Przykladow jest wiele. Pratchett, gdy potrzebuje, aby ktos sie zachowal tak, a nie inaczej to zmienia bezpardonowo bohatera, aby pasowal do danej sceny.
Cos jak nagle stworzenie szafy w rogu, ktora stala tu od zawsze.
Tu niestety muszę w paru miejscach zgodzić się z settlerem i dotyczy to nie tylko postaci. Zauważcie np. jak wygląda sytuacja z Susan. W "Morcie" mamy świetnie dopracowaną fabułę, i scenę pojedynku, z całym mnóstwem drugiego dna. Tymczasem w "Muzyce Duszy" PTerry wciska tam nagle Susan nie wiadomo jak i gdzie, niby, że po pojedynku Śmierć się idzie z nią spotkać, totalna bzdura.
Albo np. niejednokrotnie wspomniane jest, że pomimo, że Vetinari uczył się u Skrytobójców to "nie widziano go by kiedykolwiek używał jakiejś broni". Przez większość cyklu, jest to wysoko rozwinięta postać, która nie musi uciekać się do jakiejkolwiek przemocy, ponieważ jest dostatecznie rozwinięta i inteligentna, żeby wymuszać na otoczeniu inne rozwiązania. Nawet w "Jingo" trzyma kuszę w dwóch palcach jak zdechłego szczura za ogon, a całe jego działanie sprowadza się do uniknięcia wojny – a tym samym ofiar w ludziach (i jeszcze przypomnijcie sobie scenę przy łodzi podwodnej i "to nie będzie samobójstwo"). Potęga Vetiego polega na wywoływaniu strachu bez konieczności uciekania się do przemocy. I jest to jego największy atut w całej serii! Po czym nagle w "Night Watch" mamy nie tylko Vetinariego, który wiadomo co robi, to jeszcze w dalszych częściach są już wprost wskazania, że zdarza mu się wydawać wyroki śmierci...
No słuchajcie, porażka po prostu. Ja się przez to do całej serii zniechęciłam.
Co do Susan - czepialstwo i tyle. Prachett dzięki temu jej przeniesieniu się w przeszłość poprawił dość łataną rozmowę z "Morta". Sądzę, że miał to w zamyśle od początku.
A Vetinari? Przypomnę z "Czarodzicielstwa" (nie sarkać, że niedokładnie, bo z pamięci piszę): "On jest niedobry i niesprawiedliwy. Rzecz w tym, że jest niedobry i niesprawiedliwy po równo, dla wszystkich". To, że nigdy nie widziano go z bronią - to o niczym nie świadczy. W końcu jego specjalizacją było maskowanie.
A że zarzucę jeszcze jednym cytatem (chyba z "S!S!" i też z pamięci): "Vetinari nie torturował ludzi na śmierć, chyba że było to konieczne".
Nie jestem pewien, czy ktoś już obalał "błędy" z kilku pierwszych postów, bo temat strasznie długi i nie czytałem całego. W każdym razie teraz ja to zrobię
Szok kulturowy to przecież szczegół, pewnie nie rozumiał tego po ankhiańsku, bardziej mnie dziwi, skąd tamten Krullianin znał agatejski... Ale różne rzeczy się dzieją na tym i tamtym świecie
Co do "błędu" w "Morcie" - przecież to dotyczyło Alberta, czemu książka miałaby tego nie odnotować?
Ipslore Rudy, jeśli dobrze zrozumiałem, przestał być magiem.
Seria "błędów" Spaggsa to jakiś totalny absurd. Ale je też poobalam:
-elfy w A-M to potomkowie elfów przemieszani z ludźmi; jest o tym wspomniane w "Panach i damach"
-Śmierć nie poluje, tylko sam nie jest pewien, kiedy ten Rince w końcu umrze: pamiętasz klepsydrę Rincewinda?
-Dwukwiat miał przecież swoje sławne rozmówki
-a pamiętasz wywody o świetle z "Pomniejszych bóstw"? Tam wytłumaczył co trza...
-a magowie przestali się wyrzynać, co jest wielokrotnie powtarzane, dlatego, że wraz z pojawieniem się Ridcully'ego stanowisko nadrektora stało się nieosiągalne, bo Ridcully jako myśliwy łatwo likwidował morderców, i magowie stracili do tego serce...