Oglądaliście może już Antychrysta Larsa von Triera? Byłam na tym wczoraj i mam bardzo mieszane uczucia. Na samym początku nie mogłam przegryźć Willema Dafoe, bo za bardzo utożsamiam go ze "Świętymi z Bostonu", minęło to szybko, bo moim zdaniem zagrał świetnie. Ale sam film- moim zdaniem zbyt brutalny, przynajmniej kilkanaście minut spędziłam starając się nie patrzeć (ale ja się zawsze strasznie boję na horrorach). No właśnie, horrorach, bo spodziewałam sie czegoś w rodzaju Dogville i (chyba spoiler, ale to jest w ulotce reklamowej) analizy zachowania kobiety po stracie dziecka. A było coś zupełnie innego. Podejrzewam, że ani ja, ani spora część widowni kilku fragmentów nie zrozumieliśmy, ale strach przeplatał kilkakrotnie głośny śmiech. Czuję, że aby zrozumieć potrzebowałabym obejrzeć raz jeszcze, ale za bardzo się boję. Bardzo podobały mi się zdjęcia, kolorystyka, muzyka, klamrowość wstępu i zakończenia i podział na rozdziały. Ale dla mnie za dużo brutalności, tak wiele, że miałam ochotę wyjść. Zostałam, ale juz za bardzo nie patrzyłam na ekran
I jeszcze jedno:
Spoiler:
wie ktoś o co chodziło z bucikami? Tym, że kobieta zakładała je dziecku odwrotnie, a potem podczas autopsji wyszło zniekształcenie? Bo ja nie mam pojęcia;]
Chcecie w ten piątek robić po prostu spotkanie integracyjne w jakimś miejscu, czy macie jakieś inne konkretne plany, typu rozmowa o niewydanych książkach albo wspólne oglądanie okładek?
Wyglądają jak ekipa z Pottera, a ten w prawym górnym rogu to na bank Snape. Myślak (?) to idealny Harry, a w drugim rzędzie w środku- Dumbledore. Tylko mi się to tak skojarzyło?
Na obrazku niespecjalnie mi sę podoba, ale wyobraziłam sobie to jako okładkę książki i powinno być nieźle
Mam pytanie, wiem, że temat jest nieodpowiedni (do pytań w ogóle), ale nie widzę lepszego (jeżeli któryś moderator znalazł, to uprzejmie prosze o przeniesienie )
Czy ktoś zna jakąś książkę węgierskiego (główny warunek) pisarza, godną polecenia jako prezent urodzinowy? Niekoniecznie fantastyka, po prostu jeśli ktoś się natknął na coś fajnego (i przeczytał), bardzo prosiłabym o podanie tytułu i autora.
Slumdog milionaire Właśnie wróciłam z kina i w sumie mam mieszane uczucia. Ogolnie film chwytający za serce, jeśli miałabym do czegoś porównać to chyba byłoby to Miasto Boga, można dostrzec sporo podobieństw. Z tym, że sam film jest dość schematyczny i odnoszę wrażenie, że tę ilość statuetek dostał nie za jakość, ale za miejsce akcji. Świetne zdjęcia i rozbrajający motyw tańca rodem z bollywood na sam koniec, ale szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego.
Jagodowa Miłość Strasznie chciałam to obejrzeć, zwłaszcza po entuzjastycznych ocenach (nawet mężczyzn) tu na forum i ogólnie w sieci. Od razu mówię, że nie widziałam wcześniejszych filmów tego autora, ale szczerze mówiąc nie wiem czy chcę zobaczyć . Film jest po prostu strasznie schematyczny, można prawie z minutowym wyprzedzeniem przewidzieć jaka będzie kolejna wypowiedziana kwestia i co się wydarzy. Niespecjalnie urzekł mnie zachwalany motyw drogi i sztuczna gra głównej bohaterki (niech pozostanie przy śpiewaniu... ), jedyne co mi sie podobało to kolorystyka i to jagodowe ciasto, straszną miałam potem na nie ochotę
the curiuos case of benjamin button
Niespecjalnie rozumiem (aż) taką ilość nominacji do Oscara. Może dlatego, że ja Finchera utożsamiam z genialnym dla mnie Fight Clubem i mimo ostrzeżeń m.in. tu na forum nadal spodziewałam się... akcji? Bo dla mnie ten film jest stanowczo za długi. W momencie jak już zrozumiałam o co chodzi i na czym polega wyjatkowość Benjamina, ogladanie całego jego życia przestało mnie bawić, akcja była strasznie spowolniona. Pitt był zbyt cukierkowy (ale to bardziej wina wyglądu, grał dobrze), za to idealnie imo wpasowała się tam Cate Blanchett. Dodatkowo sama forma, córka czytająca pamiętnik matce na łożu śmierci... Ckliwe, rodem z serii TVP "okruchy zycia", ale całkiem możliwe, że ja jeszcze nie dorosłam do takich filmów, w zwiazku z czym, obejrzałam potem 10-ty chyba raz Fight Club.
Napisałam wlaśnie recenzję i ją sobie skasowałam, świetnie. One more time.
młode wino
Bardzo ciepła i sympatyczna czeska komedia. Może nie tak dobra jak stare (czarno-białe jeszcze) czeskie filmy, które spłakana ze śmiechu oglądałam jako małe dziecko, ale nie jest najgorzej. Bohater-nieudacznik wzbudzający uśmiech, uroczy dziadek, przyjemnie krajobrazy. No i fabuła, oparta na zabawnych stereotypach (Praga kontra reszta kraju czy nieudolni policjanci), po wyjściu z kina pragnie się jedynie wysokich temperatur i wina. Polecam, bardzo odpręża.
Ogólnie zabawne jest u nas entuzjastyczne (bezkrytyczne często) podejście do wszystkich czeskich produkcji, o czym świadczą chociażby półki w empiku z zestawami, na których ciężko dojrzeć tytuły filmów, ale naklejka "czeski film" rzuca się w oczy od razu. Chociażby "Obsługiwałem angielskiego króla" ma na filmwebie 7,5/10, w samych Czechach został dość mocno skrytykowany. Czekam teraz na chwilę, by pójść na Braci Karmazow Zelenki, ich kandydat do Oscara, recenzje obiecujące
Nie ma sprawy. Przedstawię potem moje propozycje (Tobie czy komukolwiek innemu z zarządu ), zobaczymy jak to wyjdzie i czy da sie z tego zrobić coś odrębnego czy włączyć do pytań konkursowych.
Ale to po sesji
Kiedy robiłam prezentacje maturalną (o nawiązaniach muzycznych w literaturze, m.in u Praczeta) pokazywałam znajomym cytaty ze zmienionym nazwami np. zespołów muzycznych czy okładkę Muzyki Duszy i pytałam, czy wiedzą do czego to nawiązanie. Osoby całkowicie niezwiązane z ŚD nieźle się bawiły odpowiadając, a nie wymagło to znajomości książek. Można umieścić coś podobnego w konkursie i dać szansę niezorientowanym.
Co do muzyki, gdzieś w FanArtach był umieszczony strasznie fajny tekst (wiersz, piosenka?) o Nobbym, ktorego sie nie da przelecieć. Nie dałby rady?
Wszystko fajnie, ale proponuję jednak dodać do listy standardowe logo UAM- żeby starsi użytkownicy nie zapomnieli, a nowi nie czuli się całkowicie zdezorientowani patrząc na (chociażby) obrazek średnio świeżego banana.
W życiu nie uznałabym nawiązań do świata kuli za błąd czy nawet nieścisłość, ale za celowy zabieg. Co jest dziwnego w tym, że autor przedstawiając jakąś rzeczywistość w ironicznym świetle zamieszcza do tej właśnie rzeczywistości odniesienia? Nawet jeśli nie mieszczą się one w kanonie ŚD to przecież są zrozumiałe dla czytelników. Jak dla mnie są one jak najbardziej na miejscu i uznanie tego za błąd nie przyszło by mi do głowy, co więcej, dzięki takim wtrąceniom jeszcze bardziej ŚD lubię
Co do wspomnianego wyżej Dobrego Omenu- chyba nie uważacie, że tam wspomnienie sekundy nowojorskiej było nie na miejscu?
Z cyklu dziwnych szyldów, które chciało się sfotografować, ale oczywiście się o tym zapomniało:
1) W "centrum" małej holenderskiej wsi szyld z napisem "Speciale Palm" i wizerunkiem konia. Nie mam pojęcia co się tam mieściło, bałam się wejść, ale sam napis wywoływał mimowolny uśmiech za każdym razem, kiedy patrzyłam
2) Już nieco bliżej, bo po czeskiej stronie granicy jest piekarnia o nazwie "U Golema". Nazwa dosc niefortunna, choć pieczywo wbrew pozorom niezłe
Szczerze mówiąc, to jest chyba mój pierwszy ff, który przeczytałam w całości, głównie dlatego, że był krótki. Co więcej, do dzisiaj byłam przekonana, że Slash to gitarzysta Guns'n'Roses, a tu taka niespodziewanka.
Gdybyś nie zaznaczyła na samym początku, że będzie taki akcent, nie zauważyłabym go. To tak, jakby pisarz musiał we wstępie ujawniać część zakończenia, żeby zachęcić do przeczytania.
Fajnie w sumie napisane, chociaż imo nie odwzorowałaś dobrze postaci, ale to pewnie wina (mojej lub Twojej) słabej orientacji w całości twórczości Pratchetta.
Tylko nie wiem jaką formą to nazwać- żeby było opowiadnie, musi być akcja, nie uważasz?