Ulice Ankh-Morpork Strona Główna Ulice Ankh-Morpork
Dyskowe Forum Dyskusyjne :: dyskowe.info

/subscribe.phpRSS  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Krejt
3 Marzec 2008, 19:09
5 lat UAM - konkurs!
Autor Wiadomość
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
  Wysłany: 28 Czerwiec 2007, 22:38   5 lat UAM - konkurs!

Już wkrótce, 2. lipca 2007 o godzinie 20.00 w tym temacie rozpocznie się konkurs rocznicowy "Ulic Ankh-Morpork"!
Nie przegapcie tego wydarzenia, gdyż będzie się tu liczyć szybkość, zdolność do tworzenia rzeczy nieszablonowych oraz pomysłowość.
Do zgarnięcia takie tam... nagrody... Kilka wirtualnych, które wzbudzą zazdrość u wszystkich przyjaciół, oraz jedna całkiem namacalna - i chyba dość fajna.

Szczegóły już wkrótce!
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 30 Czerwiec 2007, 11:33   

Ponieważ konkurs już za niedługo się rozpocznie, wypadałoby ujawnić nagrody.

Zwycięzca otrzyma książkę Nanny Ogg's Cookbook oraz wybrany przez siebie tytuł pod nickiem na forum.
Zdobywcy drugiego i trzeciego miejsca dostaną fajną smycz z logo gry Neverwinter Nights 2 oraz - tak jak zwycięzca - będą mogli wybrać sobie własny tytuł pod nickiem.

Przypominam, że konkurs rozpoczyna się 2. lipca o godz. 20.
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 2 Lipiec 2007, 19:00   

Konkurs czas zacząć.
ETAP I

Pytanie konkursowe:
Dlaczego?


Interpretację pytania oraz sposób odpowiedzi na nie pozostawiam Waszej (zapewne nieskończonej) pomysłowości i poczuciu humoru. Możecie coś napisać, namalować, cyknąć zdjęcie, zmontować plik dźwiękowy... Oczywiście odpowiedź na pytanie musi być w takim dziele zawarta.

A jaka to odpowiedź? Jak wspomniałem - ile osób, tyle interpretacji pytania. :) Znowu liczy się inwencja.

Prace nadsyłajcie do piątku 6. lipca do godz. 20.00 na mail daniel.zalewski[at]gmail.com. W temacie wpiszcie "5 lat UAM" i podajcie ksywkę z forum w treści maila.

Wyniki pierwszego etapu i najciekawsze prace pojawią się na forum w sobotę.

Powodzenia. :)

EDIT: oczywiście liczy się tylko jedna praca na osobę. Jeśli ktoś przyśle więcej, biorę pod uwagę tylko pierwszą.
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 6 Lipiec 2007, 21:09   

I już po pierwszym etapie.
Daliście ciała.

Mieliście mnóstwo czasu żeby coś fajnego wymyślić. Ale pewnie Wam nie zależało. Ja wiem, że tu nie można wygrać nowej familijnej fury czy innego laptoka, ale jednak - choćby dla szacunku dla tych pięciu lat istnienia forum - można było naskrobać te kilka słów.

Tymczasem dostałem 8 zgłoszeń, z czego prawie połowa nie nadaje się nawet, żeby je tu umieszczać. Stosunek olewczy aż bije z monitora.

Do drugiego etapu przechodzą: Łukasz, Floyd, QbaJak, Krasnola i Gosia.
Drugi etap (zwany też zadaniem finałowym - ze względu na nikłą frekwencję) rozpocznie się jutro (sobota) o godz. 20.00.

Jutro też pokażę, co się uczestnikom udało zmalować.
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 11:22   

Wybrane odpowiedzi...
Cytat:
Dlaczego?

Bo krejt wymyślił,
settler dopomógł,
vanti dorzucil trzy grosze,
Aida napisała,
qbajak dopracował
... a na koniec Rythin wszystko spieprzył :D


Cytat:
Dlaczego?

Cóż to w ogóle za pytanie? Jednocześnie otwarte, na które można udzielić odpowiedzi długiej jak przysłowiowa rolka papieru toaletowego... a z drugiej strony zamknięte, dające się zbyć krótkim "dlaczego nie". Ale przecież nie oto chodzi, żeby szybko zakończyć, jako również nie o to, aby odpowiadać latami. Dlatego spróbujmy...
Zastanawialiście się może kiedyś dlaczego wszystko dzieje się w ten a nie inny sposób? Dlaczego wszystko działa tak a nie inaczej? Przeprowadźmy zatem eksperyment myślowy polegający na odwróceniu przebiegu życia Pana X. Pozwoli nam dogłębnie zastanowić się nad nurtującym nas pytaniem, a jednocześnie pozwoli na powstanie kilku jego
nowych wariantów.
Zaczyna się od tego, że kilku gości przenosi Pana X w skrzyneczce i ten od razu trafia na imprezę. Żyje sobie spokojnie jako starzec w domku, a wraz z upływem lat wokół niego pojawiają się bliscy i starzy znajomi, zaczynający życie dokładnie w ten sam sposób co Pan X. Lata płyną, Pan X staje się coraz młodszy, aż pewnego dnia dostaje odprawę w postaci
grubszej gotówki i idzie do pracy. Pracuje jakieś 40 lat, równocześnie poznając uroki życia. Pije coraz więcej alkoholu, coraz częściej wychodzi na imprezy no i coraz częściej uprawia seks. Kiedy już jest odpowiednio doświadczony przez życie, idzie na studia i tam bawi się
jeszcze więcej. Potem idzie do szkoły i roku na rok coraz mniej od niego wymagają. Pan X robi się coraz mniejszy i mniejszy, aż w końcu trafia do ciepłego pomieszczenia gdzie pływa sobie spokojnie 9 miesięcy. I nagle łup!... wszystko kończy się orgazmem*.
Widzicie, jakie to wszystko piękne? Po tej historyjce pytanie "dlaczego?" wręcz samo ciśnie się na usta. Nie myślcie jednak, że opowieść przytoczona została bez powodu. Otóż dokonując rzutowania na zupełnie inna przestrzeń możemy dokonać kolejnego eksperymentu myślowego i przenieść się z wymiaru życia Pana X do wymiaru istnienia forum UA-M.
Zaczyna się ot tego, że społeczność ma już 5 lat. Miejsc do którego właśnie trafiłeś trudno nazwać imprezą, ale zawsze znajdzie się ktoś do rozmowy -- jeśli mimo wszystko nikogo nie ma, to i tak za parę sekund pojawią się SearchBoty, bądź jedyny ich zielony przedstawiciel -- Uboot. Jednak wiadomo oni imprezy nie zastąpią, więc postanawiasz zorganizować własną. Niestety, jak to zwykle z pierwszymi imprezami bywa okazuje się
ona niewypałem. Nie martwisz się jednak, przecież nie od dzisiaj wiadomo, że z Warszawiakami tak zawsze. Niby wszyscy są na miejscu, ale jak przychodzi co do czego, zamiast po ludzku powiedzieć Ci, że nie mają ochoty się z Tobą zobaczyć, to, jeden ucieka do Japonii (jakby na Litwę albo do Czech nie wystarczyło). Drugi chowa się gdzieś na Mazurach, gdzie nie ma zasięgu. Trzeci, chyba najbardziej z nich przytomny, po prostu wsiada w pociąg do Łodzi. Reszta jest mniej wyrafinowana, i wykręca się zwykłymi wymówkami czyli szkołą i pracą. Jednak nie masz się o co martwić. Wystarczy poczekać parę miesięcy do maja, czy kwietnia i wszyscy bez zająknięcia zjawią się Katowicach, nawet Ci z północnej Polski, w końcu tam mają bliżej...
Piszesz posty, rozmawiasz w ShoutBoxie. Dowiadujesz się między innymi, że forum na które właśnie wstąpiłeś jest hermetyczne, mimo, że przyjęło Cię z otwartymi ramionami, bez pytania o rasę, narodowość, religię i zasób portfela. W "szałcie", twa wyściga, kogo wypowiedź znajdzie się w następnym odcinku Basha. Sam nie wiesz, dlaczego jeszcze tu jesteś... chyba tylko dlatego, że otaczając Cię takie same świry jakim sam jesteś.
Logujesz się, wylogowujesz się, logujesz się, wylogowujesz się. Ludzie przychodzą i odchodzą, a Ty dalej piszesz, czytasz, piszesz czytasz. Obserwujesz zmiany. Forum tarci swój ...ony przydomek. Toczy się batalia o pytę. Zmienia się kadra zarządzająca. Settler nie jest już czarny, Aida awansuje, Keyff jest kimś więcej niż zwykłym użytkownikiem. Forum zalicza pady, forum powstaje. Piszesz, czytasz, piszesz, czytasz... Wpłacasz kolejną zbiórkę na serwer, mimo iż dokładnie wiesz na co idą pieniądze. Tracisz status VIP'a. I tak przez trzy lata. Aż tu nagle, stary dobry kolor bruków zmienia się w jakieś zielono-windowsowe paskudztwo. Nie ma już Kora, nie mam Agaty, nie ma niczego... nawet Qba
nie jest modem, więc nikt nie wysyła Ci tych bzdurnych PM'ów z prośba o dostosowanie podpisu do wymogów regulaminu. W ogóle nie ma regulaminu. UAM jest już tylko małym subforum TN'u. W końcu znika TN, widzisz początki i z przerażaniem odkrywasz, że to wszystko przez Krejta, który rozpoczął działalność oftopami na forum arkadii. A potem nie ma już nic, nie ma internetu...
Wrócimy do pytania "dlaczego". Jeśli jeszcze nie znasz odpowiedzi, spróbuję Cię na nią naprowadzić. Przeczytaj jeszcze raz obie "opowieści". Znajdź 5 szczegółów "różniących obrazki". I co się głupio zastanawiasz? Nie mów że dalej nie załapałeś, dlaczego historia Pan X opowiedziana od końca ma w sobie tyle życia, a tak samo przedstawiona historia forum smakuje jak odgrzewany naleśnik, który z każdej strony smakuje tak samo? Tak jak pisałem, odpowiedź na postawione pytanie jest bardzo prosta. No dalej, rusz głową! Nie podziałało? No dobra powiem Ci:
W opowieści o forum nie ma orgazmu... właśnie dlatego.


Cytat:
Dlaczego?

To tak jak w tym dowcipie:
- Dlaczego kobieta podczas miesiaczki gotuje obiad w pieciu garnkach?
Odpowiedz jest bardzo prosta: BO TAK!
I nie ma innej prawidlowej.


Jeszcze dlatego...

I dla tego.
 
 
     
Anakolut 


Wiek: 25
Dołączył: 18 Lut 2004
Skąd: Tczew/Olsztyn
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 11:43   

Krejt napisał/a:
Jeszcze dlatego...[/url]

I dla tego.


hahah :mrgreen:
przynajmniej szczerze =D>
_________________
"Spotkamy się u studni i będziemy znów tacy młodzi... "
http://discworld.pl
 
 
     
bluegirl 


Dołączyła: 05 Maj 2007
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 13:11   krótko...

..."Dlaczego?" byłam akurat na wyjeździe bez dostępu do netu... buuuu! :cry:

A swoją drogą to się dziwię, że taki mały był odzew. Bo wierzyć mi się nie chce, że z weną może być aż tak kiepsko :roll:


Pozdróweczki! :)
_________________
Powszechnie uznawano, że miasto jest bardzo zdrowe. Niewiele zarazków potrafiło tu przetrwać. :)
 
 
     
Keyff 
Moderator


Wiek: 31
Dołączył: 24 Mar 2004
Skąd: Wrocław
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 15:55   

Krejt> ale powiedz szczerze - myślałeś że będzie inaczej?
_________________

Tymon Sawicz
[*]http://arturpartyka.pl/blog
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 16:20   

Keyff napisał/a:
myślałeś że będzie inaczej?

Myślałem, że będę miał chociaż z czego wybrać...
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 7 Lipiec 2007, 18:16   

II etap.
Każdy z pięciorga finalistów otrzymał swoje zadanie na PW. Każdy inne.
Na odpowiedzi czekam tydzień - do następnej soboty, godz. 20.00.
Wyniki zostaną ogłoszone zaraz po zakończeniu konkursu.
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 14 Lipiec 2007, 19:43   

Tam! Tadadam! Tam-dadam-dadadadam!
Koniec!
5 zadań pięciu osobom zadałem, 4 odpowiedzi otrzymałem.
(Prawie) Wszystkie prezentowały wyjątkowo wysoki poziom. Ciężko było wybrać najlepszą pracę, dlatego zadecydowało... losowanie!
I tak...

3 miejsce - oraz fenomenalną uber-pr0 smycz z materiałów przyjaznych środowisku (i z logo Neverwinter Nights II na dodatek!) + własny tytuł pod nickiem zdobywa... Krasnola!

2 miejsce - oraz równie wspaniałą smycz z tym samym logo + własny tytuł pod nickiem obejmuje w wieczyste posiadanie... QbaJak!

AND THE WINRAR IS...

<werble i inne fąfary>

FLOYD! - książka "Nanny Ogg's Cookbook" + oczywiście własne literki pod ksywką są Twoje!

Zwycięzców proszę o kontakt PW-owy celem uzgodnienia odbioru nagród. :mrafroamerykanin:

Koniec i bomba, kto nie brał udziału...
 
 
     
wawrzyniec 
VIP


Wiek: 39
Dołączył: 25 Lip 2005
Skąd: Gliwice
Wysłany: 14 Lipiec 2007, 21:02   

a jakieś szczegóły?
_________________
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 14 Lipiec 2007, 21:14   

Znaczy prace/odpowiedzi/opowiadania?
Będą jutro, bo jedno trzeba ładnie sformatować i dorzucić polskie znaczki.
 
 
     
Kor 
Moderator


Wiek: 30
Dołączył: 25 Kwi 2004
Skąd: Mstuff
Wysłany: 14 Lipiec 2007, 21:22   

Gratulacje!!! Idę na kolację 8-)
 
 
     
Blade_Master 
VIP


Wiek: 20
Dołączył: 23 Lut 2004
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 15 Lipiec 2007, 15:54   

Też gratuluję ^^ Dlaczego? Dla tego. - rozbroiło mnie :D
_________________
Du ju lana it banana?
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 15 Lipiec 2007, 16:53   

Krasnola miała za zadanie elegancko rozwiązać następujący problem:
Pracujesz w "Ogrodach curry". Nagle słyszysz TEN GŁOS proszący o podwójne curry po djelibeybiańsku. Niestety właśnie skończyły się odpowiednie składniki. Wybrnij z sytuacji i nie rozzłość Kosiarza.
Oto jak sobie poradziła:
Cytat:
Praca w Ogrodach Curry nigdy nie była moim marzeniem. Czasem człowiek robi najróżniejsze rzeczy byle zarobić, prawda? Na szwaczkę nigdy się nie nadawałam – moje ściegi były krzywe, a igła notorycznie wypadała mi z rak. Teoretycznie w mieście jest Gildia, która zajmuje się szkoleniem, ale Pani Palm nadal nie odpisała na mój list. Może źle zrobiłam pisząc, ze mam własne przybory do szycia? Może uraziłam ja w ten sposób, sugerując że być może Gildii nie stać na wystarczającą ilość igieł i nici? Zresztą teraz to już nieważne. Zostałam sprzedawca curry.

Już pierwszego dnia znienawidziłam swoja prace. Nigdy wcześniej nie byłam w Ogrodach i nikt nie poinformował mnie o obowiązkowych uniformach. Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego sprzedając podobno najlepsze curry na całym Dysku muszę wyglądać jak przerośnięty kanarek- wielkie czerwone pantofle w kształcie ptasich stop; pasiaste,
żółto-pomarańczowe pończochy podtrzymywane przez cytrynowe podwiązki; za duża koszula pokryta pierzem (zawsze wiele przyjemności sprawia mi patrzenie, jak słabo przyklejone piórka wpadają w sam środek dopiero co przygotowanego curry); wielki kapelusz w kształcie łba jakiegoś monstrualnego ptaka i … najgorsze. Daszek z pastelowym napisem CURRY. Nie dość, że mój wygląd nie zachęcał klientów do zaproszenia mnie na jednego do jakiejkolwiek knajpy w mieście, to jeszcze ta praca! Wymyślili sobie – rotacja. Niech każdy spróbuje swoich sil w każdym zadaniu. W ten sposób zdarzało się, ze po półgodzinie stania przy kasię (bardzo miłe zajęcie, szczególnie przy okienku dla hippisów, tzn. tych śmiesznych ludzi na koniach. Można się zawsze było trochę przespać, opierając głowę o framugę okna, bo ile osób w tych czasach stać na zakup wierzchowca?) trafiałam nagle w sam środek ganiania,
zabijania, skubania i krojenia szczurów na piękne mięsne kawałeczki, które przygotowywałyśmy do naszego curry. Właściwie zastanawia mnie, jak ludzie mogą to jeść? Szczury są ohydne i śmierdzą. Ble. Chociaż podobno niektórych klientów mylą nasze uniformy i wydaje im się, ze curry robi się z kurczaka. Ha, ha, dobre sobie. Szef jednak zabronił nam informować ich o faktycznej zawartości "Jeszcze by się zadławili z
radości" – dodał mrugając do nas, a po chwili zapytał, dlaczego , do cholery, nikt nie pracuje.

Właśnie – szef.
- Moje drogie panie – zwrócił się do nas z niespotykana u niego delikatnością, gdy tylko wszystkie przebrałyśmy się w obowiązkowe stroje, by zacząć nocna zmianę – Mamy mały… problem – mówił, nerwowo skubiąc wąsiki.
- To trzeba go rozwiązać! – rzuciła któraś "rezolutna".
- W istocie, w istocie… - szef pokiwał łysą głową. – Sprawa jednak nie wygląda łatwo. Skończyło nam się curry.
- Czyli możemy iść do domu? – naprawdę miałam nadzieje, ze się zgodzi. Naprawdę. Ale potem odpowiedział na moje pytanie.
- Zwariowałaś? – słowo zawisło w powietrzu, by po chwili zacząć stukać o sufit. Któraś wyższa machnęła ręką, rozwiewając uparte literki. Czasem to się zdarza. – Zwariowałaś? – powtórzył szef spokojniej, rozglądając się nerwowo, czy wyraz nie postanowił ponownie się
zmaterializować. – A kto będzie zarabiał?
Facet chyba czegoś nie łapał.
- Nie mamy curry, prawda ? – zapytałam, po raz pierwszy czując się o
wiele bardziej inteligentna od innych zebranych tu osób.
- Tak.
- Czyli nie mamy co sprzedawać?
- Tak.
- Czyli nie zarobimy pieniędzy!
- Tego bym nie powiedział…

***
Mój pierwszy klient pojawił się po dwóch godzinach. Lubiłam pracować nocą – kręciło się tu mniej ludzi, a ja w spokoju mogłam opiłować paznokcie i wrzucić resztki do następnego curry.
DOBRY WIECZÓR –odezwał się jegomość, zatrzymując konia przy okienku dla hippisów. Ale czy na pewno? To znaczy okienko było na pewno i na pewno służyło do obsługi właścicieli wierzchowców. Ale nie byłam do końca przekonana czy na pewno usłyszałam jego glos.
- Dobry wieczór – odpowiedziały za mnie któreś z partii mózgu, które
po półrocznej pracy działały już automatycznie. – Co podać? – zapytałam, zastanawiając się, jak wybrnąć z problemu zamówienia. A raczej jego realizacji.
PODWÓJNE CURRY PO DJELIBEJBIANSKU, POPROSZĘ – odezwał się znowu tym
dziwnym głosem, który zdawał się docierać do mnie jakoś... od środka, bez kontaktu z uszami.
Kiwnęłam głową i poszłam do kuchni. Wzięłam uprzednio podgrzany tekturowy kartonik i zawinęłam go w siatkę z firmowym logo oraz oczywiście tym idiotycznym kurczakiem, za którego byłam przebrana. Zaopatrzyłam się w najbardziej serdeczny uśmiech, na jaki było mnie stać i podałam puste opakowanie klientowi.
- Trzy dolary, proszę pana – poprosiłam grzecznie, nadal szeroko się uśmiechając.
Na moje nieszczęście klient był dociekliwy i przed zapłatą postanowił sprawdzić, dlaczego jego podwójne curry nagle straciło na wadze. Zaintrygował mnie – ilu ludzi z tych okolic byłoby w stanie odkryć, ze dostali puste pudełko, zanim dotarliby do domu? Mogłam wskazać jednego, może dwóch, a na pewno niewielu więcej to potrafiło. Ten tutaj to pewnie jakiś przyjezdny.
CZY CURRY – zapytał, gdy próbowałam mu się przyjrzeć, a moje oczy wyczyniały najróżniejsze sztuczki z perspektywa. Po prostu nie mogłam skupić na nim spojrzenia. Pytanie kazało mi wrócić na ziemie. – CZY CURRY NIE POWINNO ZAWIERAĆ TROCHĘ WIECEJ... CURRY ? – zapytał, kierując w moją stronę otwarte pudełko. Wiedziałam co się w nim znajduje. Bardzo apetyczne powietrze.
- Nie, wydaje mi się, że wszystko jest w porządku – zaryzykowałam, stąpając po cienkim lodzie. O dziwo, wciąż utrzymywał mnie na powierzchni.
ALE TU NIC NIE MA – glos nie był zniecierpliwiony. Raczej przypominał glos dziecka, które nigdy nie bawiło się zabawkami, a źli ludzie pokazali mu jedną z nich, wytłumaczyli do czego służy i nie pozwolili się nią pobawić.
- Podejdźmy do tego metaforycznie. – chwyciłam się ostatniej deski ratunku, jaka przyszła mi do głowy – Ma pan piękne pudełko do curry, prawda?
Klient obejrzał opakowanie dookoła jakby poszukiwał czegokolwiek na potwierdzenie słowa piękne. Po chwili przestał je oglądać i postanowił podejść do tematu z nieco innej strony.
METAFORYCZNIE, TAK.
- To teraz proszę zamknąć oczy i pomyśleć o wzrastających ziarenkach ryżu, które zamieniają się w długie łodygi pełne innych, maleńkich ziarenek. Proszę pomyśleć o curry w naszych ogrodach, które z równie małego ziarenka, pyłku zaledwie, rozrasta się w ogromne krzewy. Proszę pomyśleć o tych maleńkich czteronogich stworzonkach, czekających w brzuchu matki na poczęcie – wciągnęłam powietrze do płuc i wyrzuciłam z siebie podsumowanie – Pana curry jest w tej metaforycznej, początkowej fazie. Ziarenka ryżu jeszcze nie dojrzały, curry wciąż jest cieniutką łodyżka, a na narodziny maleństw musimy poczekać. To wyjątkowe curry.
TAK - klient pokiwał ze zrozumieniem głową – ROZWÓJ WSZECHŚWIATA W TEKTUROWYM PUDEŁKU. TAK. BARDZO METAFORYCZNE.
Podał mi trzy dolary, wsiadł na konia i odjechał. Gdy tylko zniknął za najbliższym rogiem, odetchnęłam z ulga.
Szef będzie zadowolony.

***

Właściciela jedynej kurzej farmy w Ankh-Morpork obudziło uparte łomotanie do drzwi. Niechętnie wstał, naciągając na swój podobny do piłki plażowej brzuch koszulkę z napisem "Kurczaki na wszystkie okazje" i otworzył.
PROSZE WYBACZYĆ MI TO NAJŚCIE – odezwał się natręt, pewnie jakiś maniak, który stal pod drzwiami – ILE PAŃSKIE KURCZAKI MAJĄ NÓG?


A co wymodził QbaJak? O tym jutro...
 
 
     
Blade_Master 
VIP


Wiek: 20
Dołączył: 23 Lut 2004
Skąd: Ostrowiec Św.
Wysłany: 16 Lipiec 2007, 06:12   

Spryciula. A miało być wszystko w sobotę... A tu dawkowanie, jak u narkomana.

Ale fajne Krasnola! Masz pewnie wprawę w pisaniu ficów bo widać :P
_________________
Du ju lana it banana?
 
 
     
Krejt 
Administrator


Wiek: 29
Dołączył: 13 Lut 2004
Wysłany: 16 Lipiec 2007, 08:43   

Zadanie QbaJaka było takie:
Zaparkowałeś powóz w niedozwolonym miejscu na Broad-Wayu. Colon i Nobby właśnie zakładają na koło blokadę. Wykręć się od mandatu i spraw, aby strażnicy zdjęli blokadę.

Lecim.

Cytat:
Stary (albo Dude – jak to mówią w amerykańskich filmach), mówię Ci trzeba było posłuchać głosu rozsądku i nie pić tego świństwa ochoczo serwowanego przez Wawrzyńca. Ale jakoś samo wyszło. Waw zapewniał, „przecież to tylko piwo, co może Ci się stać?”. Teraz już wiem...

Pieprzeni prawnicy... Jedno mogę wam powiedzieć, kiedy siadacie do kufla, czy to ze starym kumplem, czy z nowo poznanym gościem upewnijcie się, najpierw czy nie jest prawnikiem. Jakby sama pozycja zawodowa, uprawniała ich do stawiania podłego piwa. To, że przyzwyczajeni są do picia takich sików, nie oznacza wcale, że one ci na zaszkodzą.

Jeśli myślisz, że piwem można tylko się upić, to grubo się mylisz. Wyobraź sobie: budzisz się rano, w nieznanym mieście, w rzece, którą właściwie trudno nazwać rzeką, w epoce, którą trudno dopasować do jakiejkolwiek epoki znanej ci z historii.

Rzeka nie płynie – raczej się sączy, chyba tylko dzięki temu w ogóle się obudziłem, zamiast się utopić. Epoka to nie XXI wiek, ani też średniowiecze. Właściwie to nie wiem. Ludzie ubrani w jakieś łachy, najwyraźniej zadowoleni z życia i swoich tekturowych butów. Na ulicach powozy, dorożki, ale brak samochodów. Istny środek kamienia łupanego. Brak tylko błędnych rycerzy na białych koniach i pięknych księżniczek do uratowania.

Ale nieważnie, nie o tym miałem przecież... REWIND. PLAY AGAIN.

Budzisz się w „rzece” w środku nieznanego sobie miasta, w bliżej nieokreślonym punkcie na linii czasu. Jeśli myślisz, że na tym kończą się zagadki, to strasznie się mylisz. Do powyższych dochodzi jeszcze GŁOS... Jaki głos spytasz? W zasadzie trudno to wyjaśnić. Zupełnie jakbyś był bohaterem opowiadania czy powieści. Nagle znikąd pojawia się komentarz, zupełnie jakby bóg postanowił zmienić się w narratora. Przerażające? Nie, nie, tylko posłuchaj...

Zaparkowałeś powóz w niedozwolonym miejscu na Broad-Wayu...

Kurcze jakim znowu Brodwaju? Jeśli to wygląda jak Ameryka, to ja już dawno pokłóciłem się ze swoją świadomością, a wszystko co widzę to jakieś halucynacje. Tylko, że w kieszeni, rzeczywiście mam kluczyki do swojej bryki. Nie no... raz człowieka śmierć. Ruszasz w stronę najbliższej ulicy. Zaczepiam pierwszego lepszego przechodnia i pytam o „Brodwaj”. O dziwo dogadujemy się bez problemów w moim ojczystym języku, a więc nie jestem w Ameryce. Dobrze, chociaż jedna zagadka rozwiązana. Poza tym będzie bliżej do domu. Już po chwili odnajduję właściwą ulicę, w końcu widzę też swoją brykę. Polonez Caro. Kolor zielony metalik. To auto, nie może należeć do nikogo innego, zwłaszcza, że to jedyny „samonapędzający” się pojazd w okolicy. Poza tym nie na doczepionych do niego cztero-kopytnych i drewnianych, krzywo ciosanych kół.

W drodze do samochodu obmyślam plan wydostana się z tej dziury. Jedyny co wiem to że udam się na wschód – w końcu na wschodzie zawsze jest cywilizacja. Jednak w ciągu kilku następnych sekund uświadamiam sobie, że będą z tym małe problemy. Po pierwsze, nie mam kompasu... Po drugie pomaga mi w tym głos.

...Colon i Nobby właśnie zakładają na koło blokadę...

I rzeczywiście. Jakiś gość kręci się koło mojego auta. Przy boku ma jakieś zwierzę, z daleka przypominające przestraszonego pancernika. Ciekawe, czy to Colon czy Nobby i gdzie jest ten drugi. W końcu dotarłem do jegomościa, kolejny rzut oka na pancernika uświadomił mi, że to jednak człowiek. Nie zdążyłem się odezwać – ostatniej chwili wtrącił się głos.

Wykręć się od mandatu i spraw, aby strażnicy zdjęli blokadę.

No tak. To akurat i tak miałem zamiar zrobić. Wziąłem omen za doby znak. Jednak Colon i Nobby, nie przedstawiali chęci współpracy. Na nic zdały się tłumaczenia, że w swoich dżinsowych spodniach i markowej bluzie nie pasuję do tego świata, że pojazd, który właśnie zablokowali nie jest powozem, że nie przyciągnął go tu żaden koń, osioł czy bawół i że nie mogę zapłacić mandatu, bo i tak nie mam tutejszych pieniędzy. To ostanie chyba przechyliło szalę w druga stronę, bo „pancernik” zaproponował handel wymienny. Zgodziłem się – byle szybciej pozbyć się tych błaznów. Niestety, handel wymienny w wykonaniu małego polegał na zabieraniu mi różnych rzeczy i wypowiadaniu magicznego słowa „mało”. Tak więc, w przeciągu 10 minut straciłem, breloczek od kluczy, komórkę, zegarek czapeczkę z daszkiem, prawą sznurówkę od buta (lewa była przetarta – nie chciał przyjąć) i masę innych mniej lub więcej przydanych rzeczy.

„Mało” zamieniło się na „jeszcze troszeczkę”. Jednak ja nie miałem już nic, co mógłbym im oddać. Sytuacja wyglądała beznadziejnie i już zacząłem się obawiać, że utknę tu na zawsze. Aż nagle pojawił się Waw. Trochę zielony i jakby bardziej zmęczony przez życie, ale to z pewnością był Waw. Podszedł do nas, jakby od początku był zaznajomiony z sytuacją i zaczął rozmawiać ze strażnikami. Okazało się, że mój Waw, to ich Slant - miejscowy prawnik, pracujący w swoim fachu od 116 lat (pan Slant był zombie). Dzięki, latom doświadczeń w swoim fachu, szybko dogadał się ze strażnikami i doprowadził do zdjęcia blokady z mojego pojazdu. Strażnicy szybko się ulotnili, zabierając swoje „fanty”, a Slant zwrócił się do mnie i zaproponował szklaneczkę piwa. Jeszcze parę godzin temu, zarzekałem się, że nigdy już nie napiję się z prawnikiem. Jednak gość wyciągnął mnie z opresji, trzeba więc było okazać wdzięczność...

Tym razem piwo było wyjątkowo dobre... Za to rano... Sam wiesz jak to jest... Budzisz się, w nieznanym mieście....


Zwycięska praca (no, powiedzmy - bo losowanie było przecież) oczywiście jutro. :mrafroamerykanin:
 
 
     
QbaJak 
Moderator


Wiek: 27
Dołączył: 15 Lut 2004
Skąd: Jastrzębie/W-wa
Wysłany: 16 Lipiec 2007, 12:12   

Oczywiście Krejt zapomniał dodać, że powyższe opowiadanie jest czystą fikcją i nic nigdy nie miałem, nie mam i mam nadzieję, że nie będę miał ;) do spożywania piwa wraz z Wawrzyńcem.
_________________
Everyone has gods... but sometimes you don't think them gods.
 
 
     
Krasnola 
Kochanica Kora


Wiek: 23
Dołączyła: 18 Paź 2004
Skąd: Poznań (Zalasewo)
Wysłany: 16 Lipiec 2007, 12:35   

Blejd, od fan fikow zaczynalam pisac, nawet jeden w Cafe Ankh jest bodajze :) Chyba to nawet pierwszy tekst tam byl, o ile dobrze pamietam, o tym jak Rincewind mial dostarczyc list od Yennefer i Geralta do Ciri... Pomieszanie z poplataniem.
A z tego tekstu jestem srednio zadowolona, totez ciesze sie ze smyczy niezwykle :P Jak zwykle wszystko na pewno bylo ustawione, wiecie, Krejtowi nie wypadalo zapomniec o narzeczonej :P
Ale dziekuje.
A obu panom serdecznie gratuluje i sciskam (wirtualnie) prawice :)
_________________
Nie daj się zwieść polskim producentom cyckonoszy! Sprawdż swój PRAWDZIWY rozmiar!
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Theme modified by Vanti & Krejt.
Discworld, Ankh-Morpork and all related characters are trademarks registered by Terry Pratchett.
All trademarks are used with permission from Terry Pratchett.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group