Oryginalna wersja Sweeney Todd zawierała jeszcze piosenkę "The Ballad of Sweeney Todd", która pojawiała się na samym początku i na końcu musicalu. Nie wiem, czemu nie pojawiła się ona w filmie, moim zdaniem jest najlepsza ze wszystkich piosenek... Można ją znaleźć na youtube, jeżeli kogoś interesuje.
Zawsze mi się zdawało, że Colon jest raczej średnio wysoki, ale faktycznie nie przypominam sobie, żeby było to gdzieś dokładniej opisane. Dla mnie Colon ze 194 cm wzrostu byłby nieco dziwny, ale może innym by odpowiadał... Tylko wtedy trudno byłoby dopasować jeszcze wyższych Marchewę i Patrycjusza...
Większość pewnie jest już po wigilijnej kolacji i zajmuje się rozpakowywaniem/podziwianiem/krytykowaniem prezentów, niemniej życzę wszystkim wszystkiego najlepszego, oby święta minęły spokojnie, przy dobrym jedzeniu i miłej atmosferze
Tak jak Vanti dziwię się, że nikt nie wspomniał o nawiązaniu do Bonda .
Ogólnie o książce: podobali mi się: Susan (w końcu zdobyła jakąś typowo ludzką słabość), Lu-Tze (i jego książeczka z mądrościami); Ronnie Socha (kto by wpadł na pomysł, że tak można rozwiązać problem świeżości przetworów mlecznych...); Myria i jej problemy natury ludzkiej (chociaż trochę żal audytorów, bo może gdyby dłużej pobyli w ludzkiej postaci, mogliby stać się tacy, jak ona, ale taki happy end mógłby być trochę niestrawny); Wojna i jego żona (trochę mi go było żal...); zetknięcie Niani z Susan; praca mnichów historii. Nie spodobał mi się Lobsang - niby postać o wielu ciekawych umiejętnościach, ale z charakteru odrobinę nijaki, w przeciwieństwie do Jeremy'ego, który miał i niespotykane zdolności, i lekko zamotaną osobowość.
Przewaga dialogów nad opisami to takie wygodnictwo - łatwiej wymyślić, co ktoś może powiedzieć, niż opisać, jak to robi. No i jak coś ma dużo dialogów, to się szybciej czyta i mniej przeraża długością (chociaż tutaj sprawa długości akurat nie miała znaczenia). Masz rację, z opisami pewnie byłoby lepiej.
O stylu nic nie mogę rzec, bo trudno samego siebie ocenić; również nic innego do czytania nie mogę zaproponować, bo od dawna nic nie piszę.
Książka komunikowała się przez niewidzialny i niematerialny głośnik .
Dzięki za opinię i sugestie
Pan Tulipan to człowiek, który jednocześnie jest bezwzględnym mordercą i kimś obdarzonym ogromną wrażliwością na sztukę. Nie chodzi o jej znajomość w sensie znania nazwisk, dat, stylów, technik, tylko o to, że jemu na niej zależy - dlatego nie chce, żeby byle rzemieślnik przetopił unikatowy świecznik i zniszczył jedyne w swym rodzaju dzieło. Człowiek nie spodziewa się, że ktoś, kto może godzinami mówić o sztuce złotniczej, chwilę później bez wyrzutów sumienia pozbawia kogoś życia. Wiadomo, że w normalnym życiu raczej nie dałoby się polubić kogoś takiego...
Gdyby chodziło o samą znajomość sztuki, spóbujcie sobie wyobrazić bohatera, który przez cały czas zachwycałby się architekturą, malarstwem, rzeźbą... Non stop gadanina o tym, jakie wspaniałe treści chciał przekazać autor, jakich użył technik, żeby to osiągnąć, na kim się wzorował, czy był nowatorski... Takie coś jest ciekawe przez góra dwie godziny, chyba, że podziela się jego pasje - dalej, dla większości ludzi, staje się nudziarstwem. Pan Tulipan ma tę przewagę, że w chwili, kiedy historyk sztuki zacząłby zanudzać, on zacząłby wciągać nosem torbę Diabelskiego Pyłu i rzuciłby parę gróźb do ludzi wokół, co wybudziłoby słuchaczy z odrętwienia.
A czy ktoś powiedział, że horrory gore są bardziej interesujące od porno? Napisałam tylko, że je widziałam, co wcale nie oznacza, że uważam je za fascynujące...
Przeciwko przemocy w filmach, bajkach czy grach zatroskani rodzice też protestują... Ale masz rację - chorą sytuacją jest kiedy przez nagą pierś Janet Jackson oburza się naród amerykański, a nie oburza ich to, że dzieciaki na chrześcijańskich obozach powtarzają za nauczycielami, że trzeba tępić innowierców.
H. S. Thompson - Fear and loathing in Las Vegas
Powieść o pobycie w Las Vegas i poszukiwaniu Amerykańskiego Snu przy pomocy różnego rodzaju środków odurzających, w 99% nielegalnych. Momentami zabawne i absurdalne, chwilami trochę gorzkie... Czyta się bardzo przyjemnie, ale, o ile wiem, książka ta nie została dotąd wydana po Polsku . Jest za to dostępna wierna książce ekranizacja w reżyserii Terry'ego Gilliama z Johnnym Deppem i Benicio del Toro.
G. Brewer - Światy prota
Kolejna część cyklu o przybyszu z planety K-Pax, którego z urojeń próbuje wyleczyć doktor Brewer, psychiatra. Chyba mniej ciekawa od poprzednich, ale za to pozostawiająca więcej pytań co do prawdy o głównym bohaterze.
Lody na patyku. Produkcja niemiecko-izraelska. Tytuł niemiecki - Eis am Stiel. Siedem albo osiem części - wydali ostatnio w Polsce na dvd. I to nie są firmy pornograficzne - raczej komedie, w których jest scen dla dorosłych tyle, co w Scarry Movie albo American Pie. Albo i mniej. Widziałam wszystkie jako dzieciak i mam komplet na dvd, bo mój ojciec jest fanem tych filmów (głównie ze względu na muzykę z lat 50/60 bodajże) . Humor różnych lotów, momentami bardzo niskich, ale uśmiać się naprawdę można .
Filmów porno nie oglądam, bo mnie nie interesują. Chyba nawet żadnego nigdy nie obejrzałam, chyba, że zaliczyć powinnam do nich jakieś horrory z gatunku gore, w których różne wątki się zdarzają.
Prawda bardzo mi się podobała - o wiele bardziej, niż Piąty Elefant. Chociaż wiadomo, że CJ nie dorównuje, ale to przecież inna tematyka i inni bohaterowie.
Podobało mi się, że w końcu widzimy znanych już bohaterów z perspektywy kogoś innego i że pojawiają się jacyś nowi bohaterowie, którzy nie zostają strażnikami . Sacharissa drętwa, William trochę nijaki - momentami ciekawy, a chwilami tak zwyczajny, że trudno pojąć, czemu jest głównym bohaterem - ale za to Otto świetny. I pan Tulipan chwilami rozbrajający swym podejściem do sztuki .
Trochę się zdziwiłam, kiedy zamiast Szczekacza przeczytałam Wuffles... Przecież imię Szczekacz było całkiem odpowiednie .
Jasne, że ktoś słyszał i oglądał. Parę stron wstecz nawet powinny być opinie na jego temat .
Edit: Strona 27. I jeszcze w temacie "Wystrzegajcie się" też ktoś o nim pisał. A tak w ogóle pierwsze słyszę, że to film kultowy . Książka rozumiem, ale film?
O bogowie, powiedzcie, że z tymi lekturami to jakiś zły sen, czy inna kaczka (TFU!) dziennikarska . Toż to koszmar! Może jeszcze zaczną w szkołach mówić, że romantyzm powstał w Polsce, a Goethe od nas sobie odgapił, więc po co czytać o Werterze? To jakaś totalna porażka... Strach dzieciaki do szkół posyłać, bo nie wiadomo, co im za wodę z mózgu zrobią .
W końcu, po długich bojach, wielkich staraniach, krwawych zamieszkach, dalekich wyprawach... udało mi się zdobyć Jedyną Słuszną "Prawdę" w Empiku na wrocławskim rynku. A później jeszcze w innej księgarni (ul. Świdnicka, naprzeciw Solpolu) na wystawie sobie leżała...
Tak więc zaraz zalegam do czytania!
Byłam w jednym z Empików i w Notabene - nie ma. Kto wie, może będą mieli później. Więcej księgarni obejść nie zdołałam - uniemożliwiło mi to 7 nowych odcisków na stopach...