No pewnie, że trzeba. Ale tę wersję w reżyserii Opleva. A najlepiej najpierw przeczytać książkę, a potem zobaczyć.
Doprawdy nie rozumiem - ledwie trzy lata temu powstała świetna skandynawska ekranizacja, a ci Amerykańce i tak muszą zrobić swoją wersję żeby zbić na tym krocie Wydaje mi się to straszliwym marnowaniem zasobów.
Dawno nikt nie zaglądał do tego tematu, a u mnie się parę rzeczy pozmieniało - więc się pochwalę, a co mi tam
Po pierwsze, udało mi się wreszcie obronić - jestem już oficjalnie licencjatem stosunków międzynarodowych.
Ponadto od trzech miesięcy pracuję w agencji informacyjnej Thomson Reuters jako analityk danych dla rynków skandynawskich. Chyba nic już więcej mi do szczęścia nie potrzeba - przynajmniej na razie
Ostatnio trafiłam na 3 nowe seriale, które wciągnęły mnie bez reszty. Nie widziałam chyba jeszcze wzmianki o żadnym z nich na forum, więc tym bardziej warto o nich napisać.
Leverage
Majstersztyk. Serial opowiada o grupie przestępców: złodziejce, hakerze, oszustce i "facecie od lania po pyskach", którzy przechodzą na dobrą stronę mocy za sprawą lidera, człowieka, który przez 20 lat pracował w firmie ubezpieczeniowej. W każdym odcinku doszczętnie niszczą i kompromitują jakiś czarny charakter. Formuła podobna do brytyjskiego serialu Hustle, jednak jest tu więcej elektronicznych gadżetów i lania po pyskach
Doskonale zawiązana fabuła, wbrew pozorom odcinki nie są sztampowe, i każdy czymś zaskakuje, do tego sceny walki i kilka zabawnych momentów i tekstów, które powalają (Let's go steal us a hospital). Właśnie trwa trzeci sezon. Gorąco polecam.
Lie to me
Bardzo przypomina doktora House'a. Odcinki mają bardzo podobną konstrukcję, jednak temat przewodni serialu jest dość oryginalny. Głównymi bohaterami są osoby zawodowo zajmujące się rozpoznawaniem ludzkich emocji na podstawie mimiki twarzy, mowy ciała itp. Można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy na ten temat. Właśnie trwa drugi sezon.
Memphis Beat
Seial kryminalny rozgrywający się w legendarnym Memphis. Główny bohater, policjant z nażelowaną grzywą, rozwiązuje różne dziwne sprawy i zagadki. Po godzinach śpiewa w klubie. W tle mnóstwo muzyki Elvisa, a tytuły odcinków nawiązują do jego piosenek. Cud miód i orzeszki. Dopiero wyszedł 4 odcinek pierwszej serii.
Mam takie być może dziwne pytanie: jakiej waszym zdaniem orientacji jest profesor Macarona?
Z jednej strony rozmowa o pozwie rozwodowym sugerowałaby homoseksualistę, jednak - jak zauważyła Agata - dalej jest mowa o tym jak dobrze sobie radzi z piłką i innymi podobnymi rzeczami. No i jeszcze madame na końcu...
Sobór Watykańsi II rozwiązał te kwestie dość jednoznacznie.
Nie uważam, że taka muzyka jest gorsza czy lepsza od jakiejkolwiek innej. Ale szczerze - to jest jak łączenie dwóch żywiołów, te rzeczy po prostu do siebie nie pasują.
Moim zdaniem taki sposób "ewangelizacji" czy nagłaśniania sprawy jest tanim chwytem. Owszem, wiele osób uzna to za ciekawsze, niż smędzenie księdza na ambonie, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Kościół desperacko dąży do "modernizacji" i dopasowania się do obecnych czasów. W efekcie sam się ośmiesza. Mnie to nie przekonuje.
P.S. To już jest ten moment, kiedy nazywasz mnie starym moherem?
No i super. Ale czy ten zakonnik śpiewa swój metal podczas mszy czy "po godzinach"?
W konstytucju kapucynów nie ma nic o tym, że muszą nosić habit stale - więc jak w przypadku większości, jak nie wszystkich zakonów męskich - zdarzają im się stroje casual. Tak więc podtrzymuję swoją tezę o szpanowaniu habtem. Amen.
Ja uważam, że kiedy decydujesz się na jakiś "zawód" (tu można wymienić tegoż prawnika, przedstawiciela handlowego, lekarza, whatever - duchowny też się łapie), to musisz liczyć się z tym, że obowiązują pewne reguły. Nie tylko ubioru, ale również zachowania. Chce śpiewać metal - proszę bardzo. Ale czy musi to robić w habicie? W tym momencie to jest szpanowanie kiecą, pardon my klatchian.