Ale przecież był planowany dodruk OB jak i przygód Maurycego i jego bandy szczurów (o ile się nie mylę to właśnie na rok 2009)...
a gdzieś to usłyszał? Oo
Prószyński póki co jest ostrożny w dodrukach (nie mówiąc o reedycjach) Pratchetta i jakoś bym się nie spodziewał OB i Maurycego za wcześnie..
Część z tych ludzi w ogóle nie zaczaiła co się stało - po prostu przebiegł koleś i popchnął "redaktora" - dopiero po czasie dochodzi do nich, że koleś podpierdzielił portfel - tak jak w przypadku ostatniego pana, który musiał dopytać się, co się właściwie stało, zanim pobiegł za jakimś tam ulicznym gamoniem. Lepszy efekt i bardziej wymierne wyniki byłyby, gdyby na przykład ktoś wyskoczył z pięściami na kolesia przeprowadzającego wywiad - w końcu nie można oczekiwać od starszego pana, że puści się biegiem za młodym kieszonkowcem, a stawanie w bezpośredniej obronie to już inna sprawa... pomysł fajny, wykonanie bardzo średnie, wynik testu niejednoznaczny
... on wcale nie przestaje wierzyć. Nie chce wierzyć, ale wiara jest w nim wyryta dość głęboko - co wiąże się, jak zauważyłaś, ze sposobem wychowania. O tym, że nie przestał wierzyć świadczy choćby fakt, że pod koniec Locaha praktycznie dosłownie rozpościera nad nim swoje skrzydła. On jest na bogów zły i chce uwierzyć, że ich nie ma, nie rozumiejąc, że mogli zesłać Falę bez powodu - to z resztą zauważa Ataba, bodajże pod jaskinią Praojców.
A złość przychodzić może przecież nagle, pod wpływem nieprzewidzianych wydarzeń i w złości potrafimy nieraz robić rzeczy, o których wcześniej w ogóle byśmy nie pomyśleli. Złość w pełni tłumaczy "nagłą" zmianę sposobu postrzegania wiary... Bo czy to rzadko spotyka się ludzi, którzy winią Boga i/lub negują jego istnienie po utracie kogoś bliskiego? To, moim zdaniem, cecha czysto ludzka, niezależna od kultury - dlatego Mau, choć wychowany w innej społeczności, przyjmuje taką właśnie postawę...
Aha, no i Mau jest o wiele za sprytny/mądry/inteligentny/dojrzały jak na takiego młodego "autochtona". Wiem, że miał sposobność dojrzeć, ale dzieje się to moim zdaniem odrobinę za szybko - jednego dnia słucha głosów Praojców; następnego myśli "wiara w bogów to ciemnota i zabobon".
A co mają Praojcowie do bogów? To dwie różne rzeczy. Mau wypiera wiarę w bogów, czyli w wyższą siłę kreująco-kierującą. Wierzy natomiast w siłę człowieka, moc wspomnień, mądrości i pamięci o czasach minionych - a to właśnie reprezentują Praojcowie (jednocześnie jednak, reprezentują też klasyczny zabobonny model wiary, w której to kwestii właśnie Mau się im stawia - ale to wcale nie następuje z dnia na dzień, bo w swym uporze przeciw bogom chłopak utwardza przez większą część opowieści). Jak dla mnie, jego nagłe wejście w dorosłość nie było wcale dziwne... Cały dzień chowania trupów może nieźle łupnąć po psychice. Spryt i inteligencja to cechy praktycznie wrodzone, a mądrość Mau zdobywa na Nacji. Przecież akcja książki toczy się długimi tygodniami... Czemu więc miałby być za sprytny/mądry/inteligentny/dojrzały? Mnie to się wszystko ładnie układa
Poszukałem co nieco o fabule... I ogólnie zdaje się, że Nacja jest bardziej adekwatna. Książka opowiada o zderzeniu przedstawicieli różnych nacji (różnica rasy, wyznania, kultury), którzy starają się stworzyć coś wspólnego - wspólną nację... naród jakoś nie bardzo mi tu pasuje, tym bardziej, że główni bohaterowie to dzieci. Dlatego myślę, właśnie taki tytuł wybrał tłumacz.
Jakby był naród, to zaraz zaczęłyby się krzyki "a czemu nie nacja?!" Nie jest źle, lepiej cieszmy się, że nie wymyślili czegoś durnego - poza tym "naród" sugeruje bardziej przynależność do państwa, a nacja ma imo trochę szersze znaczenie - może oznaczać mieszkańców danego państwa, ale też grupę tej samej rasy, itd
Data wydania i polski tytuł zostały potwierdzone przez wydawcę [tytuł był do przewidzenia i na szczęście nikt nie wpadł na genialny pomysł, aby przetłumaczyć go polską modą - jak kultowy Wirujący Seks ]. Możecie już przechrzcić topic
Wiem, że spora część z Was fanfików nie lubi, ale kogoś może to zainteresuje - od wczoraj dostępny jest trzeci numer Pulsu - http://discworld.pl/puls.php Zapraszam!
Jeżeli chodzi o wizytę to na razie nie ma szans. Jest to spowodowane tylko i
wyłącznie stanem zdrowia autora. Naszym marzeniem byłoby go ściągnąć do
Polski, ale jest niemożliwe.
Jak rozumiem Pracz omija spotkania w celu podpisywania książek i zwyczajne pogadanki organizowane przez wydawnictwa, a na konwenty przyjeżdża zapewne z jakiegoś poczucia wewnętrznego obowiązku Dopóki więc w Polsce nie będzie konwentu, albo też PTerry nie poczuje się na siłach znowu zacząć przyjmować zaproszenia na spotkania promocyjne, to raczej go u nas nie zobaczymy...
Plany były - przed ogłoszeniem informacji o chorobie Terry'ego... i po tym się kompletnie posypały (z resztą samemu Praczowi wszystkie plany się wtedy zmieniły). Terry ogólnie ostatnimi czasy 'omija' większość spotkań z fanami, a już w szczególności te wyjazdowe.. Choć pomysł jest oczywiście super, to jednak obawiam się, że na razie jest mała szansa na realizację go. Ale do Prószka mogę napisać, nic nie zaszkodzi
Klimat i wygląd mieszkańców mógłby, owszem, na to wskazywać, ale po pierwsze to najbliższy zamorski sąsiad A-M, coś jakby zaraz za cieśniną, a po drugie w sposób bezdyskusyjny Pratchett używa przytoczonego wyżej sformułowania "excuse my Klatchian" analogicznie do angielskiego "excuse my French". Więc raczej znowu konglomerat. W sumie to logiczne, żeby nic nie było zbyt oczywiste.
A może po prostu "excuse my Klatchian" wypadło przypadkiem, bo akurat Praczowi najbardziej podpasowało fonetycznie? Albo Klatch był pierwszym krajem, który przyszedł mu na myśl pisząc to? Jak dla mnie, to nie jest to żaden argument, potwierdzający to, że Klatch ma być odbiciem Francji - nanom słusznie zauważył, że podobieństw jest bardzo mało i żadne z wymienionych mnie osobiście nie przekonuje do takiego punktu widzenia. Jakby w Anglii przyjęło się powiedzenie "Excuse my Mongolian" to pewnie teraz rozważali byśmy podobieństwo Klachu do kraju Chingis Khana... A co jeśli Praczowi akurat inna klepka stuknęła w głowie i napisałby "Excuse my Howondolandian"? Podobieństwo tych powiedzeń to nie argument wskazujący Francję, ale zwykła spekulacja, która jednak ginie pod natłokiem innych argumentów, wskazujących bezsprzecznie na bliski wschód
Tak też myślałem, ale na razie siedzę cicho, bo próbuję ustalić jakoś własne plany na kwiecień - dopóki nie będę wiedział, czy moja obecność jest w ogóle realna to nic konkretnego nie mówię.
Jeśli chodzi natomiast o forum discworld.pl, to macie tam "Ambasadę" - możecie więc poinformować ludzi o spotkaniu, bo zapewne znajdzie się parę osób, które nie zaglądają tutaj za często i nie wiedzą o tych planach, a byłyby chętne się zjawić. Jeśli sobie życzycie, to sam mogę to zrobić.
Co do samego spotkania, mam taką cichą nadzieję, że może uda się wyrwać i zmontować małą reprezentację discworld.pl - ale tego się dowiem w przyszłości [trudno na razie ustalić jak dalekiej]