Ludos: Choć goni nas czas, który podałeś, jest dla mnie naprawdę płytkim filmem w porównaniu do Buttona czy Gumpa, nie wspominając, że Notatnik to romans, z resztą bardzo dobry, IMO.
Co do argumentacji Keyffa, taka dygresja - wiecie jaki film dostał Malinę dzisiaj (znaczy wczoraj)? Indiana IV.
I generalnie podzielam pogląd seta: za długo starości, za mało młodości i średnio młodego wieku i ostatnia śmierć nie była dla mnie jakimś ciosem, nie była mocna, czy spektakularna.
A mnie się tam wydaje, że tak to właśnie miało być - wydłużanie części końcowej nie miało większego sensu - nic by już nie wniosło. "Symetria jest pięknem głupców" (nie bierzcie tego do siebie - błagam).
Co do śmierci, może to jest tak, że ja przez wzgląd na swoją sytuację rodzinną jestem jakoś bardziej uwrażliwiony na widok umierającego niemowlęcia - stąd się może brać ta różnica w odbiorze. Generalnie przyjmę argument, że tematyka tego filmu pod wieloma względami inaczej dotyka człowieka z małym dzieckiem.
Wiek: 37 Dołączył: 18 Sie 2006 Skąd: Gdynia/ Warszawa
Wysłany: 23 Luty 2009, 12:10
Co do dyskusji na temat Benjamina Buttona, swoje już wcześniej napisałem, więc powtórzę tylko, że zdecydowanie zgadzam się z Keyffem. To był dla mnie film wbijający w fotel i nie dłużący się ani przez moment. A skojarzenia z Forrestem Gumpem w istocie trudno uniknąć, bo też i miała je zdecydowana większość (przynajmniej polskich) recenzentów. I mnie trudno jednak porównywać oba filmy, każdy w swoim gatunku był genialny. A rzucenie losów jednostki na tło historii świata i USA to jednak odrobinę mało, żeby formować sądy o zbytnim podobieństwie obu obrazów.
settler napisał/a:
My Blueberry Nights
Najlepszy film jaki widzialem ostatnio. Mialem obejrzec go od dawna, ze az sie doczekalem tego, ze graja go u nas w kinach. Pierwszy film Wong Kar Waia nakrecony w USA i w jezyku angielskim. Nie zmienia to jednak cudownego stylu, a dodaje inny klimat - amerykanskich barow. Typowo dla Kar Waia film jest bardzo kolorowy, ale zarazem spokojny. Cała masa genialnych pomyslow (scena pocalunku, ktorego nie widac super) a na dokladke aktorzy zagrali bardzo dobrze. Rezeser w roli glownej obsadzil Norah Jones, dla ktorej to byla pierwsza (i jak dotad ostatnia) rola w filmie, jednak posuniecie to bylo jak najbardziej udane.
Szkoda tylko, ze musielismy czekac prawie 2 lata od premiery, zeby ten film pojawil sie w polskich kinach (i to jeszcze jako film "walentynkowy"). Zdecydowanie polecam.
Natomiast powyższa opinia zdumiewa mnie - przyznaję od razu - wielce. Nie jestem może zagorzałym wielbicielem Wong-Kar Waia, ale jego wczesne filmy, w rodzaju Chungking Express czy Spragnionych miłości, urzekały i przykuwały. W tym nie znalazłem niemal kompletnie nic, z czym mógłbym się emocjonalnie zidentyfikować. Owszem, zdjęcia i scenografia są świetne, gra aktorów (poza dość drewnianą jednak Norah Jones) świetna, ale przez cały czas trwania filmu nie mogłem nic poradzić na to, że losy ukazanych bohaterów są tak papierowe, że mało mnie obchodzą. Zapijaczony policjant się zabił? No trudno, zdarza się. Nathalie Portman w idiotycznej fryzurze przepuści wszystko w karty? Jej prawo. Nie wspominając już o absurdach w rodzaju takich, że główna bohaterka, zapieprzając na dwóch etatach przez kilka miesięcy, nie mogła sobie pozwolić na używany samochód. W Stanach! No please. Ale to oczywiście drobiazg. Mój podstawowy (i w zasadzie jedyny) zarzut wobec tego filmu jest taki, że został zrobiony zbyt powierzchownie i bez emocji. Albo też, sądząc po skrajnie odmiennym odbiorze przez Secia, to ja go zbyt powierzchownie odebrałem. Ale to oczywiście z mojego punktu widzenia niczego nie zmienia. IMHO rzecz się kompletnie nie umywa do takiego choćby przeładowanego skrajnymi emocjami, choć rysowanymi "delikatnymi pociągnięciami reżyserskiego pędzla", że pozwolę sobie na metaforę, Chungking Express. A podchodziłem do tego filmu z wielkimi nadziejami (bo lubię praktycznie wszystkich występujących w nim aktorów, podkreślam, aktorów). Może zbyt wielkimi. Ja bym go ocenił na jakieś 6/10.
A mnie się tam wydaje, że tak to właśnie miało być - wydłużanie części końcowej nie miało większego sensu - nic by już nie wniosło. "Symetria jest pięknem głupców" (nie bierzcie tego do siebie - błagam).
No zgadza sie, ze symetria np. obrazach na ogol nie jest dobra, ale symetria czasowa (i chodzi mi o inne rozlozenie watkow, a nie dodanie ich) wydaje mi sie naturalna. Zreszta "de gustibus" itd. Moze mnie ten film nie zachwycil, bo choc uwazam Finchera za bardzo dobrego rezysera, to na pewno zaden z jego filmow nie znalazlby sie w moim top ten. Kazdy lubi cos troche innego, wiec mam nadzieje, ze sie rozumiemy.
Apaczyk napisał/a:
A rzucenie losów jednostki na tło historii świata i USA to jednak odrobinę mało, żeby formować sądy o zbytnim podobieństwie obu obrazów.
Zgadza sie, sam od razu mialem odczucie, ze porownanie tych filmow nie jest najlepsze, ale pierwsze na jakie wpadlem ot tyle.
Apaczyk napisał/a:
Natomiast powyższa opinia zdumiewa mnie - przyznaję od razu - wielce. Nie jestem może zagorzałym wielbicielem Wong-Kar Waia, ale jego wczesne filmy, w rodzaju Chungking Express czy Spragnionych miłości, urzekały i przykuwały.
Chungking Express to moj ulubiony film Wong Kar Waia. Dla mnie jest poprostu rewelacyjny. Zgodze sie, ze My Blueberry Nights ma prosta historie, ale podobala mi sie realizacja. Przez fakt, ze ostatnio dowiedzialem sie troche o tym jak sie powinno krecic filmy to teraz zwracam duzo wieksza uwage na realizacje filmu, jak zdjecia i montaz. I mozliwe, ze przez to, iz przez ten ostatni okres nie widzialem filmu zrobionego tak mocno "inaczej" to zrobil na mnie wrazenie. Fakt, ze postacie sa przerysowane mi nie przeszkadzal, gdyz filmy Kar Waia zawsze sa takie troche nierealne. Co do Norah Jones to obejrzalem teraz kilka ujec i w sumie racja, ze nie zagrala tak dobrze, ale jej wyglad idealnie pasuje do tego filmu.
Zgadzam sie, ze film nie jest tak dobry jak na przyklad wspomniany Chungking Express, ale dla mnie 8,5/10. Czesc niedociagniec zingonorwalem, czesci pewnie nie zauwazylem i pierwsze wrazenie jakie na mnie zrobil bylo bardzo pozytywne.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Kilka minut temu wróciłem z przedpremierowego pokazu najnowszego filmu Danny'ego Boyla, który w zeszłej nocy zgarnął aż osiem złotych statuetek - w tym za najlepszy film. Czy "Slumdog" faktycznie zasłużył na tą najważniejszą nagrodę? Cóż... Ciężko mi powiedzieć, gdyż nie widziałem pozostałych nominowanych filmów Jednak według mnie, ten angielski reżyser stworzył naprawdę bardzo dobry film. Pomimo, iż na przysłowiową tapetę wziął wyświechtany już temat jakim jest "od zera do milionera", to zrobił to na tyle ciekawie, że widz patrzy w ekran jak zaczarowany. Jest tu zarówno kilka śmiesznych scen, jak i takich, które swoją mocą wręcz wgniatają w fotel. Do tego wyśmienite zdjęcia i bardzo dobra muzyka czynią ten film naprawdę świetnym widowiskiem. Myślę, że ten film warto zobaczyć w kinie a nie na DVD, gdyż swoją moc pokazuje właśnie w ciemnej z sali z dużym ekranem i porządnym nagłośnieniem.
_________________ We stop, think, begin to revive
"Gandhi Mate, Gandhi" Enter Shikari
A mnie się tam wydaje, że tak to właśnie miało być - wydłużanie części końcowej nie miało większego sensu - nic by już nie wniosło. "Symetria jest pięknem głupców" (nie bierzcie tego do siebie - błagam).
No zgadza sie, ze symetria np. obrazach na ogol nie jest dobra, ale symetria czasowa (i chodzi mi o inne rozlozenie watkow, a nie dodanie ich) wydaje mi sie naturalna. Zreszta "de gustibus" itd. Moze mnie ten film nie zachwycil, bo choc uwazam Finchera za bardzo dobrego rezysera, to na pewno zaden z jego filmow nie znalazlby sie w moim top ten. Kazdy lubi cos troche innego, wiec mam nadzieje, ze sie rozumiemy.
OT: pogrzebałem i oryginalnie Tuwim ujął to tak: "Symetria: estetyka idiotów"
symetria to symetria czy geometryczna czy intelektualna czy uczuciowa. W tym przypadku natura ludzka tak jakby wymusza na nas oczekiwanie, że tak by było rozsądnie. Albo skrócić pierwszą cześć, albo wydłużyć drugą itp. Ale to jest iluzja. Pierwsza część musiała byc bardziej rozbudowana, aby widz pojął na czym polega trick. Dalsze jego pokazywanie nie miało sensu, od tego widz ma wyobraźnię. Zatem film pokazuje tym mniej szczegółów im więcej spraw daje się zrozumieć/poczuć. Mi takie zakończenie pasuje/rozwój. Nie lubię niedomkniętych historii ale nie lubię też niepotrzebnego przynudzania. Tutaj Fincher trafił w stu procentach w moje wyczucie estetyki. Co nie oznacza, że to musi być wspólne dla wszystkich. "Tam gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele".
Slumdog milionaire Właśnie wróciłam z kina i w sumie mam mieszane uczucia. Ogolnie film chwytający za serce, jeśli miałabym do czegoś porównać to chyba byłoby to Miasto Boga, można dostrzec sporo podobieństw. Z tym, że sam film jest dość schematyczny i odnoszę wrażenie, że tę ilość statuetek dostał nie za jakość, ale za miejsce akcji. Świetne zdjęcia i rozbrajający motyw tańca rodem z bollywood na sam koniec, ale szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego.
Jagodowa Miłość Strasznie chciałam to obejrzeć, zwłaszcza po entuzjastycznych ocenach (nawet mężczyzn) tu na forum i ogólnie w sieci. Od razu mówię, że nie widziałam wcześniejszych filmów tego autora, ale szczerze mówiąc nie wiem czy chcę zobaczyć . Film jest po prostu strasznie schematyczny, można prawie z minutowym wyprzedzeniem przewidzieć jaka będzie kolejna wypowiedziana kwestia i co się wydarzy. Niespecjalnie urzekł mnie zachwalany motyw drogi i sztuczna gra głównej bohaterki (niech pozostanie przy śpiewaniu... ), jedyne co mi sie podobało to kolorystyka i to jagodowe ciasto, straszną miałam potem na nie ochotę
_________________ "me have feeling you only have books"
przed Koraliną widziałam trailer i był naprawdę żałosny. bardzo. strasznie. koszmarnie. dowcipy w stylu "panowie, ogłaszam brązowy alarm. czas zmienić bieliznę". nie wiedziałam, że Laurie miał w tym swój udział, ale chwilowo moje dlań uwielbienie zmalało.
Koralina. wizualnie cudowna, porażająca i magiczna. fabularnie? przeciętna. mogło być znacznie lepiej. nie mam pojęcia, po cholerę wymyślili Wybiego; Selick wyjaśniał, że chodziło o to, żeby dziewczynka nie latała sama dookoła, gadając do siebie. ale przecież chyba o to chodziło w Koralinie.
niestraszne i spłycone. ale nadal urocze. w gruncie rzeczy warto się wybrać.
Slumdog mi się nie podobał. a może po prostu mnie rozczarował... spodziewałam się po zdobywcy tylu Oscarów trochę więcej, niż banalnego romansu z kompletnie disnejowskim morałem. ma swoje zalety, owszem. wciąga. ale pozostawia jakiś taki niedosyt.
Walkiria. bardzo holyłódzka. ale napięcie zbudowane pierwszorzędnie, a to trudne, kiedy wszyscy znają zakończenie, wchodząc do kina. dużo nieścisłości historycznych, ale nie rzucają się w oczy. jako film sensacyjny można z zainteresowaniem obejrzeć.
_________________ space may be the final frontier
but it's made in a Hollywood basement
Oglądaliście może już Antychrysta Larsa von Triera? Byłam na tym wczoraj i mam bardzo mieszane uczucia. Na samym początku nie mogłam przegryźć Willema Dafoe, bo za bardzo utożsamiam go ze "Świętymi z Bostonu", minęło to szybko, bo moim zdaniem zagrał świetnie. Ale sam film- moim zdaniem zbyt brutalny, przynajmniej kilkanaście minut spędziłam starając się nie patrzeć (ale ja się zawsze strasznie boję na horrorach). No właśnie, horrorach, bo spodziewałam sie czegoś w rodzaju Dogville i (chyba spoiler, ale to jest w ulotce reklamowej) analizy zachowania kobiety po stracie dziecka. A było coś zupełnie innego. Podejrzewam, że ani ja, ani spora część widowni kilku fragmentów nie zrozumieliśmy, ale strach przeplatał kilkakrotnie głośny śmiech. Czuję, że aby zrozumieć potrzebowałabym obejrzeć raz jeszcze, ale za bardzo się boję. Bardzo podobały mi się zdjęcia, kolorystyka, muzyka, klamrowość wstępu i zakończenia i podział na rozdziały. Ale dla mnie za dużo brutalności, tak wiele, że miałam ochotę wyjść. Zostałam, ale juz za bardzo nie patrzyłam na ekran
I jeszcze jedno:
Spoiler:
wie ktoś o co chodziło z bucikami? Tym, że kobieta zakładała je dziecku odwrotnie, a potem podczas autopsji wyszło zniekształcenie? Bo ja nie mam pojęcia;]
_________________ "me have feeling you only have books"
Z jednej strony niby kino bardziej "ambitne", co zreszta widac bylo po totalnym znudzeniu jednej pary w kinie, ktora pewnie spodziewala sie pily 10, albo innego glupiego amerykanskiego horroru.
Jednak jak sie spojrzy dokladniej na film to sie okazuje, ze jest on niesamowicie prosty. Wszystko wiadomo, nie ma niedomowien, takie niezbyt odpowiednie traktowanie widza poprzez wylozenie wszystkiego na talerzu. To jak mniej wiecej bedzie wygladac punkt kulminacyjny tez sie widz domysla duzo wczesnie.
Od strony artystycznego przekazu tymbardziej mi sie nie podobalo. Zwiazane jest to z faktem, ze nie przemawia do mnie "sztuka przez brutalnosc", skandalizujaca chyba tylko po to, zeby skandalizowac. I jeszcze taki sposob na zdjecia i montaz w stylu operatora, ktory pierwszy raz w zyciu ma kamere i montazysty, ktory nie umie zmontowac filmu. Zamiast odczucia wiekszego haosu, zdenerwowania i napiecia nerwowego dostajemy film, ktory sie poprostu ciezko oglada.
Dlateg moja opinia jest taka, ze pod wzgledem formy przekombinowany - poszedl nie w ta strone. Pod wzgledem tresci przekaz zostal uproszczony.
Moze dodatkowo na moja ocene wplywa to, ze jak juz pisalem niezbyt lubie takie filmy i zupelnie nie mialem nastroju na taki film.
I co do pytania w spoilerze:
Spoiler:
Chodzi o to, ze tak naprawde ona zaniedbywala to dziecko, bardziej byla zajeta soba, bo jak nam film powiedzial - to zla kobieta byla.
_________________ Gehenna: ciekawe czego to centrum ten Żółwin
Gehenna: chyba kołchozu
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach