i gadają, a przez resztę programują, w międzyczasie planując zaliczanie lasek w ekskluzywnych klubach. Jakimś cudem scenariusz nie jest przegadany tylko wartki a film nie jest nudny i pozwala mieć różne wyobrażenie na temat Zuckerberga; Fincher nie ocenia tylko pokazuje z wielu perspektyw kulisy narodzin facebooka i to mi się podobało. Pewnie dlatego, że aktor grający założyciela Facebooka zawładnął ekranem i postacią (sam znam podobnych nerdów ze studiów). Nie wiem też skąd zachwyty nad muzyką w filmie. Lider Nine Inch Nails skomponował wg mnie dobrze snujące się tło i tyle. Muza w Tronie czy w Incepcji dużo lepiej komponowała się z erkranem, IMO. Kilka scen zapada w pamięć, m.in. rekrutacja do firmy, 'my nie padamy', ostatnia kłótnia przed pobiciem rekordu w późniejszej siedzibie FB czy początek definiujący działania Marka razem z gorzką końcówką. Generalnie film mi się podobał i wg mnie warto go zobaczyć, nawet bardzo, ale żeby był filmem oddającym ducha minionej/obecnej generacji? Jeśli tak to społeczno-towarzyska przyszłość USA ma problem. 8.0/10 i nie rozumiem nominacji
Maczetę widziałem i nieźle się uśmiałem. Spodziewałem się tego co napisał Seciu i to dostałem, no może za mało było Alby Niestety widziałem też Sanctum 3D i Turystę. 3D okazuje się być gorsze niż butapren bo Sanctum się po prostu nie klei a Turysta z kolei jest za słodki, za nijaki i zrobili go chyba tylko po to, żeby Dżony i Dżoli weszli w ślinę na ekranie. 2x fail.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 7 Marzec 2011, 13:53
W weekend obejrzeliśmy dwa kolejne filmy, które otarły się o Oskary, czyli Winter's Bone i True Grit. Żaden nie rzucił nas na kolana, ale też i nie uważamy czasu na nie poświęconego za stracony. W tym pierwszym przypadku coś, co ten film ewidentnie posiada, może nawet w nadmiarze, to klimat. Zaiste niesamowity, gęsty, duszny, mroczny. I niezłą grę aktorską, zwłaszcza dzieciaków. Czego natomiast nie posiada specjalnie, to fabuła, nie mówiąc już o akcji.
Natomiast Coenowie zrobili naprawdę zaskakująco klasyczne kino, bez specjalnego mrugania okiem do widza, z również świetną grą aktorską całej trójki (czy nawet czwórki, choć Josh Brolin specjalnie się nie nagrał) głównych bohaterów (nawiasem mówiąc dopiero w trakcie napisów końcowych zorientowałem się, że jedną z ról grał aktor, którego lubię i cenię, Barry Pepper - nie poznałem go za cholerę). Tylko gorzki, niezbyt typowo westernowy epilog można chyba uznać za specyficzny stempelek Coenów.
Generalnie w obu przypadkach jakieś 7/10, z lekkim wskazaniem na Coenów.
Dokładnie to co sam myślę o tym filmie. Można obejrzeć, nie będę odstraszał, ale rewelacji nie ma. Seria niestety stacza się po równi pochyłej. Scenarzystom skończyły się motywy z gier Monkey Island, a sami niczego ciekawego nie byli w stanie wymyślić. Jednak mimo braków i średniego poziomu raczej się nie wynudziłem, a jako, że lubię gadżet w postaci filmów 3D (tutaj efekt nie przesadzony, taki akurat) to i przyjemnie się oglądało. Trochę dziwne, że chyba ponad połowa filmu dzieje się w nocy i tracimy ładne widoki znane chociażby z 2 części. Nie należy się spodziewać wiele po tym filmie, to wtedy jakoś ujdzie.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Ja sie zacząłem martwić, ale mam jeszcze nadzieje, ze to pierwszy zwiastun, który jest nastawiony na jebankę. Następny może pokaże więcej fabuły, zamiast tego, że Holmes będzie bił ludzi i rzeczy będą wybuchać. Zwłaszcza, że jestem fanbojem poprzedniego filmu.
_________________ may you live in interesting times.
The Antics Roadshow - Banksy stworzył telewizyjny dokument o różnych wybrykach ostatnich kilkunastu lat. Od śmiesznych spowodowanych nudą do nietypowych protestów politycznych. Dostępne na YT i pozwala trochę luźniej patrzeć na świat.
Skoro w temacie dokumentów to jeszcze dwie rzeczy.
Senna - film opowiada o karierze Ayrtona Senny w Formule 1. Jest to jednak film również dla osób, które się całkowicie nie interesują sportem. Losy Senny uważanego za najlepszego kierowcę w historii potwierdzają, że najlepsze historie pisze samo życie. Cały film składa się z materiałów archiwalnych (brak nudnych gadających głów) i został stworzony tak, jak tworzone są filmy fabularne. Interesujący i poruszający, a co najważniejsze - najlepszy film dokumentalny jaki widziałem. Zdecydowanie polecam. Jeśli ktoś chce być uczciwy, to film niedawno został wydany u nas na DVD.
Idiot Abroad - jakoś na dniach (coś mi się wydaje, że już od tej środy) startuje na Discovery. Program "turystyczny", który polega na tym, że wysłano na wyprawę dookoła świata kolesia, który kompletnie nie ma na to ochoty. Nie rozumie on idei zwiedzania, zabytków, itd. Jest praktyczny do bólu, ale zarazem część jego spostrzeżeń okazuje się całkiem trafna. Z jednej strony śmieszne, a z drugiej cały serial pokazuje rzeczy, których nie dowiecie się z normalnych programów turystycznych. Całość choć dla mnie bez rewelacji, to z przyjemnością obejrzałem. Pośmiałem się i czegoś dowiedziałem.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
To ja napiszę,. że widziałem Conana nowego. W 3 D.... Jason Momoa jest ok, bliższy mojej wizji Pana Canona. Poza tym film cienki, przebajerowany, scenariusz wymaga łat wielkości ciężarówki, montaż męczy. Oczekiwania przerosły to co otrzymałem. 3+
Co do "An Idiot Abroad" - moim zdaniem świetny serial, ale dobrze jest poznać wcześniej jego twórców. Ricky Gervais i Steven Merchant to twórcy "Biura" i "Statystów", a słynny już Karl Pilkington ujawnił się w ich starym podkaście "Ricky Gervais Show". Ten podcast jest teraz przerabiany przez HBO na animację. 2 sezony już były. Ja uwielbiam. Śmieję się jak głupi. A Karl po prostu jest głupi.
A Conan był lepszy niż myślałem, ale spodziewałem się dna na 0,5. Dostałem coś na 1,5. Scenariusz durny, a reszta to sceny cięcia i ludzie wybuchający jak worki z wodą. Tylko na czerwono. SUUUUCKS.
Ale jeśli ktos lubi takie durne filmy to ok. Miłego!
_________________ may you live in interesting times.
"Drive" polecam. Prawdopodobnie najlepszy film tego roku. Ale nie dla każdego, wielu ludzi się na nim nudziło, bo owszem jest bardzo powolny i oszczędny w słowach. Jeśli komuś nie podpasuje to polecam "Smerfy". Są chujowe, kolorowe, dużo się dzieje.
"Tinker Tailor Soldier Spy" polecam, ale tym, którzy nie usneli na "Drive". Autentyczne przeciwieństwo Bonda. Prawdziwa praca Szpiegowska z rewelacyjnymi kreacjami każdego aktora, który został zatrudniony. Mocne, surowe i realistyczne.
_________________ may you live in interesting times.
Wiek: 22 Dołączył: 22 Maj 2007 Skąd: Jastrzębie Zdroj
Wysłany: 1 Grudzień 2011, 09:05
W 100% zgadzam się z mini recenzją "Drive" w kinie ludzie ziewali i wiercili się, ale jedno wszystkich urzekło, muzyka! Mówili, że film średni, ale muza dawała radę.
Dla mnie film był rewelacyjny. Tak jak kiedyś, film polegał na nieskomplikowanej fabule i skomplikowanej, intrygującej kreacji głównego bohatera. Końcówka dla niektórych moich znajomych była przesadzona, szkoda, że tak się zachowywał...dla mnie to była idealna kulminacja. Do tego prowadziły wszystkie czyny bohatera i gra Goslinga udźwignęła temat
Staram się nic nie opowiadać z fabuły bo warto zobaczyć! Polecam także.
Ja obejrzałem The Eagle i proszę Was - nie oglądajcie.
Może nie jest to dno, bo da się oglądnąć, ale ilość niedociągnięć i naciągnięć *przerosła moje oczekiwania.
Nie polecam.
Wiek: 22 Dołączył: 22 Maj 2007 Skąd: Jastrzębie Zdroj
Wysłany: 5 Grudzień 2011, 09:05
Poświęciłem jakże cenne ćwiczenia z matematyki i parę dni temu zobaczyłem w kinie Tinkera Tankera. Polecam także...także wiesz...
Mr bele pisał, więc krótko. Dodam jedynie, żeby w ogóle się nie sugerować sloganami "lepszy bond" bo to z bondem ma tyle wspólnego co zbiór liczb naturalnych ze zbiorem liczb...CENZURA!!! nie było mnie na tym.
Tym razem ludzie nie ziewali, grubas za mną bezczelnie chrapał! Widzowie obok musieli ze zmieszaniem i zażenowaniem budzić go co jakiś czas. (a było ich w sumie tych widzów ze 6ściu)
Jeżeli ktoś lubi klimaty szpiegowskie, układy, lojalność/przyjaźń, intrygi, narodowe spiski i dość wyszukany humor a wszystko to zagrane bardziej dialogiem niż akcją to jest film dla niego i hymn radziecki!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach